Dziedzictwo część IV Narodziny Leonarda

Dodane przez: malgorzatagoska, 11.05.2015, 14:22
Reklama:

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6000

Bartosz

Rok 2025, kwiecień – wtorek popołudniu

Zamyka książkę o anatomii. Spogląda na spis lektur. Wszystkie znajdują się w domowej bibliotece. Większość z nich ma ponad pięćset stron. Nie spodziewał się, że czeka go aż tyle nauki. A to dopiero początek.

Nie może przestać myśleć o tym co widział w ojca pracowni. Jego dzieło sztuki mówi samo za siebie. Od razu widać, że latami dochodził do perfekcji.

Wszystkie sukcesy i postępy, których dokonał świadczyły o jego geniuszu. Innowacyjne projekty, rozwój technik, wynalezienie substancji konserwującej skórę. Bezbarwna, bezwonna, szybkoschnąca. Mistrz w swojej klasie.

Otwiera ponownie książkę. Zmusza się do skupienia na treści. Ojciec mu obiecał, że pozwoli sobie pomóc jeśli do wieczora nauczy się pierwszego rozdziału.

Frank

Rok 2025, kwiecień – wtorek popołudniu

Kolejny raz zmienia skalpel. Śpieszy się. Chce skończyć wyznaczone sobie zadania przed kolacją. Mimo podniecenia i ekscytacji stara się zachować spokój. Cięcia muszą być precyzyjne. Skupia się. Wycina ostatnie, drobne kwadraciki.

Po godzinie ma ich dwanaście. Przenosi je pesetą do gablotki. Zamyka szklane wieko. Włącza lampy i reguluje poziom ciepła.

Pracę na tym materiale uznaje za zakończoną. Teraz będzie idealnie nadawać się do ćwiczeń.

Reguluje poziom tlenu. Odkręca nieco zawór środka usypiającego. Sprząta zakrwawione pomieszczenie. Resztki wyrzuca do wiadra. Pozbędzie się ich wychodząc. Nie musi już ich ukrywać.

Siada do laptopa.

„Jest do mnie tak bardzo podobny. Zadawał tyle pytań. Chciałby już towarzyszyć przy zabiegach. Też tego chcę ale jest jeszcze za wcześnie. Dałem mu spis czego ma się nauczyć. Jeśli jego zapał nie osłabnie szybko przejdziemy do kolejnego etapu”.

Bartosz

Rok 2025, kwiecień – wtorek wieczorem.

Ojciec już na niego czeka. Kolacja jak zwykle podana jest na eleganckiej zastawie. W tle leci muzyka klasyczna. Ku swojemu zaskoczeniu zauważa, że przy jego talerzu stoi kieliszek z winem.

- Czy oficjalnie już mogę pić alkohol?

- Wbrew pozorom alkohol w odpowiedniej dawce wyostrza zmysły. Poza tym to wino świetnie pasuje do sarniny.

Usiadł. Przez chwilę jedzą w ciszy aż ojciec zaczyna przepytywanie z zadanej treści.

Odpowiada na każde pytanie skrupulatnie, ze zrozumieniem. Widzi po minie ojca, że jest usatysfakcjonowany.

- Widzę, że się przyłożyłeś?

- Miałem odpowiednią motywację. – odpowiada z nieśmiałym uśmiechem.

- Jeśli nadal będzie Ci tak dobrze szło to niedługo pozwolę Ci wybrać tworzywo.

- Ja? Sam mógłbym wybrać?

- Oczywiście. Przecież towar sam do mnie nie przyjeżdża.

Tym razem ojciec uśmiecha się rozbawiony.

- A jak to się dzieje? Wiesz.. ten proces?

- Mam swoje sprawdzone sposoby. Teraz to nie jest tak trudne jak kiedyś. Imprezowy styl życia młodych ludzi jest mi bardzo na rękę. Wszechobecne narkotyki, alkohol. Ludzie mają znajomych na forach społecznościowych, podczas gdy w prawdziwym świecie nikt się nimi nie interesuje.

Generalnie – pierwsze co należy zrobić to wybrać miejsce. Odpowiednio daleko od domu. Bez kamer. Ale takich miejsc jest coraz mniej albo taki wiekowy mężczyzna jak ja, ma problem ze wstępem bądź za bardzo przyciągam uwagę.

- Wiekowy? Ile masz lat?

- Czterdzieści pięć.

Przygląda się uważnie ojcu. Nie zastanawiał się wcześniej nad jego wiekiem. Zadbane ciało i brak zmarszczek odejmowały mu lat. Zdradzały go oczy. Głębokie, zamyślone, mądre.

- Więc jak zdobywasz towar? Skąd masz ten z dołu?

- Ten akurat wypatrzyłem w bibliotece. Potem pytanie o drogę, propozycja kawy. Wywiad skąd jest, czy ma tu rodzinę. Florica była Rumunką. Przyjechała sama. Nikogo nie znała. Idealnie. Ale tak można postępować tylko z wyjątkowymi egzemplarzami. Przeważnie preferuję poznawanie się na imprezach. Nastolatki są teraz tak frywolne, że jakość można sprawdzić od razu.

- Florica? Czemu mówisz była… - nie zdążył skończyć zdania gdy ojciec przerwał mu podirytowany.

- Myślałem, że to zauważyłeś. Każda kobieta przekraczająca mury tego domu staje się towarem. I te które tu trafiają, zasługują na szacunek. Ich wyjątkowość je tu sprowadza. Każdy na pewnym etapie życia przyjmuje różne role. One stają się najwyższej jakości tworzywem dla artysty. Umierając stają się nieśmiertelne.

Zastanawia się na tym co powiedział ojciec. Granica domu, kobieta a tworzywo… Miało to sens.

- Jak sprawdzasz czy się nadają?

- Muszę się z nimi przespać. Tylko w ten sposób mogę odpowiednio zweryfikować ich skórę.

Zdaje sobie sprawę jak głupie pytanie zadał. Mógł sam na to wpaść gdyby chwilę pomyślał.

- Szokuje Cię to?

Nie wie co powiedzieć. Nigdy nie uprawiał seksu. Jego doświadczenie z dziewczynami było żadne.

- Nie tyle szokuje co, nie wiem co myśleć.

- W każdym razie nie masz się czym przejmować. Zanim sam będziesz oceniał jakość zostaniesz odpowiednio przygotowany.

Nie chce kontynuować tematu. Jest niedoświadczony a ta rozmowa go peszy. Nie chce aby ojciec myślał o nim jako o nieudaczniku. Postanawia zmienić temat.

- Chodźmy na dół. Nie mogę się już doczekać.

Frank

Rok 2025, kwiecień – wtorek wieczorem.

Daje synowi ostatnie wskazówki. Nie chce aby przez nieuwagę zmarnował materiał eksperymentalny.

Wchodzą za folię. W środku pali się mocne światło i panuje chłód.

Cały czas obserwuje jego twarz. Po oczach widać, że jest podekscytowany. Od razu zasypuje go gradem pytań.

- Dlaczego ma ucięte nogi? Ty to zrobiłeś, prawda? Do czego będziesz używał tych elementów z gabloty? Dlaczego je wyciąłeś akurat z tej części?

- Czekaj. Po kolei. Jak skończysz książkę, którą Ci dałem będziesz wiedział jak działa ludzki organizm. Głównie chodzi o to aby krew nie musiała krążyć po całym ciele. Im szybciej pozbędziesz się zbędnych elementów tym lepiej dla materiału. Dlatego zawsze zaczynam od skórowania, od kolan w dół. Czasami trafiają się egzemplarze, których skóra na udach nie ma cellulitu ani rozstępów. Wykorzystuję wtedy niemal wszystko i amputuję przy samej miednicy.

- Dlaczego zostawiłeś ręce?

- Do niczego mi się nie przydadzą. Za duże i za ciemne owłosienie. Dałoby się temu zaradzić ale od momentu kiedy zobaczyłem skórę na klatce piersiowej - wiedziałem, że tego chcę.

- Do czego wykorzystasz te elementy w gablocie?

- To specjalne zamówienie. Klient sam wysłał mi projekt. Pokażę Ci go później.

- Klient? Sprzedajesz swoje wyroby?

- Oczywiście. Ale to wyselekcjonowane grono. Głównie są to spadkobiercy poprzednich klientów. Do grona nabywców można trafić tylko z polecenia. A moja zgoda na współpracę odbywa się po dokładnym sprawdzeniu kandydata. Nikt z ulicy nie może kupić tego co zrobię.

- Jak to się wszystko odbywa? Udało Ci się tyle lat…

Przerywa synowi w połowie zdania.

- Tak jak Ci mówiłem – pieniądze są w stanie załatwić niemal wszystko. Firma której jestem właścicielem prosperuje bardzo dobrze więc żaden urząd skarbowy do niczego się nie doczepi. Pamiętaj - dyskrecja to podstawa.

- Zawsze wycinasz w tak artystyczny sposób? Ta symetria i dokładność…

- Nauczyłem się tego dopiero w Stanach, po ucieczce. Gdy pomyślę o wcześniejszych praktykach… Byłem niemal jak rzeźnik. Wielu rzeczy nie wiedziałem. Działałem po omacku. Poza tym byłem zbyt narwany, za mało cierpliwy. Latami osiągałem to co dzisiaj umiem. A teraz ja będę uczył Ciebie.

- Co z tym teraz zrobimy? Od czego zaczniemy?

- Najpierw pokażę Ci najcenniejsze części i jak się z nimi obchodzić. – mówiąc to wręcza synowi trzystustronicowy zeszyt w skórzanej oprawie. – Weź go i notuj wszystko. Rób też rysunki. Każdy z męskiego rodu naszej rodziny prowadził zapiski. Ty też powinieneś. Notuj też wszystkie uwagi i wątpliwości.

- Posiadasz swoje? Mógłbym przeczytać?

- W odpowiednim czasie. A teraz zabierzmy się do nauki.

Bartosz

Rok 2025, kwiecień – wtorek w nocy

Zmęczony kładzie się na łóżko. Wertuje notatki. Zapisał niemal osiemnaście stron. Przygląda się rysunkowi, który zrobił.

Dopiero teraz zdaje sobie sprawę jak szczegółowo narysował twarz. Wyjmuje długopis i notuje.

„Wyglądała jakby spała. Miała spokojny wyraz twarzy. Niemal zadowolony.”

Odwraca zeszyt do góry nogami. Na samym końcu pisze datę.

„Dzisiaj był pierwszy dzień mojej nauki. Wszystko jest takie ciekawe. Do jutra zapoznam się z kolejnymi dwoma rozdziałami książki. Zaskoczę ojca większą wiedzą.

Jedyne czego się obawiam to „wybieranie”. W końcu przyjdzie moment, kiedy z ojcem pojedziemy po nowy materiał. Nie znam się kompletnie na relacjach damsko-męskich. Czy chcę czy nie, będę musiał tą wiedzę również zdobyć”.

Odkłada zeszyt. Sięga po książkę.

Frank

Rok 2025, kwiecień – wtorek w nocy

Zasiada do laptopa.

„Tak jak podejrzewałem – nie będzie problemu z nauką anatomii czy chirurgii. Jest chętny i chłonie wiedzę. Towar traktuje z należytym szacunkiem. Martwi mnie jednak jego podejście do kobiet. Samo słowo „seks” wywołało u niego rumieńce na twarzy i zmianę tematu. Będę musiał nad tym popracować. Jeśli ma zdobywać dla mnie kolejne materiały musi wiedzieć jak się z nimi obchodzić…”

Bartosz

Rok 2025, maj – niedziela w nocy

Otwiera dziennik i notuje.

„Dzisiaj skończyliśmy pracę na tym produkcie. Ojciec zdążył mnie nauczyć amputacji rąk. Mogłem nawet sam rozciąć klatkę piersiową. Dziwaczny jest dźwięk piły przecinającej kość. Przyzwyczaję się… Na pamiątkę po moich pierwszych doświadczeniach pozwolił mi wybrać element, który chciałbym zachować. Nie mogłem się zdecydować na nic konkretnego. Wtedy ojciec rozchylił jej powieki. Piękne. Brązowe, gdzieniegdzie z żółtymi plamkami. Wyglądały jak bursztyny. Nigdy nie widziałem równie ładnych oczu.

Jedno nie daje mi spokoju. Gdy zapytałem ojciec zezłościł się i szybko zmienił temat.

Gdy wziąłem do ręki piłę… jestem niemal pewny, że ona/towar… wydało z siebie dźwięk. Może bym to zignorował ale ojciec szybko zainterweniował. Przekręcił zawór butli, która dostarczała jakiś płyn do żył. Chociaż… to nie możliwe aby towar wiedział co się z nim dzieje…?”

Frank

Rok 2025, czerwiec – czwartek popołudniu

Od godziny rozmawiał Gustavem w swoim oficjalnym gabinecie na pierwszym piętrze. Synowi kazał siedzieć w pokoju i zachowywać się cicho – jak zawsze gdy ktoś miał się zjawić w domu.

- Przyjacielu, brakuje nam Ciebie. Od tak dawna nie było Cię na żadnym z naszych przyjęć. Zrób sobie chociaż weekend przerwy. Wybierzemy się na polowanie?

Frank z uśmiechem na ustach słuchał słów znajomego. Wiedział, że jego nieobecność zaczyna się robić podejrzana. Nadeszła najwyższa pora aby zacząć robić grunt pod nadchodzące wydarzenia. Gustav – człowiek, który uważał go za przyjaciela był idealną osobą aby wyręczyła go w tłumaczeniu się przez resztą znajomych.

- Wiesz przecież, że jak mam wenę to nie wychodzę z domu aż nie stworzę nowej kolekcji w całości. Na szczęście zbliżam się ku końcowi. Poza tym korzystając z twojej wizyty chciałbym Cię o coś prosić – jeśli mogę oczywiście.

Gustav nachyla się nad biurkiem w jego kierunku. Ścisza głos.

- Coś się dzieje, prawda? Nie chodzi tylko o pracę? Proś o co chcesz…

- Tak… okazało się, że mam syna.

Przyjaciel otworzył szeroko oczy ze zdumienia.

- Jego matka – a moja dawna kochanka niedawno mi o tym powiedziała. Umiera. Lekarze dają jej kilka tygodni życia. Chciała aby nasz syn nie został sam na świecie… wiesz… historia wyjęta z filmu... Oczywiście zajmę się nim. Obecnie załatwiamy wszystkie dokumenty…

- Jasne rozumem… Co mogę dla Ciebie zrobić?

- Wprowadź naszych znajomych w sytuację abym nie musiał każdemu z osobna tłumaczyć… I na początku… no cóż. Będę musiał z nim spędzić trochę czasu aby go poznać…

- No tak. Rozumiem. To Cię los spotkał... Kto by pomyślał. Ale tak to jest z nami mężczyznami. My się o dowiadujemy o takich wpadkach o ile kobieta będzie chciała… Przekaże każdemu z kim się spotkam. Nikt nie będzie Cię dręczyć pytaniami.

- Dziękuję Ci. Jesteś świetnym przyjacielem.

Bartosz

Rok 2025, sierpień – sobota rano

Mijała szósta rano. Nie spał już od godziny. Siedział przy biurku i studiował kolejną książkę. Wakacyjne słońce oświetlało cały pokój, który przez ostatnie cztery miesiące zamienił się nie do poznania. Do niedawna pedantycznie uporządkowany teraz przypominał pokój typowego studenta. Na ziemi i szafkach zalegały książki, gazety i plakaty ze zdjęciami ciała ludzkiego.

Wiedział, że ojciec nie lubi bałaganu ale nie chciał marnować czasu na porządki. Mógł sobie pozwolić na jeden mały minus. W zamian, co dziennie na śniadaniu zaskakiwał go wiedzą, którą udało mu się zdobyć po wieczornych zajęciach praktycznych.

Postanowił skończyć rozdział i wziąć prysznic.

Stojąc w łazience przed lustrem stwierdził, że wygląda coraz lepiej. Barki się rozrosły a ręce zyskały małe wybrzuszenia mięśni. Brzuch nie był już wklęsły a dobrze wyćwiczony. Jedyne nad czym musiał popracować to postawa i fryzura. Od momentu zamieszkania u ojca nie strzygł się. Nawet raz nie opuścił terenu posesji. Harmonogram zajęć zajmowały całe dnie. Nauka i zacieśnianie relacji z ojcem wykluczały potrzebę poznawania nowych ludzi. Co jakiś czas widywał dostawców lub osobę odbierającą pranie. Czasami przychodził jakiś mężczyzna w garniturze. Ale ojciec szybko przechodził z nim do gabinetu na piętrze.

Nie przeszkadzało mu to, że miał tylko ojca. To i tak było o jedną osobę do rozmowy więcej niż przez całe życie z dziadkami.

Na siódmą był gotowy na śniadanie. Ojciec jak zawsze czekał na niego z gotowym posiłkiem. Jak co sobotę zaserwował jajka po benedyktyńsku.

- Synu, dzisiaj musimy omówić pewną kwestię. Dość ważną i odwleczoną już nazbyt długo.

Spojrzał na ojca pytająco.

- Otóż chodzi mi o Twój pobyt tutaj. Musimy go zalegalizować. Nie będziesz siedział za tymi murami do końca życia.

- Dobrze, więc zrób wszystko co uważasz za konieczne.

- Dokumenty są już niemal gotowe. Według papierów będziesz Ukraińcem. Mieszkałeś z matką do jej śmierci a teraz przyleciałeś tutaj.

- Daj mi te papiery – zapoznam się z nimi i wykuję na pamięć.

- W to nie wątpię.

- Więc o co chodzi?

- Możesz sobie wybrać imię.

Zastanawia się chwilę ale nic stosownego nie przychodzi mu do głowy.

- Masz może jakieś propozycje?

- Miałem nadzieję, że zapytasz mnie o zdanie. Chciałbym dać Ci imię pasujące do nowego Ciebie. Jesteś inteligentny, rządny wiedzy. Sam drążysz wszystkie zadane tematy i wychodzisz poza ich zakres. Jesteś autodydaktą jak da Vinci. Stąd chciałem zaproponować Ci imię „Leonard”.

Zastanawia się chwilę nad propozycją ojca. „Leonard”, „Leon”, „Leo”…

- Podoba mi się.

- Więc postanowione. Leonardzie opowiedz mi proszę o tym czego wczoraj się dowiedziałeś. – rzekł z dumą w głosie.

Frank

Rok 2025, sierpień – piątkowy wieczór

„Nie udało mi się znaleźć jego notesu. Mogłem mu jednak zasugerować pisanie na komputerze. Włamanie do laptopa jest prostsze niż znalezienie dziennika w jego bałaganie. Muszę wiedzieć o wszystkim. Muszę mieć pewność, że jest gotowy jeśli mamy przejść do kolejnej fazy. Zamówienia spływają a ja ciągle nie mam materiału. Nienawidzę jak mnie pośpieszają”.

Bartosz

Rok 2025, wrzesień – niedziela wieczór.

Skonfundowany wyjmuje notatnik spod sterty książek. Dawno nie dokonywał żadnych wpisów prócz notatek z zajęć. Teraz nie ma wyboru. Musi gdzieś przelać swoje emocje. Nie chce się przyznać ojcu, że go okłamał. Byłby zły i zawiedziony.

Otwiera dziennik.

„Wczoraj po raz pierwszy opuściłem z ojcem dom. Jechaliśmy ponad trzy godziny zanim dotarliśmy do fryzjera. Potem kolejne dwie godziny jechaliśmy na umówione spotkanie. Na początku nie wiedziałem z kim mamy się zobaczyć i o co chodzi. Gdy ojciec zaczął rozmawiać ze mną o seksie i kobietach zacząłem mieć pewne podejrzenia, które okazały się być słuszne…

W restauracji hotelowej czekały na nas dwie kobiety. Obie bardzo ładne. Jedna wysoka, niebieskooka blondynka. Druga, nieco niższa brunetka o zielonych oczach. Były z agencji towarzyskiej. Ojciec kazał mi wybrać tą która bardziej mi się podoba. Wybrałem zielonooką. Zanim poszedłem z nią do pokoju ojciec powiedział mi co mam mówić, robić, które części ciała ocenić. Myślałem, że jestem gotowy. Jednak… wszystko poszło źle. Kiedy zaczęliśmy się całować kompletnie nie mogłem się skupić. Przestałem zwracać uwagę na cokolwiek. Chciałem tylko rozładować nagromadzone napięcie. Wszystko trwało dużo krócej niż było w planie. Jest mi wstyd. Nie dałem rady ocenić nawet połowy jej ciała.

Całą uwagę pochłonął pierwotny instynkt.

Wracając do domu, opowiedziałem ojcu zmyśloną historię. Tak bardzo było mi wstyd. Tak bardzo go zawiodłem. Musze się jakoś zrehabilitować”.

Frank

Rok 2025, wrzesień – następnego dnia, poniedziałek rano.

Czekał już na syna przy śniadaniu. Rozpierała go duma. „Pierwszy raz” odbył się zgodnie z planem. Poprawnie określił ilość i jakoś skóry, znamiona i owłosienie.

Z zamyślenia wyrwało go powitanie syna.

- Witaj ojcze.

- Leonardzie. Jak zwykle punktualnie. Usiądź proszę. Mam coś dla Ciebie. – powiedziawszy to podał synowi grubą, wypchaną teczkę. – Otwórz. Myślę że będziesz zadowolony.

Obserwuje reakcje syna.

- I co myślisz?

Syn kieruje na niego wzrok.

- Oficjalnie jestem już twoim synem? I mam 21 lat? Dodałeś mi pięć lat?

- Zgadza się. Metryką się nie przejmuj. Wyglądasz adekwatnie do nowego wieku. Bartosza już nie ma.

Teraz Leonardzie, masz przed sobą świetlaną przyszłość. Dzisiaj wieczorem idziemy z tej okazji na małe przyjęcie. Poznasz moich znajomych. Wszelkie informacje o nich i instrukcje postępowania masz w teczce. Naucz się do wieczora.

Leonard

Rok 2025, wrzesień – tego samego dnia, popołudniu.

W teczce prócz jego danych jest kilku stronicowa lektura o sześciu znajomych ojca. Każda osoba ma poświęcone dwie strony. Obok jest zdjęcie. Pierwsi są mężczyźni. Wiek podobny do ojca. Każdy jest samotnym biznesmenem. Jednego z nich poznaje. Szpakowaty, o bujnej czuprynie, w wieku ojca - Gustav. Bywał u nich w domu. Blondyn Helmut i łysy ale z czarnym, krótkim zarostem Amir. Czytając ich życiorysy i opinie ojca stwierdza, że są potwornie nudni. Świetni znajomi jako przykrywka. Zbyt zajęci własnymi sprawami aby drążyć w życiu ojca.

Kolejne są kobiety. Obie w wieku czterdziestu lat. Pola i Sofia. Bardzo zadbane. Blondynki. Równie nudne jak mężczyźni. Ostatnia osoba ze zdjęcia uśmiecha się nieśmiało. Natasza. Dwadzieścia pięć lat. Studiuje medycynę. Spadkobierczyni ogromnego majątku. Dziewczyna ma pełne usta w kolorze dojrzałych malin. Czarne włosy i zielone oczy - dokładnie jak prostytutka z którą uprawiał seks.

Zastanawia się chwilę nad jej urodą.

„Idealna do zakochana” – myśli. Jednak nie decyduje się na zapisanie tego w notatniku.

Frank

Rok 2025, wrzesień – tego samego dnia, wieczór

Stoi przed lustrem oceniając końcowy efekt. Casualowy garnitur i t-shirt świetnie leżą na umięśnionej sylwetce. Uśmiecha pod nosem zadowolony.

Z zamyślenia wyrywa go głos dzwonka komórki. Tej komórki której używał tylko w kontaktach z jednym człowiekiem.

Odbiera.

- Pan Sam Smith?

- Tak, to ja. Witam detektywie.

- Mam informacje, które mogą pana zainteresować.

- Mam mało czasu…

- Colette wyrzuciła Daisy z domu. Ta mała to prawdziwe ziółko. Mówię Panu….

- Poproszę o raport.

Rozłącza się nie czekając na reakcję rozmówcy.

Teściowa wyrzuciła z domu swoją ukochaną wnuczkę. Ciekawe czym sobie zasłużyła. Widocznie nie jest wykapaną mamusią. Przyjrzy się temu jak dostanie raport. Teraz musi skupić się na przebiegu wieczoru. Leonard musi wypaść celująco.

Stwierdza, że mimo iż jest dumny z syna, tęskni do chwil samotności. Pociesza się w myślach, że już niedługo będzie z niego pożytek. Zdobędzie dla niego wszystko czego będzie potrzebował.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/10912-Dziedzictwo-czesc-V-Kobiety-i-towary

Źródło: Własne
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!