Historia

List od Dziadka

ryhmus 5 4 lata temu 6 236 odsłon Czas czytania: ~13 minut

Radek otarł pot z czoła. Trzymając w jednej dłoni przesyłkę, na którą czekał od dawna, nie mógł oderwać od niej wzroku. Podniecenie wzrastało z każdą chwilą. Tekturowy prostopadłościan delikatnie drażnił jego ego. Chłopak musiał przyznać, że samo opakowanie robiło wrażenie. Czarne pudełko z czerwonym napisem „Ouija”. Nic więcej. Te 130 zł nie poszło w błoto. Wiedział to już teraz, choć nie otworzył swojej przesyłki. Z iście religijną delikatnością położył pudełko na stole i poszedł do kuchni. Podniecenie wzmogło w nim uczucie suchości w gardle do maksimum. Wlał trochę wody mineralnej do szklanki i wrócił do swojego pokoju. Popatrzył na stolik i wziął porządny łyk. Odstawił naczynie na biurko i podszedł do przesyłki. Łapczywie rozerwał opakowanie i wyjął zawartość.

- Jesteś… przepiękna.- powiedział na głos.

Rzeczywiście, plansza robiła wrażenie. Radek przez pewien czas obracał ją w rękach, po czym odłożył i przyjrzał się uważniej. Sama plansza wykonana była z drewna. Litery wygrawerowane fachową ręką niemal hipnotyzowały. Wskaźnik do odczytywania wiadomości również był doskonale wykonany. Chłopak nie mógł oderwać od nich wzroku. „W końcu będę mógł z Tobą porozmawiać, Dziadku”, pomyślał i prędko chwycił za telefon.

Po czterech sygnałach, dłużących się w nieskończoność, odebrała kobieta:

- Halo?

- Cześć Agnieszka. Słuchaj, już jest. Właśnie przyszła.

- Serio? I jak wygląda? Opłacało się?

- Zdecydowanie. Słuchaj, wpadnij do mnie dziś wieczorem, dobra? Nie wytrzymam dłużej, musimy to zrobić.

- No dobra. Wpadnę do Ciebie koło 22.

Radek rozłączył się. Nie odrywając wzroku od planszy sięgnął po szklankę z wodą. Wziął kolejny łyk i wyszedł z pokoju. „Mam nadzieję Dziadku, że dziś mi powiesz, o co Ci chodziło”. Z nadzieją w sercu położył się na kanapie. Zegar właśnie wybijał godzinę 18. Pogrążony w myślach i zadumie chłopak zasnął.

Późne, listopadowe popołudnie. Ostatnie promienie Słońca wpadały do małej izdebki przez zakurzone okiennice. W kącie pokoju, nad stolikiem pochylał się mężczyzna. Starszy, siwy i zmęczony życiem, czego odzwierciedleniem były liczne zmarszczki. Z zadumą w oczach pisał coś na zmiętej kartce papieru. Wtem usłyszał głośne walenie w drzwi. Natychmiast swój wzrok przeniósł w kierunku dobiegających odgłosów, po czym chwycił list i schował go pod poluźnioną deską w podłodze. Drzwi z hukiem się otworzyły i do środka weszła trójka postaci. Mężczyzna rzucił się na kolana, a z jego oczu popłynęły łzy przerażenia. Postacie powoli zbliżały się do niego. Czarne, nieokreślone masy wypełniły swym odorem pomieszczenie. Dziadek złożył ręce i zaczął się modlić, gdy wtem, jeden z gości chwycił go swą dłonią za gardło. Powoli przysuwając swą twarz do zapłakanego mężczyzny powiedział zdecydowanym, ochrypłym głosem „Gówno Ci da Bóg teraz, wiesz?

Radek obudził się z przerażeniem. Spojrzał na zegarek, dochodziła 21. Usiadł na kanapie i chwycił się za głowę. Czuł, że zaraz mu eksploduje. Ból był niewyobrażalny, chociaż po tak długim czasie powinien był do niego przywyknąć. „Gówno prawda”, pomyślał i sięgnął po papierosa. Ten jeden, powtarzający się sen prześladował go od miesiąca. W zasadzie od czasu, gdy sprzątając piwnicę znalazł to pudło. Niczym niewyróżniające się, tekturowe opakowanie wypełnione jakimiś gratami. Pośród starych, zużytych ubrań i zabawek z dzieciństwa chłopak znalazł coś, co miało odmienić jego życie. Przynajmniej tak mu się zdawało. Na samym dnie pudła znalazł bowiem starą, lekko zapleśniałą kopertówkę. W dawniejszych czasach były one dość powszechne. Służyły do przechowywania korespondencji, kartek pocztowych czy tego typu śmieci. Radek otworzył ją i zaczął przeglądać zawartość. Tak jak się spodziewał, nie znalazł nic ciekawego. Mnóstwo kartek z wakacji, mniejszych karteczek zapisanych jakimiś adresami czy akty chrztu lub komunii. Zniechęcony już miał rzucić kopertówkę do pudła, gdy w jego oczy rzuciła się pożółkła kartka. Otworzył ją i zaczął czytać. Okazało się, że to list. Datowany był na rok 1943. Ten sam list, który teraz leżał na nocnym stoliku. Radek zaciągnął się papierosem i zgasił w popielniczce. Sięgnął po pożółkły papier i raz jeszcze przeczytał.

„ Kochani,

Ja, Eugeniusz Woźniak, chciałem przekazać swoją ostatnią wolę. Czuję, że dziś nadejdzie mój koniec. Jestem już stary i boję się, że nie doczekam dnia jutrzejszego. Piszę do Was, ponieważ muszę Wam o czymś powiedzieć. Coś, o czym wiem tylko ja. Proszę, potraktujcie to jako moją spowiedź. Bóg widzi kim jestem, to On mnie osądzi. Chcę jednak abyście wiedzieli, że to, co było kiedyś, tkwi we mnie wciąż. Grzechy z przeszłości wbiły się w me serce niczym ciernie, a każda próba ich usunięcia kończy się jeszcze większym bólem. Drogi mojego żywota zostały poprowadzone, a ja właśnie stoję u ich kresu. Nie chciałem, żeby tak to wyszło. Proszę, potraktujcie ten list jako pokutę za wszystko, com uczynił. Proszę o przebaczenie w szczególności Ciebie, moja ukochana Różo. Wiem, że nie jesteś ze mnie dumna. Uwierz mi, że widząc siebie w lustrze czuję odrazę. Córciu, przebacz mi za winy. Błagam, zapal choć znicz na mym grobie, szepnij czasem moje imię. Przekaż mym wnukom drobną błahostkę o mnie, nie zapominajcie o głupim starcze. Codziennie się modlę o Twoje zdrowie i Twą przyszłość. Daj Boże, abyś była silną Matką i kochającą Żoną. To napisałem ja, Eugeniusz Woźniak, lat 64. Niech Bóg ma Was w swej opiece.”

Chłopak nie potrafił ukryć łez. Odłożył list na stolik i rozpłakał się rzewnymi łzami. Nigdy nie widział Dziadka… ba! Nigdy nawet nie był na jego grobie. Matka skutecznie utrzymywała go z dala od jakichkolwiek informacji o Eugeniuszu. Każda próba rozmowy o nim kończyła się fiaskiem. Róża milczała na ten temat jak grób. Radek, pogrążony w myślach, nie usłyszał dzwonka do drzwi. I kolejnego. Dopiero za trzecim razem wstał z kanapy i podszedł do drzwi. Spojrzał przez judasza i dostrzegł Agnieszkę. Pospiesznie otworzył drzwi i wpuścił swego gościa do środka.

- No, już myślałam, że nie ma Cię w domu.- powiedziała figlarna blondynka, po czym przyjacielsko objęła chłopaka.

- Wybacz, dopiero co się obudziłem.

- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam?

- Nie no, coś Ty. Cieszę się, że jesteś.

Radek wypuścił przyjaciółkę z objęć i zaprosił do środka. Agnieszka powiesiła kurtkę w korytarzu i rzuciła okiem na mieszkanie.

- Chryste, mógłbyś tu chociaż posprzątać! Serio, nie rozumiem Cię Radek. Masz takie piękne mieszkanie, centrum miasta. Płacisz za nie pewnie jakieś bajeczne sumy, a śmierdzi tu jak w śmietniku.

- Daj spokój, mam inne rzeczy na głowie. Chcesz coś do picia?

Agnieszka pokiwała głową. Raz jeszcze rzuciła okiem na mieszkanie. Mogła zrozumieć te pudła po pizzy rozrzucone w kątach pokojów czy puszki po piwie. Ale bielizna na wielkim telewizorze LCD czy ciuchy znanych marek porozwalane po parapetach czy urządzenia multimedialne pozalewane jakimiś niezidentyfikowanymi cieczami przyprawiały ją o wymioty. Radek poszedł do swojej sypialni, a dziewczyna przysiadła na skórzanej kanapie. Z obrzydzeniem odrzuciła bokserki Radka i westchnęła ciężko.

- Radek… ja pierdole. Weź to ogarnij. Rzygać się chce.

- Daj spokój, mówiłem Ci. Lepiej spójrz na to.

Chłopak wszedł do salonu trzymając planszę w rękach. Od dawna interesowali się duchami, Światami Pozaziemskimi i innymi rzeczami, o których zwykły, szary człowiek wiedzieć nie chce. Agnieszka popatrzyła na chłopaka, a później na planszę.

- Rany, masz rację. Ale zajebista!

- No. Mam nadzieję, że działa. Serio, chcę to wszystko zakończyć. Te sny i w ogóle… To co? Gotowa? Pamiętasz instrukcje?

Agnieszka uśmiechnęła się pod nosem. W jej oczach pojawił się błysk. Dokładnie taki sam jak u chłopaka gdy ten pierwszy raz ją zobaczył. Plansza była doskonała. Radek jednym ruchem strącił graty w kąt podłogi i usiedli na dywanie. Chłopak sięgnął po wskaźnik do liter, po czym zapalił przygotowane wcześniej świece. Delikatny pot wystąpił mu na skronie. Bał się, to pewne. Zresztą, kto by się nie bał igrając z duchami? Agnieszka, siedząc naprzeciwko niego, bez słowa dotknęła wskaźnika. Radek zrobił to samo, po czym zapadła głucha cisza. Blask świec rozświetlał delikatnie pokój, a ich płomyki tańczyły niczym liście na wietrze. Chłopak zamknął oczy i zaczęli rytuał.

- My, zebrani tutaj, przywołujemy do rozmowy ducha Eugeniusza Woźniaka, ojca Róży Woźniak i dziadka Radosława.

Agnieszka uchyliła powiekę i kątem oka spojrzała na chłopaka. Radek poruszył się niespokojnie i po krótkiej chwili wznowił rytuał.

- Duchu, jeżeli jesteś z nami, daj nam jakiś znak lub porusz kieliszkiem i wskaż na TAK.

Cisza. Za oknem wezbrał się wiatr. W pokoju panowała nieznośna cisza, wskaźnik ani drgnął. Radek powtórzył ostatnie zdanie i czekał. Znowu nic. Otworzył oczy i spojrzał na Agnieszkę. Dziewczyna spokojnie siedziała naprzeciwko niego. Płomienie świec tańczyły jak szalone, jednak nic paranormalnego nie miało miejsca. Radek rozejrzał się po pokoju gdy wtem dostrzegł czarną postać w lustrze. Z krzykiem wstał z podłogi i pobiegł do włącznika światła. Dziewczyna zdezorientowana spojrzała na niego.

- Co się stało? Zobaczyłeś coś?

- Tak... chyba... tak. To znaczy… Kurwa mać! To jakieś brednie!

Chłopak wziął buta i rzucił w lustro, które rozprysło się na miliony małych kawałeczków.

- Radek, co się dzieje?

Radek nie potrafił opanować nerwów. Cały roztrzęsiony poszedł do kuchni i wyjął z lodówki piwo. Otworzył je, po czym wypił je jednym haustem. Agnieszka dołączyła do niego i ponownie zapytała.

- Radek, na rany Chrystusa. Co się dzieje?

- Nic. Widziałem jakiś cień w lustrze.

- W tym samym, który rozbiłeś, tak?

- A jak Ci się wydaje idiotko? Oczywiście, że w tym samym.

- Radek, uspokój się.

- Nie! To wszystko jakaś ściema! Po chuj znalazłem ten list? Co on mi daje do szczęścia? A Ty? Ty też jesteś mi niepotrzebna. Mam wszystko, czego potrzebuję! Pieniądze, niezłe mieszkanie. A Ty nawet nie potrafisz się skupić, nawet raz! To przez Ciebie ten rytuał nie wyszedł! Serio, mam Cię dość. Wypierdalaj stąd.

- Rad…

- Wynocha powiedziałem!!

Agnieszka czuła, że łzy napływają jej do oczu. Odwróciła się do chłopaka plecami i skierowała swe kroki do korytarza. Założyła kurtkę i przez łzy rzuciła: „Nie dziwię się, że Julka Cię zostawiła. Jesteś beznadziejny”, po czym trzasnęła drzwiami, zamykając je od zewnątrz. Chłopak sięgnął po kolejne piwo i przysiadł na kuchennym parapecie. Słowa przyjaciółki wwiercały mu się w głowę. „Julka… też mi coś. Kolejna szmata bez honoru. Najpierw niby kocha, niby tęskni, a później co? Za niesubordynację należy się kara. Bez wzglądu na okoliczności. Poza tym, uderzenie w twarz czy popchnięcie na ścianę to odruch bezwarunkowy. Zwłaszcza, jak jest się w szale, nie?”. Myśli krążyły wokół niego. Przeszłość zlewała się z teraźniejszością. Chłopak dokończył piwo, po czym wrócił do salonu. Spojrzał na roztrzaskane lustro. „Cień… pff, co za gówno”, po czym położył się na kanapie i zasnął.

Sen tym razem był inny. Cały oblany potem spojrzał na zegarek. 4:33. Rozpłakał się. „Co się ze mną dzieje?”, pomyślał. Raz jeszcze wrócił myślami do snu. Chciał zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Tym razem widział nie dziadka, a siebie. Właściwie małego brzdąca leżącego w łóżeczku. Od razu rozpoznał w nim siebie. Jak przez mgłę pamiętał swój dawny pokój w czynszówce. Rodziców nie było stać na nic lepszego, jednak musiał przyznać, że to były najpiękniejsze lata jego życia. Mimo ubóstwa czuł coś, czego teraz zaznać nie mógł. Czuł, że był kochany. Lata jednak mijają a on zmienił się zupełnie. Z radosnego niegdyś dziecka stał się żądnym i chciwym dupkiem. Tak, zdawał sobie z tego sprawę. Jednak za coś żyć trzeba, a on nie wyobrażał sobie życia bez luksusów. Ponownie wrócił myślami do snu. Widział niemowlaka, widział swój dawny pokój. Coś jednak nie dawało mu spokoju. W trzech kątach pomieszczenia stały trzy postaci. Ciemne, nieokreślone masy, posturą przypominające ludzi. I te uśmiechy… Na samą myśl po plecach przebiegły mu ciarki. Uśmiechy rozciągały się od jednego końca twarzy do drugiego. Uśmiechy, właściwie białe pustki. Postacie przyglądały się kołysce, po czym zaczęły się do niej zbliżać. Sekundy trwogi przeciągały się w nieskończoność. Radek stał w tym samym pokoju, jednak ze strachu nie mógł się poruszyć. Postacie ignorowały go. Powoli, niczym kat zbliżały się do łóżeczka i pochyliły się nad nim. Dziecko w kołysce rozpłakało się. Radek patrzył na ten obraz jak zahipnotyzowany. Postacie wyciągnęły swe ręce do dziecka, po czym złapały go. Płacz dziecka przeplatał się z odgłosem słów, których chłopak nie mógł zrozumieć. Po chwili trzy uśmiechy skierowały się w jego kierunku. Dziecko płakało, a jednak z postaci krzyknęła mocnym, metalicznym głosem „KREW Z KRWI!”. W tym momencie chłopak się obudził. Rozejrzał się dookoła. Poznając swoje mieszkanie odetchnął z ulgą, po czym się rozpłakał. Przerażenie paraliżowało mu umysł i ciało. Raz jeszcze spojrzał na rozbite lustro i coś do niego dotarło. Ta postać… Były identyczne. Ta ze snu i ta, którą widział podczas rytuału. To ta sama postać! Natychmiast zerwał się z łóżka i chwycił za telefon. Wstukał numer Agnieszki i wybrał „Połącz”. Nic. Tylko sygnały. „Ty durniu! Myślisz, że po tym co jej powiedziałeś dziś, odbierze?”, pomyślał, po czym rzucił telefonem o ścianę. Ten roztrzaskał się z hukiem i niczym lustro pozostał na podłodze w wielu kawałkach. Chłopak złapał się za głowę. Zupełnie nie wiedział, co ma zrobić. Do Matki nie mógł zadzwonić. Nie po tym, jak ją uderzył w pijackim amoku jakiś czas temu. Nawet nie chciała przyjąć przeprosin. Powiedziała jedynie „Jesteś jak mój Ojciec, wynoś się!”. Chłopak stanął jak wryty. Te słowa Matki powróciły do niego jak bumerang. „Jesteś jak mój Ojciec… jesteś jak mój Ojciec…”. Dostał olśnienia. W pędzie rzucił się do stolika, gdzie położył list. Trzęsącymi się dłońmi chwycił za kartkę i zaczął czytać. Jednak już po paru sekundach odrzucił go i wrzasnął z przerażenia. Czuł, że układ nerwowy odmówił współpracy. Chłopak wziął kilka głębszych wdechów i trzęsącymi się rękoma chwycił za papier. Na pożółkłej kartce nie było słów spisanych przez jego Dziadka. Były tam słowa spisane jakby węglem. Czarne, bezkształtne litery niemal wypalały kartkę. Radek wziął kolejny oddech i zaczął czytać:

„Majdanek, lata ’41- 43’

Twój Dziadek to glizda. Skończysz jak on. Bezbożnik. Bestia. Sadysta. Zuchwalec. Posłańcy Śmierci. Widzisz nas. To dobrze. Zabij się. Albo my to zrobimy. Jesteś nikim. Krew z krwi. Tak, jak on.”

Radek czuł, że zaraz zemdleje. Ściskając kawałek papieru rozejrzał się po mieszkaniu. Ciemność skutecznie pokrywała wnętrze mieszkania. Czuł jednak, że nie jest sam. Nagle, kątem oka, dostrzegł w kącie pomieszczenia postać. I jeszcze jedną.

- Czego ode mnie chcecie?!- wrzasnął.

Postacie stały wciąż nieruchomo. Chłopak czuł, że ogarnia go szaleństwo. Chciał wstać z kanapy, jednak nogi odmawiały posłuszeństwa. Jego ciałem wstrząsną dreszcz. „Nie… to wszystko mi się wydaje, to nie jest prawdą!”, pomyślał. Zebrał w sobie wszystkie siły witalne i już chciał wybiec z mieszkania, gdy dostrzegł to. Dwa uśmiechy. Dwie cholernie białe pustki, które rozszarpywały wszechogarniającą ciemność niczym kły psa ludzką skórę. Ze łzami przerażenia chłopak rozejrzał się po mieszkaniu. Dwa uśmiechy. Postaci we śnie były trzy. „Zaraz, co do…” nie dokończył myśli czując, że coś zimnego oplata jego szyję. Wraz z dotykiem powróciły do niego wszystkie wspomnienia. Jego przeszłość stanęła przed nim niczym rywal. Bał się jej spojrzeć w oczy, jednak bezsilność wzięła górę. Te wszystkie obrazy z przeszłości… Ból, który zadawał swoim najbliższym. Ciągła chęć wzbogacenia się. Brak wiary w cokolwiek poza samym sobą. Czuł, że lodowate palce zaciskają się wokół jego gardła niczym wąż boa wokół swojej ofiary. W głowie usłyszał słowa… Słowa, które bardzo często powtarzał w swoim krótkim życiu. „Lepiej królować w piekle niż służyć w niebie”. Z jego oczu zaczęła płynąć krew. Na ten widok postacie uśmiechnęły się jeszcze szerzej. Powoli zaczęły się zbliżać do chłopaka, a on nie mógł nic zrobić. Czuł, że to koniec. W swej głowie wciąż słyszał głosy. Płacz Matki i lamenty swoich byłych dziewczyn przeplatały się ze słowami „Bezbożnik, zuchwalec, bestia. Krew z krwi”. Charcząc zdołał wyszeptać:

- Kim… Wy… jesteście?

Postacie pochyliły się nad nim. Czuł odór grzechu. Widział nad sobą teraz trzy uśmiechy. Trzy twarze wpatrujące się w niego swoją głęboką nicością. „Jesteśmy posłańcami Śmierci. Zachłanność, bestialstwo, bezbożność.” Chłopak czuł, że jego gałki oczne zaraz eksplodują. Krew wypływała z nich coraz obficiej. Tlen nie dochodził do komórek organizmu. Dusił się. Ostatnie słowa, jakie zdążył wypowiedzieć to „Prze… pra… szam”…

Agnieszka nie mogła oderwać od niego wzroku. Po tym telefonie w środku nocy musiała się dowiedzieć, co się z nim dzieje. Mimo wściekłości chciała się do niego dodzwonić, jednak ten nie odbierał. A teraz stała tu. W jego mieszkaniu. Patrząc na jego bezwładne ciało. Nie zrobiło na niej to wrażenia. Wiedziała, że się dusił. Od wielu, wielu lat. Takie życie to tylko powolne czekanie na śmierć. Wzięła do ręki kartkę z nocnego stolika. Przeczytała pierwsze zdania i wiedziała. Jego Dziadek był bestią za życia, a jego grzechy odziedziczył Radek. Odwracając się na pięcie westchnęła jedynie i szepnęła „Krew z krwi”… Po czym wyszła.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetna opowieść
Odpowiedz
bardao dosre a nawet rewelacyjne
Odpowiedz
quality pasta
Odpowiedz
Klimatyczna pasta :)
Odpowiedz
Kosmos !
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje