Historia

Gniew

kuro 10 4 lata temu 3 473 odsłon Czas czytania: ~8 minut

Czy ktoś tam jest?

Ktokolwiek...

Nieważne kto.

Nieważne jak.

Błagam.

Błagam, uratujcie nas.

***

Moje powieki przykryte są warstwą sennych marzeń, które nie dają mi spokoju. Zawsze powracają, kiedy jestem zbyt zmęczony, zbyt słaby, aby czuwać. Męczą mnie. Rozdrapują rany przeszłości, przypominając mi o teraźniejszości, w której nie chcę żyć.

Z dnia na dzień robię się coraz słabszy.

Boję się, że pewnego dnia nie będę mógł zebrać sił, aby się poruszyć, a przecież ten, kto się nie rusza

nie

żyje.

-No dzieciaczki. Czas jeść! – ten głos powoduje, że zaczynam drżeć.

Wszystkie moje mięśnie się napinają, grożąc zerwaniem.

Kilku mężczyzn wchodzi do pomieszczenia z wiadrem wypełnionym cuchnącą mieszaniną czegoś niezidentyfikowanego. Po tych 182 posiłkach nadal nie wiem, z czego się składają. To dziwna, bezkształtna papka zawsze podawana w ekstremalnych wersjach. Czasem za słodka, czasem za słona, zawsze obrzydliwa. Najczęściej jestem zbyt głodny, by dostrzec różnicę.

-Otwierać pyski – krzyczy. – Nie trzeba wam takiego luksusu jak talerze.

Czołgam się po kamiennej podłodze, dopóki nie znajdę się przy grubych prętach klatki. Zaciskam na nich pięć palców prawej dłoni, czując, jak zimno bierze je w znajome objęcia.

-Nie wypluwaj! – słyszę głos i głośny kaszel. Słyszę płacz. Słyszę...

-Teraz ty.

Ktoś mnie szarpie. Moje powieki na chwilę opadają, a ja nie potrafię

ponownie ich podnieść.

– Musisz jeść. Zwłaszcza taki chudzielec... Bardzo bym się zmartwił, gdybyś mi tu zdechł.

Otwieram usta, bo tylko to mogę zrobić. Jestem bezsilny.

Bezsilny.

Bezsilny.

Dławię się. Nie mogę przełknąć jedzenia. Boli. Pomocy.

Łzy rozmazują świat przed moimi oczami i choć przyrzekłem sobie nie płakać to...

Mamo.

Tato.

Gdzie jesteście?

Kiedy w końcu mężczyzna mnie puszcza, upadam, usiłując złapać oddech.

-Następny!

-O, ten zdechł.

-Nie umieją się z nimi obchodzić. Szlag by to...

Ciche skrzypnięcie. Drzwi klatki się otwierają. Będąc półświadomym, rodzi się we mnie nadzieja, że właśnie ktoś usłyszał nasze krzyki i przyszedł nas uwolnić, że ktoś, ktokolwiek...

Widzę jak ciało chłopca, który dzieli ze mną kilka metrów kwadratowych, ciągnięte jest przez wysokiego mężczyznę. Ciągnięte jest po szorstkiej podłodze. Ciągnięte jest w głąb czarnego korytarza, aż w końcu znika.

Inne dzieci mówią, że tam jest wyjście.

Ponownie zaczynam drżeć. Obłęd rośnie w moim ciele i mam wrażenie, że zaraz się ujawni.

Czy ja... też

kiedyś tak...

-Nie bój się. Ja cię ochronię. – ciepło ogrzewa moje serce, ociera policzki z łez.

-Racja... – uśmiecham się. – Przecież jesteś tu ze mną. – szepczę.

Odwracam się, kierowany chęcią poczucia się bezpiecznie. Ciepło narasta, narasta i narasta.

Ale to tylko złudzenie.

Jestem tu sam.

Wokół mnie już nikogo nie ma.

Sam nie wiem, jak to się stało, że tu wylądowałem. Pamiętam słabo, ale pamiętam, że miałem dom. Miałem rodzinę. Aż pewnego dnia... tak po prostu wszystko spłonęło. Obudziłem się w środku nocy. Powietrze było ciężkie, przesycone duszącym zapachem. Dopiero po kilku sekundach zorientowałem się, że jestem w samym środku piekła. Biegłem do gabinetu taty, nie zważając na szalejące wokół mnie języki płomieni.

Jednak nigdy tam nie dotarłem.

Zostałem porwany przez NICH. Przez handlarzy żywym towarem. Teraz jestem jednym z ich pionków, których istnienie jest uzależnione do konkretnej osoby. To straszne, kiedy ludzie mogą decydować o życiu innych ludzi. Wtedy dzieją się same złe rzeczy.

Niektórym udaje się wydostać z klatek, z ciemnej piwnicy. Udaje się im zniknąć w ciemnościach korytarz, ale nigdy już nie wracają. Zawsze wyprowadzani są z rękami związanymi grubym sznurem. Większość się cieszy, że może opuścić swoje klatki. Mają nadzieję, że teraz ich los się odmieni. Że ktoś na nich czeka.

A ja się boję, że przyjdzie dzień, w którym i mnie uwolnią z klatki i zaprowadzą w głąb korytarza, bo nie wiem, co jest gorsze.

Umieranie pośród szczurów, czy umieranie w całkowitych ciemnościach.

Moje koszmary stają się prawdziwe w chwili, gdy drzwi do piwnicy ponownie się otwierają. Zawsze ktoś przychodzi dać nam śniadanie, później nikt tu nie zagląda. Dlatego, kiedy w ciągu jednego dnia drzwi otworzą się po raz drugi, oznacza to, że kogoś zabiorą.

-Kto chce pójść na spacer? Kto chce, kto chce? – mężczyzna przechadza się wokół klatek spokojnie. Równomierny odgłos kroków wywołuje u mnie ciarki. Strach zastępuje powietrze w moich płucach, kiedy pochyla się nad moją klatką. Może jeśli się nie poruszę, pomyśli, że jestem martwy. Jeśli nie będę się ruszać, oddychać...

-Pójdziesz ze mną. – mówi.

***

Stawiam kroki ostrożnie, choć przychodzi mi to z niewyobrażalnym trudem. Cały się trzęsę.

Oprócz mnie zabrano jeszcze dwoje dzieci. Dziewczynę i chłopca, który ciągle płacze. Nie może się uspokoić, choć ONI grożą, że jeśli się nie zamknie, skończy z kulką między oczami. A te groźby powodują kolejne napady płaczu. Dziewczyna natomiast nic nie mówi. Ledwie mogę dostrzec jej twarz w ciemności, ale zdaje się, że jest spokojna. Nie wykonuje zbędnych ruchów. Robi to, co jej każą. A ja jestem przerażony.

Nagle moja stopa wykręca się w nienaturalny sposób. Upadam. I jestem jeszcze bardziej przerażony, ponieważ nie wiem, czy pozwolono mi upaść. Staram się jak najszybciej wstać, podnieść się, iść dalej. Ale nie mam już siły. Grawitacja postanowiła zacząć przyciągać mnie z niewyobrażalną siłą.

-Nic ci nie jest? – znów czuję ciepło. Ciepło... lecz tym razem nie jest to wytwór mojej wyobraźni. Dziewczyna pomaga mi wstać.

-Co robisz?! – wrzeszczy mężczyzna. – Nie zatrzymuj się albo...

Krzyczy... ale ja nie słyszę tych słów, bo moje uszy wychwytują jedynie delikatny głos dziewczyny.

-Spokojnie. Skończę to dzisiaj. – i uśmiecha się do mnie niezwykle ciepło.

Kiedy dotarliśmy do końca korytarza, poraził mnie blask tak mocny, że miałem wrażenie, że oślepłem. Ale teraz, widząc to wszystko, żałuję, naprawdę żałuję, że ciągle mogę patrzeć i widzieć... Na środku pomieszczenia stoi ołtarz podobny do tych, na którym składa się ofiary, a rubin barwi jego powierzchnię.

Kręci mi się w głowie.

Znam największy sekret... wiem, że na końcu korytarza nie ma nic dobrego. Jest jedynie kolejny koszmar, który przeradza się w rzeczywistość.

Spoglądam kątem oka na dziewczynę. Poszukuję w jej twarzy jakichkolwiek emocji, ale ona tylko przymruża oczy. Nie panikuje. Nie płacze. Jest niewzruszona. Jej twarz wydaje się wykuta z marmuru.

Jej usta wykonują ciągle ten sam ruch, tak jakby w kółko powtarzała to samo słowo. Ciągle i ciągle.

-To sekta. – szepcze, wbijając wzrok w krew rozmazaną na podłodze.

Mój świat się zatrzymuje. Sekundy przemijają przed moim nosem. Serce tłucze się w wolnej przestrzeni między żebrami. A ja nie jestem w stanie się nawet poruszyć. Mój strach staje się namacalny. Materializuje się i chwyta mnie za gardło, zduszając we mnie krzyk.

Sekta?

Nie, nie to nie może być sekta.

Nie złożą nas w ofierze.

Pamiętam, jak mama opowiadała mi o ludziach, których tak bardzo pochłonęła wiara w wyimaginowane byty wyższej rangi, że stracili rozum i zaczęli mordować. W czasach rozłamu religijnego społeczeństwo podzieliło się na dwie grupy.

Wierzący ślepo.

I ateiści.

Ci pierwsi zostali pochłonięci przez sekty, których głównym priorytetem było oddawanie Bogu krwi niewinnych.

Krew dzieci.

Wierzyli, że zabijając dziecko, otrzymają oczyszczenie.

Dziś ja mam być oczyszczeniem dla kogoś...

Płomienie świec, rozświetlają pomieszczenie. Opanowując myśli, raz jeszcze spoglądam w stronę dziewczyny i zauważam coś niezwykłego. Coś nieprawdopodobnego.

Ma rozwiązane ręce.

Stoję nieruchomo, patrząc, jak zwinnie wyplątuje się z uścisku grubego sznura i nie mogę uwierzyć. Co ONA chce zrobić? Chce

u c i e c ? Kiedy zauważa, że się gapię, podnosi wzrok, uśmiecha się i szepcze.

-Pomóż mi ich zabić.

Układam usta w kształt kolejnych liter. Wypowiadam cicho to, co przed chwilą usłyszałem.

I nie mogę uwierzyć.

Mężczyzna, który nas tu przyprowadził, odszedł parę metrów dalej. Śledzę jego ruchy. Widzę, jak układa różne dziwne rzeczy na stole. Dokładnie wyciera dwa duże kielichy i odstawia je na ołtarz z cichym brzdęknięciem. Stoi tyłem, więc nie może zobaczyć tego, co ja. Nie widzi, kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że sznur, który krępował moje ręce, właśnie jest przecinany nożem. Prawdziwym nożem.

-Pomóż mi. – mówi jeszcze raz cicho. – Pomóż mi ich zabić i się stąd wydostać.

Znów ogarnia mnie to nieznane uczucie, które odbiera mi mowę. Jedyne co mogę teraz zrobić to kiwnąć głową.

Więc kiwam.

Zgadzam się.

Dziewczyna uśmiecha się ciepło. Jeszcze cieplej niż poprzednio. Prostuje się, bierze nóż i po cichu podchodzi do mężczyzny, który niczego się nie spodziewa. Nie wierzę, że to zrobi.

Chłopak zaczyna głośniej płakać, więc podchodzę do niego i zaczynam go uspokajać, szepcząc słowa otuchy. Już zaraz... będzie wszystko dobrze.

Nagle mężczyzna się odwraca. Dokładnie w tej samej chwili, kiedy dziewczyna miała zadać cios nożem, on łapie ją za włosy i zaczyna bić. Tak brutalnie zadaje ciosy w głowę, brzuch.

Spodziewam się, że zacznie piszczeć, że zacznie płakać i prosić o wybaczenie, ale ona usilnie próbuje chwycić rękojeść noża, który wypadł z jej dłoni.

Mężczyzna przewraca ją i wymierza kolejne ciosy, kolejne ciosy, kolejne ciosy...

-Ty mała...

A ja?

Czemu nic nie zrobię? Czemu jej nie pomogę? Czemu strach zamroził moje ciało? Czemu nie potrafię jej obronić? Nie potrafię jej pomóc. Zaraz ją zabije... a później mnie. A później wszystkie inne dzieci...

Nie wiem, jak to się dzieje, że w jednej sekundzie świat zwalnia. Nie pamiętam, kiedy krew barwi moje dłonie. Nie mam pojęcia, kiedy w ciało mężczyzny wbija się ostrze noża. Jedyne co teraz do mnie dociera to przeraźliwie głośny krzyk.

-Szatańskie pomioty! – usiłuje mnie chwycić, wyrwać mi nóż, ale ja się cofam.

Cofam... tylko po to, by rzucić się na niego. Żeby odebrać mu życie tak, jak on odebrał życie kilkunastu dzieciom. Odebrał im rodziców i dom. ODEBRAŁ MI normalność. Rozpoznaję uczucie, które się we mnie rodzi. Czuję jak gniew zalewa mój umysł kolejnymi, ogromnymi falami. Gniew sprawia, że jestem silny, odważny. Szaleńczo wbijam nóż w jego ciało. Raz po raz, aż całe pokryte jest rubinami. Ale ja nie przestaję zadawać kolejnych ran. Chcę mieć pewność, że umarł. Że ten wykolejeniec nigdy już nikogo nie skrzywdzi. Chcę, żeby cierpiał tak jak ja. Chcę, chcę, chcę...

Czyjeś ramiona otulają ciasno moje ciało. Ktoś odciąga mnie na bok. Ktoś ukrywa moje policzki w ciepłych dłoniach.

-Już dobrze... – boję się, że dziewczyna poczuje, jak bardzo drżę. – Dziękuję, że mnie uratowałeś. – mówi.

Nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłem... ale miałem dosyć. Nie chciałem już więcej bać się oddychać. Bać się najcichszych dźwięków.

Nie wytrzymałem. To uczucie, które się we mnie obudziło było tak odurzające, że nie wiedziałem, co robię. Kierowałem się instynktem samozachowawczym. Chciałem żyć, dlatego musiałem się bronić i bronić osoby, które okazały mi odrobinę ciepła.

-Powinniśmy już iść, zanim ktoś tu przyjdzie. – słyszę jej głos, ale szok ciągle spoczywa na moich powiekach. Postanawiam jej zaufać i pozwolić się prowadzić.

Płacz chłopca całkiem ucichł. Czuję jak moje palce splatane są z jego palcami. Wychodzimy razem. We trójkę. Obiecując światu, że już nigdy tu nie powrócimy. Czuję jak chłodny wiatr rozwiewa moje włosy, kiedy zaczynamy biec.

W prawej dłoni ciągle trzymam zakrwawiony nóż.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Czyżby "Dotyk Julii" i Kuroshitsuji ? ;) Ale i tak bardzo fajne, choć może jakaś kontynuacja? :PP
Odpowiedz
fajne
Odpowiedz
fajne
Odpowiedz
Świetne.
Odpowiedz
Po tych 182 posiłkach nadal nie wiem, z czego się składają. To dziwna, bezkształtna papka zawsze podawana w ekstremalnych wersjach. Czasem za słodka, czasem za słona, zawsze obrzydliwa. Najczęściej jestem zbyt głodny, by dostrzec różnicę. - widzę że ktoś tu mocno zainspirował się fragmentem książki "Dotyk Julii"
Odpowiedz
I mangą "Kurodhistuji"
Odpowiedz
* "Kuroshitsuji"
Odpowiedz
Fajne :P
Odpowiedz
Fajne :) Ode mnie +
Odpowiedz
Genialne
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~20 minut Wyświetlenia: 16 368

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje