Historia

Człowiek z łomem

bartek1121998! 1 4 lata temu 463 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

To zdarzyło się naprawdę.

Było to około 22:00. Miałem wtedy 12 lat.

Leżałem na swojej wersalce, czekając aż nadejdzie sen. Po drugiej stronie pokoju spała moja starsza siostra, a w pokoju obok, zaraz za ścianą - tata. Kilka godzin wcześniej obejrzałem horror o tytule "Klątwa". Oczywiście napędził mi niezłego strachu, tak że bałem się ciemności i najcichszego dźwięku. Jak można się było spodziewać, po paru minutach ogarnęła mnie senność. Obudził mnie grzmot na zewnątrz. Zbliżała się burza. Tylko tego tu brakuje - myślałem, ale nie to okazało się najgorsze jak się okazało kilka sekund później. Światło z latarni ulicznych, które wpadało przez okno i zdawało się, że dawało mi ochronę, zgasło. Dla mnie to było za dużo. Zerwałem się spod kołdry i pobiegłem do osoby, która (a przynajmniej tak myślałem), zapewni mi bezpieczeństwo przed wszystkim tym, co kryje się w mroku. Był nią mój tata. Położyłem się koło niego i zasnąłem. Po jakimś czasie zacząłem przesuwać ręką w miejscu, gdzie powinien leżeć mój opiekun. Nikogo tam nie było. Za to usłyszałem chrapanie z posłania, które opuściłem wcześniej. Zostawił mnie na pastwę mojego strachu. W tej chwili wrócił prąd na zewnątrz... i wtedy ją ujrzałem. Wysoka, ciemna postać ubrana w coś grubego i trzymająca w ręku rzecz na kształt łomu stała w drzwiach na korytarz. Nie wiem czy stało przodem, czy tyłem do mnie, ale śmiertelnie się przestraszyłem. Zacząłem krzyczeć:

- Tato! Tu ktoś jest! Proszę... chodź tu.

Postać poruszyła się.

- Niemożliwe - brzmiała odpowiedź - idź spać.

Zdany sam na siebie zacząłem szlochać. Ten ktoś ruszył w moją stronę. Zatrzymał się po dwóch krokach. Ruszał się bezszelestnie. Patrzył na mnie, wwiercał się w najmroczniejsze zakamarki mojego serca, karmiąc się moim strachem. Zapewne byłem wtedy bledszy niż biała ściana. Przez moją głowę przelatywały najczarniejsze scenariusze tego co za chwilę może się stać. Na moje szczęście, widziadło się wycofało i ruszyło wgłąb korytarza. Położyłem swoją mokrą od łez twarz na poduszce. Po czasie, który zdawał się godzinami, zmęczenie wzięło górę. Spałem już do rana. Następnego dnia moja siostra, która miała swój pokój urządzony piętro wyżej (nie spała w nim przez horrory), poszła do niego po ładowarkę do telefonu. Jednak gdy weszła po schodach i przemierzyła odległość korytarza, dało słyszeć się jej krzyk. Wszyscy poszliśmy na górę. Obok jej pokoju było pomieszczenie, które miała zająć moja młodsza, siedmioletnia wówczas siostra. W tamtym czasie ściany nie były w nim pomalowane, a na podłodze walały się trociny i styropian. Na jednym z kawałków styropianu była odbita sylwetka leżącego niedawno na nim człowieka.

- Mówiłem, że ktoś tu był w nocy - powiedziałem.

Sprawa trafiła na policję, jednak nikogo nie aresztowano po dziś dzień.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Świetne! :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje