Historia

Wymiotuję włosami

ryhmus 0 5 lat temu 761 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Poprzedni rok nie był dla mnie udany. Mógłbym rzec nawet, iż był fatalny. Czy najgorszy w moim życiu? Cóż, na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć jednak sądzę, że zaliczałby się do mojej listy „Top 5 najgorszych lat”. A zaczęło się zupełnie niewinnie. Już na początku lutego straciłem pracę. „Praca gówniana, niech spieprzają”, myślałem wtedy. I tak chciałem ją zmienić. Sami rozumiecie… Zarabiałem nędzne grosze a i klimat w tej spelunie był nie do zniesienia. Pracowałem jako barman w niewielkim barze, gdzie oprócz frytek czy hamburgera z przeterminowanego mięsa można było się napić rozcieńczanego piwa. Szef był fiutem, a moja przełożona chyba bardzo go lubiła, gdyż co miesiąc oboje znikali na kilka dni w ramach „wyjazdu służbowego”. Nie wnikałem, ja fiutów nie lubię zatem o dodatkowych premiach mogłem zapomnieć. Ale stało się, straciłem tą renomowaną pozycję a Świat kręcił się dalej. Przez następne cztery miesiące nie mogłem niczego innego znaleźć. Rynek pracy nie był dla mnie łaskawy, co innego życie prywatne. Dotychczas ja, zatwardziały kawaler w wieku 32 lat znalazłem ją. Nazywała się Sabrina i uwierzcie mi na słowo, była istną diablicą. Ale o tym później. Chciałem się jeszcze do czegoś przyznać… Widzicie, nie byłem z Wami do końca szczery z tym moim kawalerstwem. Nie mogłem znaleźć kobiety przez dwa powody. Cierpiałem bowiem na choroby. Nic poważnego, to znaczy ja tak uważałem. Trichotillomania i trichofagia- dwie bliźniaczki, które spieprzyły mi zupełnie relacje z kobietami. W prostych słowach ujmując przez pierwszą z nich czułem nieodpartą chęć wyrywania sobie włosów z głowy, brwi czy innych części ciała. Niby nic, mógłbym zawsze się tłumaczyć pilną higieną czy po prostu łysieniem. Natomiast druga choroba… Ooo, to już coś o wiele ciekawszego. Otóż gdy wyrwałem te włosy musiałem je zjeść. Dosłownie. Czuję nieodpartą chęć jedzenia włosów, ale cóż. Życie tak rozdało karty, a ja miałem parę dwójek.

Po dość długim dla mnie okresie pozostawania w roli „bezrobotnego” w końcu udało mi się znaleźć coś interesującego. Zostałem zatrudniony w niewielkim warsztacie zajmującym się ręcznym ozdabianiem naczyń, mebli itp. Pieniążki były trochę większe niż w barze a i szef okazał się być porządnym gościem. Początkowy okres nie był dla mnie najlepszy, uczyłem się wielu technik, jednak z czasem załapałem i połknąłem bakcyla. W życiu bym sobie nie wyobrażał, że mógłbym się zajmować czymś takim, ale życie prowadzi nas krętymi ścieżkami, prawda? W życiu osobistym również układało mi się nieźle. Sabrina pokochała mnie mimo moich ułomności. Zamieszkaliśmy razem w moim mieszkaniu jakoś pod koniec jesieni. Wspomniałem na wstępie, że była diablicą, prawda? Otóż tak, jednakże w pozytywnym, o ile takie istnieje, znaczeniu tego słowa. Za dnia sprawiała wrażenie idealnej żony, w nocy zaś budziły się w niej demony. Cholernie mi się to podobało. Podczas seksu wyprawialiśmy takie rzeczy… Cóż, szczegóły zachowam dla siebie. Uwierzcie mi jednak na słowo, że każda sekunda z tą kobietą sprawiała, iż czułem się najszczęśliwszym człowiekiem na Świecie. A najlepsze jest to, że nie musiałem się kryć ze swoimi chorobami. Zaczęło się zupełnie niewinnie. Podczas jednej nocy trochę za mocno szarpnąłem za jej włosy. Sabrina odwróciła się ku mnie ze złowrogą miną, ja jednak nie mogłem oderwać wzroku od jej włosów, które zostały mi w garści. Nie było ich wiele, zaledwie kilka . Chciałem je spróbować, o tak. Wsadziłem sobie jednego do ust i zacząłem powoli przeżuwać. Sabrina patrzyła na mnie oniemiała i szybko wstała z łóżka. Pospiesznie okryła się kocem i z wyrzutem zapytała:

- Przepraszam… Co Ty do cholery robisz?

Wierzcie mi, chyba nigdy nie czułem się gorzej. Ten czas musiał w końcu nadejść, zatem wytłumaczyłem jej dokładnie co mi dolega. Podkreślałem akcent na „to nic wielkiego” oraz „przysięgam, nie masz się czego obawiać” i poskutkowało. Oczywiście nie przyszło to szybko, z czasem jednak zaakceptowała taką postać rzeczy. Dlatego ją kochałem, Boże! Tak bardzo ją kochałem. Każde jej spojrzenie, każdy zapach oraz dotyk sprawiał mi niesamowitą radość. Byłem w końcu szczęśliwym człowiekiem u którego boku stała silna i piękna kobieta. Do czasu… Sielanka trwała może ze trzy tygodnie. Później nastała zima. Zeszłoroczna była wyjątkowo paskudna. Śnieg zaczął padać już na początku grudnia i zdawało się, że z dnia na dzień jego opady wzrastały. Kierowcy jak co roku nie byli przygotowani na śliskie drogi, ja zaś nie byłem gotowy na to, co się ma wydarzyć. Pewnego wieczora Sabrina podeszła do mnie z niezwykle tajemniczą miną. Czułem, że coś przede mną ukrywa.

- Kochanie ja… Muszę Ci coś powiedzieć.

- Tak? – zacząłem niepewnie.

- Widzisz, bo ja… Jestem w ciąży.

Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem. Trzy tygodnie sielanki, może miesiąc… I już zostanę ojcem? Przyznam szczerze, że mnie zamurowało. Sabrina patrzyła na mnie oczami pełnymi łez i wyczekiwała. Słowa więzły mi w gardle, dłonie zaczęły się nienaturalnie mocno pocić. Przeprosiłem ją na moment i pobiegłem do łazienki. Wymioty, w przeciwieństwie do słów, obficie wypłynęły na Świat zewnętrzny. W głowie mi wirowało, zupełnie ta informacja mnie przerosła. „Ja… Ojcem? To niemożliwie, nie… To nie może być prawda!”. Spuściłem wodę w toalecie i spoglądając, jak ostatnie włosy płyną z wirem prosto do kanalizacji wyszedłem porozmawiać z moją kobietą.

Tej nocy nie spałem dobrze. Śnił mi się ciemny pokój, a w nim kołyska. Mała, drewniana kołyska z jeszcze mniejszym brzdącem w środku. W pomieszczeniu panował półmrok, jednak w kącie mogłem dostrzec kontur czyjejś postaci. Zbliżyłem się do niego powoli zupełnie nie zważając na małe dziecko, które prawdopodobnie było moje. Nie chciałem na nie patrzeć, czułem wręcz wstręt. Zbliżywszy się do kucającej postaci z kąta pokoju poczułem nieziemski zapach. Zupełnie jakby włosy Sabriny. Wyciągnąłem rękę, gdy wtem postać się obróciła. To byłem ja tylko, że całkowicie łysy i blady. Zamiast oczu miałem dwie ciemne plamy, a wargi przecięte jakby nożem, od ucha do ucha. Dosłownie. Z ust wypływała mi krew, a wokół na podłodze rozrzucone były włosy. Jakby ktoś ściął olbrzymią ilość włosów i zapomniał posprzątać. Obudziłem się z krzykiem i spojrzałem na łóżko. Sabriny w nim nie było. Pospiesznie wstałem i chaotycznie wszcząłem poszukiwania swojej kobiety. Momentalnie zrobiło mi się niedobrze. Podbiegłem do łazienki i zwymiotowałem. To były włosy Sabriny. Poznałem je doskonale. Nie przypominałem sobie jednak, abyśmy tej nocy uprawiali seks. Coś było cholernie nie tak. Poszedłem do kuchni z zamiarem napicia się czegoś zimnego. Chciałem się uspokoić i spokojnie ustalić plan działania. Zadzwoniłem więc na policję…

- Dobrze, resztę już wiemy. Masz coś jeszcze do dodania?

- Wiecie, ja… Nie wiem, dlaczego. No Wy jesteście od tego, by to zrozumieć. Ja ją kochałem, ale bałem się bycia ojcem.

- Czyli nic z tej nocy nie pamiętasz, tak?

- Pamiętam… Coś śliskiego. Bawiłem się tym, obracałem. Chyba nawet piłem wodę. Ale nie jestem pewien.

- Czy to o to może chodzić? – policjant wskazał na miskę, chyba. Nigdy jej wcześniej nie widziałem.

- Może, nie wiem. A skąd to się wzięło u mnie w mieszkaniu?

- Przyjrzyj się jej dokładniej.

Rzuciłem okiem na naczynie. Wyglądało dość solidnie, jednak w dotyku było trochę chropowate. W jednej chwili poczułem, że treść żołądka podjeżdża mi do gardła. Zwymiotowałem momentalnie, na tę miskę. Wymiotowałem włosami.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje