Dziedzictwo

Dodane przez: malgorzatagoska, 21.04.2015, 10:22
Reklama:
Frank,
Rok 2005, listopad, piątek, popołudnie
Włącza lampkę przy biurku, która rzuca jasny snop światła na blat. Reszta niewielkiego pomieszczenia tonie w szarościach. Zasiada do laptopa. Wpisuje hasło a następnie otwiera swój dziennik.
„Obiecałem, że pójdę. Teraz żałuję. Nie mogę tego odwołać. Przylecieli specjalnie z Francji.
Muszę zostawić taką wspaniałą zdobycz. Dawno nie miałem takiego okazu i zapewne prędko mi się nie trafi. Niewiele jest takich ideałów. Moja kolekcja rozkwitnie przy niej. Może warto na niej przećwiczyć nowe techniki... Nie wiem… Duże ryzyko. Jest taka wyjątkowa.
Muszę iść. Pokochają mnie – jak zawsze. Na pewno tak będzie. Zawsze są mną oczarowani. Wszystko mam zaplanowane. Będzie idealnie”.
Wyłącza laptop. Gasi światło. Po ciemku opuszcza pomieszczenie przechodząc do drugiej części piwnicy. Zamyka ciężkie metalowe drzwi na wszystkie cztery zamki. Półką z narzędziami zastawia wejście. Dookoła znajdują się kolejne szafki obłożone towarem i blat roboczy. W powietrzu unosi się zapach skóry i barwników. Drewnianymi schodami kieruje się na górę. Zamyka piwnicę.

Frank
Tego samego dnia, wieczór
Przychodzi jako pierwszy. Rozsiada się przy stoliku wskazanym przez kelnera. Spogląda na zegarek. Czeka na Amandę i jej rodziców: Colette i Daniela. Oczekując ich przybycia przymyka oczy i wsłuchuje się w muzykę płynącą z pianina w rogu sali. Wie, że miejsce i klimat spodobają się potencjalnym teściom. Muzyka na żywo, kryształowe kieliszki, dzieła sztuki na ścianie, szalenie drogie menu. W myślach odhacza podpunkt „dobre pierwsze wrażenie”.
Pojawiają się w drzwiach restauracji minutę po czasie. Wstaje od stolika. Prostuje się i uśmiecha pokazując białe, idealnie proste zęby.
- Witam, nazywam się Frank Smith. – przedstawia się, podając jednocześnie dłoń do uścisku.
- Daniel Dupont, a to jest moja małżonka Colette. Miło nam Cię poznać.
Zasiada ze wszystkimi do stolika. Prosi kelnera o podejście. Zamawiają przystawki i dania główne dyskutując chwilę o kuchni i swoich podniebieniach. Pyta o podróż i czy w hotelu niczego im nie brakuje. Odhacza w głowie podpunkt „ kulturalny”, „troska i zainteresowanie”.
Słucha. Daniel opowiada o firmie i planach rozwojowych. Co jakiś czas przytakuje bądź odpowiada „tak, zgadzam się, że to dobry pomysł”. Do głosu dochodzi Colette. Opowiada o dzieciństwie i dojrzewaniu Amandy. W końcu zadają mu kilka pytań. Jest przygotowany.
Odpowiada:
- Jestem projektantem i kaletnikiem. Warsztat odziedziczyłem po ojcu. Zmarł gdy miałem 8 lat ale sporo mnie nauczył. Godzinami razem przesiadywaliśmy w pracowni. Po jego śmierci kontynuowałem naukę a matka prowadziła zakład doprowadzając go niemal do upadku. Niestety nigdy nie podzielała pasji ojca i nie znała się na interesach. Gdy zyskałem pełnoletność od razu zacząłem prowadzić sklep samodzielnie. Niedługo potem matka zachorowała i umarła. W miedzy czasie studiowałem i uczyłem się projektowania. Miałem bardzo trudny okres w życiu ale jakoś udało mi się przywrócić na rynek markę, którą stworzył ojciec. W piwnicy pod sklepem mam swoją pracownię gdzie po zamknięciu wykonuję kolejne zamówienia bądź projektuję nową kolekcję. Mam w planie po studiach poszerzyć działalność, otworzyć kolejny sklep, zatrudnić pracowników. Chcę zarabiać naprawdę porządne pieniądze aby móc utrzymać swoją żonę i dzieci…

Opowiada o świetlanych planach na przyszłość. Na pytania Daniela o biznesplan odpowiada szczegółowo i z zacięciem. Widzi, w oczach rozmówców podziw i szczerą sympatię. Są nim zachwyceni. W głowie odhacza podpunkt „samodzielny”, „ambitny”, „dobry materiał na męża”. Jest zadowolony z realizacji planu. Jeśli dalej tak dobrze potoczy się rozmowa to osiągnie swój cel już po pierwszym spotkaniu.
Decyduje się na deser.

Amanda,
Tego samego dnia, późny wieczór
Idą we czworo spacerem przez parku do hotelu. Frank rozmawia z jej ojcem o interesach i planach na przyszłość. Ona idzie z matką parę kroków dalej.
- Poszczęściło Ci się. Szalenie przystojny, zaradny i ma fach w ręku. – ocenia Colette.
- Wiem mamo. Frank jest cudowny. Jesteśmy bardzo szczęśliwi.

Frank,
Rok 2005, Listopad, poniedziałek, późny wieczór
„W końcu! Dzisiaj udało mi się spędzić cały dzień w warsztacie z moim cudeńkiem. Daniel i Colette zmienili plany aby spędzić więcej czasu ze mną i Amandą. Wyjechali dopiero w niedziele wieczorem. Ale niema tego złego... Daniel obiecał zasponsorowanie ślubu i pożyczkę na rozkręcenie interesu. Idealnie. Wszystko jest idealnie.”
Zostawiając otwarty dziennik odwraca się na kręconym stołku do stanowiska pracy. Delikatnie, wierzchem palca wskazującego przejeżdża po naciągniętej skórze. Uśmiecha się pod nosem. Jest dumny z jakości materiału.

Amanda
Rok 2005, listopad
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Jest zapracowany, cały weekend spędził z nami ale teraz musi to nadrobić. Ma sporo zamówień. Jeśli mi się uda to wyproszę dla Ciebie parę rękawiczek. Mówię Ci – są boskie.

Frank,
Rok 2005, grudzień
„Powinienem się zbierać do domu ale tak bardzo chce tu zostać. Nie wiem jak długo będzie mi dane jeszcze z nią współpracować. Jest idealna. Jest doskonała. Torebki rozeszły się szybciej niż się spodziewałem. Zostały mi do zrobienia jeszcze rękawiczki i to będzie koniec naszej współpracy.
Jest szalenie późno. I tak będzie dopytywać czemu tak długo pracuję. Denerwuje mnie ta suka ale nie mogę dłużej zwlekać. Muszę wytrzymać. Jutro się jej oświadczę.”
Podchodzi do wielkiego stołu pod ścianą. Pod spodem stoi metalowe wiadro z którego wyjmuje reklamówkę z rzeczami. Szperając chwilę w końcu natrafia na to czego szuka. Przygląda się uważnie czy pierścionek nie posiada grawerunku. Zadowolony chowa go do kieszonki koszuli.

Amanda
Rok 2005, grudzień
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Myślałam że jest na mnie zły a on po prostu stresował się zaręczynami! Taki piękny pierścionek mi kupił! On jest taki romantyczny i kochany!

Frank,
Rok 2006, styczeń
Otwiera drzwi do warsztatu. Na wejściu wie, że to koniec. Uczucie żalu zaciska mu gardło. Zabiera się za sprzątanie stołu. Następnie pali zawartość wiadra.
„Wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem... A mimo to tak mi szkoda. Była taka doskonała. Dzięki niej stworzyłem prawdziwe dzieła sztuki. Będę o niej zawsze pamiętał. Zostawiłem sobie kawałek na pamiątkę”.
Wstaje od laptopa i przyczepia do kułka breloczek. Spogląda na wypolerowany kieł zwisający przy kluczach.
„Najwyższa pora na realizacje kolejnych etapów planu”.

Amanda
Rok 2006, luty
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Nie mogę uwierzyć! Najszczęśliwszy dzień w moim życiu już tak blisko! Nie mogę się doczekać kiedy was zobaczę i resztę rodziny! Mam już suknię ślubną. Koniecznie musisz mnie w niej zobaczyć!
- Kochanie, tak się cieszę! Jesteśmy z ojcem bardzo szczęśliwi.

Frank,
Rok. 2006, marzec
Ubrany w elegancki, granatowy garnitur zbiega do piwnicy. Torbę z rzeczami i bilety na podróż poślubną zostawia w oficjalnej części. Zamyka się. Przechodzi do szafy. Przesuwa ją i otwiera drzwi do ukrytego pomieszczenia. Zapala światło. Wzrokiem obiega pracownię. Włącza laptopa.
„Dzisiaj ślub. Może po nim Amanda przestanie zamęczać mnie pytaniami. Za bardzo się interesuje moją pracą. Muszę jej znaleźć zajęcie. Daniel przelał mi obiecane pieniądze. Z wdzięczności dałem mu portfel, który wykonałem z mojej najlepszej skóry. Czuję, że ten rok będzie wyjątkowy. Niedługo wybieram się po nowy towar. Mam na oku coś obiecującego”.
Chwyta misternie zapakowane upominki dla rodziny Amandy. W pośpiechu sprawdza stan pomieszczenia. Wszystko jest w idealnym porządku.

Amanda,
Rok 2006, koniec marca
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Frank wydaje się nieco nieobecny. Jakby się czymś martwił. Mówił, że chodzi o interesy ale…
- Spokojnie córciu, twój ojciec też jest pracoholikiem. Przyzwyczaisz się. Jak zostanie ojcem będzie częściej w domu. Zobaczysz.

Frank,
Rok 2006, kwiecień
Wściekły i pijany zasiada przed laptopem. Piecze go gardło od vódki. Musi z siebie wyrzucić chociaż część nagromadzonych emocji.
„Będę ojcem. Amanda miała być przykrywką idealną. Mało inteligentna i ufna, z bogatymi rodzicami. A udało się jej wmanewrować mnie w ojcostwo. Szlag by to trafił. Jakbym miał mało problemów. Potrzebuję koniecznie nowego towaru. Ostatni wybór okazał się fatalny. Mam nauczkę na przyszłość – barwniki sztuczne są lepsze od naturalnych”.
Kończąc wpis, loguje się w sklepie internetowym. Kupuje niezbędne rzeczy do pracy.

Amanda,
Rok 2006, kwiecień
Stoi przed lustrem obserwując jeszcze płaski brzuch. Jednocześnie rozmawia z matką przez telefon :
- Wiem, ale mam wrażenie że nie jest zadowolony z dziecka. Jak się dowiedział, że to córka to jakoś przygasł…
- Każdy mężczyzna chce mieć syna. Zobaczysz jak się urodzi to straci głowę dla małej córeczki, jak twój ojciec dla Ciebie.

Frank,
Rok 2006, maj
Niezadowolony zasiada do laptopa. Dokonuje krótkiego wpisu. Nie ma wiele czasu. Pomieszczenie wymaga sprzątnięcia. Denerwuje go odgłos kapiącej, lepkiej cieczy.
„Próbuję. Ciągle bezskutecznie. Żadne dzieło nie dorównuje nawet w połowie moim zeszłorocznym dokonaniom. Potrzebuję weny”.

Amanda
Rok 2006, maj
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Prawie go w domu nie ma. Chodzi jak struty. Oddalamy się od siebie.
- Pracuje kochanie na dziecko i ciebie. Doceń to.
- Chyba masz rację mamo…

Frank,
Rok 2006, październik
Wyłącza lampkę. Siedzi po ciemku z łokciami na biurku, opierając głowę na rękach. Po kilku minutach uruchamia laptopa.
„Uciekam z domu tutaj, mimo iż to miejsce obecnie napawa mnie smutkiem. Brakuje mi weny. Amanda siedzi mi na karku. Wydzwania, smsuje. Nie mam chwili dla siebie. Ostatnio odwiedziła mój sklep. Pokazałem jej pracownię. Tą oficjalną. Dziwiła się, że pracuje w takich warunkach. Stwierdziła, że powinienem zrobić remont. Chce mi pomóc… Muszę jej znaleźć zajęcie. Muszę odzyskać wenę”.

Amanda,
Rok 2006, październik
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Wiem mamo, ale on na pewno coś ukrywa. W ogóle nie chce się ze mną kochać! Jestem w ciąży a nie trędowata. Nie dotyka mnie, nie pyta jak się czuje ja czy dziecko.
- Niektórzy mężczyźni tak mają. Nie chcą się kochać z kobietą żeby nie zrobić dziecku krzywdy. Nie wytłumaczysz mu że nic wam nie grozi. Wytrzymaj. Jak się urodzi dziecko wszystko się zmieni.

Frank,
Rok 2007, wrzesień
„Nareszcie! Powróciłem. Boże jaki jestem szczęśliwy! Nie było dnia abym nie myślał o swojej pracy. Sprzątałem niemal cały dzień ale już wszystko jest tak jak powinno.
Teraz wiem, że warto było zrobić przerwę. Siedząc w domu dużo czytałem. Jest tyle rzeczy które muszę wypróbować a moje możliwości tak bardzo się powiększyły. Zainwestowałem w firmę za pieniądze Daniela. Jestem bardziej niż zamożny. Drugi sklep prosperuje bardzo dobrze. Pracownicy są sumienni i zdyscyplinowani. Lada moment otwieram trzeci. Ale nie czuję z tego powodu dumy ani satysfakcji.
Nie mogę się doczekać aż zasiądę do pracy. Mam już upatrzony materiał.
Amanda urodziła córkę. Zakupy i wychowanie stały się jej głównymi celami w życiu. W końcu mam święty spokój. Niedaleko otworzono akademik. Jestem taki podekscytowany. Czuję się wspaniale.”

Amanda
Rok 2007, wrzesień
Rozmawiając z matką przez telefon :
- Jest tak cudownie. Frank do domu wraca zadowolony. Troszczy się o nas. I co chwilę daje mi jakieś prezenty. Pozwolił mi nawet urządzić wnętrze naszego trzeciego sklepu! Muszę kończyć. Mam tyle na głowie!

Frank,
Rok 2007, wrzesień
„Coś niesamowitego! Znowu czuję, że żyję! Jestem taki podekscytowany nowym towarem.”
Kończy wpis. Sięga po skalpel i włącza muzykę. Rozcina delikatnie materiał. Podziwia fakturę. Uśmiecha się do siebie dumny z dokonanego wyboru.

Amanda
Rok 2007, wrzesień
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Ten biznes pochłania mnóstwo czasu. Ale jak już jest w domu to jest taki zadowolony. Jestem szczęśliwa.

Frank,
Rok 2007, październik
„Szlag by to trafił. Cały towar do wyrzucenia. Źle naciąłem skórę. Takie marnotrawco”.
Wpada w furię. Dźga z gniewem materiał gdzie popadnie.

Amanda,
Rok 2007, październik
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Czasami wraca tak późno że już śpię i wychodzi z samego rana…
- Identyczny pracoholik jak twój ojciec. Zaciśnij zęby i wytrzymaj. Jak otworzycie trzeci sklep będziecie mieli więcej czasu dla siebie.

Frank,
Rok 2007, listopad
„Nie ma tego złego… Nowy towar jest zdecydowanie lepszy. Zadbany i taki jędrny! Wyjdzie lepiej niż przewidywałem!”
Zachwycony zdejmuje spodnie i masturbuje się. Po wszystkim zabiera się do pracy.

Amanda,
Rok 2008, kwiecień
Rozmawiając z matką przez telefon:
- U nas wszystko dobrze. Ale pojechałabym z małą do was na jakiś czas? W okolicy giną kobiety. Co prawda policja twierdzi że nie mam się o co martwić… nie mieszczę się w schemacie ale…
- Oczywiście przyjeżdżajcie.

Frank,
Rok 2008, czerwiec
Zdyszany wbiega do piwnicy. Prędko otwiera swój pokój. Zaciąga się mocno powietrzem pachnącym zwietrzałą skórą. Nie wchodził tu od ponad dwóch miesięcy. Zadowolony rozsiada się przed laptopem.
„Policja była u mnie w sklepie. Zadawali mnóstwo pytań czy nie zauważyłem niczego podejrzanego ale w ich oczach jestem porządnym ojcem i biznesmenem. Na szczęście znalazłem nowe lokalizacje na zdobywanie surowców. Mam na oku wyjątkowy towar. Jestem tak podekscytowany, że jeszcze dzisiaj po niego pojadę. Czuję że jestem gotowy. Dam radę. Dwie identyczne sztuki!
Moja poprzednia linia galanterii skórzanej zrobiła furorę. Zapisy są na najbliższe dwa lata. Jestem genialny.
Jestem Artystą.”

Amanda,
Rok 2008, czerwiec
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Jest cudownie!

Frank,
Rok 2008, lipiec
Kończy ostatnią torebkę tego dnia. Duma rozpiera jego ego. Szybko dokonuje wpisu.
„Będę ojcem! Będę miał SYNA! Będę miał spadkobiercę! Nauczę go wszystkiego!”
Zamykając drzwi podśpiewuje pod nosem.

Amanda,
Rok 2008, lipiec
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Jest cudownie!

Frank
Rok 2008, wrzesień
Podniecony zasiada na chwilę do laptopa.
„Czuję sie spełniony. To właśnie jest szczęście. Teraz wszystko rozumiem. Ojciec miał rację”.
Kończy wpis i zabiera się do pracy. Pogłaśnia muzykę.

Amanda,
Rok 2008, wrzesień
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Jest cudownie!

Frank
Rok 2009, grudzień
Zmęczony i zadowolony sprząta pracownię. Brudne szmaty pali w wiadrze. Popijając kawę zasiada do laptopa.
„Dawno nie miałem czasu na wpisy. Ciężarna Amanda i narodziny syna pochłonęły mnóstwo mojego cennego czasu. Niech Bartosz trochę podrośnie i wszystkiego go nauczę. Nie mogę się już doczekać.”

Amanda
Rok 2010, luty
Rozmawiając z matką przez telefon:
- Nie bardzo wiem co robić. Policja prosi mnie o współpracę. Ale przecież ja znam własnego męża?! Przecież to niemożliwe. Zauważyłabym coś. Na pewno coś im się pomyliło…
- Ależ to oczywiste! Frank to cudowny człowiek. Współpracuj. Niech sami się przekonają że nie macie nic do ukrycia.

Frank
Rok 2010, kwiecień
W pracowni panuje półmrok. Roztrzęsiony zasiada do laptopa.
„Głupia kurwa. Gdyby się nie wtrącała wszystko byłoby w porządku. Muszę się pozbyć dowodów. Nie mam wiele czasu. Muszę uciekać”.
Zgrywa na dysk zewnętrzny zapiski i notatnik. Wyłącza laptopa. Benzyną oblewa całe pomieszczenie i rzuca zapałkę. Ogień bucha gorącym płomieniem. Wychodzi z piwnicy. Wylewa kolejną porcję benzyny. Bierze ostatni baniak i rozlewa po całym sklepie. Zamyka dokładnie drzwi. Wsiada do auta i odjeżdża.

Bartosz,
Rok 2025, kwiecień
Zamknął za dziadkami i siostrą drzwi od domu. Poszli na zakupy. Bez niego. Znowu miał szlaban. Kolejny tydzień ma siedzieć w domu bez dostępu do Internetu i telefonu komórkowego. Wściekły wchodzi po schodach na piętro do swojego pokoju. Rzuca się na łóżko i fantazjuje o Natalii ze swojej klasy. Przerywa mu dzwonek do drzwi.
Klnąc pod nosem schodzi na parter. Otwiera drzwi bez sprawdzania przez wizjer, kto dzwonił.
W drzwiach stoi kurier.
- Pan Bartosz Dupont?
- Zgadza się.
- Proszę podpisać.
Kurier podsuwa do podpisania potwierdzenie.
Podpisuje i bierze przesyłkę. Jest raczej niewielka i lekka.
Jeszcze nigdy w życiu nikt mu niczego nie przysłał.
Zamyka drzwi i biegnie do swojego pokoju. Siada na łóżku i pośpiesznie otwiera paczkę. Na wierzchu leży list zaadresowany do niego. Czuje podekscytowanie. Otwiera kopertę i czyta zawartość:

„Synu, bardzo żałuję, że nie miałem okazji być przy Tobie gdy dorastasz. To przez Twoją matkę. Popsuła wszystko. Nie rozumiała, że jestem kimś więcej niż kaletnikiem i projektantem. Jestem artystą. A mogliśmy być tacy szczęśliwi… Chciałem Cię nauczyć wszystkiego co sam umiem. Byłbyś moją prawą ręką aż pewnego dnia byś mnie godnie zastąpił. Cały czas o Tobie myślę mimo, że musiałem uciekać. Ukrywam się pod inną tożsamością. Jeśli chciałbyś do mnie dołączyć wysyłam Ci bilet lotniczy. Będę czekał z nadzieją, że przylecisz. Nie obawiaj się – rozpoznam Cię. A potem zaopiekuję się Tobą. Mimo iż jestem tak daleko wiem jakie męki przeżywasz będąc wychowywanym przez dziadków. Wystarczy że wsiądziesz w samolot a nie będziesz musiał więcej na nich patrzeć. W kopercie masz wszystkie potrzebne dokumenty i telefon na kartę. Nie mów nic siostrze ani dziadkom – tak będzie lepiej.
Na dnie pudełka masz ode mnie prezent na 16te urodziny. Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
Kocham Cię synu. Mam nadzieję, że się zobaczymy”.
Kończy list ze łzami w oczach. W pudle są skórzane, czarne rękawiczki. Zakłada je i patrzy na swoje dłonie. Są uszyte jakby wzięto od niego miarę. Leżą idealnie.
Czuje jak wzbierają w nim złość i szczęście jednocześnie. Sprawdza bilet i czym prędzej podbiega do szafy. Chowa do szkolnego plecaka kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
Z szuflady wyciąga kartkę i długopis:
„Drodzy dziadkowie, całe życie zastanawiałem się dlaczego mnie tak nienawidzicie i traktujecie gorzej niż moją siostrę. Teraz to już nie ważne. Lecę do ojca. Będę artystą tak jak on”.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/10719-Dziedzictwo-czesc-II-Wiezy-rodzinne
Źródło: Własne
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!