Historia

Strażnica - MBN III

Mroczny Wilk 15 4 lata temu 6 639 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Poprzednie części:

http://straszne-historie.pl/story/9258-moje_boze_narodzenie

http://straszne-historie.pl/story/9623-bialy_las

Mijały kolejne godziny. Podążałem trasą wyznaczoną przez Ryszarda. Ciągle byłem w lesie. Nigdy nie pomyślałbym, że sięga on aż tak daleko. Zawsze zdawało mi się, że może on mieć maksymalnie parę kilometrów, jednak wyglądał tak, jakby miał się nigdy nie skończyć.

Przez cały czas towarzyszyły mi odgłosy zwierząt uciekających w popłochu, gdy zbliżałem się do nich zbytnio oraz inne tajemnicze dźwięki. Momentami zatrzymywałem się i rozglądałem dookoła. Obawiałem się, że wrogowie w końcu mnie znajdą.

Nadal nie mogłem pogodzić się z tym wszystkim, co się wydarzyło. Wątpię bym kiedykolwiek to zrobił. Jedyną rzeczą, której pragnąłem, była zemsta. Pomimo wielogodzinnego marszu, nie czułem zimna. Miałem wrażenie, jakby krew się we mnie gotowała. Odczuwałem jedynie mrowienie, które rozchodziło się po całym ciele, szczególnie po plecach.

Bór zaczął się przerzedzać. W końcu dotarłem do końca. Mijałem już tylko pojedyncze drzewka. Wszystko pokrywała gruba warstwa śniegu. Nie widziałem niczego. Zrobiło się ciemno. Po słońcu nie było śladu, a księżyc przysłaniały szare chmury.

Wiedziałem, że będę musiał zatrzymać się i odpocząć. Nawet jako Inny nie da się iść bez przerwy.

Nagle ujrzałem przed sobą zarysy jakiegoś małego budynku. Starałem się wysilić wzrok, ale budowla rozpłynęła się w mroku. Mrugnąłem i znowu widziałem prostokątny, jak się okazało, domek.

Nie znałem tej okolicy. Tym bardziej nie wiedziałem co albo kto może znajdować się wewnątrz budynku, ale postanowiłem zaryzykować. To mogłaby być pułapka, ale wydawało się to lepszą perspektywą niż padnięcie ze zmęczenia i śmierć przez przemrożenie organizmu.

Znalazłem w sobie nowe pokłady siły i zacząłem biec w kierunku kanciastych zarysów, które co chwilę pojawiały się i znikały.

Śnieg zrobił się twardy w dziwny sposób. Wcześniej moje nogi utykały w nim do kostek, ale wtedy prawie całkowicie przestałem się w nim zapadać. Biegnąc, nawet nie zwróciłem na to uwagi.

Usłyszałem głośny trzask. Zatrzymałem się zdezorientowany i chwilę później znalazłem się pod wodą. Zaczęła pochłaniać mnie czarna, okropnie zimna toń. Duża płyta lodu odwróciła się, kiedy wpadłem do przykrytego śniegiem jeziora. Widziałem tylko ciemność. Straciłem orientację. Nie miałem pojęcia, w którą stronę płynąć. Serce zaczęło tłuc się tak głośno, jakby były to jego ostatnie uderzenia. Zacząłem sztywnieć przez przenikliwe zimno.

– To nie może się tak skończyć! – krzyczałem w myślach. – Nie chcę umierać!

Nie chciałem opuścić tego świata, nie dokonawszy zemsty.

Raptem oślepiło mnie białe światło. Dopiero po chwili zauważyłem, że bije ono od moich dłoni. Szybko odnalazłem miejsce, w którym znajdowało się pęknięcie, przez które wpadłem. Napierałem na lodową płytę, aż pojawił się wyłom wystarczająco duży do przeciśnięcia się przez niego. Wsparłem się na dłoniach i z trudem wyszedłem z jeziora. Zrobiło się jeszcze zimniej. Woda spływała po mnie strumieniami, a wiatr przenikał przez mokre ubrania. Trząsłem się z zimna. Odbiegłem jak najszybciej od pęknięcia.

Chciałem ogrzać się przy płomieniach, ale gdy próbowałem je uformować, z moich dłoni zaczęły sypać się iskry. Dopiero gdy otrzepałem ręce z wody, pojawił się ogień. Zrobiło mi się trochę cieplej, ale to było za mało. Żeby uratować się przed mrozem, musiałbym zrobić jakieś ognisko, ale nie było niczego, co mógłbym podpalić. A poza tym, jaki idiota robi ognisko na lodzie, tym bardziej na tyle cienkim, by pękł pod ciężarem biegnącego nastolatka? Moją jedyną nadzieją było dotarcie do tajemniczego budynku.

Ruszyłem jak najszybciej. Liczyła się każda sekunda. Na szczęście dobiegłem tam już bez żadnych dodatkowych przeszkód.

Stanąłem przed ciemnymi, drewnianymi drzwiami i szybko chwyciłem za klamkę. Nawet gdyby ktoś był w środku, nie mogłem sobie pozwolić na czekanie. Okazało się, że jest zamknięte. Nic dziwnego. Zacząłem głośno pukać, ale nie usłyszałem odzewu. Coraz bardziej się denerwowałem. Kopnąłem kilka razy w krawędź drzwi na wysokości zamka, który strzelił i puścił. Wbiegłem bezmyślnie do środka. Wolałem nawet wpaść w jakąś pułapkę niż umrzeć z zimna.

Na szczęście moje przeczucia okazały się nietrafne. Wymacałem przy wejściu włącznik światła. Ukazało mi się schludny korytarz. Poszedłem dalej po wełnianym dywanie. Ujrzałem kolejne pomieszczenia: sypialnia, łazienka i kuchnia połączona z salonem. Okazało się, że odludny budynek jest zwykłym domem.

Poczułem się wręcz nieswojo. Obiektywnie rzecz biorąc, po prostu się włamałem. Ale cóż, chciałem przeżyć.

W środku było bardzo ciepło. Tak ciepło, że ogarnęła mnie senność. Przejrzałem kuchnię w poszukiwaniu czegoś na ząb. Wyciągnąłem z chlebaka dwie bułki, które szybko pochłonąłem.

Zgasiłem światło i położyłem się na kanapie. Zasnąłem.

Obudził mnie przeciągły gwizd. Otworzyłem szeroko oczy i zerwałem się na równe nogi. Zacząłem rozglądać się za niebezpieczeństwem. Jednak okazało się, że jest nim tylko… czajnik. Ale kto nastawił wodę?

Nagle drzwi od łazienki otworzyły się i stanęła w nich blondwłosa dziewczyna. Na oko nie mogła mieć więcej niż osiemnaście lat. Dzięki zaostrzonemu wzrokowi widziałem drobne kropelki, które spływały po jej ciele i włosach. Pewnie dopiero się umyła. Przeraziło mnie to, że nawet tego nie usłyszałem przez sen. A co gdyby to był wróg? Co mógłby zrobić, gdy byłem umysłem na innym świecie?

Spojrzałem na jej błękitne oczy i poczułem, że jest jedną z nas - Innych.

– O, już wstałeś – zawołała. Podeszła i mnie niespodziewanie objęła. – Okropnie ci współczuję. Domyślam się, co mogło spotkać twoją rodzinę. Tym bardziej w Święta, kiedy ich siła wzrasta.

Najpierw się zdziwiłem i zdrętwiałem. Ale poczułem, iż niezależnie od wszystkiego, nie będę w stanie ukryć swoich uczuć i że w końcu będę musiał się komuś wypłakać. Objąłem ją, a po moich policzkach zaczęły spływać grube łzy.

– Czy naprawdę wszystkich to musi spotkać? – spytałem, płacząc.

– Niestety tak. Każdego w końcu dosięga śmierć. Na początku jest bardzo ciężko się z tym pogodzić. Później jednak zyskujemy nową rodzinę. Tych, którzy przeżyli to samo co my. A gdzie jest Rysiek? – wtrąciła. – Poszedł do bazy, a ciebie tutaj odstawił? Ale wtedy zamek od drzwi nadal byłby cały… Coś mu się stało? – Przez jej głos przebijało się wyraźnie przerażenie.

– Rysiek… nie żyje – powiedziałem z trudem. – Wpadliśmy w pułapkę. Nie obawiaj się. Pomściłem jego śmierć. Zabójca zadławił się płomieniami.

– Aż ciężko w to uwierzyć – jęknęła. – Znałam go już od tak dawna. Wojna pochłonęła kolejną dobrą duszę… Dobrze, że przynajmniej ty żyjesz. Musimy iść.

– Jak to iść? Teraz?

– Tak, nie mamy czasu. Muszę zaprowadzić cię do Marka, naszego szefa, chociaż jest on dla nas bardziej jak ojciec lub brat. Prawie od razu zaczniesz szkolenie. Niektórych umiejętności nie da się uaktywnić, gdy minie zbyt długi czas od przemiany.

Niechętnie założyłem kurtkę i opuściłem ciepłe wnętrze budynku. O tyle dobrze, że nie padało. Jednak mróz i tak palił skórę.

Dopiero po drodze nastolatka mi się przedstawiła. Monika, tak miała na imię. Zaczęła mi trochę opowiadać o historii Innych, ale ciężko na czymkolwiek się skupić, kiedy wiatr wieje ci w uszy.

Po kilkunastu minutach zaczęliśmy się zbliżać do drewnianej konstrukcji przypominającej wieżę myśliwską. Zauważyłem, że coś koło niej leży, ale wiatr lekko już przykrył to śniegiem. Nie, to nie było jedno coś. Było tego o wiele więcej.

Przeszliśmy jeszcze ze sto metrów.

– O nie! – krzyknęła Monika i zaczęła biec w kierunku budowli.

Dopiero wtedy byłem w stanie zauważyć, że wokół strażnicy leżą ludzkie ciała. O drewnianą belę opierała się ledwo siedząca osoba ubrana w biały kombinezon.

Po chwili dobiegliśmy na miejsce.

– Aśka! – pisnęła Monika.

Kobieta z trudem podniosła zaczerwienione oczy. Z kącików jej ust spływała krew. Zauważyłem liczne szramy w ubraniu. Z nich także wypływał czerwony płyn.

– Co tu się stało do jasnej cholery!? – darła się moja towarzyszka.

– Wśród nas jest zdrajca – wyszeptała Inna, a po chwili jej powieki opadły już na zawsze.

Część czwarta: http://straszne-historie.pl/story/11235-Dominacja

Będzie miło, jeżeli po przeczytaniu zostawicie komentarze, plusy i lajki. Nagradzają i motywują do dalszego działania. :)

Jeżeli chodzi o komentarze, to dla każdego pisarza najcenniejsze są te bardziej rozbudowane. Te krótkie też mają znaczenie.

Zapraszam wszystkich na mojego fanpage'a na FB.

https://www.facebook.com/mrocznywilk.autor

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

fajna historia :) czekam na kolejne części
Odpowiedz
Jeju !! ^^ Super !! Chce więcej !! <3 błagam :D Dawać więcej !!
Odpowiedz
Dawaj następną część :D
Odpowiedz
Mroczny Wilku, nie świruj jarząbka i dawaj kolejna część, spragniona jestem dobrej literatury ;D Bedę meczącą Cię fanką ;)
Odpowiedz
straszne-historie.pl/story/11235-Dominacja Hah, skoro aż tak się upominałaś, to dam Ci ten link osobiście :D Proszę, prosto z głównej.
Odpowiedz
więcej!
Odpowiedz
Czekam na następną część
Odpowiedz
Super ;) Dzieki za info o kolejnej częsci, Z niecierpiwością czekam na dalszą opowieść :D
Odpowiedz
Swietne! Czekam na reszte :) wydales juz jakies ksiazki?
Odpowiedz
Mam zamiar zacząć pisanie książki w najbliższym czasie ;) Zapraszam na mojego fanpage'a. Tam będą pojawiały się aktualności dotyczące powieści i kolejnych creepypast.
Odpowiedz
Dobre i pomysłowe,dobrze sie czyta :D
Odpowiedz
Adminie, jeżeli możesz, to przechrzcij dziewczynę na Monikę.
Odpowiedz
Mówisz i masz :D
Odpowiedz
To w końcu Monika czy Magda??
Odpowiedz
Dzięki, wiedziałem, że jest jakiś błąd, bo coś mi nie pasowało, ale nie widziałem go. Pytałem jeszcze jedną osobę i też nie zauważyła.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje