Historia

Ona II...

isabell 6 6 lat temu 5 418 odsłon Czas czytania: ~15 minut

Steve po przygotowaniu kolacji-niespodzianki dla Ishtar, wziął szybki prysznic i przeszukiwał wszystkie szafki w łazience. Poszukiwał bowiem swoich od dawna nieużywanych perfum. Nie mógł przestać myśleć o Niej..

-Skąd u licha w tej mieścinie wzięła się taka kobieta??!!

Zastanawiał się ciągle.

Jednak spojrzał na zegarek, dochodząc do wniosku, że nie ma czasu na dłuższe rozmyślania – po prostu sam zapyta, zaspokajając swą ciekawość. Znalazł w końcu perfumy, spryskał swoje ciało i złapał za uprzednio wyprasowaną koszulę. Zarzucił szybko ubrania, nie zapominając oczywiście o krawacie, wziął kluczyki od auta, wyszedł z domu i ruszył leśną drogą w stronę miasta.

Nagle jego ciągłą, cotygodniową niechęć do opuszczania swojego terenu, zastąpiła ciekawość i fascynacja nowo poznaną, wyjątkową osobą.

***

Była godzina za pięć osiemnasta. Mężczyzna stał pod biblioteką przy swoim aucie z niecierpliwością czekając na (jak on to zaczął mawiać) Swego Anioła.

Miał rację…

Wyglądała jak Anioł. Gdy wyszła ze ślepej uliczki obok biblioteki, Steve’a zamurowało. Poczuł się jakby jego nogi wrosły się w szary chodnik, a jego szczęka, nad którą stracił kontrolę opadła bezwładnie ukazując jego zachwyt jak i zarówno zdziwienie.

Będąc parę godzin wcześniej w bibliotece pod którą teraz stał, rozmawiał z najpiękniejszą kobietą z jaką w życiu rozmawiał. Ale teraz utwierdził się o stokroć w swoim przekonaniu. . .

Szła w jego stronę zwiewnym krokiem niczym baletnica. Ubrana w białą, na w pół przezroczystą suknię, odkrywającą opalone, zgrabne łydki, uśmiechała się do niego skromnie. Włosy miała upięte w koka, z którego spuszczonych było parę falujących pasemek. Jej pełne usta rozwarły się w szerszym uśmiechu:

- Witam ponownie Panie Steve.

A „Pan Steve” nadal stał w bezruchu nie mogąc wydukać z siebie ani słowa.

Po chwili wpatrywania się w chodzące bóstwo ruszył z miejsca aby otworzyć Ishtar drzwi od strony pasażera.

- Ależ dziękuje Panu bardzo.

- Nie ma sprawy, ma się Pani czuć jak najlepiej.

Uśmiechnął się do niej. Wsiadła do samochodu, a chwilę po niej Steve. Odpalił i ruszył w stronę swojego domu. Całą drogę jechali w milczeniu, od czasu do czasu uśmiechając się do siebie i wymieniając krótkie spojrzenia.

Młody mężczyzna zaparkował pod domem i wysiadł szybko, aby otworzyć kobiecie drzwi. Pomógł jej wysiąść podając jej rękę. Devil i Blacki, chcąc się przywitać podbiegli do swojego Pana, merdając z radości ogonami. Jednak po chwili ich radość się skończyła, a ich spojrzenia skierowane były na Ishtar. Psy zaczęły warczeć, ukazując swoje kły. Steve złapał je w ostatniej chwili, gdy chciały z wściekłością się na nią rzucić. Mężczyzna był zdziwiony zachowaniem swoich pupili z jakim nigdy wcześniej się nie spotkał. Zdziwiło go to, jednakże zamknął psy w kojcu. Zaprowadził swojego gościa do drzwi wejściowych, wprowadzając ją do środka. Pokazał miejsce, które wcześniej było przygotowane przez niego do kolacji. Rozstawił piękny, drewniany, rzeźbiony i zarazem bardzo stary stół. Przystroił go w świece, porcelanową zastawę, kieliszki do wina oraz bukiet świeżych kwiatów – czerwonych róż.

Nalał kobiecie wina, było czerwone i półwytrawne.

- Przepraszam na chwilę, udam się teraz do kuchni.

Dziewczyna uśmiechała się tylko skromnie i przytaknęła mu ruchem głowy.

Steve wrócił po chwili podając kolację:

- Proszę bardzo, podano do stołu: kurczak duszony w mięcie z lekko kwaśnym sosem żurawinowym. Do tego zapiekanka ziemniaczana z brokułami zapiekana w kozim serze oraz sałatka ze świeżych pomidorów i ogórków z dodatkiem ziół prowansalskich i kminku. Z kolei na deser śmietankowe lody ze świeżym musem z truskawek, pałeczkami z gorzkiej czekolady i listkiem mięty.

Ishtar była bardzo zaskoczona, z kolei Steve dumny z siebie.

Usiadł do stołu, nalał sobie wina i przystąpili do konsumowania kolacji.

Po dłuższej chwili Steve’a znów ogarnęła ciekawość:

- Co taka piękna kobieta robi w takim miejscu?

- Cóż… Mieszkała tu kiedyś siostra mojej mamy. Umarła niedawno a ja odziedziczyłam po niej mieszkanie nad biblioteką. Więc sprowadziłam się tu z braku innej perspektywy.

- Aaa, no to w takim razie już rozumiem jakim sposobem wyszła Pani tuż po pracy, wyglądając tak wspaniale.

- Dziękuję bardzo za komplement. I doskonale wiesz jak mam na imię Steve. Na pewno nie „Pani”

uśmiechnęła się

- Zadam Ci to samo pytanie. Co taki facet jak Ty, robi na takim pustkowiu, trzydzieści kilometrów od najbliższego miasteczka?

- Już wyjaśniam. Przez dwadzieścia trzy lata mojego skromnego życia mieszkałem w samym centrum Londynu. Owszem, może i miałem perspektywy. Jednakże przytłaczał mnie miejski odór spalin, ludzie którzy wiecznie za czymś gonią i ten hałas, gdy usypiasz przy nieustannym warkocie przejeżdżających samochodów. Z kolei tutaj mieszkam już od mniej więcej roku i nigdy w życiu nie zamieniłbym tego na nic innego. Usypiam przy szumie drzew, wyciszam się. Szczerze powiedziawszy każdy wyjazd do miasta przyprawia mnie o mdłości.

- W takim razie święta, urodziny i inne okazje spędzasz samotnie?

- Nie. Akurat do tego nie byłbym w stanie. Życie bez przekomarzania z mamą byłoby nie do zniesienia. – zaśmiał się – Na takie okazje przyjeżdża do mnie rodzina. Znają moje poglądy na temat większych miast. A Ty mieszkasz tu sama?

- Tak. Nie mam nikogo. To znaczy miałam ciotkę, dopóki nie umarła. Ale teraz zostałam sama.

- Czy będzie to bardzo nie na miejscu, jeśli spytam co się stało z Twoimi rodzicami?

- Umarli gdy byłam dzieckiem. Pamiętam to jak przez mgłe. Wiem tylko, że zostali zamordowani.

- W takim razie bardzo mi przykro, przepraszam, że zadałem to pytanie..

- Nie ma sprawy.

- Dobrze, koniec tych ciężkich tematów. Czy masz może ochotę dopić wino na tarasie?

- Oczywiście, z miłą chęcią – uśmiechnęła się i spojrzała z kokieterią…

Steve zaprowadził Ishtar na swój taras i rozsiedli się wygodnie. Siedzieli w milczeniu popijając wino. Po chwili kobieta wstała i podeszła do tarasowej barierki. Stała tak parę minut aż Steve w końcu zdecydował podejść do niej i stanął obok.

- Piękny księżyc – powiedział.

Spojrzał w Jej stronę i oniemiał. Stała przy nim i patrzyła mu prosto w oczy, uśmiechała się strasznie uwodzicielsko i przysuwała się centymetr po centymetrze coraz bliżej. Zanim Steve zdążył się zorientować, zwarli się w pocałunku. Był zaskoczony ponieważ całowała go bardzo namiętnie. Napierała na niego co chwila mocniej. Poczuł, że jego spodnie się napinają, ale krępował się, nie wiedział czego ta kobieta oczekuje…

Szybko się jednak przekonał, gdy jej dłoń zacisnęła się w jego kroku.

Złapał ją stanowczo na ręce, kierując się w stronę sypialni. Położył ją na swoim łóżku, które było ogromne, wyścielane w białej satynie. Przyciągnęła go i wróciła do namiętnych pocałunków. Steve zaczął ją pieścić, jego ręka przesuwała się po jej ciele, dotykając najpierw piersi a następnie krocza. Odrywając wargi od jej warg, przystąpił do drażnienia pocałunkami jej szyi, zsuwając z niej ramiączka sukienki. Całował niżej, dochodząc ustami do jej piersi zaczął drażnić językiem sutki. Schodził znów niżej, czuł dotyk jej delikatnej skóry na swoim ciele. Złapał za dół sukni zawijając ją do góry i zdejmując całkiem z tej cudownej kobiety. Zaczął całować jej brzuch, a schodząc z pocałunkami w dół zahaczył o koronkowe stringi, które również powoli zsuwał z jej ciała. Zszedł ustami do jej wilgotnego łona i pozostał tam dłuższą chwilę, pieszcząc ją i nie odpuszczając dopóki, dopóty nie usłyszał cichych pojękiwań, wydobywających się z jej gardła. Ishtar przysiadła na łóżku, chwyciła go za głowę i przyciągnęła do siebie, aby znów zacząć go całować. Położyła się znowu ciągnąc go za sobą. Jej delikatne dłonie wędrowały po jego ciele. Rozpinała jego koszulę, którą następnie zdjął i złapała pasek od spodni. Po chwili paska już nie było, a ona zajęła się zdejmowaniem mu spodni. Zrobiła to zręcznie i szybko, gdyż po paru sekundach on już był w niej… Kochali się namiętnie, gdy nagle Steve poczuł mocne uderzenie w głowę i czuł, że odpływa. Stracił przytomność…

***

Steve powoli odzyskiwał przytomność. Ocknął się przywiązany do swojego stołu, przy którym jakiś czas temu spożywał kolację z piękną Ishtar..

- Co do licha..?!

I wtem ujrzał tą piękną Ishtar.. Stała nad nim z ironicznym uśmiechem na twarzy. Spojrzał na przezroczystą żyłkę z czerwonym płynem przepływającym w jej wnętrzu która kończyła się jakimś foliowym workiem, a zaczynała….

- O kur**!!!

Tak zaczynała się w jego żyle. Gruba igła wbita była w jego rękę. .

- Co to do diabła znaczy?! Czy Ty oszalałaś kobieto?!

Steve był nie na żarty przestraszony….

- Ja? Hahaha, ależ skąd ten pomysł? Odsączam z Ciebie troszeczkę krwi. Hmm.. Właściwie to zamierzam odsączyć całą, ale to mały szczegół. – śmiała się na głos, a w oczach mężczyzny widniało przerażenie…

- Co się tak gapisz jakbyś ducha zobaczył? Twoja piękna „Ishtar” okazała się pomyłką?? Haha.

- I to jeszcze jaką..!! Dowiem się przynajmniej o co tu kur** chodzi??!! Po co Ci moja krew?! I dlaczego akurat MOJA!!??

- Po co? Już Ci mówię kochanie: po to, żeby ją wypić.

Wyjęła igłę z jego żyły, po czym wzięła sporą strzykawkę wbijając ją w tą samą żyłę i odciągnęła krew tak, aby strzykawka zapełniła się cała. Przelała czerwony płyn do szklanki po czym wypiła osocze ze smakiem. Steve’a zamurowało. . Jego krew spływała po brodzie Ishtar (choć już sam nie do końca wiedział czy tak ONA się nazywa) a ona z uśmiechem po skonsumowaniu jego płynnej tkanki znów wbiła igłę w jego żyłę, a ta ponownie spływała do nowego już, zmienionego przez tą psychopatyczną kobietę worka.

- Dobra, przestań bawić się w hematologa i wyjmij ze mnie to gówno!!! Rozwiąż mnie kobieto!!!

- Przykro mi, ale wydaje mi się, że to nie możliwe.

- Tak? A to niby dlaczego?! Zostaw moją krew w spokoju!!

- Wydaje mi się, że Twoja krew nie będzie Ci już potrzebna. . .

Usłyszał jeszcze tylko histeryczny śmiech kobiety, którą uznał wcześniej za swój ideał, po czym znów poczył jedynie silne uderzenie i zapadł w głęboki sen…

***

Sylvia wraz z Marc’iem zatrzymali się właśnie pod sklepem alkoholowym w małej mieścinie. Kobieta chciała kupić butelkę dobrej whisky. Wybierali się do swojego syna na dwudzieste czwarte urodziny. Mieli zamiar skarcić go jak tylko się spotkają, ponieważ nie odzywał się do nich już trzeci miesiąc.

- Marc, może naprawdę nasz chłopiec był bardzo zajęty?

- Sylvio, powiedz mi, czym ten nasz chłopiec był tak zajęty na tym zadupiu?

- Nie wiem skarbie. Przypuszczam, że znalazł jakieś twórcze zajęcie. A być może odnalazł swą drugą połowę i był nią tak zafascynowany? Niebawem się dowiemy.

Wyjechali z miasta w tereny. Po upływie trzydziestu minut skręcili w leśną drogę prowadzącą do swojego syna.

Dojechali wreszcie na miejsce zaparkowali pod drewnianym domkiem. Pierwsze istoty, które ich przywitały to Devil i Blackie, pupile ich pierworodnego.

- Co te psy takie wychudzone? – zapytał Marc

- A skąd mam wiedzieć? Może to taka rasa? Wiesz, że nie znam się na psach.

- No tak, racja. Ty się znasz na malowaniu paznokci i kupowaniu nowych ciuszków. – uśmiechnął się do żony

- Bardzo zabawne… Chodź już, całe życie tylko marudzisz.

- I widzicie co ja się mam z tą babą? – powiedział patrząc na psiaki – Wy chociaż nie narzekacie.

Zapukali do drzwi. Nikt im nie otworzył.

- Synku! Jesteś tam?! – krzyknęła Sylvia

- Może nie ma go w domu?

- Przecież samochód stoi ślepy człowieku?

- Przemądrzała kobieto, może poszedł na spacer?

Sylvia chwyciła klamkę. Drzwi otworzyły się. Weszli do środka a Matka znów nawoływała swojego Syna.

- Rzeczywiście chyba go nie ma.

- No widzisz, mówiłem. Rozbieraj się. Zrobimy mu niespodziankę i poczekamy w środku.

- Dobra. Tylko co tu tak cuchnie?

- Jak to co? Moja szanowna małżonka właśnie zdjęła buty. – śmiał się Marc.

- O Ty draniu!! – walnęła go na żarty Sylvia.

Weszli do kuchni i zobaczyli na kuchennym blacie gnijące jedzenie. Nieumyte, zaschnięte naczynia leżały w zmywaku czekając na wodę.

- Matko Święta! Co za brudas – odezwała się kobieta

Zajrzała do lodówki w której produkty spożywcze też nie były w dobrym stanie..

- Co się stało z naszym, synem? – zdziwiony ojciec przystanął na dłużej w kuchni i odpalił papierosa

- Ile razy Cię prosiłam, żebyś nie palił w domu!? Idę stąd, rozejrzę się.

- Aa idź jak najdalej.

Sylvia pokiwała przecząco głową i wyszła z kuchni.

Zajrzała do salonu. Było tu strasznie ciemno. Wszystkie okna pozasłaniane były opuszczonymi roletami, a w pokoju panował okropny zaduch. W dodatku coś strasznie cuchnęło. Kobieta podeszła do okna i podciągnęła roletę. Odwróciła się…

Marc usłyszał przeraźliwy krzyk żony

- O Boże, pewnie znowu znalazła jakieś porozwalane rzeczy…

Jednak krzyk zamienił się w głośny płacz i przerażenie . Chcąc to sprawdzić ruszył w stronę odgłosów. Wszedł do salonu i stanął w miejscu jakby wrósł się w ziemię. Ujrzał bowiem żonę klęczącą na podłodze, pękało jej serce. Marc od razu spostrzegł co było tego przyczyną. Patrzył właśnie ma swojego jedynego syna, albo raczej to co z niego zostało. Steve przywiązany był do własnego stołu grubymi sznurami. Jego skóra była złuszczona, w pewnych miejscach obślizgła, a w innych sucha. Jego ciało było zapadnięte, a z jego ust wypełzały tłuste larwy, które zrobiły sobie legowisko w zwłokach ich syna. Ojciec nie mógł ruszyć się z miejsca, ale pomyślał o żonie i pomógł jej wstać. Wyprowadził ją z domu, po czym wsadził do samochodu. Zabrał ze sobą psy. Wpuścił je na tylne siedzenia, przekręcił kluczyk w stacyjce i ruszył na najbliższy komisariat….

Rodzice przejechali tyle kilometrów z Londynu, aby ujrzeć zmasakrowane zwłoki swojego jedynego Syna….

***

Craig siedział właśnie wygodnie przy swoim biurku popijając kawę z automatu i zajadając się pączkiem. Nie miał nic do roboty. Aż dziwne było to w jego zawodzie, ale było nawet przyjemne. Płacą mu za to, że siedzi na czterech literach i je, albo drzemie na biurowym fotelu, od czasu do czasu czyści swoją broń. Nie ma co – dobra fucha nie jest zła. No i nie ma to jak być Detektywem Kryminalnym. Dostał się do Londyńskiej Policji całkiem niedawno. Trafił akurat na ciężką sprawę do rozwikłania, gdy tylko zaczął pracować. Długa historia.

- Craig!!!!! Craig!!!!! Natychmiast do mnie!!

- O Boże.. nie miał kiedy, tylko teraz. Kawa wystygnie..- myślał głośno

Cóż, przełożony to przełożony…

Craig podniósł swój leniwy tyłek i ruszył do biura szefa.

- Co znowu Bill? Kawa mi stygnie.

- Nie marudź tylko słuchaj chłopie. Mamy zadanie. Trafiliśmy na ślad psychopatki. ONA znowu działa. Dziś pakujesz manatki, zabierasz ekipę i wyruszasz w piękną, malowniczą Angielską wieś.

- Nasza psychopatka znowu w akcji? To i ja w akcji, daleko to?

- Jedynie trzysta pięćdziesiąt kilometrów stąd.

- No .. Naprawdę „jedynie”… Kiedy lecimy?

- Za dwie godziny. Pędź do domu i się pakuj. No raz, raz!!!

- Dobra, dobra. Już lecę.

Craig wyszedł z biura i oznajmił swojej drużynie, w której skład wchodziło sześć osób (w tym jedna kobieta), że mają jechać do domów i zebrać swoje rzeczy.

- Wyruszamy w podróż. Poszukiwacze przygód, no już, jazda!! Za półtorej godziny widzimy się na lotnisku!

Wszyscy zebrali się i wyszli po chwili z budynku, rozjeżdżając się każdy w swoją stronę..

Po półtorej godzinie wszyscy stawili się w umówionym miejscu:

Craig- szef grupy, głowny detektyw

Anton- młodszy detektyw, prawa ręka Craig’a

Walter- psycholog policyjny

Alice- laborantka

Sam- technik

David- fotograf

Paul- znakomity strzelec, policjant kryminalny

Ekipa, która od ponad roku śledzi i próbuje złapać „JĄ”

Z kolei ONA, do tej pory wciąż nieuchwytna jest bystrzejsza niż wszyscy myśleli

Craig zawsze powtarzał, że „Cwana bestia z tej kobiety”. Wszyscy wciąż zastanawiali się, jak jej się to udaje.

Zaczęło się od zgłoszenia morderstwa. Przyjaciółka pierwszego denata, martwiąc się o swojego przyjaciela postanowiła go odwiedzić. Zamiast miłej niespodzianki, zrobiła sobie bardzo nieprzyjemne wspomnienie. Wezwała na miejsce policję i sprawa trafiła do ekipy Craig’a. Pierwszym ich najważniejszym odkryciem, był fakt, że facet umierał poprzez odsączanie z niego krwi. Dość nieprzyjemna sprawa. Drugim, że widziano go jak wchodził do swojego mieszkania z piękną kobietą. A trzecim, że facet uprawiał seks przed śmiercią. Dzięki temu dysponowali DNA prawdopodobnie sprawczyni tego okrucieństwa. Zostawiła bowiem na członku swojej ofiary swój kwas mlekowy z PH pochwy.

Nie starała się zbytnio zamaskować śladów zbrodni. Facet, gdy go znaleziono był w stanie rozkładu. Złuszczona, obślizgła, gdzie niegdzie sucha, popękana skóra. Bardzo nieprzyjemny widok. Tak zwana „Śmierdząca sprawa” poprzez odór, jaki wydobywały zwłoki pozbawione krwi.

Poszukiwania jakichkolwiek śladów, dzięki którym mogliby natrafić na morderczynię nie przyniosły owocnych skutków. Jednak po upływie dwóch miesięcy znowu dostali zgłoszenie. Tym razem na obrzeżach Londynu dokonano kolejnego morderstwa. Ofiarą była dwudziestoletnia kobieta. Zastanawiające, że kobieta? Praktykująca lesbijka. Widziano ją w klubie dla lesbijek, gdy wychodziła z kobietą, zresztą bardzo ładną kobietą, o śniadym odcieniu skóry i kruczo-czarnych, długich włosach.

Dziewczynę znaleziono martwą po dwóch miesiącach. Odwiedził ją ojciec, zaniepokojony zniknięciem córki. On również zastał niemiłą niespodziankę. Martwe dziecko to straszny widok dla rodziców. Wszystko wskazywało na to, że zbrodni dokonała ta sama osoba, wcześniej jednak zabawiając się z denatką. Otarcia pochwy jednoznacznie na to wskazywały. Morderczyni musiała nieźle się zabawiać ze swoją ofiarą ponieważ bardzo ją pokaleczyła od środka. I tym razem poszukiwania nie przyniosły skutków. Trop tej kobiety zawsze się urywał.

Jednak przy trzecim morderstwie śledztwo wniosło coś nowego do sprawy. Znów znaleziono zamordowanego mężczyznę. Jednak przy tym ciele zostawiono wiadomość. Brzmiała ona mniej więcej tak”

„Wybaczcie to zamieszanie oraz to, że nie daje Wam odpocząć. Ci ludzie i tak kiedyś by umarli, więc tylko oszczędzam im patrzenia na ten okropny świat. Odsączam im krew, w ten sposób ich zabijając. Co robię z krwią? Wypijam. Tak- jestem wampirem. Może tak nie wyglądam, ale nim jestem. Krew jest mi niezbędna do przetrwania. Uprzednio korzystam z okazji i zabawiam się z tymi ludźmi. Każdy tak ma, że gdy trafia się okazja to staramy się z niej korzystać jak najlepiej, prawda? Nie próbujcie mnie znaleźć, bo wam się to nie uda. Pozdrawiam!”

Craig pomyślał, że ta kobieta to „nasienie diabła”. Postanowił trochę powęszyć i po paru tygodniach udało mu się znaleźć intrygującą rzecz. Węszył po zakładach psychiatrycznych i odnalazł w jednym z nich sprawę nie rozwiązaną do tej pory. Dwa lata wstecz z psychiatryka uciekła młoda dziewczyna. Miała zaledwie dziewiętnaście lat. Trafiła tam mając jedenaście za zabójstwo swoich rodziców. Zadźgała ich nożem, rozcinając tętnicę i wypijając ich krew. Twierdziła, że jest wampirem i musi pić „czerwony płyn dający jej siłę i życie wieczne”. Uznano ją za chorą psychicznie i zamknięto w zakładzie. Spędziła tam parę lat swojego życia, po czym udało jej się zbiec. Szukali jej, ale nigdy nie znaleźli. Obawiano się bowiem o życie innych ludzi,,

- I słusznie- myślał Craig.

Miał do czynienia nie dosyć, że z psychopatką to jeszcze z walniętą laską, której uroiło się, że jest wampirem.

-Wszystko przez te cholerny bujdy i bajeczki o nieśmiertelnych pajacach…

Tym razem nie mógł pozwolić jej uciec. Nie mógł do tego dopuścić. Tylko jak ją teraz znaleźć? Nie ma wyjścia.. Nie ważne jak, tylko oby skutecznie. . .

ONA nadal gdzieś tam jest. Był pewien, że znajdzie Ją w promieniu pięćdziesięciu kilometrów od miejsca zbrodni. Ale czy jego pewność nie zawiedzie….???

Dowiecie się w następnej części z serii „Ona…” :)

C.D.N wkrótce, pozdrawiam serdecznie!!

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

dostanę linka do 3 części?
Odpowiedz
Podoba mi się ta historia :D, ale mam zastrzeżenia: "jak i zarówno" - wystarczyło by tylko "jak i" albo "zarówno", nie łączy się, oprócz tego nie zaczynamy zdania od "Ale", gdy można to "ale" swobodnie połączyć ze zdaniem po przecinku - jest kilka takich sytuacji w tekście, "Akurat do tego nie byłbym w stanie" - wtf? Powinno być raczej w stylu: "Akurat tego nie byłbym w stanie zrobić", po kolejne, "kwas mlekowy z pH pochwy" niewiele by dał detektywom, jak już to DNA pozostawione na członku denata, następnie: krew z żyły nie przestaje magicznie płynąć po wyjęciu igły, więc bardziej realistyczne było by, gdybyś napisała, że założyła gościowi wenflon i krew ciągle ściekała do jakiegoś naczynia przez rurkę połączoną z tym wenflonem, bo jak się czyta o wbijanej co chwilę igle i "ściąganiu" w ten sposób krwi to jednak trochę śmieszy i opowieść traci na realiźmie, odór zwłok czy z krwią, czy bez niej jest tak samo paskudny ;) Parę błędów pewnie pominęłam. To nie jest złośliwe, po prostu skoro piszesz dobrze, to lepiej by było, gdybyś pisała jeszcze lepiej, a nie jak 99% tu osób - niemal analfabeci.
Odpowiedz
Dzięki <3
Odpowiedz
Czytałem z zapartym tchem, przez chwilę myślałem "jeju co to za erotyk O.o", szczegółowość do bólu:D Z niecierpliwieniem czekam na kolejną część:]
Odpowiedz
Dzięki wielkie, właśnie o ten efekt mi chodziło :) cieszę się, że wpadło w gust :)
Odpowiedz
NO zajebita historia, połączenie erotyka i kryminału, podoba mi się to :) czekam na 3 cz. :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje