Historia

Zaginęli na niecałą dobę

tłumacze straszne-historie.pl 3 4 lata temu 8 646 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Wiem, że nie powinienem przekazywać tej informacji dalej, ale czuję się strasznie zagubiony i przerażony. Jestem pieprzonym szeryfem już od 15 lat, a nigdy dotąd nie spotkałem się z czymś tak strasznym.

Dzisiaj o świcie odebrałem telefon. Było w nim coś tajemniczego.

Nasze miasteczko jest małe. Posterunek składa się jedynie z sekretarki i pięciu funkcjonariuszy. Każdy z nich jest doskonale przeszkolony, jednak zdarza im się być kompletnie nieobecnymi duchem i czasem sam muszę im pomagać w najprostszych sprawach.

Z początku nie rozpoznałem mojego rozmówcy, jednak po chwili okazało się, że to krewna jednego z naszych funkcjonariuszy. Wczoraj dwóch z nich (żeby zachować anonimowość będę nazywać ich Porucznik Tyler oraz Porucznik Harris) wybrało się z rodzinami na rejs łodzią Tylera. Zgodnie z tym co powiedziała kobieta nie pojawili się na brzegu z powrotem. Jezioro, nad które się wybrali znajduje się na krańcu naszego miasteczka. Jest ono całkiem duże, właściwie to tylko nasza mieścina znajduje się w pobliżu, reszta okolicy to same lasy.

Poczułem skurcz żołądka i okropną panikę, jednak zdołałem to zdusić i zapewnić zaniepokojoną kobietę, że zorientujemy się co się mogło stać i na pewno wszystko skończy się dobrze. Gdy tylko to powiedziałem usłyszałem westchnienie ulgi i pospieszne „do widzenia”, a potem głuchą ciszę w słuchawce. Odłożyłem ją i dźwignąłem swój tyłek z łóżka. Moja żona powierciła się chwilkę, ale szybko wróciła do cichego chrapania.

Gdy przyjechałem na posterunek trzech pozostałych funkcjonariuszy kręciło się nerwowo wokół głównego biurka. Oczywiście byli zupełnie świadomi, że Tyler i Harris zaginęli. Zrobiłem wszystko, żeby ich uspokoić. Chciałem, by potraktowali tę sprawę jak każde inne dochodzenie. Rozpoczęliśmy od omówienia tego co już wiemy. Poszukiwaliśmy pięciu osób: Harrisa, jego żony, ich dwunastoletniego synka Donny’ego, Tylera oraz jego dziewczyny. Po około pół godzinie dyskusji zebraliśmy kilku ochotników i pojechaliśmy przeszukać okolice jeziora.

Do tego czasu przypomniałem sobie, że łódka Tylera miała radio nastrojone na fale naszego posterunku. Nastawiłem radio z radiowozu na odpowiednią częstotliwość i czekałem. Zakłócenia. Zostawiłem je tak na całą drogę. Już miałem porzucić nadzieję, ale gdy dojechaliśmy do jeziora zakłócenia zostały przerwane. Czekałem aż ktoś się odezwie zanim zacznę nadawać informację.

- Halo? Czy jest tam kto? Tu szeryf Robinson.

Cisza… Nagle usłyszałem coś dziwnego, jakby warknięcie, ale wydawało się być oddalone i ciche. Powtórzyłem zatem do odbiornika

- Harris? Tyler? Jeśli to jakaś wasza gierka to właśnie przestała być zabawna.

Cisza. Warknięcie. Cisza. W końcu znowu było słychać jedynie zakłócenia.

Zastanawiałem się, czy nie przekazać tego co się stało całej grupie poszukiwawczej, jednak postanowiłem nie załamywać ich jeszcze bardziej. Podzieliliśmy się na dwie łodzie. Opływając jezioro nie znaleźliśmy żadnych śladów zaginionych, dlatego ostatecznie skierowaliśmy się w stronę małej wysepki znajdującej się na środku jeziora.

Im bardziej się do niej zbliżaliśmy tym wyraźniej widziałem łódź Tylera zacumowaną kilka metrów od brzegu. Gdy bardziej wytężyłem wzrok zauważyłem piątkę ludzi leżącą na plaży. Początkowo wydawało mi się, że zasnęli w oczekiwaniu na ratunek. Niestety kiedy dopłynęliśmy do brzegu byłem już pewny, że nie śpią. Przeciągnąłem łódkę tak blisko jak tylko mogłem, wyłączyłem silnik i przykazałem pozostałej trójce pozostać w łodzi. Wyskoczyłem bezpośrednio na trawę, a moje stopy zanurzyły się w niej. Uważnie podszedłem do ciał.

Pierwszą rzeczą jaką zauważyłem było to, że kilku fragmentów ciał brakowało. Bez wątpienia byli to jednak Tylor i Harris wraz z rodzinami. To co widziałem przypominało rzeź. W mojej piętnastoletniej karierze nie widziałem nic tak obrzydliwego. Z szacunku dla rodzin ofiar daruję sobie szczegóły. Powiem tylko, że czułem się, jakbym był w najgorszym horrorze jaki można sobie wyobrazić. Gdy usłyszałem odgłos wymiotów jednego z ochotników pomagających w poszukiwaniach siedzącego w łódce, postanowiłem zabrać ich z powrotem na wybrzeże, a potem wrócić po ciała.

Przysięgam, nie było nas może 15 minut. Gdy wróciliśmy wszystko wyglądało o wiele gorzej. Świeże plamy krwi wyciekały z ran, których wcześniej w ogóle nie było. Co więcej – były to wyraźne ślady ugryzień. Kiedy zaczęliśmy ruszać ciała jeden z funkcjonariuszy zauważył, że 12-letni Donny oddycha. Rozpoczęła się walka z czasem. Chłopiec został przewieziony do szpitala, a ja czekałem na posterunku na koronera z pobliskiego miasta (nasz przeszedł na emeryturę i cały czas szukamy kogoś nowego).

Kobieta zbadała każde z ciał dokładnie jednak dość szybko. Jej twarz była niesamowicie blada kiedy oznajmiła, że skończyła swoją pracę.

- Szeryfie, nie spodoba się to panu… No cóż, ślady ugryzień są ludzkie. Ale jest coś jeszcze.

Poczułem pot na skroniach. Ludzkie? Co do ku…? Ona na pewno się myli.

- Każda z ofiar miała resztki mięsa w zębach. Jestem prawie pewna, że wyniki testów potwierdzą, że ślady ugryzień pasują do każdej z ofiar.

Po raz pierwszy w całej karierze poczułem się zbity z tropu. Zaraz potem otrzymałem telefon ze szpitala. Chłopiec zmarł minutę po przyjeździe. Zapytali czy mają przesłać jego ciało karetką. Zgodziłem się. Koroner tylko pobieżnie oglądnął zwłoki, jednak to wystarczyło by potwierdzić ślady mięsa w ustach.

Koroner zalecił by wezwać FBI oraz CDC (Centrum Chorób Zakaźnych – przyp. red.) Od tamtego momentu siedzę przy biurku i czuję jakbym miał stracić umysł. Zadzwoniłem jakąś godzinę temu, obie organizacje potwierdziły wysłanie swoich przedstawicieli. Próbuję to sobie poukładać w głowie ale nic mi z tego nie wychodzi. W ich łódce znalazłem jeszcze spore zapasy żywności.

Co skłoniło grupę normalnych ludzi, którzy zaginęli krócej niż dzień temu do zjedzenia siebie nawzajem?

---

Od Straszne-Historie.pl: uprzedzając pytania - opowiadanie będzie prawdopodobnie kontynuowane, i jeśli tak się stanie, przetłumaczymy ciąg dalszy. Macie może jakieś teorie co wydarzyło się na wyspie?

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/10672-Zagineli-na-niecala-dobe-czesc-2

---

Tłumaczenie MegiSu dla Straszne-Historie.pl

Autor: Rydenanne, Reddit Nosleep

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Skoro młody oddychał gdy po raz drugi wrócili na wyspę jak i również na ciałach znalazły się świeże rany może się okazać że zadał je dychający jeszcze dzieciak.
Odpowiedz
Na początku myślałem, że to zagięcie czasu (niby minęła niecała doba, ale u nich mogły minąć miesiące), ale po tym jak przeczytałem, że w łodzi było dużo żywności, to już sam nie mam pojęcia o co może chodzić :p
Odpowiedz
Albo kolejne o zombie, albo przeklęta wyspa... Tak myślę ^^.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje