Ostatnia misja

Dodane przez: marcinov123, 29.07.2015, 11:58
Panopticum
Reklama:
Kiedy Luke dał mu znak wykopał drzwi dosłownie rozpadły się na kawałki. Wpadli do środka błyskawicznie rozbiegając się po domu. Wybuchły dwa granaty hukowe. Tak zwane środki walki pozorowanej. Hałas jest na tyle głośny, a błysk na tyle jasny, że na moment ogłupia niczego nie spodziewających się ludzi. Daje im to dwie, trzy sekundy przewagi. To dużo czasu. Na tyle dużo, żeby wpaść do pomieszczenia i spacyfikować wszystko co się rusza. Szczególnie jak wchodzi się o drugiej w nocy.

Przez gogle noktowizyjne wszystko było zielone. Na podłodze, na brudnym materacu leżał może dziesięcioletni chłopiec, który właśnie podrywał się z ziemi. Hot-Dog kopnął go w twarz, po czym przydusił kolanem do podłogi, jednocześnie cały czas omiatając lufą pomieszczenie.

- Czysto! - krzyknął ktoś z innego pomieszczenia.

Ciężkie buciory zadudniły na schodach. Dom był niewielki. W dziesięć osób błyskawicznie sprawdzili wszystkie pomieszczenia.

- Czysto! - dobiegło gdzieś z góry.

Mimo wszystko dalej w pełnej gotowości krążyli po domu. Wywracali szafki, sprawdzali czy pod brudnymi dywanikami nie ma klap zasłaniających wejścia. Podszedł do Hot-Doga, który nadal wciskał nakolannik w kark dzieciaka. Malec był przerażony. Z rozbitych ust ciekła mu krew.

- Spasuj, udusisz go.
- Ta, a on odpierdoli ajdika. Przeszukaj gnoja.

Odwiesił karabin i szybko sprawdził dzieciaka. Podniósł do góry rękę, a Hot-Dog oświetlił granat odłamkowy, który znalazł pod poduszką małego. Hot-Dog odetchnął z ulgą i przewrócił malca na brzuch. Plastikowymi zaciskami spętał mu ręce na plecach. Dzieciaki brudasów są najgorsze. Potrafią podejść, uśmiechać się, prosić o dolara albo coś słodkiego. A potem wyjąć pistolet i zacząć strzelać. Albo zdetonować ładunek.

***

- Na nalocie prujecie do wszystkich którzy wydają się podejrzani. Kobiety, dzieci. O brodatych brudasach z broda i karabinem nie wspominając – mówił im sierżant, jeszcze na szkoleniu - oni nie będą mieli oporów żeby was odwalić, albo wbić nóż w szyję jak tylko się odwrócicie. Więc jeśli cokolwiek, powtarzam, COKOLWIEK wzbudzi wasze podejrzenia – strzelacie.
- A kobiety w ciąży? - spytał ktoś z sali. Sierżant się uśmiechnął.
- Jakbyś zrobił swojej dupie ciążowy brzuch z semtexu ile by ważył? Myślę, ze rozpieprzyłby ten budynek.
- A naga kobieta w ciąży? - zapytał Hot-Dog, a parę osób się zaśmiało.
Sierżant zamyślił się na moment.
- To wtedy strzelacie w nogi - odpowiedział z pełną powaga.
I tym razem nikt się nie śmiał.

***

- Jak jest w kozojebskim „leż, bo cię zapierdolę”?

Wzruszył ramionami.

Hot-Dog był klasycznym „schabem”. Wielkim turem, który rzeczy takie jak współczucie albo empatia zostawił daleko hen, w domu rodzinnym w Teksasie. Mówili tak na niego, bo potrafił wpieprzyć dwanaście steków w kantynie. A nie były szczególnie małe. Chyba nikt już nie pamiętał, jak kapral Merville ma na imię. John? James?

***

Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Biedny domek, z dawno wybitymi oknami. Zbudowany z nieotynkowanych pustaków, bez bieżącej wody ani elektryczności. Przywykli już do tego. W tej części Iraku ludzie żyli jak zwierzęta.

Gdzieś na zewnątrz przeleciały dwa helikoptery.

Luke skończył meldować przez radio i podszedł do nich. Niewysoki, żylasty facet z Wisconsin cieszył się w zespole takim szacunkiem, że wszyscy daliby się za niego pokroić. Kiedyś podczas zasadzki wyciągnął z płonącego hummera dwóch żołnierzy, będąc w dodatku pod ostrzałem.

- Tylko ten gówniarz?- wskazał lufą na chłopca.

Skinęli głowami.

- Gnój miał granat - powiedział pokazując „cytrynkę”.

- Zajebiście - Luke jednym szarpnięciem postawił dzieciaka na nogi. Teraz zauważyli że malec zlał się w spodnie.
- Salam, skurwysynu! Padar? Koja? - spytał chłopca, świecąc mu w twarz latarką - PADAR! KOJA?! - krzyknął.

Dzieciak milczał. Dalej trząsł się jak osika.

- Dogi ty mu jedynkę wyjebałeś? – spytał Luke stojącego obok żołnierza.

Hot-Dog udawał że z uwagą ogląda sufit gwiżdżąc coś pod nosem.

- Zawijamy gnoja na bazę - mruknął Luke i założył dzieciakowi na głowę czarny worek.

Hot-Dog bez ceregieli złapał malca za kark i wyprowadził przed dom. Na pokrytej wysuszoną trawą parceli lądował właśnie Black Hawk. Wszyscy świecili już latarkami i zrezygnowali z noktowizorów, a helikoptery dodatkowo oświetlały okolice reflektorami. Adrenalina powoli z nich schodziła. Robiąc nalot mieli spacyfikować przynajmniej kilkanaście osób, a w kryjówce bojowników znaleźli tylko tego dzieciaka. W dodatku żadnej broni ani sprzętu. Może informator kłamał?

Ruszył w stronę wyjścia, przez które wyszedł Hot-Dog. I wtedy coś wybuchło. Rzuciło nim do tyłu z taką siłą, że prawie popękały mu kości. Zwalił się na ziemie, słysząc jedynie piszczenie.

Poczuł, jak wszystko zatrzęsło się jeszcze raz.

Potem kolejny.

I jeszcze jeden.

Obłok pyłu był tak gęsty, że nic nie widział. Przewrócił się na brzuch i zaczął czołgać w miejsce, gdzie powinien upaść jego karabin. Nie słyszał praktycznie nic. Przeciążony hukiem słuch sprawiał, że krzyki i wystrzały słyszał jakby spod wody.

Jest.

Półprzytomny sprawdził karabin, i przełączył na ogień ciągły. Wypluł piasek, krew i chyba dwa zęby.
- RPG! - wrzeszczał ktoś przez radio.

Potem znowu coś wybuchło.

Przywarł plecami do ściany, na moment wyglądając przez okno. Płonący śmigłowiec leżał na boku, dookoła unosiły się chmury pyłu. Dwóch żołnierzy wlokło po ziemi trzeciego, który wył jak opętany. Jego nogi kończyły się na wysokości kolan. Cześć jego zespołu leżała na ziemi i nie ruszała się. Część rozbiegła się w poszukiwaniu kryjówek. Na dachu budynku po przeciwnej stronie parceli zamajaczyła ciemna sylwetka.

Błyskawicznie poderwał karabin i oparł lufę o parapet.

Brudas zaczął strzelać do żołnierzy, którzy wlekli rannego kolegę.

- Skurwysynu!- oddał kilka strzałów.

Przeciwnik albo padł na glebę, albo dostał.

- Co się kurwa dzieje! - wrzeszczał ktoś przez radio.
- Zasadzka!- krzyknął do krótkofalówki ktoś, kto musiał leżeć zaledwie parę metrów dalej, przy ścianie budynku w którym był.
- Chodź do środka!- wrzasnął do żołnierza.
- Johnson, otwórz oczy, słyszysz?! - darł się ktoś inny, z drugiej strony.
- RPG! - wydarł się ktoś znowu, i kilku żołnierzy naraz otworzyło ogień.

Powoli wracał mu słuch. Chmury pyłu powoli opadały. Widział, jak ktoś próbuje wczołgać się do środka budynku.

- Stój kurwa! - krzyknął celując w ciemny kształt.
- Zamknij pysk i daj mi apteczkę - syknął żołnierz przez zaciśnięte zęby - na moment włączył latarkę.
Luke.
Połowę twarzy pokrywała mu maska z krwi i ziemi. Zdaje się, że dostał też w nogę.
- Daj mi tą pierdoloną apteczkę, wykrwawiam się - wrzasnął dowódca wyciągając do niego rękę.

Złapał go za kamizelkę i wwlókł do środka. Wyjął z zasobnika na boku apteczkę i zębami rozerwał opaskę elastyczną. Zaczął bandażować dowódcy udo, które krwawiło bardzo mocno. Modlił się tylko, żeby nie dostał w tętnice.
- Osłojebcy zaczaili, że po nich idziemy. Wypieprzyli i pochowali się naokoło. Muszą mieć jakieś tunele, chuj wie co… W podczerwieni było widać, że wleźli tutaj, ale nikt nie wychodził - Luke gadał jak nakręcony, odpluwając co jakiś czas krew i piasek – Masz radio? Musze mieć radio! Daj mi radio!

Sprawdził. Krótkofalówka była załatwiona na amen.
- wa mać… - syknął przez zęby.
Znowu zaterkotały strzały. Nie ich. Słyszał serie z AK-47. Z kilku stron. Leżeli w bezruchu kilka minut, na pokrytej gruzem podłodze.
- Okrążyli nas! - krzyknął ktoś z poza budynku.
Znowu strzały. Ktoś zawył. Dzięki bogu ze znajdowali się w środku.
- Musimy stąd spie…
Głos urwał się w tym samym momencie, w którym rozległ się huk wystrzału.
- Do środka! - krzyknął w stronę okna - chodźcie do środka!
Odpowiedziała mu cisza. Potem znowu zaterkotały kałachy. Jeszcze bliżej. Szlag by to!

- Musicie stąd spadać - krzyknął ktoś z kuchni obok.

A zaraz potem pojawił się w progu. Hot-Dog. Cały zakurzony, zakrwawiony, poturbowany. Ale żywy.
- Z tyłu jest wyjście. Zbliżają się. Gazem! - odwrócił się na pięcie.
- Idziemy - powiedział, i chciał pomóc wstać dowódcy.

Luke leżał nieprzytomny. Opaska na nodze cała przesiąkła krwią. Zmiął pod nosem przekleństwo.
Znowu zaterkotały karabiny.

- Z tyłu jest wyście, szybko! - Hot-Dog odwrócił się i utykając ruszył przed siebie.
- Hot-Dog, kurwa! Nie dam rady!
- Dasz- odpowiedział i wszedł do kuchni.
Zarzucił dowódcę na plecy i krzyknął z bólu. Poobijane ciało bolało jak diabli, a płuca paliły żywym ogniem.

Nie da rady.
Na Boga.
Nie da rady.

Luke jęknął coś. Miał wrażenie, ze wszystko jakby ucichło. Wziął głęboki wdech. Zaczął biec. Z dowódcą na plecach. Z kilkunastokilogramowym ekwipunkiem. Roztrącając resztki półek i naczyń walające się po podłodze kuchni. Obrócił się bokiem i staranowali drzwi wyjściowe, z tyłu domku.
Gdzieś za nimi coś eksplodowało. Pot zalewał mu oczy, a przed sobą widział plecy Hot-Doga, który był przed nimi jakieś dziesięć metrów.

- Gazu, zaraz tu będą! - krzyknął i przyśpieszył.

Wbiegli między porzucone budynki, skręcali, kryli się. Zwymiotował. Ale nie przerwał biegu. Wszystko zaczęło zlewać mu się w jedno. Błyski, światła, huk wystrzałów. Jak w jakimś chorym śnie po kwasie. Po kilku minutach wybiegli na pole nieużytków, otaczających wioskę. Sucha, kamienista ziemia, na której nic nie było w stanie wyrosnąć. Upadł na twarz, z Lukiem na plecach. Uderzył w ziemie z taką siłą, że aż odebrało mu dech.

Zwymiotował.

Jęcząc przewrócił się na plecy i sprawdził czy dowódca jeszcze żyje. Oddychał. Ledwo. Obok nich, na brzuchu, leżał Hot-Dog wpatrując się w wioskę.
- Allahu akbar! - wydarło się kilka głosów.

Ktoś zawył przeraźliwie, potem umilkł.

- Skurwysyny… - syknął i odwrócił się w ich stronę - musicie… - urwał. Wpatrywał się w nich w milczeniu - ty dostałeś, Steven. Jasna cholera.

***

- Wstawaj! Słyszysz mnie?! Wstawaj!

Otworzył oczy.
Noc.
Niebo pełne gwiazd.
Terkotanie.
Potworny ból całego ciała.
Kłucie z prawej strony klatki piersiowej.
Zimno.
Smak krwi w ustach.
Zasadzka. Strzelanie.
Przypomniał sobie wszystko w jednej chwili.
Hot-Dog krzyczał mu prosto w twarz.

- Flara! Słyszysz?! Odpal flarę!

Nie bardzo rozumiał.

- Przysłali Black Hawki z bazy, ale robią odwrót bo myślą ze nikt nie przeżył! A tamci grzeją jak pojebani! ODPAL FLARĘ!

Widział jak śmigłowce nabierają wysokości i obierają kierunek na bazę. Odpuszczają. Nie chcą atakować w nocy. Próbował sięgnąć ręka do kamizelki taktycznej, ale tylko niemrawo nią poruszył.

- ODPAL PIERDOLONĄ FLARĘ! - Hot-Dog ryknął na całe gardło.

Spróbował jeszcze raz.

Czerwona rakietka z sykiem wystrzeliła w niebo.

***

- Pobudka!

Otworzył oczy. Powieki zdawały się ważyć tonę. Leżał w białej pościeli, podpięty do kilku rurek i elektrod. No i czuł się jakby przejechał po nim walec drogowy. Był dzień. Czuł niesmak w ustach,jakby spał naprawdę długo.

Lekarz nachylił się nad nim i klepnął lekko w policzek.

- Witamy w świecie żywych.
- Luke… - wychrypiał.

Lekarz kiwnął głową.

- Cały i zdrowy. Ale pół godziny dłużej i byłoby po nim. Leży na sali obok. Za moment możecie pogadać. Uratował mu pan życie, wlokąc na plecach poza wioskę - przerwał na moment i popatrzył za okno - swoją drogą tylko wam się udało. Podobno filmik z pana kamery na hełmie robi furorę na jednostce.

- Hot-Dog - spróbował zadać pytanie, ale ledwo mógł mówić.

- Kapral Merville? - lekarz popatrzył na niego z powagą - ten wielki chłop, któremu szyłem łeb jak wyrżnął we framugę w kantynie? Przykro mi. Dostał z granatnika na samym początku zasadzki. Przykro mi, naprawdę.

Przez moment leżał w milczeniu.

Dopiero teraz zrozumiał. Panopticum
Źródło: własne
Oceń:
8
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!