Historia

Gdy kolor żółty przybiera barwę krwi. Część II: Kołysanka w ciemności

seventhseal 7 6 lat temu 8 491 odsłon Czas czytania: ~5 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3

Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/10455-Gdy-kolor-zolty-przybiera-barwe-krwi-Czesc-I-Historia-serbskiego-snajpera

Nie byłem pewien, czy było mi po prostu zimno, czy po moich plecach przeszedł dreszcz.

To znaczy, wiesz, swoje w życiu przeżyłem. Ale to było coś, co wykraczało poza moje doświadczenia. Wyobraź sobie: siedzisz sam w domu, jest noc, nie palą się żadne światła, a ty słyszysz pogwizdywanie. I nie jest to zwykłe pogwizdywanie. Była to melodia, którą słyszałem ponad rok temu, od matki dziecka które przypadkowo zastrzeliłem. Szanse na to, że to ta sama kobieta były żadne, przynajmniej ja tak uważałem. Miną ponad rok od tamtych wydarzeń, więc byłem pewien, że kobieta albo całkiem sfiksowała, albo zginęła.

Mimo wszystko, to pogwizdywanie bardzo mnie martwiło.

"Kto tam jest?" krzyknąłem, "Pokaż się, albo spierdalaj, bo zacznę strzelać!"

Żadnej odpowiedzi, ale przynajmniej gwizdanie ustało. Nastawiłem ucha. Usłyszałem coś innego. Kroki. Ktoś szedł po śniegu. Na początku kroki były wolne, potem nagle przyspieszyły, aby po chwili znów zwolnić.

Nie była to osoba, która chodziła wokół domu. Ten ktoś tańczył.

Nie byłem pewien co robić. Czy wyjść i sprawdzić, kto powoduje ten hałas, czy zostać w środku? Wiedziałem natomiast jedno, musiałem zadzwonić po wsparcie. Próbowałem złapać kontakt z Valdo, moim najlepszym kumplem z jednostki, ale na początku nie odpowiadał. Dziwne, przecież kilkanaście minut wcześniej z nim rozmawiałem. Zacząłem ustawiać urządzenie na inną częstotliwość i w końcu nawiązałem kontakt. Powiedziałem mu, żeby przybywał czym prędzej.

Miałem totalny natłok myśli. Najpoważniejszym problemem, było to, że siedziałem w kompletnej ciemności. Wtedy, przypomniałem sobie, że miałem flary oświetlające na górze. Pobiegłem po nie tak szybko, jakby zależało od tego moje życie i wyciągnąłem flary z pudełka. Po raz pierwszy od dłuższej chwili, na mojej twarzy pojawił się uśmiech.

Cztery flary w pudełku i jedna w pistolecie dawało razem pięć flar. Powinno wystarczyć. Aby nie tracić czasu, podszedłem do okna na górze, chcąc wystrzelić flarę. Zorientowałem się również, że odgłosy kroków i tańca ucichły. Mimo to, chciałem oświetlić trochę swoje otoczenie.

Dom był dosyć odizolowany. Wokoło nie było żadnych innych budynków, nie licząc składziku na narzędzie, jakieś 20 metrów obok. Wycelowałem w stronę drogi prowadzącej do domu i wystrzeliłem. Flara natychmiast oświetliła otoczenie. Była czerwona, mimo to widoczność nie pozostawiała nic do życzenia. Nikogo nie dostrzegłem, jednak zauważyłem odciski stóp na śniegu. Były wszędzie: dookoła domu, na drodze, wszędzie. Zobaczyłem nawet ślady przed oknem, przy którym siedziałem. Cholera, wyglądało na to, że ktokolwiek tu chodził, stał przede mną, a ja go nie widziałem. Wtedy dostrzegłem ślad prowadzący do składziku. Podążyłem za nim wzrokiem. Stała tam.

Miała na sobie żółtą sukienkę, w większości zabrudzoną krwią. Bez wątpienia, była to ta sama kobieta, której dziecko zastrzeliłem ponad rok wcześniej. Stała na dachu składziku, po prostu na mnie patrząc. Po prostu się patrzyła, nic więcej.

"Czego, kurwa, chcesz, co?" wykrzyczałem przez okno.

Nie odpowiedziała, nie ruszała się, po prostu stała, patrząc się prosto na mnie.

Zauważyłem, że flara niemal się wypaliła. Jednak zanim to się stało, kobieta zleciała z dachu składziku. Nie skoczyła. Tego jestem pewien, po prostu jakby zleciała w ciemność, gdyż w tym samym momencie flara zgasła.

Pogwizdywanie zaczęło się znowu.

Byłem totalnie zamurowany. Wiesz, za każdym razem kiedy opowiadam komuś tą historię, staram się podkreślać absurdalność całej sytuacji. Pomyśl. Jesteś sam w ciemnym budynku, a twój najbardziej irracjonalny i nielogiczny strach przed odnalezieniem cię przez matkę twojej najmłodszej ofiary spełnia się. W dodatku, matka wydaje się być bardziej szalona niż wcześniej.

Chwyciłem za walkie-talkie i krzyknąłem: "Valdo, gdzie ty, kurwa, jesteś, co?"

"Idę, stary, idę. Boże, wszystko w porządku?" usłyszałem.

"Wszystko jest, kurwa, nie w porządku. Ruszaj dupsko!"

Musiałem zacząć myśleć logicznie. Na pewno dało się wyjaśnić tą dziwną sytuację. Powiedzmy, że była to ta sama kobieta, pomyślałem. Powiedzmy, że mnie znalazła. Co niby może zrobić? W sumie nic. Ale, co jeśli przyprowadziła ze sobą jakichś ludzi? Miałem nadzieję, że Valdo naprawdę się pospieszy.

Zszedłem na dół, biorąc pozostałe flary ze sobą. Podszedłem do okna, ustawiłem karabin i przygotowałem się do ponownego rozświetlenia otoczenia. Wycelowałem w górę i wystrzeliłem. Mogę teraz szczerze powiedzieć, że bym to jeden z najgłupszych pomysłów, jaki mógł mi wtedy przyjść do głowy. Gdy tylko flara rozświetliła okolicę swym czerwonym światłem, zobaczyłem coś okropniejszego, niż wszystkie widoki z wojny razem wzięte. Zobaczyłem kobietę, trzymającą dziecko.

Stała jakieś dziesięć metrów od domu. Trzymała dzieciaka, który bardzo przypominał moją najmłodszą ofiarę. Flara upadła metr przed nią, nadając jej sukience jeszcze bardziej krwisty kolor. Jakby nasiąknięty krwią materiał nie był zbyt przerażający. Nawet nie drgnęła. Zrobiła coś gorszego. Zaczęła śpiewać dziecku kołysankę.

Nie wiedziałem, co mam robić. Jednak wiedziałem jedno: to nie miało prawa być to samo dziecko. Tamto było martwe, dostało kulkę w głowę do jasnej cholery.

Flara zgasła.

Podniosłem walkie-talkie próbując odezwać się do Valdo i zapytać się gdzie on się kurwa podziewa. Brak odpowiedzi. Świetnie. Trzy flary w zapasie. Przygotowałem karabin. Trudno, jeżeli kobieta chce zginąć, nie będę jej w tym przeszkadzał.

Wystrzeliłem trzecią flarę, ale z nerwów musiałem źle wycelować. Trafiła we framugę okna, odbiła się i upadła przede mną. Złapałem ją ręką i rzuciłem w stronę kobiety. Ciągle stała w miejscu. Tym razem jednak, trzymała dziecko jedną ręką. Nachyliła się i wolną dłonią podniosła flarę, oświetlając wszystko wokół niej. Upuściłem karabin. Stała za nią grupa ludzi. Byłem pewien, że to Muzułmański oddział, gotowy na zemstę.

Jednak po chwili zacząłem ich rozpoznawać.

To byli ludzie, których z zimną krwią zastrzeliliśmy w tamtej wiosce, ponad rok temu. Widziałem ich twarze, oświetlone, tą cholerną czerwoną flarą. Wszyscy byli zakrwawieni. Niektórzy mieli widoczne rany, inni nie. Jednak nie miałem wątpliwości, byli to Ci sami ludzie, których kazałem zastrzelić, martwiąc się o bezpieczeństwo oddziału. Podniosłem karabin i wymierzyłem w jednego z nich. Flara zgasła, ale i tak oddałem strzał.

Chwyciłem radio i zacząłem się wydzierać. Nie usłyszałem jednak żadnej odpowiedzi. Byłem tylko ja i grupa ludzi, których zabiliśmy dawno temu. Byłem zdany na siebie.

W takich sytuacjach, nie ma czasu na logiczne myślenie. To znaczy, nie jestem zbyt wierzącym człowiekiem i nie wierzę w żadne duchy, zjawy, zombie czy inne historie. Ale nie potrafiłem znaleźć wyjaśnienia tej sytuacji. Ludzie, którzy dawno powinni leżeć w ziemi, stali przede mną. Postanowiłem, że spróbuję ich zabić.

Po raz drugi.

Dwie flary. Trudno, wystrzeliłem czwartą. Wszyscy wciąż tam stali.

Kobieta chodziła w lewo i w prawo, przed armią umarlaków. Jej kołysanka robiła się coraz głośniejsza. W pewnym momencie, już niemal wykrzykiwała słowa, wciąż chodząc przed ożywionymi.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/10567-Gdy-kolor-zolty-przybiera-barwe-krwi-Czesc-III-Epilog

Autor: inaaace

Źródło: reddit.com

Tłumaczenie: SeventhSeal

Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3
Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Czapki z głów dla autora, leci do ulubionych!
Odpowiedz
Mam wytłumaczenie - masz shizofrenię...
Odpowiedz
kiedy 3 część?! :D
Odpowiedz
Trzyma w napięciu. Czekam na część III :)
Odpowiedz
Dobre. Trzyma w napięciu. Pisz 3 część bo nie wytrzymam!!!
Odpowiedz
Dajesz więcej :)
Odpowiedz
Super!
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje