Pokój Pełen Bólu

Dodane przez: within123, 24.07.2015, 00:09
Reklama:

część 1 - http://straszne-historie.pl/story/11353-Pokoj-Pelen-Wspomnien

część 2 - http://straszne-historie.pl/story/11377-Pokoj-Pelen-Tajemnic

- Czemu nic nie pamiętam? – wyszeptał Adam sam do siebie.

Kalejdoskop wspomnień krążył wokół jego głowy. Gramofony, glitch, blok, telewizor, prysznic – te kilka strzępków wspomnień ciągle wirowało w jego świadomości. Wyżymał ostatnie krople wody z jego bluzki. Te cicho pospadały wprost do kałuży pod nim. Omiótł pomieszczenie wzrokiem. Nie wiedział, do których drzwi wszedł za pierwszym razem, a do których ostatnio. Pozostałe dwie pary, te nie zaklejone taśmą tylko czekały aż przez nie przejdzie. Chciał już mieć za sobą cały ten koszmar. Ruszył szybkim krokiem w stronę jednego z dwóch niezabezpieczonych przejść. Szybkim ruchem pociągnął za klamkę. Chciał jak najszybciej przez nie przejść, a potem przez następne, jak to zrobi na pewno będzie wolny. Tak przynajmniej myślał. Po raz kolejny ujrzał ciemną przestrzeń ciągnącą się przed nim. Przełkną ślinę i ruszył pewnym krokiem przed siebie. Nie miał zamiaru się oglądać. „A może w drzwiach znowu stoi ten rycerz?” – pomyślał, po czym wyrzucił z głowy chęci odwrócenia się łączone z nadzieją ujrzenia go. Nadzieją? Czemu chciał ujrzeć akurat go…

Adam nie wiedział ile czasu spędził w tej izolatce. Ale wiedział jedno – jeszcze ani razu się nie odwrócił. A może musiał to zrobić? Może ten prosty gest aktywował pojawienie się nowej dawki trudnych do wyjaśnienia rzeczy? Szedł tak jeszcze chwile. Ciężko westchnął, jakby od niechcenia i się odwrócił. Nie ujrzał ani drzwi, ani rycerza, ani też niczego innego poza ciemnością. Usłyszał głuchy stukot. Próbował zlokalizować źródło dźwięku ale błądził tylko, chodząc w kółko. Trzask! Hałas dobiegał z jego lewej strony. Pokierował tam swoje ciało. Szedł tak dłuższą chwilę gdy nagle jego oczy wychwyciły wąski strumień światła. Przyspieszył kroku chcąc jak najszybciej wydostać się z egipskich ciemności. Był już bardzo blisko pionowej, jak zauważył szparki, przez którą uciekało światło. Coś zahaczyło go o ramię. Chwycił gładki materiał. „Koszulka?” – zdziwił się. „Chwila… ona należy do mnie? Należała” – poprawił się. Ujrzał więcej ubrań zawieszonych na wieszakach. Zaczął je pospiesznie przebierać rękoma. Każdy ciuch należał kiedyś do niego. „Co to ma znaczyć… czy ja…?” Gwałtownym ruchem pchnął wąską szparę. Skrzydła szafy otworzyły się z lekkim skrzekiem, ukazując pokój Adama, w którym mieszkał za młodu.

- No nie… tylko nie to – wyszeptał.

Uczynił krok do przodu.

- Nareszcie tutaj dotarłeś – Adam usłyszał metaliczny głos. Spojrzał w lewo i ujrzał rycerza, stojącego pod oknem. – Muszę cię ostrzec.

Adama wmurowało w podłogę. Otworzy i zamknął usta chcąc coś powiedzieć. Po czym wypalił:

- Przed czym? Przed tym cholerstwem, które zaraz pewnie wejdzie tutaj przez okno? – Spojrzał nerwowo na szybę, lecz była zasłonięta żaluzjami. Jak wtedy.

- Nie, tego czegoś już nie ma…

- Nie!? – Adam przerwał rycerzowi? Krztyna radości zagościła w jego sercu.

-… Ale – dokończył opancerzony mężczyzna. – Może powrócić.

Całe zgromadzone przez te kilka sekund szczęście w sercu Adama rozwiało się, jak powietrze z pękniętego balonika. Ręce zaczęły mu drżeć.

- Powiedziałeś – zachrypiał Adam. – Że tego czegoś już nie ma, ale może ponownie się pojawić… co mam zrobić, by tego uniknąć?

- Właśnie po to tutaj jestem. Słuchaj teraz uważnie – za żadne skarby nie daj mu się omamić – na każde słowo kładł nacisk.

- Omamić? On tylko próbuje mnie zabić.

- Niekoniecznie. Zawsze stara się ciebie zapędzić w kozi róg, abyś w pośpiechu zrobił coś głupiego.

- Czyli… śmierć tej dziewczyny z końca korytarza… - spojrzał za siebie. – była częścią jego planu?

- Tak. Również to, że zmusił cię do wypowiedzenia imienia Borysa.

- Uhu. A w drugim pokoju… znaczy się… spotkałem pewną osobę, powiedziała mi, że jest moim ochroniarzem. Był on moim odbiciem tylko, że…

- Wiem, sam go wysłałem aby cię chronił. Dobrze uczyniłeś, słuchając go wtedy w salonie. Dzięki niemu przepędziłeś tego potwora.

W Adama głowie szalał istny sztorm. Zakrył twarz rękoma. Teraz większość rzeczy zaczynała mieć sens. Chociaż i tak nie poznał odpowiedzi na najważniejsze pytania – co tu robi i jak ma się stąd wydostać? Odsłonił twarz z zamiarem zadania tych pytań rycerzowi. Ku jego zdziwieniu, ten wyparował. Tam gdzie przed chwilą stał, była teraz pusta przestrzeń. „No pięknie.” Wyszedł z szafy, rozglądając się po pokoju. Szafa, z której wyszedł, miała teraz tylną ściankę, łóżko było gładko pościelone, biurko całe… i były drzwi! Nie te, przez które wszedł tutaj za pierwszym razem, lecz te, które znajdowały się po lewej stronie od okna. Pokierował się w ich stronę, błądząc nerwowo wzrokiem po oknie. Ręka powędrowała ku klamce i pociągnęła ją w dół. Adam przeszedł krótkim korytarzem w głąb domu. Znalazł się w salonie. Wszystko było takie, jak to zapamiętał. Stół, krzesła, telewizor stały w tym samym miejscu co kiedyś lecz wszystkie okna były zasłonięte. Lekko się uśmiechnął na widok starych przedmiotów. Po prawej stronie były drzwi do sypialni rodziców, po lewej do łazienki, a na wprost do kuchni. Postanowił skręcić w prawo, do sypialni. Przekroczył jej próg. Ujrzał dwuosobowe łóżko, szafę na ubrania i nocny stolik. Stał tak przez chwilę aż wreszcie zdecydował się obejrzeć starą łazienkę. Dostrzegł coś kątem oka. Odwrócił się i dostrzegł jak pościel z łóżka jego rodziców, unosi się kilka centymetrów nad nim.

- Uciekaj! – usłyszał głos za sobą.

Posłuchał tego głosu. Wybiegł i zatrzasnął za sobą drzwi. Zanim to się stało zdołał ujrzeć parę czarnych jak noc dłoni lecących spod kołdry w jego stronę.

- No, całe szczęście, że ci się udało- coś zaszumiało z tyłu salonu.

Adam spojrzał w tamtą stronę. Z telewizora przemawiał do niego prezenter. Ten sam co w jego teraźniejszym mieszkaniu.

- Znowu ty..?

- Oho, ale się cieszysz na mój widok.

- Nie no, po prostu… eh, nie wiem od czego zacząć. O! może powiesz mi, czemu coś właśnie chciało mnie zabić, skoro niby zabiłem tego potwora!

- Zabiłeś go, fakt, ale to nie oznacza, że coś innego nie będzie czyhać na twoje życie.

- Wspaniale!

- Nie marudź, jestem tutaj aby znowu dać ci pewną wska… - urwał. Telewizor zaszumiał, zaczął śnieżyć. Adam podszedł do niego i uderzył w obudowę otwartą pięścią. Ekran zgasł.

- Zajebiście, jedyne co w tej chwili mogło mi pomóc – przepadło.

Nie mając pojęcia, jak naprawić telewizor, uznał, że jest to albo żart ze strony swojego ochroniarza albo… nie chciał myśleć co to było, jeśli nie dowcip mający na celu jeszcze bardziej go wystraszyć. Stał chwilę na środku pokoju gdy do jego uszu dobiegł głuchy szum. Adam wytężył słuch. Znał ten dźwięk, pamiętał go. Był to dźwięk lecącej wody. Niepewnym krokiem zaczął zmierzać do łazienki. Zatrzymał się przed jej drzwiami, nasłuchując. „Tak, to na pewno tam.” Uchylił drzwi. Na pierwszy rzut oka w łazience nikogo nie było. Otworzył je szerzej. Wszedł do niej. Spojrzał na zlew, toaletę i wannę. To z jej kranu leciała woda, powoli zapełniając plastikowe ścianki. Adam chwycił za kurek z zamiarem zakręcenia wody. Było to niemożliwe. Kręcił i kręcił pokrętłem ale woda nie przestawała lecieć. Woda za niedługo zacznie się wylewać powoli zatapiając łazienkę. „Muszę jak najszybciej stąd spierdalać.” Wyprostował się i pokierował nogi do salonu. Woda za jego plecami dziwnie zabulgotała. Przystanął i ponownie spojrzał w jej stronę. Teraz z kranu, zamiast wody, leciała ciemno czerwona ciecz, najprawdopodobniej krew. W tej samej chwili z sypialni jego rodziców dobiegł go krzyk. Zapominając o krwistej wodzie, pobiegł pod drzwi sypialni. Krzyk ucichł, pozostawiając po sobie echo. Poczuł, że coś dotyka jego stóp. Czerwona woda wydostawał się z wanny i zaczęła zalewać dom. Woda wylewała się szybko. Za szybko. Adam pobiegł w stronę kuchni. Znajdowało się tam tylne wyjście z domu, które było w garażu. Otworzył drzwi… odruchowo odskoczył. Tasak przeciął powietrze w miejscu, w którym przed chwilą stał Adam. Zachwiał się, lecz utrzymał równowagę i nie upadł na mokrą podłogę. Coś, co właśnie próbowało go zabić, miało ponad dwa metry wysokości, blade ślepia i ostre kły wystające z gęby. Przypominało potwora, który gonił go wcześniej, było tak samo wychudzone. „O kurwa” – pomyślał Adam. – „Najpierw tamten, a teraz jego kolega chce mnie zabić.”

- Kim jesteś!? – wykrzyczał Adam.

Z ust przeciwnika wydostało się jedynie – brghlhllh, które stanowczo nic nie znaczyło. „Muszę dostać się do garażu.” To był teraz jego cel numer jeden. Ominąć mordercę i wydostać się z domu… jeśli w ogóle się da. Potwór ruszył w jego stronę. Adam tylko czekał aż ten zaatakuje. I stało się. Napastnik zamachnął się, z zamiarem przecięcia swojej zdobyczy na pół. Ofiara odskoczyła, przebiegając obok potwora. Blade ślepia podążyły za Adamem, który już był w kuchni i za parę kroków znajdzie się w garażu.

Mając nadzieję, że potwór jest tak samo wolny na jakiego wygląda, Adam wbiegł do kuchni. Automatycznie skręcił w prawo, w stronę metalowych drzwi do garażu. Pochwycił je i ujrzał, że potwór wchodzi do kuchni. Pociągnął za gałkę. Drzwi się nie otworzyły. „Ja pierdolę, nie, nie, NIE!” Adam z całej siły ciągnął gałkę w swoją strone, kiedy to czarne coś zbliżało się powolutku w jego stronę, unosząc tasak za głowę. Pstryknęło. Zamek w drzwiach zaskoczył i utworzył przed nim przejście do stalowo obudowanego pomieszczenia. Adam skoczył do środka. Świst tasaka przeciął powietrze. Adam upadł na ziemię. Prawa noga zaczęła go boleć. Spojrzał na nią – mała strużka krwi wydobywała się z rany, pod przeciętymi spodniami. „Czemu jak gdziekolwiek wejdę to coś chce mnie zabić!” Nie mając czasu na przyglądanie się nodze, wstał i pokuśtykał w stronę wyjścia, którego jak zauważył – nie było. Pobladł. Był w pułapce, to coś właśnie przekraczało próg metalowych drzwi i za chwilę zasieka go jak zwykły kawał mięsa. Mógł jeszcze spróbować ponownie wyminąć to coś i uciec, ale wątpił w to, że mu się uda to zrobić z ranną nogą. Jednak nie pozostało mu nic innego, jak spróbować. Stał i czekał. Czekał aż tasak będzie próbował go znowu dosięgnąć. Doczekał się. Przeturlał się po podłodze. W jednej chwili stracił grunt pod nogami. „Co się…” Jego nogi zaczęły się zapadać. Zaczął krzyczeć i machać rękoma, próbując złapać się krawędzi podłogi. Na darmo. Nie wyczuł pod palcami nic twardego. Czuł, jak powoli spada w dół. Zamknął oczy, był przygotowany na ponowne twarde lądowanie, w pokoju, gdzie będzie musiał przejść przez kolejne drzwi.

Adam otworzył oczy i rozejrzał się. Leżał na podłodze kwadratowego pokoju. Dookoła nie było najmniejszego śladu po jakichkolwiek drzwiach. Spojrzał do góry. Ujrzał brudny sufit z rzędem palących się żarówek. „To jak ja się tu znalazłem do jasnej cholery? Przecież leciałem w dół…” Podniósł się na klęczkach. Obrócił swe ciało o sto osiemdziesiąt stopni, mając nadzieję, że jednak tam znajdzie jakieś wyjście. Szczęka samoistnie mu opadła na widok mężczyzny przyklejonego żółto-białą taśmą do ściany. Mężczyzna spał… albo był martwy. Nie miał włosów na głowie a jego twarz zdobiła długa, ruda broda. Tylko to dało się dostrzec spod grubej warstwy taśmy. Adam znał uwięzionego mężczyznę. Zacisnął mocno pięści. Jego twarz zalała fala gorąca. Zagryzł mocno zęby a jego ciało zaczęło drżeć. Ktoś położył rękę na jego ramieniu. Przerażony odskoczył i ujrzał czarnego potwora. Żółte, poniszczone zęby szczerzyły się do niego.

- Spokojnie, Adamie – rzekł truposz. – Chcę ci tylko pomóc – uśmiechnął się jeszcze szerzej.

- T-ty.. – jęknął Adam. – Ty… przecież.. zabiłem cię.. nie powinno…

- Mnie tu być? – dokończył za niego. – A to ci niespodzianka.

Zatkało go. Co ma teraz zrobić? Znajdują się w pokoju bez wyjścia. W takim stanie w jakim jest teraz, na pewno nie da rady choćby szarpać się z trupem. Lecz ten nawet nie próbował dobrać się do Adama. Wskazał palcem wskazującym na brodacza i rzekł:

- Czy to wszystko, to nie jest jego wina?

Adam rzucił okiem na nieprzytomnego faceta. Fala gniewu przelała się przez całe jego ciało.

- Czy to nie przez niego – kontynuował stwór. – Twoje życie stanęło do góry nogami? Tej pamiętnej nocy wszystko się skończyło…

- Przestań! – warknął Adam, czerwieniąc się. Łzy spływały mu po policzkach. – Tak, to wszystko przez niego.

- No właśnie – czarne usta szeptały mu do uszu. – Dostał tylko piętnaście lat odsiadki za to co zrobił. Zasłużył chyba na znacznie więcej, nieprawdaż?

Trup podsunął coś Adamowi pod ręce. Ten skierował wzrok w dół. Ujrzał duży, masywny, kij baseballowy. Ujął go w dłonie.

- Zgadza się – odparł, ocierając łzy kawałkiem rękawa.

Umarlak zachichotał. Odsunął się od Adama. Parodiując dworski ukłon dodał tylko:

- Czyń honory.

Każdy krok stawiany w stronę mężczyzny był dla niego wiecznością. Wiecznością, w której ciągle odgrywała się jedna scena. Scena, w której został pozbawiony wszystkiego. Ten skurwysyn musiał ponieść prawdziwą karę. Wyrok sądowy nie był wystarczający, o nie. Po kilkukrotnie odtworzonej w jego głowie scence, stanął metr od brodatego mężczyzny. Oddychał głęboko. Zacisnął powieki, po czym ponownie je otworzył. Brodacz zrobił to samo lecz Adam tego nie zauważył. Dłonie z zaciśniętymi palcami na trzonku ciężkiego kija wędrowały powoli za jego głowę. Zarówno uwięzionemu mężczyźnie jak i Adamowi, po policzku pociekła łza. TRZASK! Adam poleciał w bok. Tępy ból, jaki poczuł w skroni zaćmił jego umysł. Wylądował na podłodze. Kij baseballowy wysunął mu się z ręki. Zmrużył oczy. Nic nie czuł poza promienistym bólem rozchodzącym się po całym ciele. W tle słyszał tylko przytłumione głosy:

- Nnnieeeee….!

- Skąd…?

Głuche odgłosy dochodziły zza jego pleców. Wzrok nadal miał tępo skierowany ku podłodze. Ktoś chyba potknął się o jego nogę. Zapiszczało mu w uszach. Dźwięk stawał się coraz głośniejszy i głośniejszy. Adam zamknął oczy, pisk ustał. „Który to już raz tracę przytomność?” – spytał samego siebie w duszy, i zemdlał.

W końcu się ocknął. Głowę miał przystawioną do barku. Odchylił powieki. Do jego świadomości dotarł obraz drzwi, zaklejonych żółto-białą taśmą. Usłyszał jakiś dziwny warkot tuż nad sobą. Spojrzał w górę. Natychmiast przebudził się całkowicie. Dwu metrowy, czarny stwór stał nad nim. Zobaczył, że jego ofiara już nie śpi. Uniósł tasak w górę. Adam szybko odchylił głowę na drugą stronę. Tasak z głośnym brzdękiem trafił w podłogę. To coś znowu się zamachnęło. Ponownie nie trafiło. Blade ślepia przez chwilę spoglądały w dół, w jego stronę. Potwór zrozumiał, że tępe machanie tasakiem góra-dół nic nie da. Teraz chciał ciąć po ukosie. Adam szybko odepchnął się rękoma od podłogi i prześlizgnął się pod nogami napastnika. Gdyby nie ten manewr, jego głowa najpewniej turlałaby się teraz po kwadratowym pokoju. Szybko podniósł się z ziemi. Ujrzał je. Jedyne nie zaklejone taśmą drzwi znajdowały się za plecami potwora. Rozłożył ręce i zaczął przesuwać się to w lewo, to w prawo, chcąc zmylić czarną bestie. Smolista postać podążała za nim wzrokiem. Uniosła rękę i po raz kolejny wymierzyła cios. Adam odskoczył, poczuł przeszywający ból w rannej nodze. Zignorował go. Niezdarnie wyminął stwora i runął całym swoim ciężarem na drewniane drzwi. Pokuśtykał w ciemność a za sobą usłyszał tylko przeraźliwy, pełen gniewu ryk.

Pokój Pełen Bólu – koniec.

Źródło: Opowiadanie autorskie
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!