Historia

Rain, rain - go away...

within123 6 4 lata temu 5 610 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Spojrzałam w niebo. Promienie słońca zmusiły mnie do zmrużenia oczu. Nieopodal było słychać odgłosy pełne radości. Skierowałam się w tamtą stronę. Stojąc na pagórku w dole ujrzałam czwórkę dzieci bawiących się na placu zabaw. Każde z nich było takie uśmiechnięte, takie… szczęśliwe. Rozejrzałam się. Nie zauważyłam nikogo dorosłego w zasięgu mojego wzroku. Natomiast zauważyłam parasolki spoczywające nieopodal huśtawek. Parsknęłam. Zacisnęłam mocno pięści. Pomimo panującego lata, zimny podmuch powietrza otarł się o moją skórę. Zamknęłam oczy a uśmiech zagościł na mojej twarzy. „No tak, zapowiadali deszcz”.

Uchyliłam powieki. W oka mgnieniu niebo pociemniało. Masywne czarne chmury opatuliły błękitne niebo. Grzmot! Burza przyszła tak nieoczekiwanie… jaka szkoda. Dzieciaki uniosły swoje małe główki w stronę nieba. Małymi, niezdarnymi kroczkami podbiegły do huśtawek. Każde z nich chwyciło swoją parasolkę i zaczęło biec w stronę domów. Otworzyłam szerzej oczy i spojrzałam dokładnie na grupkę uciekających przed burzą bachorów. Nic w tej chwili nie było w stanie zetrzeć mi uśmiechu z twarzy. Otworzyłam lekko usta. Natychmiast je zamknęłam, powstrzymując wybuch śmiechu spowodowany ujrzanymi zdarzeniami.

„Rain, rain - go away…”

Rudowłosa dziewczynka kurczowo trzymając w swojej rączce parasol potknęła się o krawężnik. Jej palce zwolniły uścisk i wypuściły z dłoni parasol. Ten poleciał w dół, odbijając się metalową końcówką o chodnik. Dziewczynka też leciała w dół. Parasol uderzając o chodnik zmienił trajektorię lotu. Krew trysnęła na bruk kiedy metalowa końcówka przebiła oczodół rudowłosej dziewuszki.

„… Come again another day”.

Krzyki. Kojące mą duszę krzyki dzieci, widzących jak ich koleżanka umiera w kałuży krwi pieściły me uszy. Z wrzaskami dobiegającymi z ich płuc zaczęły ponownie uciekać. Lecz teraz nie były wystraszone jedynie perspektywą zmoknięcia na deszczu. Zaczęło padać.

„Rain, rain – go away…”

Mały pulchny chłopiec biegnący na samym tyle upuścił swój parasol. Ten wydał głuchy dźwięk lądując w powstającej kałuży. Jego pulchne paluszki całe mokre od deszczu wypuściły również zabawkową piłkę. Ta spadła pod same nogi dziecka. Grubasek robiąc krok stanął na niej. Kiedy on leciał w tył, piłka wystrzeliła przed siebie. Podczas upadku jego głowa natrafiła na pozostałości po szklanej butelce po piwie. Dwójka uciekających ślepo dzieci nie usłyszała jego jęku i nie zobaczyły krwi wylewającej się z ust prosto na ziemię.

„… Come again another day”.

„Co to za ludzie, którzy piją nieopodal placu zabaw. A na dodatek zostawiają tulipany na ziemi. Zwykli pijacy… jednakże to wina tych, którzy mają obowiązek sprzątać ten park. Biedne dziecko” – pomyślałam. Cichy odgłos, który miał być chichotem przedarł się przez moje wargi.

„Rain, rain – go away…”

Lecąca przed siebie piłka trafiła w plecy dziewczynki trzymającej skakankę. Mała czarnulka zachwiała się ale biegła dalej. Chłopiec biegnący przed nią upuścił swój parasol, chcąc uciekać szybciej niż dotychczas. Dziewczynka chciała coś krzyknąć do niego ale potknęła się ponownie, tym razem o swoje nogi, stawiając je krzywo. Wypuściła z dłoni jedną rączkę skakanki, która poszybowała w przód. Końcówka trafiła pod nogi chłopca. Stanął na niej. W tym samym momencie czarnulka wstała i co za tym idzie pociągnęła za sobą rozciągniętą zabawkę. Śliska, uciekająca rączka skakanki pod stopami chłopczyka sprawiła, że ten poleciał w przód. Mała główka roztrzaskała się o krawężnik. Krew trysnęła obficie z jego buzi, w której brakowało wielu zębów.

„… Come again another day”.

Krzyk przeobrażający się w pisk małej dziewczynki był błogosławieństwem dla moich bębenków. Spojrzałam na nią szeroko rozwartymi oczyma. Moje usta były rozdziawione. Strużka śliny spływała mi po brodzie. Zmrużyłam oczy. Grymas pojawił się na mojej twarzy. Grzmot oświetlił twarz przerażonej dziewczynki, która znowu zaczęła uciekać. Tym razem nie mogłam liczyć na… przychylność losu.

„Rain, rain – go away…”

Zbiegłam z pagórka i pognałam w jej stronę. Minęłam huśtawki, karuzelę, zjeżdżalnię. A także trzy ciała małych dzieci leżące nieopodal placu zabaw. O mało nie zachłysnęłam się powstrzymując kolejny napad szaleńczego śmiechu. Dogoniłam czarnulkę. Szybko stanęłam przed nią i rozłożyłam ramiona w geście jasno świadczącym, że dalej nie pójdzie.

- Kim jesteś!? – załkała mała.

- Spokojnie. Ja też. Bardzo lubię się bawić. Szczególnie w deszczu – Jąkałam się, będąc mocno podniecona. Tym razem nie mogłam się opanować i wybuchłam śmiechem.

Krzyk małego dziecka rozległ się po całym osiedlu.

„… Come again another day”.

Przechadzałam się ulicami brudnego miasta. Minęłam kiosk. Rzuciłam szybkie spojrzenie na nagłówek gazety. Od tygodnia miasto żyło tylko jednym zdarzeniem. „Okrutne morderstwo na placu zabaw!”, „Morderca dzieci! Okrutnie zabił całą czwórkę. Jedno z nich powiesił na skakance przywiązanej do drzewa!”. „Policja nie ma żadnych poszlak…”, „Morderca… dzieci…śmierć…”. Takie nagłówki widniały na każdej prasie od kilku dni. Uśmiechnęłam się szeroko. Spojrzałam w stronę nieba. Promienie światła ugodziły mój wzrok. Odruchowo spuściłam głowę, wbijając wzrok w chodnik. Nie przestając się uśmiechać pomyślałam o swoim marzeniu. Zawsze chciałam być jak moja matka. Chciałam być opiekunką, usypiającą dzieci podczas burzy do snu, tak samo jak ona usypiała mnie. Chciałam śpiewać im tą piękną melodię do snu… szybko wyrzuciłam z głowy to jakże błahe sformułowanie, że byłby to ich „wieczny sen”. Idąc tak ulicami obskurnego miasta, cichutko zanuciłam sobie pod nosem:

„Rain, rain, come again, little girl wants to play”.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Dosyć naciągane, że trójka dzieci jednocześnie się zabiła.
Odpowiedz
do tej pory bardzo lubiłam deszcz...
Odpowiedz
Rain, rain, come faster, little Hanna wants to play~
Odpowiedz
Paula Niedziela moim zdaniem nie zawsze musi być wartka akcja, żeby przestaszyć czytelnika... najbardziej przerażające w opowiadaniu jest to, iż czyta się go jak prawdziwą historię... widać w nim jak z pozoru błahe rzeczy mogą doprowadzić do tragedii... co do końcówki... ma sens... pomyśl sobie tylko, że na pobliskim placu zabaw czy też podwórku siedzi sobie jakiś dorosły osobnik... którego podnieca oglądanie śmierci innych bądź jej zadawanie... a teraz zobacz w statystyki ile dzieciaków rocznie znika bez śladu... opisy śmierci dzieciaków są po prostu realistyczne, bo tylko w filmach krew rozbryzguje sie na prawo i lewo :)
Odpowiedz
http://straszne-historie.pl/story/11516-Pink-Fluffy-Unicorns <- Oto i pasta mego przyjaciela, wbijać i czytać o... kucykach!
Odpowiedz
Nie chcę brudzić tekstu powyżej, więc piszę to co muszę w komentarzu - Ta CP została zrodzona z inicjatywy mojego przyjaciela. Zaproponował, że oboje wyślemy sobie jakiś filmik na YT i na jego podstawie napiszemy paste. Otrzymałem takie coś https://www.youtube.com/watch?v=Zu6o23Pu0Do Na podstawie tego filmiku musiała powstać ta pasta. That's all. Hope you like this! Do końca tygodnia ma pojawić się pasta oparta na wysłanym przeze mnie filmiku ;) Keep waitin' *^*
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje