Zestawienie

klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

admin 31 5 lat temu 223 683 odsłon Czas czytania: ~46 minut
klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Kolejny zbiór krótkich, klasycznych creepypast, czyli sentymentalny powrót do korzeni! Zobacz ja kiedyś się straszyło! Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/.../krotkie-klasyczne-creepypasty Część druga: http://straszne-historie.pl/.../klasyczne-creepypasty-2


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Kobieta bez wyrazu W czerwcu roku 1972 w szpitalu Cedar Senai w Kalifornii pojawiła się kobieta, która nie miała na sobie nic, prócz białej sukienki poplamionej krwią. Nie powinno to być zbyt szokujące, przecież ludzie dość często ulegają wypadkom i udają się do szpitala, aby otrzymać pomoc lekarską. Jednak dwie rzeczy powodowały, że ludzie, którzy patrzyli na nią, nie mogli powstrzymać torsji i uciekali w przerażeniu. Po pierwsze kobieta nie do końca była człowiekiem. Przypominała bardziej manekina, ale jej sprawność i płynność ruchów były ludzkie. Jej twarz była tak idealna jak te, które posiadają manekiny, pozbawiona brwi i pokryta makijażem. Szczęki miała nienaturalnie mocno zaciśnięte na małym kotku, nie widać było bieli jej zębów, bo całe były wetknięte w małe ciałko biednego zwierzęcia. Krew cały czas tryskała na jej sukienkę i spływała na podłogę. Potem wyciągnęła go z ust, rzuciła na bok i upadła. Od kiedy przekroczyła wejście, przez cały czas była spokojna, bez wyrazu, nieruchoma. Nawet wtedy, gdy zaprowadzono ją na salę szpitalną i przygotowywano do znieczulenia. Lekarze postanowili ,że najlepiej ją unieruchomić aż do przyjazdu policji, a ona nawet nie protestowała. Nikt nie był w stanie wydobyć z niej żadnych informacji, a większość pracowników czuła zbyt duży dyskomfort patrząc na nią dłużej niż parę sekund. Lecz w momencie gdy personel próbował podać jej narkozę, zaczęła się bronić z niewiarygodną siłą. Dwóch lekarzy przytrzymywało ją, gdy podniosła tułów z tym samym pustym wyrazem skierowała swój beznamiętny wzrok na jednego z lekarzy i zrobiła coś nietypowego. Uśmiechnęła się. Gdy to zrobiła jedna z lekarek krzyknęła i wybiegła z pomieszczenia w szoku. Zęby kobiety nie były ludzkie, zamiast nich miała długie, ostre kolce. Zbyt długie, żeby całkowicie domknąć usta bez zadawania sobie bolesnych ran. Doktor spojrzał na nią na chwilę, zanim zapytał "Czym ty do cholery jesteś ?" Przychyliła głowę na bok, bacznie mu się przyglądając w dalszym ciągu trwając z makabrycznym uśmiechem. Po długiej chwili milczenia ochrona została wezwana i słychać było kroki dochodzące z korytarza piętro niżej. Gdy je usłyszała wyrwała się naprzód zatapiając zęby w gardle doktora, wypruwając tętnicę szyjną. Mężczyzna ciężko upadł na podłogę, łapczywie łapiąc powietrze krztusząc się własną krwią. Kobieta pochyliła się nad nim niebezpiecznie zbliżając swoją głowę do jego patrząc jak z jego oczu ucieka życie. Wyszeptała jedynie dwa słowa : "Jestem... Bogiem..." Oczy doktora wypełniły się zgrozą, gdy patrzył na nią jak spokojnym krokiem odchodzi, aby powitać ochroniarzy. Ostatnim co ujrzał w życiu była ona, żywiąca się nimi jednym po drugim. Lekarka, która przeżyła tą masakrę nazywała kobietę "Bez Wyrazu". Od tamtego czasu nikt jej już nigdy nie spotkał. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

The Hands Resists Him = przeklęte malowidło „The Hands Resist Him” to obraz olejny na płótnie autorstwa współczesnego malarza. Trudno go zaklasyfikować do jakiegokolwiek prądu - najbliżej mu chyba do symbolizmu, gdyż odwołuje się do stanów nieświadomości i snu. Głównym elementem obrazu jest postać chłopca, którego autor utożsamia z sobą. Towarzyszy mu lalka o specyficznym, niepokojącym wyrazie twarzy, a na dalszym planie, za oknem widać dłonie. Można odnieść wrażenie, że szyba powstrzymuje coś (kogoś?), co znajduje się na zewnątrz i jednocześnie oddziela światło od ciemności. W oczy rzuca się wyraźny kontrast między obiema stronami drzwi. Pierwszy plan jest w jasnych barwach, na drugim zdecydowanie dominuje czerń. Całość sprawia, że obraz jest dość nietypowy, tajemniczy i budzi niepokój. Jest on przy tym bardzo statyczny, co wywołuje napięcie i wprowadza nastrój oczekiwania. Do namalowania obrazu zainspirowała Stonehama idea nieświadomości zbiorowej Carla Gustava Junga. Zdaniem autora ludzie sztuki w pewnym sensie odbierają sygnały w niej zawarte i artykułują je w swojej twórczości, są łącznikami z rzeczywistością. Na obrazie „The Hands Resist Him” występują cztery istotne elementy: chłopiec, lalka, rączki i szyba. Mają one znaczenie symboliczne. Dziecko jest personifikacją osoby autora, a dłonie to inne życia, inni ludzie, których łączy „wspólna, ponadosobowa psyche”. Szyba oznacza przesłonę pomiędzy jawą a snem, natomiast lalka stanowi symbol towarzysza i przewodnika między tymi stanami. Wprowadza ona chłopca-autora w świat archetypów. Tytuł „The Hands Resist Him” da się przetłumaczyć jako „dłonie stawiają mu opór”, co może oznaczać, że bezpośrednie poznanie zbiorowej nieświadomości jest dla chłopca niedostępne, gdyż treści w niej zawarte nigdy nie przedostaną się do jaźni. Umożliwia to dopiero przewodnictwo lalki. Z nią dziecko przekracza barierę i wkracza w sen, w którym ujawniają się archetypy. Wokół obrazu Stonehama krąży wiele osobliwych historii. Założyciel galerii, w której "The Hands Resist Him" był wystawiany, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, z życiem pożegnał się również człowiek, który jako pierwszy opisał go w jednym z katalogów. Ludzie, którzy zetknęli się z obrazem mieli zawroty głowy, niektórzy mdleli, wielu z nich widziało postacie z obrazu pojawiające się w ich mieszkaniach, dzieci zaczynały płakać, gdy patrzyły na niego. Wydaje się, że dzieło to powoduje jakiś rodzaj zbiorowej histerii. Pozostaje jednak pytanie, czy jej powodem rzeczywiście są siły nadprzyrodzone, czy może raczej zręczna propaganda i autosugestia… Dzieło to zostało wystawione na aukcje (EBay) z ostrzeżeniem od ówczesnych właścicieli. Prosili, aby cenę podbijali jedynie kolekcjonerzy sztuki, ponieważ choć sami nie wierzą w zjawiska paranormalne to uważają, że obraz takie posiada. Obraz odkupili od zbieracza śmieci, który sam go znalazł w pobliżu starego browaru. Byli bardzo zdziwieni, iż w ich mniemaniu wartościowy kolekcjonersko obraz został porzucony w taki sposób. Problemy tej rodziny zaczęły się, kiedy ich 4,5 letnia córka zaczęła się skarżyć rodzicom, iż chłopiec w nocy wychodzi z obrazu i w jej pokoju znajdują się inne dzieci walczące ze sobą. Na skargi córki uwagę zwróciła matka, która zmusiła ojca do zainstalowania aparatu z samowyzwalaczem na ruch. Po trzech nocach były zdjęcia, które miedzy innymi przedstawiały chłopca pozornie wychodzącego z obrazu. Rodzina zadecydowała, że obraz musi opuścić dom. Podczas aukcji obrazu ewentualni kupcy jak i osoby oglądające przedmiot sprzedaży sygnalizowały złe samopoczucie, natarczywe wizje obrazu podczas snu i na jawie, nagłe odczucia choroby, uczucie niepokoju zagrożenia. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Princess.exe Mój brat, zaraz po tym jak otrzymał posadę jako technik komputerowy, wyprowadził się z domu. Był to początek 2002 roku i od tamtej pory słuch o nim zaginął. Starałem się z nim skontaktować – dzwoniłem, pisałem maile – wszystko na nic… Któregoś dnia postanowiłem osobiście złożyć mu wizytę. Przywitały mnie zamknięte drzwi oraz 3 koperty przybite do jego drzwi (jakieś zaległe rachunki i listy). Wracając do domu, zauważyłem, że ktoś zostawił szary uszkodzony laptop na środku mojego podjazdu. Wysiadłem z samochodu aby obejrzeć go dokładniej. Monitor LCD zdecydowanie wykazywał oznaki „użytkowania”. W lewym górnym rogu ekranu widać było ogromny otwór, który wpasowywał się dokładnie w rozmiar standardowego śrubokręta marki „Philips Head”. Nad nim, widniała kamerka internetowa, która także została zniszczona przy użyciu śrubokręta. Oprócz tych dwóch „szczegółów”, komputer wydawał się być praktycznie nowy. Klawisze były lekko wyblakłe, ale nie do tego stopnia aby nie można było ich używać. Spojrzałem na tył monitora, aby dowiedzieć się jakiej jest marki, jednak nie mogłem nic znaleźć. Jestem pewien, że dokładnie go sprawdziłem i nigdzie, powtarzam NIGDZIE, nie znalazłem żadnego tekstu, żadnego logo. W rzeczywistości laptop nie posiadał nawet „Dowodu Licencji” czy naklejki gwarancyjnej. Co dziwniejsze, laptop posiadał tylko dwa porty : VGA (używany do podłączenia zewnętrznego wyświetlacza przyp. tłum) oraz USB. Było to zastanawiające ponieważ jak długo, jakiekolwiek urządzenie elektroniczne, może działać bez portu ładowania ? Uznałem w końcu, że musiał być to jeden z tych bardzo tanich laptopów w którym aby naładować baterię , należy wyjąć ją z komputera i podłączyć do zewnętrznej ładowarki – jeszcze bardziej zastanowiło mnie, dlaczego w takim wypadku posiadał on kamerkę internetową ? Zaintrygowany, co dokładnie znajduje się na laptopie, pobiegłem do mojej piwnicy, gdzie był przechowywany mój stary, nieużywany od dawna komputer. Znajdował się tam tylko dlatego, że zapomniałem przenieść tego behemota do lokalnej stacji SarCan (punkty recyklingu elektroniki przyp. tłum). Używał bym go dalej jednakże potrzebuje on od 5-6 godzin aby w pełni się uruchomić, ponieważ zawsze przechodzi w tryb odzyskiwania systemu, a jego procesor jest o wiele za „wolny” aby odzyskać wszystkie dane na 500 gigabajtowym dysku twardym (pamiętaj ze 120mhz procesorem Pentium nie zajedziesz daleko). Cóż… nieważne zresztą. Usunąłem więc stary monitor typu CTR firmy LG i podłączyłem go do laptopa. Miałem już nacisnąć przycisk zasilania, gdy… …Zatrzymałem się. Nie ma mowy żeby działał, bateria już dawno musi być rozładowana. Przetrząsnąłem całą piwnicę aby znaleźć mój tester napięcia. Gdy tylko go dorwałem odłączyłem baterię od laptopa i sprawdziłem odczyt… Bardzo niskie… Nie ma szans aby działał. Trudno – pomyślałem – najwyżej poleży tutaj do rana. Jutro zabiorę ten cały szmelc do SarCan i zrobią wreszcie z tym porządek. Odłączyłem monitor od laptopa, podłączyłem do mojego PCta i zostawiłem tak wychodząc z piwnicy. Skierowałem się prosto do mojego pokoju aby pooglądać telewizję. Oglądałem ją przez jakieś trzy godzinki po czym położyłem się do łóżka. Jednak nie cieszyłem się długo słodkim snem. Został on przerwany przez bardzo głośny dźwięk. Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałem go jako sygnał uruchamiania systemu Windows 2000 – z wrażenia spadłem z łóżka. Hałas był tak głośny, że mógłbym przysiąc, że ktoś trzymał głośniki tuż przy moich uszach. Gdy wreszcie się jakoś pozbierałem, przez minutę czy dwie starałem się zrozumieć gdzie znajduje się źródło tych dźwięków. Wreszcie wpadłem na świetny pomysł : - Komputer ! Musiałem go przez przypadek włączyć gdy zmieniałem monitory ! Zadowolony z tego, że udało mi się rozwiązać zagadkę, skierowałem się w kierunku piwnicy, gdy nagle zamarłem w połowie drogi… Zaraz... To nie mógł być żadnym sposobem mój komputer… Przecież miałem na nim zainstalowanego Windowsa 95… Po tym wszystkim nie miałem najmniejszej ochoty na wybieranie się gdziekolwiek a na pewno nie do mojej piwnicy. Jednak zdrowy rozsądek zaczął brać górę nad przerażeniem i zdecydowałem, że musi być to jakiś problem systemowy – w końcu komputer był dość długo nieużywany. Ku mojemu zdziwieniu, komputer nie był włączany… mówiąc szczerze nie był on nawet podłączony do prądu. W takim razie pozostała ostatnia możliwość : - Laptop… Pośpiesznie usunąłem z niego baterię i podłączyłem jeszcze raz do woltomierza. Tym razem nie mogłem odczytać żadnej konkretnej liczby. Tester zupełnie oszalał. Podłączyłem baterię jeszcze raz i wcisnąłem przycisk „start”. Zaświeciły się jakieś światełka kontrolne co świadczyło o tym, że komputer jest w 100 % sprawny. Musiałem wiedzieć co się tutaj do cholery wyprawia. Podłączyłem mój stary monitor CTR do laptopa, i moim oczom ukazał się… …Praktycznie pusty pulpit, jedyne co można było zobaczyć to trzy ikony znajdujące się w lewym dolnym rogu ekranu. Pasek zadań był pusty, nie było także nigdzie widać przycisku „start”. Tapeta (a raczej jej brak) była zupełnie czarna. Czemu ktoś miałby zrobić coś takiego ze swoim komputerem ? Pytałem sam siebie. Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”. Z wszystkich trzech ikon, jeden był to folder „Gry” a drugi „Video”. Trzecia ikonka to cmd.exe. Przez chwilę miałem wrażenie, że jest to jeden z tych laptopów stworzonych specjalnie dla dzieci. Kliknięcie na folder z grami potwierdziło moje przypuszczenia; laptop musiał należeć do jakiejś małej dziewczynki. Poczułem jakieś irracjonalne wyrzuty sumienia, dziewczynka musiała być dość biedna ponieważ w folderze znajdowała się tylko jedna gra i nie miałem bladego pojęcia jakiego gatunku. Nazywała się princess.exe. Włączyłem program z czystej ciekawości – chciałem zobaczyć na czym polegała. Moim oczom ukazał się w pełni animowany ekran tytułowy. Pojawiały się na nim różne bajkowe postacie. W tym momencie na ekranie pojawiło się logo gry. Nazywała się „Kreator Księżniczek : Spraw byś była piękna !”. Ah, więc musiała być to jedna z tych nisko budżetowych gier typu „nałóż na swoje zdjęcie jpgi. ubranek”. Oczywiście dalsze buszowanie w programie tylko to wszystko potwierdziło. Gdy na ekranie pojawiło się „menu” otrzymałem do wyboru dwie możliwości : - „Wystrój się !” - „Przeglądaj śliczne zdjęcia” Chciałem zobaczyć jak wyglądała dziewczynka do której wcześniej należał laptop więc wybrałem drugą opcję. Nie mogła mieć więcej niż 5 lat, co więcej wyglądała bardzo uroczo. Po jej rysach twarzy oraz kolorze skóry wywnioskowałem, że pochodziła z rodziny meksykańskiej bądź hiszpańskiej. Ubrana była w lekko zniszczoną białą sukieneczkę, dookoła kołnierzyka i rękawów miała doszyte czerwone falbanki. Cała sukienka była pokryta malutkimi czerwonymi różyczkami. Uśmiechnąłem się sam do siebie, wyglądała jakby sprawiło jej dużo frajdy nałożenie wirtualnego diademu na jej małą słodką główkę. Przeglądając zdjęcia zauważyłem, że więcej niż połowa zdjęć przedstawiała pusty pokój – jedyną widoczną rzeczą było łóżko znajdujące się w rogu pokoju. Jak sądzę z jakiegoś powodu unikała aparatu jakby miał ją poparzyć, czy coś w tym rodzaju, sam już nie wiem... Po chwili stwierdziłem, że wystarczy już zabawy z tym programem (w końcu był on skierowany do małych dziewczynek a nie do dorosłego faceta!). Nadszedł czas na kolejne foldery. Postanowiłem, przy użyciu aplikacji cmd poszukać innych plików znajdujących się na dysku twardym. Po uruchomieniu, moim oczom ukazało się „:>_”. Ok, to było już dość dziwne – nie było tam żadnej litery oznaczającej dysk ! Wprowadziłem polecenie „start C:” . Wcisnąłem klawisz „Enter”. DOS przekazał mi tylko tyle, że „start” nie jest rozpoznane jako polecenie zewnętrzne, wewnętrzne czy też jako plik wsadowy. Po kilku sekundach program zawiesił się, a ja znów powróciłem do pulpitu. Ostatnią rzeczą do zobaczenia były więc pliki video. Po dwukrotnym kliknięciu na folder... ...Ekran momentalnie stał się czarny. Pomyślałem, że pewnie się zawiesił. Jednak w tym momencie zauważyłem mały migający punkcik w lewym górnym rogu : "_" Po krótkiej chwili, na ekranie wyświetlił się komunikat : "start :>videos01.wmv". Pojawił się film, wyświetlony w trybie pełnoekranowym. Bohaterką filmu była ta sama mała dziewczynka której zdjęcia przeglądałem przed chwilą. Uśmiechała się i trzęsła z podniecenia. Jej szczęście sprawiło, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Mimowolnie się uśmiechnąłem. Domyśliłem się, że musiała nagrywać film w czasie gdy grała w tą „ubierankę”. Na początku po prostu przesuwała paluszkami po padzie, chichocząc co chwilę. Musiała być to dla niej naprawdę dobra zabawa. Po jakiś dwóch minutach ekran znów stał się czarny na ułamek sekundy. Następnie wyświetlił się kolejny film... Tym razem dziewczynka miała na sobie różową koszulkę z odblaskowym napisem „Go Go Girl!”. Myślę, że program po prostu nagrywał ją za każdym razem, bez jej wiedzy. Poczułem się trochę nieswojo... Po co ktoś miałby właśnie tak zaprogramować zwykłą grę ? Zresztą nieważne, jeżeli folder z filmami nie zawierał niczego innego to równie dobrze mogłem wyłączyć komputer. Wcisnąłem więc przycisk zasilania... ...Laptop jednak nie zareagował w żaden sposób. Film nadal trwał, tym razem dziewczynka miała na sobie pomarańczowy topik. Uśmiechała się i chichotała jak zawsze, uznałem więc, że system sam się wyłączy po tym jak skończy wykonywać polecenie. Nie mógł przecież trwać długo. Odtwarzały się kolejne części filmu, a ja powoli zaczynałem przysypiać. Po kilkunastu cięciach jednak coś się zmieniło... ...Tym razem dziewczynka stała przed komputerem, bez żadnego wyrazu twarzy, zupełnie jakby nie odczuwała żadnych emocji... Zastanawiając się, co się tutaj do cholery dzieje, ponownie zainteresowałem się filmem. Tym razem nie wywołał on uśmiechu na mojej twarzy, mogę powiedzieć więcej – czułem się bardzo nieswojo widząc ją bez swojego zwykłego szerokiego uśmiechu... Pokój był bardzo ciemny, jedyne źródło światła to mała nocna lampka która stała na biurku. Tym razem ubrana była w białą piżamkę. Co ona ma zamiar zrobić – zastanawiałem się. Stała tam przez dobrą minutę, z tym przerażającym obojętnym wyrazem twarzy... Wpatrywałem się w nią w napięciu, jakby coś strasznego właśnie miało się wydarzyć... W tym momencie pochyliła się i spod biurka podniosła piłkę do metalu. Trzymała ją przed sobą, jakby chciała mi ją pokazać... Następnie przyłożyła ją do swojego prawego policzka... Na sam widok, skuliłem się w sobie... Co tutaj się kurwa dzieje ?! Dziewczynka powolutku zaczęła odcinać sobie część twarzy. Krew kapała jej na szyję... Powoli byłem w stanie zobaczyć jej ząbki... Po 10 sekundach było widać już wszystkie... Krew pokryła praktycznie całą jej prawą stronę ciała. W końcu dotarła do swojej dolnej szczęki... Jej policzek odpadł na ziemie z cichym łoskotem... Nadal patrzyła w kamerę bez żadnych emocji... Nie mogłem już tego wytrzymać. Wyrwałem baterię z laptopa ale film nadal trwał... Kolejne cięcie... Tym razem dziewczyna krzyczała z bólu... Prawie spadłem z krzesła – dźwięk był tak głośny... Krzyczała w agonii przez 10 sekund. Od strony drzwi było słuchać głośny stukot. Ktoś najprawdopodobniej chciał dostać się do środka. Była to kobieta, mówiła w języku, którego nie byłem w stanie zrozumieć. Waliła w drzwi z całych sił, jednak nie mogła ich otworzyć – dziewczynka musiała je w jakiś sposób zatrzasnąć. Miałem już tego dość, starałem się odłączyć monitor od zasilania jednak wyglądało jakby ktoś go zespawał go z portem. Krzyki i wrzaski trwały do następnego cięcia... Znów, jej twarz nie zdradzała żadnych emocji... Kobieta nadal łomotała w drzwi, krzycząc i nawołując swoją córeczkę. Dziewczynka znów chwyciła piłkę i przystawiła ją do swojego prawego ramienia. Na ten widok zupełnie mnie zatkało... To było okropne, niewyobrażalnie okropne i obrzydliwe... Krew lała się strumieniami... Krzyki za drzwiami zamilkły – założę się, że kobieta pobiegła po pomoc. Kiedy piła dotarła do kości, usłyszałem okropny zgrzyt od którego zjeżyły mi się włosy na całym ciele... Miałem ochotę zwymiotować. Zauważyłem że kawałek jej mięśnia utkną pomiędzy ząbkami. Wtedy nastąpiło kolejne cięcie... Po nim kolejne... Jej ubranko było już całe czerwone od krwi... Ponownie, patrzyła w monitor bez żadnych emocji... Boże... co ona ma zamiar teraz zrobić... Kobieta w tym czasie wróciła, byłem w stanie rozróżnić jeszcze dwa inne głosy, prawdopodobnie był to jej ojciec i brat. W tym momencie przyłożyła piłę do prawej części swojej główki... Słychać było głośne rytmiczne uderzenia w drzwi... Starali się je wyważyć... Dziewczynka powoli, tak jak poprzednio, przecinała swoją głowę na pół. Krew tryskała dosłownie w każdym kierunku... Jej prawe oko, wywróciło się i po chwili z oczodołu zaczęła wypływać krew... Dotarła do górnej szczęki i zaczęła torować sobie drogę przez kości i zęby... To był najgorszy dźwięk jaki kiedykolwiek w życiu usłyszałem... Wciąż czasami go słyszę, tak jak teraz... Rytmiczne uderzenia w drzwi nasilały się, jednak ja w duchu miałem nadzieję, że jednak im się nie uda – że nie będą musieli patrzeć na ten koszmarny widok... Kolejne cięcie... I kolejne... Na następnym widać było jak połowa jej główki upada na biurko... Jej oczy wypadły z oczodołów pod wpływem uderzenia. Krew dosłownie wszystko zalała... Dopiero wtedy udało im się wyważyć drzwi. Wszyscy niemal stracili przytomność na tak makabryczny widok. Ich córeczka była w kawałkach. Matka zwymiotowała i wybiegła z pokoju. Ojciec wpadł do pokoju, „złożył” jej główkę, przytulił do siebie i zawył z rozpaczy. Drugi mężczyzna, prawdopodobnie jej starszy brat, po prostu patrzył przerażony, chyba nie bardzo wiedząc co ma zrobić. Ten przerażający pokaz samookaleczenia skończył się z tym filmem i po następnym cięciu widać było tylko pusty pokój... Westchnąłem z ulgą, byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie zdawałem sobie sprawy, że było tak gorąco... Tyle pytań kłębiło mi się w głowie... - Jak to w ogóle było możliwe !? Byłem tak wystraszony, że spędziłem dobre 30 minut siedząc i wpatrując się w monitor – byłem dosłownie sparaliżowany. Wreszcie zebrałem się w sobie i wstałem... Popatrzyłem na laptop; miałem nadzieję, już po raz ostatni. Ciągle widać było pokój z łóżeczkiem... Nagle... Następne cięcie... Na ekranie pojawiła się moja twarz... Siedziałem w mojej piwnicy, używając laptopa... Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Ukryta wiadomość W czasie wojny pewien żołnierz sumiennie pisał do swej matki raz w tygodniu, aby wiedziała, że wszystko jest w porządku. Jednak pewnego tygodnia nie dostała listu i od razu zaczęła się martwić. Jakiś czas później otrzymała list od armii mówiący, że jej syn został pojmany do obozu dla więźniów wojennych, zapewnili ją jednak, że nie ma podstaw by myśleć, że Amerykańscy żołnierze są tam źle traktowani. Kilka tygodni później kobieta w końcu otrzymała list od syna: ''Droga Mamo, postaraj się o mnie nie martwić, dobrze nas traktują i zostanę wypuszczony jak tylko wojna się skończy. Pamiętaj by odkleić znaczek dla małego Teddy’ego do jego kolekcji. Kocham Cię, Joe''. Kobieta ucieszyła się z listu, ale była zdezorientowana, bo nie miała pojęcia kim jest ''mały Teddy''. Postanowiła jednak odkleić znaczek jak życzył sobie syn. Na odwrocie znaczka widniał napis: ''Oni odcięli mi nogi!'' Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Nie boisz się, prawda? Leżysz w swoim łóżku, a jednostajny szum wentylatora jest jedyną rzeczą oddzielającą Cię od absolutnej ciszy. Wiesz, że pewien rodzaj ciszy jest tak gęsty i ciężki, że jest niemal jak hałas? Ta cisza, gdzie możesz usłyszeć igłę, upadającą na drugim końcu mieszkania; ta cisza, w której Twe uszy wypełnia rytm bicia Twojego własnego serca, kiedy masz je dociśnięte do poduszki. Chodzi o ten rodzaj ciszy. Ten szum jest jedynym słyszanym przez Ciebie dźwiękiem, takim, jaki zazwyczaj jest nawet niezauważany, chyba, że tylko to słychać. To pocieszające, nieważne, czy zdajesz sobie z tego sprawę, czy też nie. Taki rodzaj białego szumu. Ale nagle w pokoju powraca temperatura ustawiona na termostacie, i szum ustaje, kiedy wentylator wydaje tępe brzęknięcie. Na swoje nieszczęście jeszcze nie śpisz i cisza zaczyna Cię ogarniać. Powinieneś był pocieszony wiedzą, że teraz możesz usłyszeć wszystko dookoła; może to zastąpić spowity ciemnością wzrok. Ale nie jesteś. Takie właśnie otoczenie umiejscawia Cię na krawędzi, powoduje przyspieszenie bicia serca, sprawia, że ciało pulsuje bez wytłumaczenia, i to ostrzega Cię, kiedy nie jesteś sam. Ale jesteś sam, racja? Leżysz tutaj, mając oczy zamknięte już prawie od 15 minut, i masz pewność, że wszystko w pokoju było w porządku nim zgasiłeś światło; bystrzak z ciebie. Te wszystkie zaliczone quizy na Facebooku upewniły Cię w tym, co i tak już wiesz, że gdybyś był bohaterem jakiegoś horroru, przetrwałbyś do końca. Już prawie ukończyłeś układanie ostrożnych planów tego, co byś zrobił w każdej sytuacji o jakiej czytałeś na forum z creepypastami. Ale to przecież bez sensu, prawda? Nie boisz się. Albo przynajmniej próbujesz tak sobie wmówić. Ale zaraz... co to było? Czy to był szelest tkaniny? Ale przecież nie zmieniłeś swojej pozycji, nie wykonałeś żadnego ruchu. Czy to Ty wydałeś ten odgłos? Nie, nie mogłeś. Leżysz sparaliżowany na łóżku, zesztywniały z niepokoju, że musiało się to przydarzyć akurat teraz. Musiałeś to sobie wyobrazić... musiałeś. Przewracasz się twarzą do ściany. Co z oczu, to z serca. Jeśli coś jest z tobą w pokoju, to to coś musi po prostu pogodzić się z tym, że jesteś teraz zbyt zmęczony, żeby cokolwiek z tym zrobić. Wciąż ogarnia Cię niepokój, i znowu słyszysz ten szelest. Tym razem, towarzyszy temu miękkie tąpnięcie na podłodze. Serce zaraz wyskoczy Ci z piersi... naprawdę to usłyszałeś? Nie, nie, nie, po prostu to sobie wyobraziłeś. Naprawdę, powinieneś przestać grać w te survivalowe horrory w nocy, to Ci miesza w głowie. Jesteś przecież racjonalną osobą, przestań zachowywać się jak dziecko i po prostu zaśnij. Zaciskasz powieki, mając cichą nadzieję, że sen niedługo nadejdzie. Praktycznie błagasz o bezpieczeństwo nieistniejącego świata snów. W pewnym sensie uciekasz; ale nic tam nie ma... prawda? Po prostu jesteś zmęczony. Wiem, wiem. Z mocno zaciśniętymi oczyma, zaczynasz się niepokoić, że niezależnie jak tego chcesz, nie możesz poruszać kończynami. No co ty, naprawdę chcesz do tego dopuścić? Ile masz lat? 12? Olej to i w końcu zaśnij. Teraz, mocniej niż poprzednio, znowu dociera do Ciebie ten irytujący dźwięk. Szelest materiału, a po nim miękkie tąpnięcie. Bezwiednie wstrzymujesz oddech, zaciskasz oczy jak tylko możesz. Dziecinnie starasz się schować pod kołdrę. Ty tylko to sobie wyobrażasz! To wszystko jest w Twojej głowie; myślę, że Ty jesteś w tym lepszy. Słyszysz głośne bicie swego serca, nie dość jednak głośne, by zagłuszyć dźwięki dochodzące z pokoju. Co to za szelest?! Może tylko jakiś papierek na podłodze. Tak, to musi być to! A to tupanie? Pewnie kot, albo pies, albo cokolwiek. Pewnie wbiegło niezauważenie zanim zamknąłeś drzwi. Tak, po prostu masz paranoję. Teraz dźwięk dochodzi ze stóp łóżka, a Ty będąc odwróconym plecami nie masz odwagi odwrócić się, żeby to sprawdzić, nie, żeby to coś pomogło; jedyne światło w twoim pokoju to słaby błysk Twojej komórki na szafce obok Ciebie. Podłączyłeś ją, zanim wpełzłeś do łóżka, pamiętasz? Ale nie masz odwagi odwrócić się i rozejrzeć; tam po prostu nic nie ma. Minuty ciągną się jak godziny, kiedy Ty leżysz z twarzą zwróconą do ściany, sztywny jak deska, niezdolny do zmuszenia Twego ciała do ruchu. Teraz nic nie słyszysz, żadnych odgłosów od kiedy to osiągnęło krawędź łóżka. Wiesz, że tam nic nie ma. To cisza. Pogrywa z Tobą. Naprawdę, powinieneś włączyć jakąś muzykę czy coś takiego, zanim położyłeś się spać. Cóż, może następnym razem. Nagle, znajome brzęknięcie rozchodzi się po pokoju, a po nim znajomy szum. Oddychasz głęboko, Twoje ciało relaksuje się, kiedy zanurzasz się w spokoju. Dzięki Bogu, to koniec, nareszcie możesz spokojnie zasnąć. Ta cisza naprawdę dobijała Cię. Przewracasz się, i otwierasz oczy, żeby sprawdzić godzinę na telefonie; musiała minąć przynajmniej godzina, od kiedy położyłeś się spać. Wita cię jego rozciągnięty od ucha do ucha uśmiech. Słabo oświetlone puste oczodoły skierowane są na Ciebie. Ach... Wciąż nie śpisz. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Deszyfrant Wiosną 2008 roku na południu Stanów Zjednoczonych krążyły emaile informujące o dziwnym fenomenie zwanym „The 4 am Killer”. W wiadomościach tych znajdowały się zazwyczaj opisy zmyślonych historii, w których to nastolatkowie mieli być mordowani pomiędzy godzinami 4:00 a 4:12. Najczęściej wyróżniały się głównie błędami gramatycznymi, kiepskimi historiami i ostrzeżeniem, że jeśli nie wyślesz tego listu 5 różnym osobom, umrzesz tak samo jak ci nastolatkowie. To wszystko było zwyczajnym gównem, w odróżnieniu do jednego specyficznego emaila, który chyba nigdy nie miał być łańcuszkiem. 4. kwietnia 2008 roku mężczyzna o imieniu Thomas Welts otrzymał wiadomość od swojego starego znajomego Richarda „Richiego” Samsona, z którym ostatni raz kontaktował się kilka lat wcześniej. Był szczególnie zaskoczony, bo nie wiedział, skąd ma on jego nowego e-maila, tym bardziej, że ostatni raz widzieli się w 1996 roku podczas ukończenia szkoły. Z resztą dla większości ludzi, którzy znali Richiego, był on raczej typem, który co jakiś czas lubił "znikać". W szkole średniej Richie był raczej dzieciakiem. Zawsze miał obsesję na punkcie rzeczy, których nie potrafił zrozumieć. Dziwną rzeczą było, że zawsze przypadkiem znajdował odpowiedzi, kiedy wracał do swoich wcześniejszych badań, a w każdym razie tak głosił jego pamiętnik. Prowadził on bowiem dziennik, gdzie zapisywał wszystko, co wiedział o danym zagadnieniu, nad którym właśnie pracował. I, prawie zawsze, rozwiązywał problem dzięki wcześniejszym zapisom. Powód, dla którego wydaje się to dziwne, to fakt, że teoretycznie musiał on podświadomie znać odpowiedź, a jego umysł podpowiadał mu poprzez notatki. Prawdą jest, że był on nieźle zakręcony i roztrzepany. Cierpiał na swego rodzaju lęk społeczny, jedynie bardzo rzadko widziano go jak z kimś rozmawiał. Przerwy obiadowe spędzał w kawiarni na ulicy niedaleko szkoły ze swoim pamiętnikiem i notesem. Spisywał wszystkie rzeczy, które rozumiał. Kilka lat wcześniej popełniono w mieście morderstwo a sprawa nie została wyjaśniona. Richie długo łamał sobie nad tym głowę. Ostatecznie odkrył kto to zrobił a nawet gdzie. Tłumaczył się tym, że wszystkie odpowiedzi na zadawane sobie pytania znalazł w swoich notatkach. Władze sprawdzały kilka razy, jednak zdawały się nie znajdywać nic takiego. Przez różne odkrycia, pamiętnik Richiego był bardzo wartościowy dla policji. Sprawy morderstw, które nie zostały rozwiązane do tej pory, znajdywały nagle wyjaśnienia. Wymiar sprawiedliwości chylił czoło. Dziennik wskazał policjantom również miejsce, gdzie zakopano biżuterię wartą 10 000 dolarów. Została ona zwrócona do sklepu jubilerskiego i stała się niejako atrakcją turystyczną. Całe miasteczko było wdzięczne za pamiętnik, zawierający 900 stron wskazówek. Na ostatnich kilku stronach była opisana tajemnicza sprawa, której Richie nigdy nie rozwiązał. Dotyczyła „Mordercy o czwartej rano” a Richard próbował sklecić jakieś wnioski. W swoim pamiętniku napisał wprawdzie, że znalazł odpowiedź, jednak jej treść nie została zapisana. Tłumaczył to tak: „postrzeganie jest rzeczywistością. Nie mogę wiedzieć wszystkiego.” W połączeniu z mailem, który wysłał Thomasowi, wszystko wydaje się trudniejsze. Od 2001 roku nie było o nim żadnych wzmianek, tak jakby go nigdzie nie było i jakby nic nie robił. Z tego powodu znalezienie Richiego było nie lada wyzwaniem. Wiadomość, którą wysłał Thomasowi 4. lipca mówiła: „Już od ośmiu di nie widzałem mojej rodziny, jestem bardzo zanipokojony. Nie wiem co robić, lecz niedługo się dowiem. Niestety. Ostatnio to widziałem… Boe drogi, jego oczy patrzły wprost na mnie… Mam wrażenie, że niedługo mnie tu uż nie bdzie, a ty musisz mi pomóc. Proszę, pomóż mi.” Nie mając zielonego pojęcia, o czym mowa, Thomas odpowiedział kilka razy na list. Kiedy nie dostał żadnej odpowiedzi, poczuł frustrację. Udał się na krótką wycieczkę do rodzinnego miasteczka Ponca City w Oklahomie. Poszedł do dawnego domu Richiego. Od tego dnia przez cztery dni nie dawał znaku życia. Jego żona zaczęła się martwić i postanowiła go poszukać. Gdy dotarła na miejsce, gdzie jej mąż miał się znajdować, pod dom Richiego, zobaczyła, że drzwi są szeroko otwarte. Gdy tylko weszła do środka, zobaczyła oparte o stół ciało swojego męża z okropną raną na szyi. Na ścianach było napisane słowo ZABIĆ. Niezliczoną ilość razy. Nie było natomiast żadnych śladów walki. Prawdopodobnie jednak największą niewiadomą był napis na ścianie. Żona rozpoznała bowiem charakter pisma swojego męża. Odciski palców również się zgadzały. Do dziś nikt nie wie, co miał oznaczać tamten e-mail. Albo dlaczego Richie go wysłał. Lecz jeśli się zastanowić, to Richie zawsze znajdował odpowiedzi, gdy czytał spisane wcześniej spostrzeżenia, czyż nie tak? To prawdopodobnie tłumaczy błędy w liście: „di” „widzałem” „zanipokojony” „Boe” „patrzły” „uż” „bdzie”, w których brakujące litery tworzą słowa NIE ŻYJĘ. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Lalki treningowe W północnej części stanu Illinois pewna firma produkująca zabawki, rozpoczęła sprzedaż "realistycznych" lalek, skierowanych do kobiet w ciąży. Miały one za zadanie zapewnić przyszłym matkom pewien rodzaj "treningu". Z całym tym wydarzeniem powiązane są dziwne wydarzenia. Lalki, zaraz po porodzie zaczynały przeraźliwie płakać. W opisie produktu zaznaczona była klauzula że gdy zabawka zacznie płakać to trzeba kołysać ją jak żywe dziecko. Reklamowany sposób jednak nie działał, lalką należało mocno potrząsnąć aby ją uspokoić. Ewentualnie, innym sposobem było "bicie" lalki, jednakże za każdym razem rodzice musieli robić to coraz mocniej i mocniej. Jedyną rzeczą która niszczyła mechanizm sterujący lalka było roztrzaskanie główki zabawki o ścianę. W tym samym czasie do Policji napływały coraz częstsze zgłoszenia od zatroskanych sąsiadów, którzy zgłaszali przypadki przemocy domowej. Gdy funkcjonariusze przyjeżdżali na miejsce, odnajdywali krwawe szczątki dziecka, rozmazane na ścianie i podłodze. W większości przypadków matka nie potrafiła zrozumieć czemu Policja nachodzi ją, ona przecież tylko "pozbyła się głupiej lalki. W większości przypadków mówiąc to, kołysała i tuliła do siebie małą, uderzająco podobną do dziecka lalkę. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Pan Szerokousty Gdy byłem dzieckiem, wraz z rodzicami nieustannie się przeprowadzaliśmy. Mówiło się nawet, że moja rodzina przypominała kroplę wody w rozległej rzece: nigdy nie potrafiliśmy zostać w jednym miejscu na dłużej. Osiedliliśmy się na Rhode Island, gdy miałem osiem lat i mieszkaliśmy tam, dopóki nie poszedłem do college'u w Colorado Springs. Większość moich wspomnień jest związana właśnie z Rhode Island, jednakże w zakątkach mojego umysłu znajdują się wspomnienia związane z różnymi domami, w których mieszkaliśmy. Większość z nich jest niewyraźna i zamazana: pamiętam pogoń za jakimś chłopcem w ogródku znajdującym się na tyłach domu w Północnej Karolinie, budowanie tratwy, którą miałem zwodować na strumieniu płynącym w pobliżu budynku w Pennsylvanii, który wynajmowaliśmy. Mam jednak kilka wspomnień, które są przejrzyste i czyste, niczym szkło. Są tak mocne, że mam wrażenie, że wydarzyły się wczoraj. Często zastanawiam się, czy nie są one tylko niezwykle wyraźnymi snami, których doświadczyłem w dzieciństwie, jednak w głębi serca wiem, że to wszystko naprawdę miało miejsce. Mieszkaliśmy w domu na przedmieściach tłocznego New Vineyard w Maine. Budynek był ogromny, a my zajmowaliśmy go tylko we trójkę. Znajdowało się w nim mnóstwo pomieszczeń, których nawet nie widziałem na oczy w czasie pięciomiesięcznego pobytu w tym domu. Pokoje te stały zupełnie puste, nie były przez nikogo używane. Można to uznać za marnotrawstwo przestrzeni, ale należy zrozumieć, że było to jedynie nasze tymczasowe miejsce zamieszkania, do czasu, aż mój tata nie dostanie lepszej posady. Dowodem takiego stanu rzeczy może być fakt, że nawet nie wypakowaliśmy się do końca; lwia część naszych rzeczy leżała w pudełkach gotowa do wyruszenia w dalszą podróż. Dzień po moich piątych urodzinach (na których byli jedynie moi rodzice) zostałem zmorzony przez nagły atak gorączki. Lekarz powiedział, że mam mononukleozę, co było równoznaczne z zaprzestaniem zabaw na podwórku i leżeniem w łóżku przez najbliższe kilka tygodni. To okropne być przywiązanym do łóżka, gdy wszystkie twoje rzeczy są spakowane w pudełka, w których mają zostać przewiezione do Pennsylvanii - miejsca, w które mieliśmy się przeprowadzić w najbliższym czasie. W rezultacie mój pokój był praktycznie pusty. Moja mama przynosiła mi napój imbirowy oraz książki kilka razy dziennie i to właśnie lektura była moim głównym źródłem rozrywki przez wiele tygodni. Mimo tego, nuda zawsze czaiła się gdzieś w kącie, gotowa zaatakować i pogłębić moją rozpacz. Nie wiem, jak dokładnie poznałem Pana Szerokoustego. Wydaje mi się, że pojawił się około tygodnia po tym, jak wykryto u mnie mononukleozę. Moje pierwsze wspomnienie związane z tym małym człowieczkiem wiązało się z pytaniem, które mu zadałem: - Jak masz na imię? Odpowiedział mi, żebym nazywał go po prostu Pan Szerokousty, z uwagi na jego nienaturalnej wielkości usta. Szczerze mówiąc cała jego twarz była nieproporcjonalna w stosunku do reszty ciała: miał wielkie oczy, nos, wykrzywione uszy. Jego usta były jednak zdecydowanie największe. - Wyglądasz jak Furby - stwierdziłem, gdy przetoczył się przez jedną z moich książek. Pan Szerokousty zatrzymał się i uraczył mnie pełnym niezrozumienia spojrzeniem. - Furby? Co to jest? - zapytał. - Zabawka - wzruszyłem ramionami. - Taki robot, którym możesz się opiekować i karmić. Zachowuje się jak żywe zwierzę. - Aha - stworek przytaknął, dając do zrozumienia, że rozumie, o czym mówię. - Nie potrzebujesz żadnego Furby. On nie zastąpi ci prawdziwego, żywego przyjaciela. Pamiętam, że Pan Szerokousty znikał za każdym razem, gdy do mojego pokoju wchodziła mama. Mówił mi, że wchodzi pod łóżko. Mówił, że tam właśnie żyje. Tłumaczył również, że nie chce, żeby moi rodzice go zauważyli, bo mogliby nie pozwolić nam razem się bawić. Nie robiliśmy wiele w pierwszych dniach naszej znajomości. Mały człowieczek przede wszystkim przeglądał moje książki, zafascynowany historiami i obrazkami. Trzeciego albo czwartego dnia Pan Szerokousty powitał mnie szczerym uśmiechem, rozlewającym się na jego twarzy. - Mam nową grę, w którą możemy zagrać - powiedział. - Tylko musimy bawić się w nią w tajemnicy przed twoją mamą. Ona nie może zobaczyć naszej gry. Jest tajemnicą. Po tym, jak mama przyniosła mi napój oraz kolejną porcję książek, Pan Szerkokousty wyciągnął mnie z łóżka i chwycił za rękę. Następnie wyprowadził mnie z mojej sypialni. - Musimy pójść do tego pokoju na końcu korytarza – mówił, wskazując na odległe drzwi. Na początku się sprzeciwiałem; moi rodzice zabraniali mi wchodzić do tego pomieszczenia. W końcu przystałem na namowy mojego małego towarzysza zabaw. W pokoju nie było żadnych mebli, na ścianach nie było żadnej tapety. Jedyną wyróżniającą się rzeczą było okno znajdujące się naprzeciwko drzwi. Stworek przebiegł szybko przez korytarz, po czym wspiął się na parapet. Pchnął mocno okno, otwierając je na oścież. Przywołał mnie następnie do siebie, namawiając, żebym wyjrzał na zewnątrz. Byliśmy na drugim piętrze domu, jednakże budynek leżał na wzgórzu, więc wysokość dzieląca drugie piętro od ziemi, była jeszcze większa, niż zwykle. - Lubię bawić się w udawanie - zaczął wyjaśniać malec. - Udaję, że tam, na dole, jest duża, miękka trampolina, po czym skaczę. Gdy wystarczająco mocno w to uwierzysz, trampolina naprawdę się tam pojawia, a ty odbijasz się od niej i trafiasz z powrotem do tego pokoju. Chcę, żebyś spróbował to zrobić. Byłem pięciolatkiem z wysoką gorączką, więc tylko nutka sceptycyzmu sprawiła, że byłem w stanie kwestionować to, co mówił mój towarzysz. - Tu jest zbyt wysoko - powiedziałem. - To część zabawy - odpowiedział mi szybko. - Z pewnością nie byłoby tak fajnie skakać na trampolinę z mniejszej wysokości. Przez chwilę zastanawiałem się głębiej nad propozycją, wyobrażając sobie samego siebie spadającego lekko jak piórko na miękką trampolinę tylko po to, żeby zaraz odbić się i wskoczyć przez okno do pokoju. Natura realisty przezwyciężyła mnie. - Może innym razem - stwierdziłem niepewnie. - Nie wiem, czy potrafiłbym wystarczająco mocno uwierzyć w trampolinę. Mogłoby mi się coś stać - dodałem szybko. Na twarz Pana Szerokoustego wstąpił grymas złości. Pojawił się tam tylko na chwilę, żeby zaraz potem ustąpić miejsca rozczarowaniu. - No, jeśli tak mówisz - powiedział, wzruszając ramionami. Resztę dnia spędził pod łóżkiem, zachowując się cicho jak myszka. Następnego ranka stworek pojawił się, ciągnąc za sobą małych rozmiarów pudełko. - Chcę cię nauczyć żonglować - oznajmił entuzjastycznie. - Tutaj znajdziesz rzeczy, którymi możesz potrenować, zanim zacznę udzielać ci lekcji - powiedział, wskazując na kartonowy pojemnik. Zobaczyłem, co znajdowało się w środku. Pudełko było po brzegi wypełnione nożami. - Rodzice by mnie zabili! - wykrzyknąłem, przerażony faktem, że Pan Szerokousty przyniósł do mojego pokoju przedmioty, których rodzice nigdy nie pozwolili mi dotykać. - Zbiliby mnie i dostałbym szlaban na rok! Człowieczek zmarszczył brwi. - Żonglowanie tym jest fajne. Chcę, żebyś spróbował - przekonywał mnie. Odepchnąłem pudełko. - Nie mogę. Wpadłbym w kłopoty. Noże to nie piłki, nie możesz nimi, ot, tak rzucać w powietrze - tłumaczyłem mu zdenerwowany. Pan Szerokie Usta zmarszczył brwi jeszcze mocniej. Chwycił swoje pudełko, po czym wślizgnął się pod łóżko, gdzie pozostał do końca dnia. Zacząłem mieć kłopoty ze snem. Mój mały towarzysz zabaw często budził mnie w środku nocy mówiąc, że postawił prawdziwą trampolinę tuż pod oknem. Mówił, że nie mogę jej zobaczyć, bo jest zbyt ciemno. Za każdym razem odmawiałem, jednak malec nie ustawał w staraniach i namawiał mnie do skoku, często siedząc przy mnie aż do rana. Nie bawiłem się z nim dobrze. Któregoś dnia moja mama weszła do pokoju mówiąc, że mam pozwolenie na wyjście na dwór. Stwierdziła, że świeże powietrze dobrze mi zrobi, zwłaszcza po tak długim okresie ciągłego leżenia w łóżku. Poderwałem się czym prędzej na równe nogi, założyłem adidasy i wybiegłem na zewnątrz, napawając się promieniami słońca, tańczącymi na mojej twarzy. Pan Szerokousty już na mnie czekał. - Chcę ci coś pokazać - powiedział. Musiał zauważyć moją minę, gdyż szybko dodał: - Spokojnie, to bezpieczne. Przysięgam. Poszedłem za nim aż do ścieżki jeleni, biegnącej przez las, znajdujący się w pobliżu mojego domu. - To wyjątkowa ścieżka - wyjaśnił. - Miałem wielu przyjaciół w twoim wieku. Kiedy byli gotowi, zabierałem ich w podróż do specjalnego miejsca właśnie tą drogą. Ty nie jesteś gotowy. Jeszcze. Mam nadzieję, że któregoś dnia będę mógł cię tam zabrać. Wróciłem do domu, zastanawiając się, cóż za niezwykłe miejsce może znajdować się na końcu tej ścieżki. Trzy tygodnie po tym, jak poznałem Pana Szerokoustego rodzice spakowali już cały nasz dobytek i byli gotowi do przeprowadzki. Wszyscy byliśmy przygotowani do drogi, następnego dnia mieliśmy wyruszać. Miałem siedzieć obok mojego taty w kabinie ciężarówki przez całą, długą drogę do Pennsylvanii. Zastanawiałem się, czy powiedzieć dziwnemu stworkowi o mojej przeprowadzce. Już jako pięciolatek zacząłem jednak podejrzewać, że intencje malca wobec mnie nie były do końca czyste, chociaż on twierdził co innego. Stwierdziłem ostatecznie, że zatrzymam mój wyjazd w tajemnicy. Mój tata i ja siedzieliśmy w ciężarówce już o czwartej rano. Ojciec miał nadzieję, że dotrzemy do Pennsylvanii w porze obiadowej następnego dnia. - Chyba nie jest dla ciebie za wcześnie? - zapytał troskliwie. Kiwnąłem głową, po czym oparłem ją o okno auta, mając nadzieję, że w tej pozycji uda mi się zaczerpnąć trochę snu. Poczułem rękę na moim ramieniu. - To ostatnia przeprowadzka, obiecuję ci. Wiem, że ciągła zmiana miejsca zamieszkania jest dla ciebie trudna, ale dostałem teraz stałą posadę, możemy więc osiedlić się na stałe, a ty możesz zdobyć nowych przyjaciół - mówił mój tata ciepłym tonem. Otworzyłem oczy i ostatni raz spojrzałem na dom. Zobaczyłem sylwetkę Pana Szerokoustego, majaczącą w oknie mojej sypialni. Stał w bezruchu, dopóki ciężarówka nie ruszyła. Dopiero wtedy zaczął machać ręką, w której dzierżył nóż. Nie odmachałem mu. Wiele lat później wróciłem do New Vineyard. Miejsce, w którym kiedyś stał nasz dom, było puste. Budynek spłonął doszczętnie jakiś czas po naszej wyprowadzce. Nie wiedzieć czemu, postanowiłem podążyć ścieżką jeleni, którą pokazał mi dziwny stworek, gdy byłem dzieckiem. Idąc leśną drogą miałem wrażenie, że Pan Szerokousty lada chwila wyskoczy zza drzewa i wystraszy mnie na śmierć. W sercu czułem jednak, że on odszedł. Był w jakiś sposób związany z domem, a gdy ten przestał istnieć, zniknął też malec. Szedłem dosyć krótko. Droga kończyła się na cmentarzu New Vineyard. Zauważyłem, że wiele nagrobków należało do dzieci. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Odważylibyście się? Pewne tajne stowarzyszenie spotyka się raz na trzy lata w małej restauracji w Zachodniej Wiriginii. Aby do niego dołączyć, musisz przyjść do restauracji "American Grill" która znajduje się w miejscowości Cricket. Bardzo ważna jest tez data i godzina - musisz stawić się tam dokładnie o godzinie 21.30, dwudziestego pierwszego września. Ubierz się w ciężki płaszcz i zielony krawat - to strój obowiązkowy!. Zamów jajka na bekonie i filiżanke kawy. Kelner odpowie Ci że śniadaniowe menu jest niedostępne. Odpowiedz mu na to że w takim razie samą kawa wystarczy. Gdy wszystko się uda będziesz miał możliwość zostania w restauracji po zamknięciu. Uczestnicy spotkania to największe umysły i filozofowie naszych czasów których jedynym tematem jest nieśmiertelność. Stowarzyszenie to nazywa się "The Socratic Method" (przyp. tłumacza nie będę tłumaczył tej nazwy bo nie widzę tutaj sensu do tego). Wznoszą swoje kubki w formie toastu zawsze na początku i na końcu spotkania wykrzykując "Śmierć Sokratesowi!". Podobno do pierwszego kubka dodaje się trochę cykuty, zaś do ostatniego dodane zostaje antidotum. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Potwory Potwory istnieją. Chociaż ty pewnie w nie nie wierzysz, uważasz, że te wszystkie wilkołaki, zmory, yeti i utopce to tylko legendy, zabobony. Ciężko nie przyznać ci racji. Ale wierz mi, że są na świecie bestie o wiele gorsze niż te mityczne monstra. Robiły rzeczy tak okrutne i popieprzone, że straszne historie z Internetu czy opowiadane przy ognisku wydają się przy nich śmieszne. I one ISTNIEJĄ NAPRWDĘ. Nie uchronisz się przed nimi chowając się pod łóżkiem czy kołdrą. Nie znikną po zapaleniu światła. Nie masz szans, żeby przed nimi uciec a one nie mają ani krzty litości. Jeśli zechcą Cię zabić lub w inny sposób skrzywdzić to nic ich nie powstrzyma. I na dodatek tych potworów jest dużo, naprawdę dużo. Około siedmiu miliardów. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Lalka Dałem jej lalkę na urodziny. Pokochała ją od razu, powiedziała że jest przepiękna, że jej włosy są takie miękkie a ubranko cudowne. Nie spuszczała jej z oczu przez wiele dni. W czasie dnia kładła ją na stole tak by mogła ją widzieć podczas sprzątania. W nocy siedziała tuż przy naszym łóżku, wpatrując się w nas swoimi wielkimi nieruchomymi oczami. Jednakże uczucia mojej żony w stosunku do l alki szybko się zmieniły. Wkrótce zauważyłem że coś ją niepokoi. Pytałem oczywiście o co chodzi, lecz ona bagatelizowała sprawę mówiąc że to nic, zwykła głupota. Lecz z dnia na dzień zamykała się w sobie jeszcze bardziej i oddalała się ode mnie. W końcu nie mogłem już tego wytrzymać. Postawiłem ultimatum, albo powie co się dzieje tu i teraz albo zabieram ją do lekarza. W końcu coś w niej pękło, szlochając powiedziała mi o wszystkim. Powiedziała że to wszystko wina lalki, ona ją przerażała. Wyznała że ciągle ma uczucie że jest przez nią obserwowana. Czasami wyglądała nawet jakby się przed chwilą poruszyła. Przestraszyłem sie nie na żarty i postanowiłem sprawdzić zabawkę. Siedziała bez ruchu na małym stoliczku w sypialni. Duże, niebieskie oczy pozostały bez zmian. Odetchnąłem z ulgą, "nie mogę pomóc" pomyślałem ale jakoś lżej mi się zrobiło. "Oczywiście że nie może sama chodzić, nie może". Odwróciłem się w stronę drzwi i już miałem wychodzić kiedy kątem oka zauważyłem mały ruch. Odwróciłem się zaintrygowany i podniosłem lalkę na wysokość mojej twarzy. Przybliżyłem moją twarz do jej i wpatrywałem się w jej oczy. Coś faktycznie się tam poruszało! Starałem się skoncentrować i zbadać to dokładniej. "Tak, na pewno coś tam się porusza" pomyślałem. Nie ruszały się bezpośrednio oczy, ruch pochodził zza nich. Zanim zdążyłem się temu dokładnie przyjrzeć, oko niespodziewanie wybuchło po czym wypadło z niego co najmniej dziesięć wijących się robaków. W szoku odrzuciłem lalkę od siebie, instynktownie się cofając. Żona która chciała się dowiedzieć co się stało, krzyczała do mnie z innego pokoju. Żeby ją uspokoić odpowiedziałem że nic się nie dzieje i żeby się nie martwiła. Wziąłem lalkę ponownie do ręki, używając chusteczki oczyściłem ją z robaków. W środku zobaczyłem ich znacznie więcej, wijących się i naciskających na skórę i zewnętrzną warstwę tworzywa sztucznego. "Za szybko" - pomyślałem wzdychając. "Miałem nadzieję że wytrzyma dłużej. Trudno będę musiał zrobić dla niej nową lalkę, może powinienem utrzymać ją przy życiu na początku, przynajmniej przez chwile. To świetna myśl, na pewno wytrzyma przynajmniej chwile dłużej". Kiedy wyrzucałem starą lalkę pomyślałem o tym jak moja żona zawsze zachwycała się blond loczkami małe Katie. Ciekawe czy ona też ma niebieskie oczy ? Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Odciski palców Gdy myjesz zęby wieczorem, kątem oka zauważasz na lustrze odciski palców. Poirytowany,chwytasz za ręcznik i próbujesz zetrzeć ślady. Jednak one nadal tam są. Przy bliższych oględzinach, zdajesz sobie sprawę, że odciski są po drugiej stronie lustra... Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

The Oppressor - dręczyciel Często przeglądam 4chan, ale przyznam, że czasem zdarzają się wyjątkowo dziwni ludzie. W zwykły, szary dzień wszedłem tam, w dział random. Jedna osoba napisała tam temat o treści podobnej do "szybko, zaraz to usuną!". Zdjęcie natomiast dołączone do obrazka było jak by zrobione z komórki, lecz po obejrzeniu filmu (bardzo długiego zresztą) szybko zrozumiałem, dlaczego. Zastanawiało mnie, dlaczego niby usuną? No, nieważne, już teraz wiem, ale powiem o tym później. Wszedłem w link. Była tam strona, która otworzyła filmik we flashu. Film już na początku wywołał u mnie niezwykle odrażającą reakcję... Zaczęło się, gdzie jakaś 'osoba' szła spacerując i nagrywając wszystko, co widzi przed sobą jakąś kamerą, czy komórką (?). Słychać było, jak chrupie śnieg tupając. Szła w kierunku lasu. W międzyczasie widać było, jak była ubrana. Nosiła na sobie czarny, gruby i podarty płaszcz. Ta osoba rzadko, ale czasami pokazywała swoje ręce, które to wystawały spod płaszcza podczas maszerowania. Gdy pierwszy raz je zobaczyłem, nieźle się przeraziłem. Ręce były granatowobrązowe i zupełnie jak by skóra na kości... Cóż, myślałem, że to fotomontaż, czy coś, ale później przekonałem się, że nie. Osoba ta szła przez las, aż dotarła do jakiegoś baraku, czy fortu, nie wiem. Wtedy kamera się zatrzymała i była tak zwana kasza. Najprawdopodobniej osoba ta nie chciała, żeby ktoś znalazł dokładną drogę, gdzie mieszka, lub przebywa, więc wyciął ten fragment... Gdy kasza minęła, słychać było spore echo tupania. Niestety, nic nie było widać. Przez minutę tak szedł... Albo wlókł się, tak to nazwę lepiej. Szedł jak by miał niesprawną jedną nogę. Minęła minuta i odskoczyłem na pół metra od monitora uderzając się półką o głowę. Istota ta pokazała swój paluch, który naciska przycisk włączający światło. Widziałem w detalach jego siną łapę. Powiem szczerze, że jemu niewiele brakowało do porównania dłoni z dłonią szkieletu. Dodatkowo coś mu zwisało... To był bandaż. Zastopowałem, by ochłonąć, po minucie oglądałem dalej. Wlókł się przez korytarz macając po drodze rury, które spowijały cały kompleks. W dali było widać kilka drzwi. Po chwili oglądania postać otworzyła jedne drzwi, a w środku leżały zwłoki, lub człowiek, który spał, nie wiem. Nie ruszał się, a naokoło była krew. Obracając kamerę zauważyłem drzwi, które w tej samej chwili to coś otworzyło. Tam był człowiek. Nagi. Błagał o litość po angielsku. To coś go zabrało do pokoju obok. Tutaj znowu kasza. Kasza trwała trzy sekundy, czyli znów wycięta treść, a później obraz powrócił. Kamera była położona na jakimś stołku. W rogu było widać, jak COŚ piłuje nogę unieruchomionego człowieka, później następną i ręce. Człowiek nie krwawił. Wyglądało na to, że COŚ zna się dobrze na anatomii i zacisnęło ręce i nogi, by się nie wykrwawił człowiek. Nie byłem w stanie tego oglądać, ONO się nad nim znęcało... Przewinąłem dalej, nie wiem, co się stało z człowiekiem, ale po przewinięciu przewinąłem jeszcze dalej, gdyż to coś weszło do innego pomieszczenia, w którym była dziewczynka i zaczął się z nią zabawiać. Myślę, że właśnie ze względu na te treści pedofilskie ten film został usunięty. Przewinąłem dalej. Postać idzie przed siebie, cała we krwi. Weszła do pokoju, coś w rodzaju łazienki. Położyła kamerę, a następnie umyła ręce. Tutaj pierwszy raz zobaczyłem twarz... Ta osoba wydawała się gnić. Była cała koloru rąk, czyli siwobrązowa. Wtedy zdęła płaszcz. Następnie zaczęła zdejmować bandaże. Zauważyłem, że pod nimi ma gnijące mięso. Po chwili podeszła do lustra. Znów potwornie się przestraszyłem, bo zobaczyłem twarz tego czegoś na wprost, patrzącego się w centrum kamery - czyli jakby mi w oczy. Skóra wydawała się gnić, to coś dyszało, nie miało nosa, tylko dwie dziurki. Pewnie nos odpadł... Zrozumiałem, że tej osobie niewiele zostało życia, nie myliłem się. Po chwili on upadł i leżał. Minęło pół godziny filmu - cały czas leżał nieruchomo. Pod koniec filmu słychać było pisk jakby pustej baterii. Po chwili film się skończył. Ręce mi się trzęsły po obejrzeniu tego filmu, dałem link od razu kilku znajomym, lecz okazało się, że zamiast filmu był napis "This video has been removed. ". Ja sam głupi zamknąłem wcześniej przeglądarkę ze strachu, więc i plik tymczasowy filmu przepadł ze względu na włączoną opcję czyszczenia wszystkiego po zamknięciu przeglądarki. Cóż, legenda głosi, że to, co dostanie się na internet, już z niego nie wychodzi, więc... Kto szuka ten znajdzie. Film nazywał się "The OPPRESSOR" - szyk małych i dużych liter zostawiłem dokładnie taki, jaki był tytuł. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

MISSINGO Wiecie skąd wziął się błąd w Pokemon Blue, który umożliwia spotkanie tajemniczego pokemona zwanego Missingno? Zastanawialiście się, dlaczego pojawiał się tylko w wersjach Blue i Red, ale nie było go w późniejszej wersji Green? Mam pewną teorię, która może to wyjaśnić. Wszystko zaczęło się jeszcze podczas tworzenia gry, w biurze programistów. Projektanci pracowali właśnie nad wersją Blue, kiedy usłyszeli dziwne hałasy. To coś mówiło, ale żaden z programistów nie był w stanie zrozumieć jego słów. Głos stawał się coraz głośniejszy, a jego źródło zaczęło zbliżać się do jednego z pracowników o nazwisku Takenori ta. Wystraszony Takenori zapytał "Czego chcesz!?". W tym momencie ta rzecz nagle ukazała swoje oblicze. Okazało się, że przypomina chłopca, ucznia pobliskiej szkoły. Wyglądałby całkiem normalnie, gdyby nie to, że był cały poplamiony krwią, a jego oczy lśniły czerwienią. Co kilka sekund powtarzał jakieś dziwne słowa, które brzmiały jak "zabić radość". Chwilę później zrobiło się jeszcze bardziej niepokojąco, kiedy zaczął wypowiadać zdanie "Missingno, nazywam się Missingno, człowiek bez numeru urodzenia" Takenori nerwowo zapytał "Jaki numer urodzenia?", na co chłopiec odpowiedział "To numer dnia, w którym się urodziłeś. Tak jak ty urodziłeś się 31 marca 1965 roku, więc twój numer wynosi 33165. Ja nie mam numeru urodzenia, byłem tylko płodem, którego matka została zamordowana. Siłą wyciągnęli mnie z jej brzucha, po tym jak ją zabili." - Dlaczego tu jesteś!? Cz-czego od nas chcesz!? - wykrzyczał przerażony Takenori. - Zaprogramuj mnie w grze jako Missingno, aby inni też mogli poczuć mój ból! - krzyknął intruz. - Co masz na myśli? - spytał programista. - Ich dane będą uszkadzane, kiedy mnie zobaczą. Wtedy zrozumieją, co mnie spotkało, dowiedzą się, że wszystko co dobre, może być łatwo zniszczone. - stanowczo rzekł Missingno. Takenori od razu zgodził się umieścić ducha w grze. Z jakichś powodów wiedział, co by się stało, gdyby odmówił. Reszta programistów odradzała mu tego, ale on i tak to zrobił. Pracował przez kilka dni, a gdy było po wszystkim, zagroził kolegom, aby NIGDY nikomu nie mówić o tym, co się wydarzyło. Twarz Takenoriego każdego dnia stawała się bledsza. W końcu zachorował, okazało się, że nie spał od czasu wizyty Missingno. Satoshi Tajiri (twórca gier Pokemon i sponsor wytwórnii Game Freak) jednego dnia polecił Takenoriemu, aby wziął dzień urlopu, jednak w odpowiedzi ten zaczął przeraźliwie krzyczeć "NIE, NIE MOGĘ!!! ZOSTAW MNIE W SPOKOJU! JESTEM ZAJĘTY!!!". Satoshi uspokoił kolegę i zaprosił go na lunch. Takenori zgodził się na wyjście i udali się do pobliskiej kawiarnii. Programista chętnie rozmawiał z Satoshim, jednak ani słowem nie wspomniał o Missingno. Swój wygląd oraz zmęczenie Takenori wyjaśnił brakiem snu wywołanym rzekomą chorobą swoich dzieci, które złapały grypę jeżdząć samochodem z opuszczonymi oknami w deszczowy dzień. Satoshi od razu zapytał "Kto do cholery otwiera okna w deszcz? Chyba ci odbiło, Takenori!". Programista nie rozumiał, dlaczego szef miał o to do niego takie pretensje. Kilka dni po premierze gry, Takenori obudził się w środku nocy. Gdy otworzył oczy, zobaczył pochylającego się nad nim Missingno, gdy ten rzekł "Źle to zrobiłeś! Kiedy pojawiam się w grze, powinien nastąpić błąd, który niszczy grę na zawsze!". - Nie karz mnie!!! Ja nie wiedziałem!! Proszę, nie!!! - krzyczał mężczyzna. - Nie zrobię ci krzywdy, ale odnajdę wszystkich, którzy grali w tę grę i od teraz będę się ukazywał w każdej z nich! Wszystkie te dzieci będą mogły podziękować panu ta za zaprogramowanie tak wspaniałej klątwy. - odpowiedział Missingno. Takenori już tylko stał w swoim pokoju. Nagle przerwócił się, a jego oczy wypełniły się łzami. "DLACZEGO!? DLACZEGO!?!?" rozpaczliwie krzyczał. Z ciemności zaczęła wyłaniać się rodzina programisty. Jego najbliżsi przez około minutę mówili i robili dziwne rzeczy, jakby nie byli sobą. Jego syn zapytał "Dlaczego to zrobiłeś, tatusiu?", po czym jego twarz nagle zniknęła. Jego córeczka zdjęła koszulkę i wydrapała na swoim ciele napis "Tato, zmusiłeś mnie do tego!". Jego żona wyglądała jakby została powieszona na znajdującym się na suficie wentylatorze, jej zwisające ciało obracało się niczym karuzela.Takenori krzyknął "STOP!! PROSZĘ PRZESTAŃ!!!" i wtedy się obudził. Od razu zdał sobie sprawę, że jego rodzinie nic nie jest. Uznał, że to jakaś choroba psychiczna. Postanowił odwiedzić szpital. W końcu przybył lekarz, aby go przebadać. Po wszystkim doktor wypisał mu receptę. Jakiś czas potem mężczyzna zorientował się, że na wydanej karcie widnieje napis "Witaj, żyjmy w radości... Zostałeś ostrzeżony, nie dotrzymałeś umowy, więc chcę cię zabić, ale nie mogę. Pozdrawiam, Płód.". Takenori wiedział, że nie mógłby tego zrobić. Teraz wolałby umrzeć niż patrzeć, jak tysiące dzieci dosięga klątwa. Wiedział, że samobójstwo nic nie da, jest skazany na życie ze świadomością szkód, które spowodował. Gracze, którzy widzieli Missingno do teraz zastanawiają się, skąd się tam wziął. Dzieci tracą swoje save'y, kiedy próbują złapać ducha wewnątrz gry, a on sam teraz wie, gdzie ich szukać. Niektórzy twierdzą, że szkielet Kabutopsa przedstawia prawdziwą budowę Missingno. Niektórzy sądzą, że kryje się on w Aerodactylu. Obecny wygląd ducha został stworzony przez Takenoriego i nie przypomina kształtem człowieka, ponieważ programista stwierdził, że gdyby dzieciaki ujrzały jego prawdziwy wygląd, mogłyby być przerażone. Takenori miał zbyt dobre serce, aby to zrobić. Kilka innych pokemonów-błędów jak Bulbasaur, Charizard, Squirtle itp. na wysokich poziomach są uznawane za klony Missingno, które on sam stworzył, aby psuć dzieciom zabawę z grą. Sam Takenori nie ma z nimi ponoć nic wspólnego. Inni twierdzą z kolei, że reszta pokemonów-błędów są dziełem kolejnego programisty, którego nawiedzał Missingno. Kto wie, co tak naprawdę się wydarzyło. Może to nie Takenori stworzył Missingno, a ktoś inny? Kto wie.. Kliknij, aby przejść do źródła.


klasyczne creepypasty - krótkie, mocne, zaskakujące, część 3

Kocham ją Pamiętam dzień w którym się poznaliśmy. Siedziała obok mnie na zajęciach matematyki. Rozmawialiśmy ze sobą codziennie przez całe zajęcia. Jej śmiech napełniał mnie ciepłem. Jej głos mnie pocieszał i działał kojąco. Kocham ją. Pamiętam naszą pierwszą randkę. Wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem siedząc naprzeciwko przy stole. Wpatrzony w jej przepiękne oczy, tak samo jak ona w moje. Te cudowne oczy. Jej śmiech i piękny uśmiech przekazywały mi wszystkie jej szczere uczucia. Kocham ją. Pamiętam dzień zaręczyn. Jedliśmy razem z jej rodzicami kolację. Przyklęknąłem na prawe kolano i spojrzałem do góry w jej przepiękne oczy, we łzach których mogłem dostrzec światło świec. Jej piękny uśmiech, kiedy powiedziała mi „tak”. Ohh, kocham ją bardzo. Pamiętam nasz ślub. Ona w tej uroczystej, słodkiej, białej sukience, uśmiechająca się do mnie tym perfekcyjnym, ciepłym uśmiechem. Jej oczy wpatrzone w moje tak samo jak moje w jej. Ten sposób w jaki wymawiała sakramentalne „tak ”. Kocham ją. Pamiętam nasz miesiąc miodowy. Kiedy leżeliśmy razem w łóżku, jej piękne oczy patrzyły i widziały jedynie mnie. Jej ciepły uśmiech napełniał mnie radością. Kiedy pojawiły się w jej oczach iskierki, kiedy mówiliśmy o naszym wspólnym życiu. Kocham ją. Pamiętam naszą pierwszą kłótnię. Sposób w jaki na mnie krzyczała sprawiał, że czułem się smutny, a brak jej uśmiechu sprawiał mi ból, czułem zimno i samotność. Ale jej oczy, wpatrując się we mnie, przypominały mi lepsze czasy, piękne czasy. Kocham ją. Pamiętam tą noc, kiedy mnie zabiła. Sposób w jaki obudził mnie nóż wbity w gardło, uniemożliwiający mowę. Wcale nie było mi źle, patrzyłem jej prosto w oczy. Było mi zimno, ale ona dalej napełniała mnie ciepłem. I te jej oczy. Były ostatnią rzeczą, jaką widziałem zanim wpadłem w otchłań. Dalej ją kocham. Dzisiejsza noc. Kiedy stoję nad jej łóżkiem i widzę jej śpiącą postać. Jej piękne oczy za powiekami. Spoglądają dalej w głąb moich, tak jak robiły to już tysiące razy wcześniej. Tylko teraz to moja kolej na uśmiech. Uśmiecham się czuło i ciepło jak niegdyś ona, trzymając w ręku nóż. Dalej ją kocham. Pozostaniemy ze sobą na wieki… Kliknij, aby przejść do źródła.


Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

5- no to, to mnie szokowało
Odpowiedz
Kompletnie bez sensu. Brak jakiegokolwiek ciągu przyczyna- skutek.
Odpowiedz
4... No! Wrzeszcie dobra creepypasta z rozszerzeniem .exe!
Odpowiedz
Rozgryzłam :D
Odpowiedz
O kurwa 3 PODOBNE DO MNIE!!!!!!!!!!!!!!!
Odpowiedz
4. "Każdy z nas może usunąć wszystkie ikony z pulpitu, ale trzeba być bardzo dobrze wyszkolonym hakerem aby zrobić to samo z przyciskiem „start”." Sorry, ale NIE xD
Odpowiedz
11. Całe życie szukamy potworów pod łóżkiem, kiedy tak naprawdę one są w nas. Amen ✋
Odpowiedz
6 - prawdziwe jak cholera. Może prócz końca :D
Odpowiedz
10 (Odważylibyście się?) - 21 września, dzień moich urodzin i akurat dziś po raz pierwszy przeczytałem tę pastę... Kto leci ze mną do Wirginii? :D
Odpowiedz
O co chodzi w 9 (10 (generalnie w tym gdzie ta restauracja była))?
Odpowiedz
Sokrates umarł, będąc otrutym cykutą
Odpowiedz
niektóre baaaaaaaaaaaaaardzo długie
Odpowiedz
Ten chłopak w przeklętym malowidle wygląda jak mój mały kuzyn
Odpowiedz
nr 6 pierwsze skojarzenie slender man
Odpowiedz
oco chodzi w 16 ?
Odpowiedz
11. Najlepszy creep wszechczasów i najbardziej prawdziwy.
Odpowiedz
To z lalkami i dziećmi mnie rozjebalo emocjonalnie ;-; Może dlateog że nienawidze lalek.. boje sie ich xd
Odpowiedz
Słabe w porównaniu do poprzednich części :/ "Krótkie" też za bardzo nie były, może kilka :/
Odpowiedz
Czy w 3 napisane były fakty, czy też to tylko zwykła pasta? Bo muszę przyznać, że napisane bardzo... hm.. realistycznie?
Odpowiedz
O co chodzi w 12?
Odpowiedz
Ojciec tej dziewczynki robił lalki z żywych dziewczynek
Odpowiedz
wydaje mi sie, ze chodzi o to, ze ten facet porywa male dziewczynki i je zabija i daje je swojej zonie, lecz ona mysli, ze to lalki. chyba o to chodzi, ale nie jestem pewna.
Odpowiedz
Wiktor Nowicki Każdemu się zdążą daj spokój.
Odpowiedz
Numer 6. Mózg rozwalony. Czułam się tak jakbym sama była tą osobą w łużku. Do tej pory serce wali mi jak szalone.
Odpowiedz
Łóżku bo łoże.
Odpowiedz
Zajebiste, 4 mnie przerazilo
Odpowiedz
Czytałam już wszystkie. Podczas "Kobiety bez wyrazu" mogłam sobie to wyobrazić, co jest plusem. Średnia ocena wszystkich creepypast tutaj to 7,5/10.
Odpowiedz
Nie wiem czy wiesz, ale jestem człowiekiem. I mam prawo wyrażać swoje opinie.
Odpowiedz
11- nie jestem potworem
Odpowiedz
wiem
Odpowiedz
To miało być krótkie...
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje