Historia

list do matki

babol 10 6 lat temu 5 762 odsłon Czas czytania: ~1 minuta

Wprowadziłam się do starej kamienicy, ledwo odnowionej po wojnie. Wyglądała koszmarnie, czerwona cegła straszyła rychłym zawaleniem. Krzywe ściany i nierówna podłoga uniemożliwiały dopasowanie mebli i wykładziny. Jednym słowem stojący koszmar, budzący litość. Niestety, nie stać mnie było na lepsze mieszkanie. Od pierwszego dnia w skrzynce na listy znajdowałam, regularnie co tydzień, list od jakiejś kobiety, której nazwiska nie pamiętam. Adresowany był poprawnie, ale adresat się nie zgadzał. Ignorowałam listy, od razu wrzucałam je do zwrotów. Pewnego dnia ciekawość wzięła górę i jeden otworzyłam. Okazało się, że adresowany był do matki nadawcy. Nie przeczytałam nawet połowy listu, zakleiłam kopertę i tradycyjnie odłożyłam do przeznaczonej przegródki. Autorka pisała coś o długim rozstaniu, że tęskni, że nie wie co się dzieje z bratem i czy mama ma może jakieś informacje. Bała się, że matce coś się stało, skoro nie odpisuje. Pytała się, czy odbudowali już miasto(?), czy mieszkają w kamienicy jeszcze ci sami ludzie co przed wojną(?). Pomyślałam, że to żart albo, że nadawczyni była chora psychicznie. Zdarza się przecież. O całej sprawie zapomniałam i nie myślałam o listach, które zwracam. Któregoś razu znalazłam kolejną kopertę. Tym razem adresatką była kobieta, która wysyłała listy na mój adres. Nadawcą natomiast… jej matka z dotychczasowego swojego adresu. Czemu list leżał więc w mojej skrzynce? Na kopercie widniała pieczęć, napis brzmiał „ADRESAT NIEZNANY”, obok była data. 05.04.2012. Data się zgadzała, tylko ja nie miałam pojęcia, kto wpisuje w miejscu adresata mój nowy adres. Następnego dnia złapałam wychodząc listonosza, który wzruszył ramionami, „bo on raczej by pamiętał, że list do mnie przynosił”. Paranoja. Zdecydowałam się otworzyć kopertę. Treść była mniej – więcej taka: „ Kochana córeczko, dostałam list od Ciebie. Wybacz, że nie odpisywałam, ale jakiś żartowniś wyjmuje listy z mojej skrzynki. Ostatnio dzieją się dziwne rzeczy. Może to mój stary umysł, ale mam wrażenie, że nie jestem w domu sama. Czasem, gdy się przebudzę, widzę moje mieszkanie zupełnie inne. Czasem widzę w nim ducha jakiego, w postaci kobiety, dziwnie ubranej. Proszę Anielo, przyjedź do mnie, bo ja już się boję sama mieszkać. Kościół jakoby zamknięty i nie mam gdzie pomocy szukać. Wszystko u nas inne w mieście. Czekam na list, całuję Cię serdecznie, moja kochana Anielko. Mama.

03.04.1949r.”

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Kamienica odnowiona po wojnie, ale czerwona cegła straszyła rychłym zawaleniem? To się kupy nie trzyma.
Odpowiedz
Ola Kołodziejczak Ja też nie czaje ;)
Odpowiedz
Nie czaje
Odpowiedz
fajne nawet ale mało straszne ale fajne ciekawe.Bardzo mi się podobało
Odpowiedz
Fajne ale trzeba chwile pomyśleć żeby ogarnąć
Odpowiedz
Nawet mi się podoba, ale można by to bardziej rozwinąć z taką nutką goryczy i mroku.
Odpowiedz
Nie kumam
Odpowiedz
Takiej koncepcji ujętej w tym opowiadaniu, nigdy nie czytałem. Fajne!
Odpowiedz
Fajne, genialne wprost :)
Odpowiedz
dość ciekawe ;]
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje