Flaszka

Dodane przez: marcinov123, 7.05.2015, 12:56
Panopticum
Reklama:

Leżeliśmy napchani chlebem tostowym z Tesco, grillowaną kiełbasą z promocji, zalaną ketchupem firmy, o której nigdy wcześniej nie słyszałem.

Balkon akademika był spory - mieściły się na nim swobodnie trzy leżaki, grill i mała, turystyczna lodówka.

Smętnie wśród resztek roztopionego lodu pływała w niej samotna puszka.

Beknąłem głośno.

Na tyle głośno, że obudziłem Łysego, który kimał na leżaku obok.

- Co jest co jest? - zaczął mamrotać nieprzytomnie. W ciągu ostatnich dwóch godzin wlał w siebie parę piw.

- Sesje zdałeś, kurwa!- huknął mu nad uchem Kazek, który właśnie kończył kręcić kolejnego jointa.

Kazek był typem kolesia, który ubiera się bardzo PROSTO, ewentualnie z nutką JPna100%, z dokładką bazarowych podjeb Nike’ów, białych frotowych skarpet Adidasa i czapek z liściem marihuany. Prawilny eloziomeczek, próbujący w akademickim pokoju nagrać nielegala.

- A! Tak, tak, zdałem - uśmiechnął się szeroko Łysy i sięgnął po ostatnie piwo - tak się bawi, tak się bawi - ziewnął - PO-LI-BUDA! - dokończyliśmy chórem.

- Jest tam jeszcze coś?- spojrzałem w stronę grilla. Pusto. Tylko przypalony tłuszcz skwierczał na ruszcie.

Nasza popijawa z grillem powoli dogorywała. Wchodziliśmy w ten stan, kiedy już przejedzony i opity zaczynasz zastanawiać się, czy spać dalej na leżaku, czy może wrócić do pokoju. W dodatku słońce powoli chowało się za horyzont, a od pojawienia się komarów dzieliła nas góra godzina.

- To ja się będę zbierał - mruknąłem po kilku minutach.

Chciało mi się spać. W głowie lekko szumiało od Tatry w promocji (1.99 plus kaucja) w ilości sztuk pięciu.

- Mówisz, że wódka? - zarechotał Łysy - przekonałeś mnie!

- Jezu…

Kazek odwrócił czapkę daszkiem do tyłu. Generalnie zdejmował ją tylko na zajęcia, albo jak kładł się do łóżka. Na grubych imprezach po prostu przekręcał daszek tak, żeby nie pogiąć go jak przybije gwoździa. Był to swoisty znak tego, że popijawa chyba jeszcze się nie skończy - wręcz przeciwnie. Westchnąłem.

- Do sklepu w chuj daleko! - starałem się oponować, ale kazał mi siedzieć cicho.

- U Kazia flakonik widziałem na półce. Zrzucimy się, co Kaziu? Będzie?

Kazik przez chwilę się zastanawiał, jakby nie wiedząc o czym mówi nasz kumpel.

- Wódka? Aaaaa! - zaświtało mu nagle - ta Wyborowa?

Łysy skwapliwie przytaknął.

- Zero - siedem, zgłoś się! Borewicz wyborowy. W temperaturze pokojowej, acz gotów do rychłego schłodzenia.

Kazek pokręcił głową.

- Nie, nie, tego nie będziemy pić - powiedział stanowczo - za chuja.

Łysy popatrzył na niego zdziwiony. Wyglądał komicznie, ze swoimi kaprawymi ślepkami, łysą głowa i kłapciatymi uszami. Trochę jak jakaś postać z gier wideo.

- E? No ale zrzucim się, co nie Pawełku?

Kiwnąłem głową.

- Także wiesz Kazek, nic na krzywy ryj.

Kazek zmieszał się lekko.

- Nie, nie. Nie o to chodzi. Po prostu z tą wódą jest coś nie tak.

Teraz obydwaj z Betonem musieliśmy wyglądać jak idioci.

- Tak, kopie z zaskoczenia - zarechotałem w końcu przerywając cisze.

Łysy też zarżał, ale złapał go atak czkawki.

- Nie, nie. Po prostu pić jej nie chce, a wyrzucić tak trochę głupio - zaczął plątać się Kazek - wiecie, dwie dyszki taka flaszka, w dodatku weselna.

- Dobra, powiesz w końcu o chuj ci chodzi? - Łysy powoli tracił cierpliwość.

- Ta, ale nie śmiejcie się, ok? Ty Pawciu też, masz nie rechotać pod nosem bo to gruba sprawa jest. Serio mowie! - podniósł głos, kiedy zobaczył jak zaczynam szczerzyć zęby w uśmiechu.

- Ta wódka jest nawiedzona- powiedział w końcu - albo przeklęta.

Ryknęliśmy śmiechem się tak bardzo, że Łysemu się „ulało”.

- Kurwa, sorry - wytarł brodę papierowym ręcznikiem - ja pierdole… - zaczął znowu dusić się od tłumionego śmiechu - Kaziu, nie jaraj tyle bo ci mózg uszami popłynie.

- Albo kuśka odpadnie - dodałem trzymając się za brzuch.

Musielibyście zobaczyć zdegustowaną minę Kazimierza.

- Mówię serio.

- Tego jeszcze kurwa nie grali - pokręciłem głową - nawiedzona wódka? Nawiedzone lalki to słyszałem, nawet taki film był, nawiedzony telewizor też, coś chyba na rzeczy, nawet buty, skrzypce. Ale z całym szacuneczkiem do ciebie Kaziu, nawiedzona flaszka?

Kątem oka dostrzegłem jak Łysy zaciska zęby na wardze, i zaczyna płakać ze śmiechu. Bałem się, że pod jego wielkim cielskiem zaraz zarwie się leżak.

- Rżyjcie dalej idioci, śmiejcie się. Na weselu dostałem, byłem z taką jedną panna na pierwszym roku, w konkursie jakimś wygrałem, wiecie, kto głośnie zaszczeka czy coś.

Łysy złożył się w pół. Czułem, ze od rechotu w moim żołądku kiełbasa, chleb i piwo zaczynają tańczyć gangam style.

- No i jak ten konkurs był, to panna młoda się poślizgnęła i nogę skręciła. Z tą wódką w ręce. Aż jej wypadła, ale złapałem. Potem ją teść do szpitala zawiózł, ale wypadek mieli, ona cała, teść do piachu.

Trochę spoważnieliśmy. Łysy tylko rechotał cicho pod nosem.

- To nie jest, kurwa, śmieszne. Mnie to tam nie obchodziło za bardzo, ale panna młoda to jakaś psiapsióła tej laski co z nią byłem. Wesele się w stypę zmieniło. Przez tą wódkę

- Przez wódkę?- Łysemu drżał jeszcze głos, był bliski kolejnej eksplozji śmiechu.

- Przez wódkę, mówię ci, ona się pośliznęła jak mi tą flaszkę niosła - Kazek skrzywił się smętnie - wróciliśmy z tego wesela szybko, bo to wiesz, zły omen.

- To po co flaszkę brałeś?

- Bo nie wiedziałem jeszcze. Ale czekaj. Wracałem na mieszkanie i dostałem łomot pod klatką.

- Od flaszki? - zapytałem siląc się na pełną powagę. Beton znowu zaczął dusić się od tłumionego śmiechu.

- Nie od flaszki idioto, od żuli. Trzech takich stało, ja spizgany jeszcze byłem, bo sobie przyjarałem w drodze powrotnej. I zobaczyli, że idę zawiany, w ręku flakon - chcieli zabrać.

Coś pamiętam. Faktycznie kilka miesięcy temu Kazek chodził w akademiku z pięknie obitym ryjem.

- Łupnęli mnie parę razy, ale drzwi się otworzy na klatkę, jak mocniej szarpnąłem - to zwiałem. Nie chciało im się za mną biec.

Wyobraziłem sobie Kazka po joincie, uciekającego przed menelami przez osiedle.

Z flaszka w ręku.

- Wróciłem na mieszkanie, stary jeszcze spał. Cicho buty zdjąłem, myślę - kimnę się chwilę, bo miałem na akademik jechać wieczorem. To postawiłem flaszkę w przedpokoju, przy butach i poszedłem spać.

- I co? Drzwi zaczęły same trzaskać, okno się otworzyło? - Łysy zaczynał się wyraźnie nudzić tą historią.

- Nie, mój stary jak do roboty wstawał rano, to się schylił po nią, i jak go w krzyżu jebło. Tak się wydarł, że wszyscy wstaliśmy. Pogotowie, lekarz. Dysk wypadł. Zwolnienie, wiesz, te klimaty. A on na budowie robił, to go z pracy wypieprzyli.

- Przez wódkę?

- No, a przez co? - Kazek był tak poważny, że znowu zbierało mi się na śmiech - potem jeszcze pociągiem wracałem, wódkę wziąłem w torbę. Wiecie, jak są te półki na górze takie.

- No, no. spałem tam kiedyś jak wracałem z Woodstocku - przypomniałem sobie piękne czasy gimbazy.

- Jak zdejmowałem torbę, to się okazało, ze zamek niedopięty - i flaszka hyc - wypadła.

- Nie stłukła się?- zdziwił się Beton.

- Nie, walnęła w głowę dziadka co siedział naprzeciwko i potoczyła się miedzy siedzenia. Dziadek w krzyk, myślał że wojna czy ki chuj. To wziąłem flaszkę, przeprosiłem i wysiadłem. Akurat moja stacja była. W akademiku postawiłem na półkę, i tak stoi.Potem w gazecie czytałem, że jakiegoś staruszka w pociągu znaleźli, że wylewu dostał. Nie wiem w jakim pociągu, nie chce wiedzieć. Ale to było tego samego dnia. Pewnie przypadek, ale wiecie. Flaszki nie ruszałem. Może dam współlokatorowi, on chemie studiuje może mu się przyda na odczynnik czy coś. Ma tego kupę w szafkach swoich.

Przez moment siedzieliśmy w milczeniu.

- Nie, Kaziu, wypić trzeba. Egzorcyzmy zrobić - Łysy przeżegnał się i złożył ręce jak do modlitwy. Przyniesę - Kazek próbował protestować, ale Łysy był nieugięty. Wziął klucz od Kazka i wyszedł na korytarz.

- Coś mu się stanie - zobaczysz - Wywali się na schodach, dostanie zawału. Zobaczysz - Kazek odpalił jointa i zaciągnął się głęboko. O tak. Impreza się dopiero rozkręcała.

Łysy wrócił jednak cały i zdrowy, niosąc flaszkę wyborowej w ręce. Była zwyczajna. Prosta butelka, plastikowa zakrętka, granatowy napis. Nie świeciła w ciemności, w środku nie pływało ludzkie oko. Łysy bez ceregieli odkręcił flaszkę i rozlał do przyniesionych kieliszków.

- To za Paranormal Activity, panowie - wychyliliśmy pierwszy toast. Nawet Kazek - chociaż chwilę się ociągał.

Polaliśmy na drugą nóżkę, na trzecią.

Po piątek przestaliśmy szydzić z naszego kolegi, i opowieściach o przynoszącej pecha gorzale.

Robiło się coraz chłodniej, ale alkohol grzał od środka. Łysy rozlał kolejną turę.

- Ale powiem ci Kazek, że chyba problem z piciem masz.

Popatrzył na Łysego średnio rozumiejąc.

- No ze cztery flaszki? Johny, dwie gorzkie, wyborowa?

Kazek beknął głośno i pokręcił głową.

- Nie nie, to szafka współlokatora. Tego chemika. On tak sobie odczynniki przechowuje. Moja jest tam pod ścianą od okna…. – urwał.

Popatrzył na nas rozszerzonymi ze strachu oczami. Przez chwilę nie rozumiałem o co mu chodzi.

Potem zrobiło mi się zimno.

Łysy patrzył na nas nie bardzo rozumiejąc.

- O co…

- Z której półki brałeś flaszkę?- zapytaliśmy jednocześnie.

***

GAZETA KRAKOWSKA

„Trzech studentów politechniki krakowskiej zmarło po wypiciu roztworu metanolu podczas świętowania zakończenia sesji letniej. Jakub Z, Kazimierz O. i Paweł K. byli studentami trzeciego roku Wydziału Architektury i nikt nie przypuszczał, że niewinna impreza może mieć tak tragiczny finał. Władze uczelni odmawiają komentarza, policja nadal bada przyczyny tragedii”

Panopticum
Źródło: własne
Oceń:
14
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!