Pokój Pełen Tajemnic

Dodane przez: within123, 22.07.2015, 20:34
Reklama:

Część 1 - http://straszne-historie.pl/story/11353-Pokoj-Pelen-Wspomnien

Adam stał pośrodku pokoju w totalnym osłupieniu. Spojrzał na zaklejone taśmą drzwi. „To do nich musiałem wejść jak pierwszy raz się tu znalazłem.” Przypomniał sobie wszystko. Przypomniał sobie swój stary pokój, zaryglowane okno, potwora, który chciał go zabić… kobietę przykutą do ściany. Mocno zacisnął powieki. Nie chciał o tym myśleć, lecz to nie dawało mu spokoju. Upadł na posadzkę i zaczął uderzać w nią pięściami, krzycząc:

- Czemu ja? Czemu, kurwa, ja!?

Był cały spocony. Dwie małe łezki spłynęły po jego policzkach. Musiał iść dalej. Cokolwiek, czy też ktokolwiek bawiło się nim, wiedział, że teraz musi przejść przez kolejne drzwi. A za tymi drzwiami ponownie będę czyhać na niego wszelakie okropności. Podniósł się z podłogi i ruszył w stronę wejścia znajdującego się po prawej stronie od tych zaklejonych żółto-białą taśmą. Chwycił za klamkę.. i pociągnął ją w dół. Nie zdziwił się, kiedy zdołał je otworzyć i ukazały przed nim ciemność. Wszedł w nią. Trzask! Pomimo tego, że wiedział co się stanie to i tak się odwrócił. Tutaj się jednak mylił. Odskoczył przerażony. W otwartych drzwiach ktoś stał. O dziwo nie był to potwór, który ścigał go poprzednio. Był to.. rycerz. „Kurewsko straszny” – Pomyślał Adam. Zbroja rycerza była wykonana z ciemnej, powgniatanej tu i ówdzie stali. Przyjrzał się opancerzonemu jegomościowi dokładnie. W niektórych miejscach zbroja była zniszczona. Była… chyba wypalona, tak mu się zdawało. Zamiast hełmu, nieznajomy miał na twarzy maskę w kształcie czaszki. Była to najstraszniejsza maska, jaką Adam kiedykolwiek widział. Stali tak, patrząc na siebie. Przynajmniej Adam myślał, że rycerz na niego patrzy, bo nie widział jego oczu spod czaszki. Po chwili niezręcznej dla Adama ciszy, rycerz chwycił za klamkę i zaczął zamykać drzwi.

- Czekaj! – krzyknął Adam. – Kim jesteś? Co tu się dzieje?

Drzwi prawie zostały zamknięte. Zza maski Adam usłyszał jedynie:

- Powodzenia.

Przejście zostało zamknięte. Głos rycerza szumiał w głowie Adama. Był taki metaliczny, prawie demoniczny… po prostu był inny. Coś zaszeleściło za jego plecami. Przełknąwszy ślinę, Adam odwrócił się w stronę ciemności. Teraz był tam pokój. Cały zakurzony, na ścianach znajdowały się pajęczyny. Wszędzie stały stoły a na każdym z nich postawiony był stary gramofon. Pomieszczenie było dość szerokie a końca nie było widać. Drzwi za plecami Adama zniknęły. Rozejrzał się dokładnie po pokoju. Nie wiedział czego tym razem mógł się spodziewać. Lekko przygarbiony powoli ruszył przed siebie. Przez dobrych kilka chwil nic się nie działo. Nie było tam ani pół żarówki czy też okna co strasznie go frustrowało. Adam w końcu doszedł do końca nieoświetlonego pokoju. Coś prostokątnego wisiało na ścianie naprzeciwko niego. „Obraz?” Nie, to było lustro. Podszedł bliżej i ujrzał samego siebie w odbiciu. Miał szramy na poliku – pamiątkę po potworze, podkrążone oczy i zrezygnowany wzrok. Coś zaszeleściło. Usłyszał muzykę. „No tak, te gramofony na pewno nie stoją tutaj dla ozdoby.” Nie mógł rozpoznać melodii. Zrobił dwa kroki do przodu. Kolejny sprzęt włączył się samoistnie. Melodie dobiegające z dwóch źródeł łączyły się w jedną. Trzeszczenie. Gramofony kolejno odpalały się, tworząc jedną, niepokojącą piosenkę. Do uszu Adama poza melodią dochodził dźwięk słów piosenki. „He knows, you know..” I tak w kółko. Dźwięk nasilał się z każdą sekundą. Adam zrobił krok do tyłu. Przerażony zakrył uszy dłońmi. „He knoooowsss…” Zamknął oczy i odwrócił się na pięcie. „.. You knoooow..” Nie chciał słuchać tej chorej melodii. Co w ogóle oznaczały słowa tej piosenki? Co kto wie? Co on ma niby wiedzieć?

https://www.youtube.com/watch?v=QJs8qYc6_dc

- Ty wiesz – dobiegł do czyjś głos.

Adam znieruchomiał. Powoli otworzył oczy. W lustrze dostrzegł czyjąś sylwetkę. Chwiejnym krokiem zrobił krok do tyłu.

- I tak nie uciekniesz – rzekł ktoś z lustra okropnie skrzekliwym głosem. – Wiesz, że to nie ma najmniejszego sensu.

Adam to wiedział.

- Kim jesteś..? – spytał trzęsąc się.

Po krótkiej ciszy głos ponownie się odezwał:

- Ochroniarzem.

To co usłyszał Adam nie miało najmniejszego sensu. Ochroniarzem? Czego lub kogo miał bronić? „Mnie?” – pomyślał.

- Tak, ciebie.

Muzyka trochę ucichła ale nie przestawała grać. Adam z ogromnym zdziwieniem malującym mu się na twarzy spoglądał w lustro. Ten ktoś czytał mu w myślach. Osoba w lustrze właśnie przetarła swoją ręką szkło od strony, w której się znajdywała. Adam prawie zemdlał. Zobaczył w odbiciu samego siebie… prawie takiego samego. Adam z lustra co prawda wyglądał tak samo jak ten prawdziwy ale był… glitchem. Co chwila jakaś część jego przesuwała się i wracała na swoje miejsce. Oczy tliły się błękitnym blaskiem, tam samo usta, gdy je otwierał oraz dziurki od nosa.

- Ochroniarzem..? – zaczął niepewnie prawdziwy Adam.

- Tak – zaskrzeczał glitch. – Twoim ochroniarzem.

- Od czego masz mnie strzec!? Od… - spojrzał nerwowo za siebie.

- Tak, od tego czarnego potwora również.

- Czego on kurwa ode mnie chce..?

- Jak to czego? – glitch lekko się uśmiechnął a w tle dało się usłyszeć „You knooow..” – Odkupienia – odrzekł krzywo się uśmiechając.

- J-jak t..

Adam nie zdążył dokończyć zdania gdy glitch wykrzyczał:

- Przestań udawać niewiniątko! Dobrze wiesz, co uczyniłeś! Pamiętasz… - urwał.

- Przestań! Błagam! – Adam osunął się na kolanach i zapłakał. – Przestań… - morze wspomnień przelewało mu się właśnie przez głowę.

Glitch na chwilę ucichł. Dźwięki szlochania mieszały się z muzyką. Ciemny pokój oświetlało tylko niebieskie światło z oczu zacięcia. Adam załkał:

- Czego tak naprawdę chcesz…?

Niebieskie światło coraz bardziej nasilało się z wyszczerzonych ust, znajdujących się po drugiej stronie lustra. Adam z załzawionymi oczami spojrzał spode łba w stronę szkła. Ten uśmiech go dobijał… Mroczny Adam zatracił swój ciemny kształt na chwilę, aby ponownie do niego powrócić. Odbicie zaczęło.. śnieżyć. Jak stary, rozstrojony telewizor. Dźwięk muzyki gasł z każdą chwilą, a w jego miejsce wkradał się cichy, niespokojny chichot. Adam z uniesioną pięścią wyskoczył w stronę lustra. Uderzył je z całej siły. Nie pękło, jednak jego uderzenie zostawiło kilka małych rysek, łączących się w malutką sieć pęknięć. Obraz za lustrem zaczął chichotać coraz głośniej, śnieżyć i przerywać, tworząc nieopisaną atmosferę niepokoju.

- Czego chcesz!? – wrzeszczał Adam uderzając pięścią w taflę szkła. – Czego!?

Chichot w jednej chwili przerodził się w kakofonię, rozrywającą bębenki w uszach, niczym lwy rozszarpujące upolowane zwierze. To co miało nastać, wydarzyło się w zaledwie kilka sekund. Uderzenie w szkoło. Trzask! Pełno odłamków szkła rozprysło się wraz z glitchem, który się w nich odbijał. Małe przezroczyste odłamki wyleciały w stronę Adama z zawrotną prędkością. Jak lwy rzucające się na zwierzynę. Próbowały dosięgnąć jego twarzy, oczu, szyi, tętnicy. I udało im się to. Masa drobno stłuczonego szkła przebiła na wylot szyję Adama. Jeden odłamek utkwił mu w oczodole a kilka innych raniło twarz. Z każdej rany obficie sączyła się krew, spływająca ku podłodze. Wszystko to potoczyło się tak szybko, że do świadomości Adama dopiero po chwili dotarło to, że umiera. A w zasadzie już był martwy. Jego ciało spoczywało pod ścianą. Karmazynowa ciecz zdobiła starą podłogę i kawałki ściany w miejscu, gdzie znajdowało się przed paroma chwil lustro. Leżał tak, martwy, pośród zupełnej ciszy. Gramofony dawno przestały grać.

Zachłysnął się powietrzem. Zaczął się dusić i kaszleć. Podźwignął swoje obolałe ciało, opierając się na ramieniu. „Stało się, umarłem.” Dobiegł go dźwięk czyjegoś głosu. Zebrał trochę więcej siły i podniósł wzrok. Zamazany kształt biegł w jego stronę.

- O mój Boże! – ktoś wykrzyczał. – Panie Adamie! Panie Adamie! Słyszy mnie pan? Halo!

- Co się.. – wyjąkał.

- Oh, dzięki bogu jest pan przytomny – ktoś odetchnął z nieukrywaną ulgą.

„Człowiek?” zdziwił się. W moim koszmarze?

- Może pan wstać?

Kamień spadł mu z serca. Rozpoznał jękliwy głos pani Malinowskiej. Czy to oznaczało, że…

Pod napływem nadziei mieszanej z adrenaliną, skoczył na równe nogi. Bardzo mocno się zdziwił, kiedy zauważył iż nie leży martwy na podłodze w starym, zakurzonym pokoju, tylko na swojej ulicy pod blokiem, w którym mieszkał. Spojrzał jeszcze raz, uważniej w stronę kobiety. Faktycznie, przed nim stał nie kto inny jak jego starsza sąsiadka – pani Malinowska. Krzywo się uśmiechnął w jej stronę. Nie wiedział co ma powiedzieć, jego głowę zaprzątało tyle myśli naraz. Każda z nich darła mu się do świadomości, zagłuszając spokój wewnętrzny, jaki powinien teraz zachować. Nie chciał wystraszyć starszej kobiety. Zakręciło mu się w głowie. Chwycił się mocno ramienia kobiety.

- Oj.. – powiedział zakłopotany. – Bardzo panią przepraszam – zwolnił uścisk i zdjął swoją rękę z jej ramienia. – zrobiło mi się trochę niedobrze. To wszystko.

- Na pewno? – spytała z nutą troski i smutku. – tak szybko biegłeś kochanieńki, jakbyś jakiego diabła czy co zobaczył. Potknąłeś się i masz ci los! Wylądowałeś twarzą na golutkim asfalcie. Gdzieniegdzie masz pozdzieraną skórę – ostanie słowa wymówiła, jakby była tym zaciekawiona. Lecz Adam ze zmęczenia nie dosłyszał zmiany tonu jej głosu. Wyprostował się, każdy krąg po kolei pstryknął mu w plecach. Zrobiło się trochę chłodniej. Znieruchomiał. Poprzednim razem jak wbiegł do domu, gdzie zastał straszne rzeczy, nie przewrócił się na asfalcie – przypomniał sobie. Spojrzał w górę, w stronę bloku. Światło w jego kuchni migotało. Dreszcz przeszedł go całego od stóp do głów. Odwrócił głowę w stronę parkingu. Pani Malinowska patrzyła na niego z lękiem w oczach.

- Coś się stało, Adamie? – jej głos dziwnie zaskrzeczał.

Adam dostrzegł, że kilkadziesiąt metrów za plecami kobiety, tam gdzie powinna być ulica i bloki, była pustka. Bezkres, powoli zbliżający się do niego. Postąpił kilka kroków w tył, chwiejąc się ale nadaj patrząc na to, co nadchodzi. Musiał uciekać. Teraz.

- Nnniee.. – wyjąkał. – nic takiego. Po prostu… zapomniałem chyba odłączyć żelazko z prądu. Zaczął przebierać nogami w stronę klatki schodowej. Nie spoglądając za siebie otworzył metalowe drzwi. Przez chwilę pomyślał o sąsiadce. Co się z nią stanie? Pochłonie ją bezkres? Zacisnął zęby, nie wiedząc co począć. „Co robić? Co robić!?” Lecz wtem ktoś odpowiedział za niego.

- Adamie – powoli odwrócił się, spoglądając na staruszkę. Na jej twarzy pojawił się grymas uśmiechu. Odsłonił on krzywe, żółte zęby. – Uciekaj.

Nie musiał się dwa razy zastanawiać. Odgrywał drugi raz tą samą scenkę. Biegł po schodach na górę, do swojego mieszkania. Lecz po co? Myśli znowu zakotłowały się w jego głowie. Po to, aby znów ujrzeć te okropieństwa? Zrobiło się jeszcze zimniej. Otchłań zbliżała się coraz bliżej, czuł to. Nie miał dokąd uciec. Chociaż nawet nie spróbował. Mógł spróbować obiec budynek, ale co by to dało? To chore skurwysyństwo, które goniło go w jego starym pokoju, ponownie się pojawiło, lecz w postaci starszej sąsiadki. Na pewno by go złapał. Tak samo jak złapie go teraz, kiedy dotrze do mieszkania. Lecz Adam nie miał innego wyjścia, niż się tam schować, próbować obronić. Znalazł się na swoim piętrze. Drzwi do jego mieszkania stały przed nim otworem. Nie zastanawiając się, czemu są otwarte, wbiegł do środka i zatrzasnął je za sobą. Omiótł wzrokiem przedpokój. Wszystko wyglądało… normalnie. Żadnych śladów krwi, porozrzucanych przedmiotów. Podszedł do okna w kuchni aby ocenić ile ma jeszcze czasu. Po tym co zobaczył, stwierdził, że niewiele. Potwór pod postacią sąsiadki znikł, zapewne szedł już po schodach w jego stronę. Natomiast otchłań zatrzymała się kilka metrów przed blokiem. Jakby chciał wyskoczyć przez nie, to wleci w sam jej środek.

- O w mordę… - wyszeptał, uświadamiając coś sobie. Nie zaryglował drzwi. Myśląc, że ma jeszcze czas, wyskoczył z kuchni do przedpokoju zastanawiając się, czym mógł zastawić wejście. Nie miał już czasu. Czarny potwór o bladych ślepiach, długich kończynach i paznokciach stał już w progu, ohydnie szczerząc swoje pożółkłe zęby.

- Znowu się spotykamy – rzekł trup powoli krocząc w jego stronę.

Adamowi nawet przez myśl nie przeszło, aby stać w miejscu i kontemplować z tym czymś. Przemknął więc przez korytarz, w stronę salonu. Przed wejściem do niego, spojrzał jeszcze w stronę sypialni. Drzwi do niej były zamknięte. Nie wiedział, czy kobieta nadal i czy w ogóle tam leży. Ale skoro w przedpokoju nie było śladów jego ucieczki a w kuchni dziwnych, krwawych znaków, to stwierdził, ze sypialnia też była czysta. Wszedł do salonu. Zatrzasnął za sobą drzwi i przywarł do nich plecami. Musiał szybko myśleć, coś zadziałać. Oddychał głęboko i szybko. Prawie zabrakło mu tchu.

- Myślisz, że zdołasz uciec? – powiedział głos zza drzwi. – No dobrze, ty możesz poczekać. Idę zabawić się z twoją przyjaciółką.

Adam usłyszał dźwięk oddalających się kroków kierowanych… w stroję sypialni.

„Przyjaciółka?” Chodziło mu o tą związaną, niewątpliwie martwą kobietę przywiązaną drutem kolczastym do łóżka? Błądził wzrokiem po suficie, obmyślając plan wydostania się z koszmaru. Coś zaszumiało w rogu pokoju. Spojrzał tam – stary telewizor włączył się bez pomocy pilota. Sam też zaczął przełączać programy. Nie przestając podtrzymywać drzwi Adam spoglądał otępiały w stronę ekranu. Program zatrzymał się na wiadomościach. Prezenter w studio opowiadał o wypadkach samochodowych jakie miały miejsce w ostatnim tygodniu.

- Hej! Hej ty!

Adam dalej gapił się w telewizor.

- Haaalooo! Żyjemy tam?

Potrząsnął głową, zrozumiawszy co do niego przemawia. Prezenter siedzący za biurkiem znowu się odezwał:

- No, w końcu. Pamiętasz, co musisz zrobić? – spytał.

- Hę..? – Adam nie dowierzał, że telewizor, a dokładnie ten facet, mówi do niego. – Co mam zrobić? Cz-czemu w ogóle…

- Słucham? Jak to „co mam zrobić?” Zabić tego czarnego skurwysyna. Sam mnie poprosiłeś o pomoc – powiedział zdziwiony. – Nie pamiętasz?

- Niezbyt… kiedy niby?

- Mniejsza o to. Musisz działać. Natychmiast.

- Co mam zrobić? – Adam odsunął się od drzwi, zapominając o truposzu znajdującym się prawdopodobnie w sypialni. Podszedł bliżej grającego pudła.

- Oh, to bardzo proste – żachnął się prezenter. – Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w swojej sypialni.

- Mam TAM iść!? Przecież to coś tam może być.

- Spokojnie, pomogę ci, przecież od tego masz ochroniarza – puścił oczko Adamowi. Podczas mrugania jego drugie oko zaświeciło niebieskim blaskiem. Telewizor zgasł.

Adam głośno wciągnął powietrze. „Błękitne światło. Czyżby ten typ z którym rozmawiałem przez telewizor… był tą samą osobą z lustra? Powiedział, że mi pomoże. Nie mam wyjścia, muszę mu zaufać.” – pomyślał. Powoli otworzył drzwi od salonu. Wyjrzał zza nich, spojrzał ponownie w stronę sypialni. Drzwi do niej były teraz lekko uchylone. Poszedł w tamtą stronę. Nadepnął na coś szorstkiego. Spojrzał pod nogi – stał na kawałku kartki. Podniósł ją i zauważył, że coś jest na niej napisane. U góry strony widniało słowo – PODPOWIEDŹ. Przeczytał resztę tekstu. Dalej nic już nie pamiętał. Następne kilka minut zostało wymazane z jego pamięci. Czuł jedynie zimno.

Szum. Fala czegoś mokrego spływała prosto na ciało Adama. Otworzył oczy. Czuł się dziwnie wypoczęty i świeży. Coś wleciało mu pod powieki, natychmiast je zamknął. Zaszumiało mu w uszach. Dźwięk ten nie był mu obcy. Ręką odgarnął mokre włosy, spadające mu do oczu. Zobaczył gdzie się znajduje. Siedział pod prysznicem, oparty o ścianę wyłożoną kafelkami. „Co ja tu robię? Co się stało… ten prezenter… sypialnia” – starał się posklejać myśli w jedną całość. Otarł rękoma twarz. Podniósł się, zakręcił wodę. Prysznic obudowany plastikiem, jak zauważył, był jego prysznicem. Znajdował się w swojej łazience. Chciał sobie przypomnieć, co się wydarzyło, ale nie mógł. Pamiętał jedynie zimno. Zimno a wraz z nim zbliżającą się otchłań, panią Malinowską, a dokładnie potwora w jej skórze, swoją ucieczkę, gadający telewizor… to wszystko. Zdecydował się wyjść spod prysznicu. Otworzył plastikowe drzwi. Zamurowało go. Niewidzialna siła pchnęła go do przodu. Adam teraz leciał w dół, ku ciemności. Chciał krzyczeć, ale nie mógł. Krople wody unosiły się z jego ubrania i szybowały ku górze aby po chwili również zacząć spadać. Poczuł tępy ból z tyłu głowy. Ciemność zalała jego oczy.

Ocknął się. Szybko podniósł się z mokrej plamy, w której leżał. Łzy napłynęły mu do oczu. Jedną nawet uronił. Spadła prosto do kałuży, w której stał. Wciągnął powietrze ustami, powstrzymując się od płaczu. Znajdował się w kwadratowym pokoju. Jedna para drzwi zdobiła każdą ze ścian. Dwie pary zaklejone były żółto-białą taśmą. Pozostałe dwie już na niego czekały.

Pokój Pełen Tajemnic - koniec

Część 3: http://straszne-historie.pl/story/11389-Pokoj-Pelen-Bolu

Źródło: Opowiadanie autorskie
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!