Historia

Samozapłon

ellein 2 5 lat temu 5 107 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Słyszeliście kiedykolwiek o czymś takim jak samozapłon? Wiecie, z „niewyjaśnionych” przyczyn osoba staje w płomieniach i później znajdują ją zmieloną w proszek, a obok leży nienaruszona noga, ręka czy stopa. Przez wiele lat - począwszy od 1400 roku, w którym przypadek włoskiego rycerza wymiotującego ogniem po wypiciu wina, aż do 22 grudnia 2010 roku w Ballybane, w irlandzkim hrabstwie West Galway - poznano mnóstwo takich przypadków. Postaram się w jak najbardziej przejrzystej postaci przedstawić problem.

Samozapłon jest to, jak podaje Wikipedia: „samorzutne zapoczątkowanie reakcji spalania”. Iście laboratoryjną reakcję można zobaczyć, kiedy połączymy mangan (VII) potasu z gliceryną. Jednak nie o taki samozapłon nam przecież chodzi.

Jedne z najprostszych przyczyn podpalenia swojego ciała w sposób nieświadomy to niedopałek papierosa, nieuwaga czy siadanie zbyt blisko ognia. Robert Bernatowicz wysuwa śmiałe i jednocześnie ciekawe założenie, iż problemem, przez który ciało może w momencie stanąć w ogniu jest gen w kodzie DNA, który zawiera znany z filmów akcji „tryb autodestrukcji”. Ciekawe, jednak osobiście wątpię w tę teorię.

Ale dlaczego żadna z rzeczy o większej masie w promieniu dwóch do czterech metrów od spalonego ciała nie ulega większemu zniszczeniu? I dlaczego pozostają niekiedy nienaruszone stopy, dłonie czy wręcz całe kończyny? To częsty problem spotykany przy samozapłonie. Posłużę się cytatem z książki Simona Becketta - „Zapisane w kościach” jako idealną odpowiedź na ten problem: „(Ciało nie spaliło się całkowicie ani ogień nie zniszczył nic więcej) dlatego, że chociaż tłuszcz działa jak paliwo, tkanka miękka pali się niezbyt dobrze. Ogień płonie powoli i jest gorący na tyle, żeby strawić ciało, nie trawiąc niczego innego”.

Przy analizowaniu tekstów na temat samozapłonu cały czas natykałam się na teorię „efektu knota”. Na czym ona dokładnie polega? Otóż ubranie, które ma na sobie ofiara, materiał odzieży i objętość tłuszczu w ciele ma duże znaczenie. Ubranie jest odpowiednikiem knota, a tłuszcz z ciała człowieka pełni rolę świecy. Aby lepiej to zobrazować, znów przytoczę cytat z książki Becketta: „Ciało ludzkie można spalić na popiół na dwa sposoby. W wysokiej temperaturze […] lub w temperaturze niższej, co trwa dłużej. Wszyscy mamy martwię tłuszczu podskórnego, tuż pod skórą, i tłuszcz ten jest palny; przed wynalezieniem parafiny robiono świece z łoju, czyli wytopionego tłuszczu zwierzęcego. Krótko mówiąc, w pewnych warunkach nasze ciało może stać się gigantyczną świecą.”

Co więcej, przeprowadzono nawet specjalny eksperyment mający potwierdzić teorię na temat efektu knota, którą zacytuję ze strony odskok.pl: „Świnia płonie, ale nie jest to utylizacja zwierzęcych zwłok. To prosię ma na sobie T-shirt. Małe, żółte płomienie wydobywają się z jego ciała. W powietrze wznosi się gęsty, czarny dym, i to już od kilku godzin. To, co wygląda jak źle zorganizowane pieczenie prosiaka, w rzeczywistości jest eksperymentem. Mark Benecke przeprowadza go, by pokazać, że SHC (ang. Spontaneous Human Combustion – przyp. autorki) nie jest niczym paranormalnym. Ślady na ciele świni przypominają te z zarejestrowanych przypadków SHC. Wynik eksperymentu: spalają się tylko te części, które były okryte materiałem - zjawisko to zostaje nazwane efektem knota”.

O ile każdy przypadek jest odrębny i posiada własne „niewyjaśnione” przyczyny, o tyle istnieje kilka wspólnych cech, które również wymienia Robert Bernatowicz:

- gęsty, gryzący dym, który wypełnia pomieszczenie,

- płomienie mają jasnoniebieską barwę i wydobywają się z wnętrza człowieka,

- charakterystyczne jest także to, że od ognia nie zapalają się pozostałe sprzęty domowe. Może to wskazywać na wyjątkowy charakter ognia, który jest inny od tego, który znamy.

Kilka podano również w „Zapisane w kościach”:

- nietknięte kończyny to zazwyczaj sama skóra i kości. Ważne jest to, że często nie okrywa je nic, są pozbawione ubrania, które, jak napisałam wyżej, robi za „knot”. Cały tłuszcz zostaje odparowany,

- jeśli ofiara znajduje się w budynku, na suficie widać tłusty osad.

Koniec suchych faktów, teraz autentyczne przykłady. Sławny przypadek Mary Reeser – starej kobiety z Petersburgu na Florydzie, również opisano w kryminale Simona Becketta. Aby już nie przepisując, streszczę fragment.

Mary Reeser była otyłą staruszką, która podczas swojego „samozapłonu”, siedziała w fotelu otulona szlafrokiem. Przed śmiercią wzięła tabletkę na sen, zaczęła palić papierosa i najprawdopodobniej zasnęła, a żarząca się cygaretka podpaliła szlafrok. Trzeba dodać, że staruszka ważyła 81 kilo. Mamy knot, mamy materiał. „Niewyjaśniona” zagadka rozwiązana. Gdzie jest więc fenomen całego zjawiska? Przecież gdyby każdy przypadek tak wyglądał, to nie używałoby się stwierdzenia „zjawisko paranormalne”, prawda?

A i owszem, dlatego skupmy się na jednym z przypadku, o którym możemy przeczytać na stronie 4wymiar.pl, gdzie ukazano przyczyny i śmierć 76-letniego Michaela Faherty: „Najwięcej na ten temat mówią wyniki sekcji zwłok przeprowadzonej przez patologa, prof. Grace Callagy. Callagy stwierdziła, że Faherty cierpiał na cukrzycę i nadciśnienie tętnicze, ale nie zmarł z powodu niewydolności serca. Irlandzkiego emeryta zabił ogień, który doprowadził do rozległych uszkodzeń narządów wewnętrznych. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób ogień rozgorzał wewnątrz jego ciała. Płomienie, dopiero w fazie końcowej, wydostały się na zewnątrz korpusu Faherty'ego, spalając część tkanki i fragmenty odzieży oraz nadpalając sufit i podłogę”.

Kolejnym, ciekawym według mnie przypadkiem jest postać Wilheminy Dewar, opisany na stronie niewyjaśnione.blog.onet.pl:

„22 marca 1908 roku znaleziono szczątki Wilhelminy Dewar w jej własnym łóżku. Przy tym pościel pozostała nienaruszona (!), jak i inne przedmioty w pomieszczeniu. Margaret, siostra ofiary, musiała jednak zmienić swoje zeznania pod presją policji, sąsiadów i przyjaciół, którzy potraktowali ją jako alkoholiczkę. Zeznała, że znalazła siostrę poparzoną, lecz jeszcze żywą, i wprowadziła ją po schodach na piętro”.

Nak widać, nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć. Mimo wielu naprawdę mądrze brzmiących hipotez, nauka nie odnalazła odpowiedzi na większość z pytań, które nasuwają się po trafieniu na takowe artykuły. Osobiście bardzo zaciekawił mnie ten temat, więc jeśli ktoś znalazłby ciekawą pozycję do przeczytania na ten temat – śmiało pisać w komentarzach!

Linki do zdjęć:

http://www.we-make-money-not-art.com/wow/0akRusso6L.jpg

http://images.rapgenius.com/4f2671c45f22f8e281ea6d4d40b00fb3.500x625x1.jpg

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Naprawdę interesująca teoria, ale czy prawdziwa? Raczej jeżeli pali się na tobie ubranie, to nawet w wieku 80 lat masz siłę jakoś się ugasić, np. tarzając po podłodze, a wtedy zostaną na niej prawdopodobnie nadpalone ślady. Tak czy inaczej, szacuneczek.
Odpowiedz
To dziwne że ktoś kto podpalił swoje ubranie zapalił się od środka np jakiś człowiek palił papierosa usunął i zapaliła mu się podkoszulka i z nikąd zapalił się od środka trzeba obalić kilka mitów
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje