Historia

Pamiętnik

kuro 8 4 lata temu 4 701 odsłon Czas czytania: ~8 minut

22 maja 2000 roku.

Dziś jestem u mamusi. Kupiła mi ten pamiętnik, żebym zapisywała wszystkie ciekawe rzeczy. Cieszyłam się. Ma taką ładną, futerkową okładkę, w dodatku na rogu kartek są misie! Tatuś wyjechał. Powiedział, że za kilka dni wróci i zabierze mnie znów ze sobą. Nie chcę wracać. U mamusi jest fajnie, ale trochę też tęsknię za przyjaciółkami. Chcę, żebyśmy znowu byli wszyscy razem.

W niedzielę wybieramy się na łąkę. Mam nadzieje, że nie będzie padać. Cieszę się!

Nie słyszałam dzisiaj nikogo.

24 maja 2000 roku.

Byłyśmy na łące obok domu. Świeciło słońce i trochę się opaliłam. Tata dzwonił rano. Powiedział, że jego wyjazd się przedłuży. To dobrze. Teraz mogę spędzić więcej czasu z mamą.

Śpiewałyśmy, tańczyłyśmy. Było fajnie. Mamusia chciała zrobić dla mnie wianek. Musiałam nazrywać bukiet żółtych kwiatków i trochę się bałam. Nie chciałam tego robić, ale mama powiedziała, że kwiatki po to są. Że one nie czują, więc nie mam się o co martwić.

Zaczęłam je zrywać. Krzyczały. Błagały, żebym tego nie robiła, ale przecież one nie czują. Kiedy łamałam ich łodygi, przepraszałam je.

Nazrywałam dwa bukiety.

Mama wzięła kwiatki i położyła na swoich kolanach. Usiadłam naprzeciwko, by widzieć, jak plecie wianek. Najpierw wybierała kilka płaczących roślinek, później przykładała je do siebie i szybko łamała główki.

Słyszałam jak się duszą.

Po chwili miałam na głowie wianek z martwych kwiatów. Było mi smutno, ponieważ musiały zginąć, ale mama powiedziała, że wyglądam pięknie.

30 maja 2000 roku.

Kotka babci, Mruczka, przyniosła małą myszkę do domu. Myślę, że chciała się nią zaopiekować, ale miała zbyt ostre zęby i pazurki. Z ciała myszki wypływała czerwona woda. Obserwowałam ją, dopóki nie przestała się ruszać. Chciało mi się płakać. Ta myszka bała się zasypiać, ale nie miała siły. Słyszałam jak woła o pomoc. Prosiła, żebym ją „dobiła”.

Nie zrobiłam tego. Bałam się. Podeszłam, dopiero kiedy nie słyszałam już jej głosu.

W tajemnicy przed mamą i babcią zaniosłam ją do pokoju. Małe ciało było ciepłe, ale nie słyszałam bicia serduszka. Niepokoiło mnie to.

Nie lubię tego robić, ponieważ później zawsze boli mnie głowa, ale naprawdę nie chciałam, żeby myszka umarła na zawsze. Mogłam ją jeszcze obudzić i sprawić, że będzie tak jak dawniej.

Nazwałam ją Ao. Jest teraz w klatce razem z papużką. Powoli wraca do zdrowia. Mam nadzieję, że niedługo wypuszczę ją na wolność.

Pójdę już spać, ponieważ źle się czuję.

31 maja 2000 roku.

Stało się coś strasznego. Kiedy rano się obudziłam zobaczyłam Ao całą we krwi. Nie było papużki. Bałam się, że się pokłóciły i papużka odleciała, ale było jeszcze gorzej. Otworzyłam klatkę i pozbierałam kolorowe piórka, nóżki i pozostałości ptaka. Chciałam ją poskładać, ale nie wiedziałam jak to zrobić. Kiedy wystarczająco mocno się skupiałam, ożywały wszystkie części, ale zaraz potem umierały. Papużka otwierała oczy, próbowała mi coś powiedzieć.

Rozpłakałam się. Jestem pewna, że Ao nie chciała tego zrobić. To był przypadek.

Jestem smutna, bo musiałam pochować ptaszka, a Mruczka dostała zakaz wstępu do domu przez Ao.

2 czerwca 2000 roku.

W moim pokoju okropnie śmierdzi. Nie wiem czemu. Ao ostatnio jest chora. Nie chce jeść tego, co lubią myszki. Dziwnie się zachowuje. Może powinnam wypuścić ją na wolność? Może tęskni za rodziną?

Obiecuję ci Ao, że dzisiaj się pobawimy.

3 czerwca 2000 roku.

Babcia jest w szpitalu. Jej noga napuchła i ropieje. Mama też jest w szpitalu, siedzi przy babci. Zostałam sama z Ao i Mruczką. Chciałam, by się ze sobą zapoznały, ale kiedy przyniosłam kotkę, zaczęła się wyrywać i uciekła. Chyba nie lubi Ao.

Ciągle brzydko pachnie. Mama powiedziała, że chyba coś zdechło w kominie. Przestraszyłam się. Nie chcę, by coś tam zdechło. Może mogłabym jeszcze pomóc?

Babcia źle się czuje przeze mnie. Ao ostatnio jest niegrzeczna i kiedy wypuszczam ją, by pobiegała po domu, zaczyna gryźć meble i podłogę. Nie wiem, o co jej chodzi. Dostaje codziennie porcje ziarenek, ale nie widziałam ani razu, jak je. Wczoraj wróciła ubrudzona krwią. Sierść strasznie jej wypada.

Domyślam się, że ugryzła babcię. Muszę przeprosić za Ao.

4 czerwca. 2000 roku.

Chciałam powiedzieć mamie, co zrobiła myszka, ale mama się spieszyła. Mówiła, że z babcią jest źle. Zostałam sama. Wzięłam Ao ze sobą do pokoju, w którym są książki. Siedziała na moim ramieniu i czytałyśmy o anatomii człowieka. Mama kiedyś mówiła, że chciała zostać lekarzem, ale się nie udało.

Wiem teraz, jak funkcjonuje ludzkie ciało.

6 czerwca 2000 roku.

Jutro przyjeżdża tata. Babcia ciągle nie wróciła, a mama płacze często. Nie chce mi powiedzieć, co się stało. Mówi tylko, że babcia będzie teraz wymagać więcej opieki, ale nie muszę się martwić. Czytałyśmy książkę, w której było coś ciekawego. Pisało, że dusza jest nieśmiertelna a ciało nie.

Kiedy wróciłam do swojego pokoju, podeszłam do klatki Ao. Zauważyłam, że oddycha z trudem i odpadła jej łapka.

Rozpłakałam się. Ao nie ma już duszy, ponieważ jej serduszko przestało bić. Przywróciłam ją do życia, ale nie miałam pojęcia, że trzeba mieć do tego duszę.

7 czerwca 2000 roku.

Dziś był smutny dzień. Ao odeszła. Uciszyłam jej serduszko i zakopałam ciało w ogrodzie, blisko kwiatków babci. Myszka była moją najdroższą przyjaciółką. Nigdy o niej nie zapomnę.

Babcia wróciła do domu. Jeździ na wózku tak jak małe dzieci, ale to trochę inny wózek. Jest przykryta od pasa w dół kocem i nie pozwala mi siadać u siebie na kolanach. Też jest smutna. Wszyscy jesteśmy smutni.

Nie mogłam tego znieść, więc postanowiłam powiedzieć mamie prawdę. Nie chciała mi uwierzyć, powiedziała, że kłamię, więc pokazałam jej.

Zabawnie wyglądała.

Teraz piszę w bardzo niewygodnym miejscu. Jedziemy samochodem i jest okropnie ciemno. Tata miał przyjechać, ale mama powiedziała, że musi mnie komuś przedstawić. Pozwoliła zabrać mi ze sobą tylko ten pamiętnik i długopis. Nie wiem, gdzie jedziemy, ale cieszę się, że poznam znajomych mamy.

10 czerwca 2000 roku.

Nie chcę już tu być. Mama zostawiła mnie, powiedziała, że zaraz wróci z tatą, ale nie ma ich od kilku dni. Ci panowie wyglądają strasznie. Mają długie, białe fartuchy, okulary... zadają mi dużo pytań. Nie będę na nie odpowiadać. Boję się.

18 czerwca 2000 roku.

Powiedzieli mi, że jestem chora. Powiedzieli, że skierują mnie na specjalne badania. Powiedzieli, że wszystko będzie dobrze.

Kłamią.

Gdzie jest mama? Czemu nie wraca? Chcę do domu! Boję się. Boję się.

Ciekawe czy za mną tęsknią?

20... chyba 23 czerwca 2000 roku.

Boli mnie skóra. Coś złego mi zrobili. Nie potrafię przestać płakać. Rano zabrali mnie do sali z lustrami i posadzili na wielkim krześle, które miało bardzo dużo różnych zapięć. Nie chciałam, żeby mnie dotykali, ale byli silniejsi. Nie byłam w stanie się poruszyć. Ciągle musiałam patrzeć w górę, na żółte, oślepiające światło.

Krzyczałam.

Nie wiem, co się stało później, ponieważ coś dziwnego przeszło przez moje ciało i straciłam przytomność. Obudziłam się dopiero przed chwilą. Jest ciemno. Prawie nie widzę tego, co piszę.

Łzy spływają po moich policzkach.

Nie przestałam się bać od chwili, kiedy po raz pierwszy tu przyszłam.

Czemu wszyscy mnie opuścili?

Muszę schować pamiętnik, ponieważ wiem, że przychodzą tu także w nocy. Obserwują mnie. Nie chcę, żeby mi go zabrali i przeczytali.

Nie chcę, nie chcę, nie chcę.

Chyba powinnam pójść spać.

Sierpień 2000 roku.

Nie mam czasu pisać. Ciągle obserwują. Przenieśli mnie do pokoju z lustrem. Tata opowiadał mi o takich lustrach. Wiem, że są po drugiej stronie i, choć ja ich nie widzę, oni widzą mnie.

Ostatnio przynieśli mi martwego kotka i położyli obok łóżka. Wiem, że był martwy, bo kiedy mówiłam do niego, nie odpowiadał. Było mi go szkoda. Chciałam mieć towarzysza, mogłabym się z nim bawić i nazwałabym go …

na przykład Eri, ale pamiętam, że nie wolno. Jeśli ktoś umrze, musi zostać nieżywy.

Piszę, siedząc w łazience, w wannie. Przy zgaszonym świetle. Długopis zaczął się zacinać. Niedługo skończy się tusz.

Sierpień/ wrzesień 2000 roku.

Rodzice o mnie zapomnieli.

Jesień 2000 roku.

Tym razem, kiedy się obudziłam, zobaczyłam małego ptaka. Był zamknięty w klatce. Miał złamane skrzydło. Krwawił.

Cieszyłam się, że żyje.

Na początku strasznie się mnie bał, ale wytłumaczyłam, że nie jestem taka jak Oni. Pozwolił mi się dotknąć. Zaniosłam go do łazienki i ukrywając się za kotarą, wyleczyłam zwierzątko. Był szczęśliwy, a mnie bolały kości. Nie mogłam wstać przez kilka godzin. Z nosa leciała mi krew, ale byłam szczęśliwa, że go uratowałam.

Zostaliśmy przyjaciółmi.

2000 rok.

Chcieli zrobić mi coś złego. Coś bardzo złego. Boję się zastrzyków, mówiłam im o tym, ale Oni mnie trzymali i kłuli. Teraz kręci mi się w głowie. Trzęsą mi się dłonie. Próbuję nie zasypiać. Mój przyjaciel ptak zniknął. Jestem taka samotna.

Mama i tata też o mnie zapomnieli.

Chcę wrócić do domu, nie wytrzymam tu więcej.

2001 rok.

Jest zimno. Słyszałam fajerwerki. Wiem, że jestem blisko miasta. Tusz w długopisie się kończy. Moja skóra stała się całkowicie biała. Ogolili mi głowę.

Zima/wiosna 2001 rok.

Zrobili mi operację.

Wiosna 2001 rok.

Znikam. Nie mam siły oddychać.

Początek lata 2001 roku.

Prawdopodobnie są moje urodziny. Ciekawe, czy rodzice pamiętają.

Nie mam nikogo. Zostałam całkiem sama.

Powiedzieli, że zostanę przeniesiona na specjalny oddział.

Lato 2001 roku.

Ciągle krzyczą. Wydaje mi się, że spędziłam wystarczającą ilość czasu w ciasnym pokoju o szarych ścianach, by się do nich przyzwyczaić.

Ale to złudzenie.

Ciągle krzyczą.

Już nie robią mi żadnych badań. Ktoś przychodzi trzy razy dziennie by dać mi jedzenie. Przestałam być potrzebna.

Ciągle krzyczą.

Chyba zasnę. Nie chcę zasnąć. Nie wiem już, co jest gorsze... umierać na wielkim fotelu, kiedy wstrzykują mi coś do żył, czy gnić w zamkniętych czterech ścianach.

Wszyscy wokół krzyczą.

200... rok.

Nie wiem, ile czasu już minęło. Nie piszę często. Oszczędzam tusz.

Dziś pojawił się szczur. Gruby i obślizgły. Szukał jedzenia tak samo, jak ja.

Od kilku dni nikt nie przychodzi z posiłkiem.

Nie mam siły i ciągle jestem zła.

Wyciągnęłam dłoń w stronę stworzenia, by powitać go i zapytać, jak się ma.

Nagle ktoś zapukał głośno w drzwi. Coś spadło. Poleciały przekleństwa.

Zwierzę padło martwe na podłogę, choć przed chwilą miało się dobrze.

Poczułam się lepiej.

Nie jestem w stanie jedynie dawać życia.

200... rok.

Jest ranek. Zaraz po mnie przyjdą. Badania: powiedzieli. Żegnam się z łóżkiem, krzesłem i dziurą w ścianie, w której chowam pamiętnik.

Już nigdy tu nie wrócę.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Fantastyczne, bardzo pomysłowe.
Odpowiedz
Nie rozumiem, co ta dziewczyna tak naprawdę robiła
Odpowiedz
Potrafiła "usłyszeć" głos wszystkiego, co ma w sobie chociaż odrobinę życia. Mogła ożywiać, a z czasem przekonała się, że może też zabierać życie. Chyba to opowiadanie nie wyszło najlepiej, bo większość czytelników nie wie, o co chodzi ;D
Odpowiedz
Julia Kierepka oj tam oj tam. Opowiadanie bardzo dobre. A to , że czasem zmusisz czytelnika do myślenia, wcale nie oznacza ,że opowiadanie wyszło źle :)
Odpowiedz
Nie rozumiem...
Odpowiedz
Nauczyla się także usmiercac . Tadam
Odpowiedz
dobre...
Odpowiedz
Ciekawe, naprawdę bardzo fajne, zmieniłabym kilka rzeczy, ale poza tym daję mocne 9/10
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~20 minut Wyświetlenia: 16 345

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje