Historia

Biały Człowiek

t-rex 15 4 lata temu 9 360 odsłon Czas czytania: ~7 minut

Żyję w dość małej miejscowości, logiczne jest więc chyba, że zawsze uważałem, że jest to w miarę bezpieczna okolica. Nigdy nie dochodziło tutaj do żadnych morderstw, gwałtów, szczególnych rozbojów. Ba! Nawet powódź, która w 1997 roku zalała całą okolicę moją miejscowość ominęła szerokim łukiem. Czasami żartowaliśmy ze znajomymi, że mamy tu jak u pana Boga za piecem. Czułem się tutaj naprawdę bardzo bezpiecznie. Do czasu.

Tamtej nocy wracałem z klubu po świetnej balandze. Świętowaliśmy z kumplami pozytywne zaliczenie matury. To też tłumaczy, dlaczego początkowo to, co zobaczyłem wziąłem za złudzenie wywołane zbyt dużą ilością alkoholu we krwi. To znaczy, nie piłem jakoś przesadnie dużo, po prostu mam dosyć „słabą głowę”. Szedłem powoli opustoszałą ulicą, sprawiającą wrażenie wymarłej, jak to zwykle bywa w niewielkich miasteczkach o trzeciej nad ranem. Światła w oknach świeciły może w trzech, może czterech mieszkaniach. Rozkoszowałem się rześkim, nocnym powietrzem i idąc chodnikiem obserwowałem rozgwieżdżone niebo. Wtedy właśnie usłyszałem kilkanaście metrów za sobą łomot przewracanego metalowego kubła na śmieci. Nie zrobiło to jednak na mnie większego wrażenia. Może ktoś postawił go na krzywym terenie, będzie miał przykrą niespodziankę, gdy rankiem wybierze się do pracy. Mogło być również tak, że wywalił go kot, szukający resztek jedzenia. Jednak po chwili, gdy przeszedłem kilka kroków usłyszałem dziwny odgłos dochodzący z tamtej strony. To brzmiało jak skomlenie psa zmieszane z rozpaczliwymi wrzaskami nowo narodzonego dziecka. Zatrzymałem się na chwilę i zamyśliłem, co zrobić. Być może ktoś lub jakieś zwierzę potrzebowało pomocy. Po chwili namysłu ruszyłem w tamtą stronę. Otworzyłem w moim scyzoryku, który zazwyczaj noszę ze sobą na wszelki wypadek nożyk, by w razie czego mieć chociaż minimalne szanse na samoobronę. Powoli minąłem zakręt i znalazłem się na wprost przewróconego kubła. Była to bardzo poboczna i krótka uliczka, i światło rzucały tutaj dwie oddalone od siebie latarnie, w dodatku ta będąca bardziej przy mnie dogasała i co kilka sekund na krótko gasła. Wystarczyło mi to jednak by zorientować się, że na przewróconym kuble ktoś siedzi. Siedzi i dyszy. Przełknąłem ślinę i zapytałem:

- Przepraszam, czy potrzebujesz pomocy?

Tak jak wspominałem wcześniej, było ciemno, ledwo widziałem zarys postaci, lecz z tego co wywnioskowałem, odwróciła się ona do mnie twarzą. Poczułem na sobie jej spojrzenie. Nic jednak nie powiedziała. Tkwiliśmy tak kilka sekund w bezruchu, postać patrząc na mnie, a ja stojąc i nie wiedząc co robić.

- Więc? Potrzebujesz pomocy? - powtórzyłem, lekko zniecierpliwiony.

Nadal zero reakcji. Trudno, pomyślałem, chciałem dobrze.

- Nie to nie. Idę dalej.

Ktoś, ktokolwiek to był wydał z siebie krótki dźwięk. Uznałem, że to jakiś już zupełnie uchlany gość nie może się odezwać. Z ulgą wyszedłem z tej uliczki i skierowałem się w stronę mojego domu. Pomyślałem, że w domu czeka mnie awantura - rodzice nie wiedzieli, że wrócę aż tak późno. Tak naprawdę to chciałem tylko odgonić złe myśli. Cały czas miałem bowiem dziwne wrażenie bycia obserwowanym. Nerwowo popatrzyłem po oknach, ale chyba nikt z nich nie wyglądał. Postanowiłem przyspieszyć, w końcu to tylko pięć minut drogi szybkim krokiem. Owinąłem się kurtką, dodając sobie otuchy i ruszyłem. Zdawało mi się, że usłyszałem za sobą jakiś jęk, lecz zignorowałem to. Nadal czułem się obserwowany, jakby spojrzenie tej cholernej postaci prześwitywało przez wszystkie budynki jakie minąłem. Zacząłem sobie pogwizdywać pod nosem. Umilkłem dopiero, gdy usłyszałem identyczne gwizdanie za sobą. Odwróciłem się i mnie zmroziło. Jego spojrzenie nie prześwitywało przez budynki, on cały czas szedł za mną. Wyglądał jak biały, ponad dwu metrowy człowiek. Całkowicie biały, nie „przedstawiciel rasy białej”. Białe miał nawet oczy i włosy. No i jeszcze coś - nieproporcjonalnie duża, trójkątna głowa i szpiczasta broda. Wyszczerzył swoje duże, fioletowo-niebieskie zęby, jakby się uśmiechał. Cofnąłem się o kilka kroków, lecz on natychmiast podszedł, chyba jeszcze bliżej niż był przed chwilą. Przy czym podszedł nie jest jednak najlepszym określeniem. Stawiał nogi jedna za drugą, jak gdyby dopiero co nauczył się chodzić, i nie stawał na stopach, lecz cały ciężar swojego ciała opierał na palcach, przy tym pochylając się wręcz groteskowo. Zatrzymał się pięć-siedem metrów naprzeciw mnie i spojrzał na mnie. Odwróciłem się. Kilka kroków za mną było wejście do jednej z kamienic. Odszedłem w tamtą stronę nie spuszczając z niego oczu, lecz stwór znów przesunął się w moją stronę.

- Cz...czego chcesz? - zapytałem, zająkując się.

To coś w ogóle nie zwróciło na mnie uwagi. Patrzyło tylko, teraz nie wydając żadnego dźwięku

Czym prędzej wskoczyłem do kamienicy i zatrzasnąłem drzwi. Potwór chyba nie wiedział do czego służy klamka, bo tylko skomlał, odrapując drzwi. Dobrze, punkt przewagi dla mnie. Może nawet dwa - przecież ktoś musi zwrócić na to uwagę, kogoś musi obudzić ten hałas. Starając się nie wydawać dźwięku wbiegłem piętro wyżej. Zauważyłem małe okienko i wyjrzałem przez nie. To coś na szczęście mnie nie zauważyło. Gorsze było tylko to, że zaczynało się chyba domyślać, do czego służy klamka - niezdarnie próbowało ją uchwycić. Nie czekając na rozwój wypadków pobiegłem jeszcze dwa piętra wyżej. Tam zauważyłem średniej wielkości kredens stojący naprzeciw schodów. Bez wahania odwróciłem go tak, by zastawiał przejście, tworząc barykadę. Podłoga zaskrzypiała potwornie, ale to dobrze - mogła kogoś obudzić. Ktoś mógł wezwać policję. Z wysiłkiem dopchnąłem kredens. W samą porę, bowiem na dole usłyszałem odgłos otwieranych drzwi. Kroki były coraz bardziej równomierne i gdyby nie głośne dyszenie na dole które dało się usłyszeć aż tutaj, od biedy można było uznać, że to człowiek. Dlaczego, do cholery, jak na złość nikt nie reaguje? W panice wbiegłem na ostatnie piętro. Nie zważając już na nic, zacząłem walić z całej siły pięścią w drzwi do mieszkania. Po serii wulgaryzmów usłyszałem kroki po drugiej stronie. Niestety, stwór również mnie usłyszał. Warknął i przyspieszył.

- No co jest!? - otworzył zdenerwowany właściciel - Wpół do czwartej w nocy!

- Niech pan mnie wpuści! - błagałem - Inaczej zaraz zginę!

- Co!?

Odgłos przesuwanego kredensu. Szybsze, podekscytowane człapanie na schodach. Potwór podejrzewał, że nie dam rady się wymknąć. Był już tylko jedno piętro niżej ode mnie.

- Co tu się dzieje? - mężczyzna spojrzał na mnie - Kim pan jest? Kto pana goni?

Jego odpowiedź właśnie wchodziła po schodach. Skamieniał, spojrzał na mnie, na potwora, po czym szybko zamknął drzwi. Usłyszałem szczebot przekręcanego klucza. Odwróciłem się powoli. Stwór stał ze dwa metry ode mnie i znów się „uśmiechał”. Wiedział, że już mnie ma. Oparłem się plecami o drzwi, czekając aż mnie zniszczy. Warknął gardłowo i podszedł blisko, tak blisko, że jego oczy znalazły się kilkadziesiąt centymetrów od moich. Zamknąłem je, nie mogąc patrzyć w tą absolutną biel. Stworzenie nie spieszyło się, delektowało się chwilą. Poczułem, że muszę otworzyć oczy ostatni raz, zanim umrę. Ujrzałem jego kły kilka centymetrów od mojej twarzy.

W tej samej chwili poczułem że tracę oparcie i wpadam przez otwarte drzwi do mieszkania. Zobaczyłem jeszcze zanim upadłem, jak siekiera wchodzi głęboko w jego szyję, a dookoła tryska cuchnąca, obrzydliwa zielona krew.

Ciało tego stworzenia zostało zabrane do analizy przez jakichś naukowców z urzędu rządowego , którego nazwy nie chcieli wyjawić. Ja zaś po „otrzeźwieniu” mnie brandy przez właściciela lokalu i kontrolnej wizycie w szpitalu wróciłem rano do domu. Naukowcy zapewne teraz będą przez pół roku badać zwłoki tego czegoś, kolejne pół analizować badania, kolejny rok będą porównywać wyniki ze znanymi gatunkami zwierząt, na koniec powołają komisję międzynarodową, po czym przyślą mi wiadomość, że niestety nie udało im się ustalić, co dokładnie mnie zaatakowało, a dalsze badania są niemożliwe w związku z brakami w budżecie.

Cóż, oni może i nie wiedzą. Ja kolejny tydzień analizowałem lokalne gazety oraz wpisy na forach. Okazało się że w ostatnim czasie na niebie bardzo często pojawiały się w mojej okolicy bardzo dziwne światła, przemykające z olbrzymią prędkością. Nikt nie wierzył naocznym świadkom, dopóki coś nie rozbiło się na polu kilometr za miasteczkiem, to pamiętam nawet ja. Dwa tygodnie wcześniej była z tego niezła afera - przyjechało wojsko, pobudowali zasieki, nawet na kilka dni wyłączyli z użytku pięć kilometrów drogi przebiegającej obok tamtego miejsca. Na koniec wojskowi spece stwierdzili, że to rozbił się ich dron podczas ćwiczeń, ale teraz już wszystko jest uprzątnięte. Jak widać, bardzo udało im się „uprzątnąć”. Sprawę pod dywan. Nie musisz mi wierzyć, ale ja wiem co widziałem, wiem co się stało i to miasteczko nigdy już dla mnie nie będzie takie samo.Przede wszystkim dlatego, że mój kolega Cyprian, który też wracał z tej imprezy, został znaleziony martwy na jednej z pobocznych ulic. „Nieznani sprawcy” zaatakowali go, pogryźli, wyrwali spory kawał mięsa z twarzy i nóg, rozszarpali brzuch i uciekli. Jutro idę na jego pogrzeb.

Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze wyjdę sam wieczorem na spacer, zwłaszcza że cały czas po głowie kołacze mi się przerażająca prawda:

Jeden jest na wolności.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Fajne. Dobrze się czytało. Ciekawe :)
Odpowiedz
Świetne ;) Działa na wyobraźnię
Odpowiedz
Nie rozumiem zakończenia, wtf?
Odpowiedz
Zajebiste i wydaje się takie prawdziwe .
Odpowiedz
Yeti!
Odpowiedz
Ostatnie zdanie...hm....nie spodziewałem się takiego zakończenia ;)
Odpowiedz
Zawał ;-;
Odpowiedz
kurczę, świetnie opowiadanie 9/10 :)
Odpowiedz
Bardzo ładnie napisane. Ciekawe - ode mnie plus. :)
Odpowiedz
Zesrałem się ale to trochę fake z tą zieloną krwią
Odpowiedz
Cholera, kolesia goni stwór najpewniej z innej planety o białej skórze i fioletowych zębach, a Ty tutaj wyjeżdżasz, że ściema z zieloną krwią. :D
Odpowiedz
Mikołaj Godziszewski Myślisz że to prawda ?
Odpowiedz
Z Twojej wcześniejszej wypowiedzi wynika, że to Ty tak sądzisz.
Odpowiedz
Bardzo ciekawe czekam na więcej :D
Odpowiedz
Bardzo fajne i ciekawe ^-^ Zakończenie też jest w sam raz, nie było rozczarowania, jak to często bywa.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje