Wciąż patrzą 13

Dodane przez: kuro, 26.09.2015, 23:54
Panopticum
Reklama:
Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Dzięki napływowi adrenaliny drwię ze zmęczenia. Ignoruję ból, który osiada na moich kościach i dzieli mięśnie na części. Nie obchodzi mnie oddech, który zgubiłam gdzieś daleko za sobą. Teraz chcę jedynie znaleźć się w pokoju. Teraz tylko to ma znaczenie. Teraz...

Chwytam klamkę i szarpię za nią. Dosłownie wpadamy do środka, dysząc ze zmęczenia. Zatrzaskuję drzwi, a echo kłapnięcia rozprasza ciszę. Stoję w miejscu, póki dźwięk nie rozpływa się w przestrzeni. Wtedy też pozwalam sobie opaść na podłogę. Osuwam się powoli po ścianie, nie mogąc uwierzyć. Wciąż nie może do mnie dotrzeć...

Niemożliwe.

Jakim cudem…?

Napycham płuca strzępkami powietrza, jakie zdołałam pochwycić. Staram się odrzucić wszelkie pesymistyczne fakty, jednak jest to zbyt nierealne. Nie mogę przestać myśleć, analizować. Dlaczego on też je widzi? Czemu tak nagle?

Aleksy chodzi po pokoju, zataczając koła. Drży. Tak cholernie mocno drży, a ja nie potrafię go uspokoić, bo sama jestem w szoku. Patrzę, jak wyciąga z kieszeni cukierki miętowe i pakuje do ust kilka z nich. Następnie rzuca opakowanie na stolik.

- Ja pierdole. – zatrzymuje się przy łóżku. Zaciska palce na metalowym oparciu. Wpatruje się w pościel. – Ja pierdole.

- Aleksy...

- Nie mów. Nie mów do mnie teraz.

Wzdycham i zamykam głowę w klatce swoich objęć. Pierwszy raz ktoś to zobaczył. Ktoś inny niż ja. To niezwykłe. Jednak nurtuje mnie czemu teraz? Może każdy jest w stanie dostrzec te potwory? Czym są? I dlaczego próbował nas dotknąć? Nigdy wcześniej tego nie robiły.

- Ja pierdole. – słyszę odgłos rozgryzanego cukierka. W powietrzu unosi się słodkawy zapach, rozsiewający wokół mnie wspomnienia. Zawsze miał ze sobą paczkę miętówek. Kiedy zdarzały się sytuacje stresowe, zaczynał je jeść. Myślę, że to jego sposób na uspokojenie. Intensywny smak skupia na sobie wszelką uwagę, pozwalając nerwom opaść. Tak jest też teraz. Jednak coś pozostało z dawnego Aleksego.

Znów spoglądam na jego psychiczne załamanie. Ofiarowanie pomocy z mojej strony nic nie da. Wiem o tym, ponieważ mi też nikt nie był w stanie udzielić choćby zwykłej rady. Jedyne, co mogę zrobić, to przemilczeć fakt, że tych stworów jest więcej, a ten pokój nie stanowi dla nich żadnej przeszkody, by nas znaleźć.

- Co to było?

Zerkam na swoje chłodne dłonie, unikając kontaktu wzrokowego. Nie chcę odpowiadać.

- Hanna. – Aleksy przykuca obok. – Co to było?

Zagryzam dolną wargę. Chciałabym wyznać prawdę, ale jestem pewna, że on nie chce jej usłyszeć. Poza tym boję się. Boję się o Aleksego. A jeśli stanie się szalony? Nie chcę, by popadł w obłęd. Naprawdę, wolę wmówić mu jakąś bezsensowną głupotę i wziąć cały ten strach na siebie, chociaż wizja dzielenia z kimś paranoi byłaby dla mnie wspaniałą perspektywą. Gdybym przynajmniej miała pewność, że jest wystarczająco silny, by udźwignąć to brzemię. Świadomość może zamienić go w samobójcę, psychola, który zacznie wszystkim opowiadać o tym, co widzi. Aleksy jest zwykłym człowiekiem. Różni się ode mnie kilkoma latami studenckiego życia. Aspekt poczucia miłości i posiadania rodziny stawia nas po przeciwnych stronach brzegu. Ja udźwignę o wiele cięższe szaleństwa. Jestem gotowa dokonania gwałtu na własnym mózgu, byle tylko uchronić jedyną osobę, która jest mi bliska, od szaleństwa.

Podnoszę się z podłogi. Podchodzę do łóżka.

- Tam niczego nie było. – mówię, a mój głos łamie się milion razy.

Pamiętam, jak mnie potraktowano, kiedy rozmawiałam o potworach ze „specjalistami”. Trafiłam tu, do ciężkich jednostek, po tym, jak postanowiłam powiedzieć im wszystko. Miałam nadzieję, że udzielą mi pomocy. Najdziwniejsze było jednak to, że wiedziałam, jaki błąd popełniam, jednak odczuwanie ciągłego strachu zaczęło mnie drażnić, więc bez zastanowienia strzeliłam samobója.

- To one. Tak wyglądają. – słyszę szept.

Odwracam się. Mina Aleksego wciąż jest przerażona, jednak wyczytuję z niej również zrozumienie. Postanawiam milczeć, ale milczenie przychodzi mi z trudem. To okrutne, że tak niewinne spojrzenie potrafi zmusić do powiedzenia prawdy.

- Pojawiają się. Czasami.

- Są... okropne. – przeciera twarz dłonią. – W życiu nie widziałem czegoś tak...

- Aleksy...?

- Hymm?

- Nie jestem pewna czy zobaczyłeś to samo, co ja.

Z jego ust wyrywa się odgłos zaskoczenia.

- Ciemna sylwetka. Świecące oczy. – warczy. – Myślisz, że jestem aż takim debilem, by nie połączyć tych faktów?

Próba pochwycenia nadziei nie powiodła się. Chowam wzrok na pasmami włosów, które zmieniły swój kolor z czerni na biel. Tak bardzo chciałam, by zaprzeczył ich istnieniu, by powiedział coś w stylu: „Całkowicie cię porąbało. Tam niczego nie ma”. Jednak prawda jest okrutna. Prawda pozbawiła mnie możliwości zapanowania nad własną paranoją. Prawda mnie zabiła.

Biorę głęboki oddech i pozwalam sobie na chwilę przemyśleń, zanim otwieram usta. Czekam, aż dryfujący w powietrzu strach opadnie, dając słowom szansę przebicia się przez ciszę.

- Wiesz, co to znaczy? – pytam, podchodząc do Aleksego. – To znaczy, że nie jestem wariatką.

Spogląda na mnie. Wzdycha, pochylając się nade mną i chwyta za ramiona.

- Nie, Hanna – mówi spokojnym głosem. – To znaczy, że oboje jesteśmy wariatami.

Jednym zdaniem niszczy wszelkie złudzenia. Obdziera mnie ze wszystkich myśli, w których do tej pory znajdywałam pocieszenie.

- Nie muszę tu siedzieć. – mój ton głosu brzmi zbyt rozpaczliwie. – Nie wyobraziłam ich sobie. Istnieją.

Wypowiadając ostatnie słowo, przez moje ciało przechodzi paraliżujący dreszcz. Sama już nie wiem, co jest bardziej przerażające. Fakt, że straciła pół swojego życia na siedzenie w psychiatryku, czy to, że moje koszmary są prawdą.

Aleksy odwraca się na pięcie. Znów zaczyna chodzić. Nerwowo przeciąga dłonią po włosach. Wsłuchuję się w jego przyspieszony oddech, zauważając, jak bardzo uderzyła go ta sytuacja. A ja nie mogę mu nawet współczuć.

Pięć palców prawej dłoni zaciskam na lodowatych prętach okna. Wpatruję się w spokojne ruchy fal w sadzawce. Promienie księżyca rozchlapują szare i niebieskie barwy na tafli. Gdybym wystarczająco mocno się skupiła, mogłabym wyobrazić sobie, że stoję na brzegu, a końce moich palców zatapia mroźna woda. Przypominam sobie dotyk źdźbeł trawy, które łaskoczą moje kostki. Zagłębiam się w nocną ciszę i robię to wszystko po to, by uchronić resztki opanowania przed apokalipsą.

- I co teraz? – konstrukcja łóżka skrzypi pod ciężarem ciała Aleksego.

Choć panuje gęsty mrok, bez problemu dostrzegam obawę tańczącą w oczach. Milczę. To jedyne, co jestem w stanie zrobić.

- Przecież nie mogę być...

- Nie jesteś. – udaje mi się zebrać głos. – Nie myśl nawet o tym, że coś z tobą nie tak.

- A jakie istnieje wytłumaczenie dla tego, co się stało?

- Czasami nie należy szukać odpowiedzi. Czasami rzeczy dzieją się kompletnie przypadkowo.

- Myślisz, że to takie łatwe „zapomnieć”?

- Z doświadczenia wiem, że nie. Jest trudno, ale „zapomnienie” to jedyne rozwiązanie.

Przekręcam głowę w stronę Aleksego i uśmiecham się. Czuję, jakby w moim wnętrzu panował kompletny chaos. Nie. Nie chcę nawet wspominać tego, co przeszło mi przez myśl na samym początku. Jestem cholerną egoistką. Ściskam metal tak mocno, że moje kości prawie się łamią. Przez chwilę byłam szczęśliwa, że też je zobaczył. Cieszyłam się z możliwości oddania połowy mojego strachu, dlatego tak zareagowałam. Jednak zapomniałam o jednej istotnej sprawie... przecież w ten sposób jego psychika ulegnie załamaniu. Stracę go, tak samo, jak straciłam wszystko, co posiadałam.

Nie mogę na to pozwolić. Nie chcę, by obłęd pochłoną wszystko.

- Co ty pieprzysz?

- Nie wiem. – kręcę głową. – Ale musisz się uspokoić. Jeśli nauczysz się je ignorować, będzie dobrze.

Słyszę, jak uderza pięścią o ścianę. Dźwięk wybrzmiewa wyraźnie, póki nie zostaje zagłuszony przez skrzypnięcie łóżka. Aleksy wstaje.

- Widzę potwory. Potwory, do jasnej cholery. – krzyczy. – Ignorować je? Jak możesz mówić takie rzeczy?

Znalazłam się pomiędzy swoimi uczuciami a rozumem. Otwieram usta z zamiarem powiedzenia czegoś, czegokolwiek, ale nie udaje mi się. Nie udaje mi się nawet złapać oddechu.

- Wiesz co? To wszystko stało się przez ciebie. Gdybyś przyjęła normalne leki, uczestniczyła w terapiach i przestała wymyślać, mogłabyś wyjść z psychiatryka szybciej, niż myślisz. Teraz wciągasz w to mnie.

Nienawidzę, kiedy podnosi głos, ale mimo palącego uczucia w sercu, postanawiam nie chować wzroku. Mierzę się ze wściekłością Aleksego, przyjmując każde słowo z godnością. Nieważne, jak bardzo mnie rani.

- Wszystko będzie dobrze. – kłamię.

Obrzuca mnie pogardliwym spojrzeniem. Zanim się orientuję, on jest już przy drzwiach, co uświadamia mi, że za moment zostanę sama ze swoimi lękami.

Znów sama.

- Mam dość. Muszę pomyśleć. – głos rozbija się w ciemności.

Całkowita cisza zapada na kilka niewyobrażalnie długich sekund. Pragnę ją przerwać, ale nie znajduję odpowiednich słów. Aleksy stoi w progu, gapiąc się w mrok. Widzę jego wahanie. Boi się wyjść sam, ale zostanie z taką wariatką, jak ja jest dla niego jeszcze gorszą opcją.

- Ty też powinnaś zastanowić się nad tym, co robisz.

Zagryzam koniec języka, chcą w ten sposób powstrzymać złość, która grozi przebraniem się w słowa. Gdyby tylko wiedział, jak długo zastanawiałam się nad swoim życiem. Gdyby wiedział, jak ciężko było mi przetrwać. Gdyby tylko wiedział, ile czasu spędziłam pogrążona w strachu, ale Aleksy nie może być tego świadomy, dlatego wybaczam mu wszystko, co mówi. Wybaczam...

Cichy trzask oznajmia, że teraz towarzyszy mi jedynie samotność.

Zaciskam zęby. Nie pozwalam, by jakiekolwiek z uczuć znalazło drogę ucieczki z mojego wnętrza. Szarpię za metalową kratę. Zastanawiałam się miliony razy nad tym, co robię. Kolejny milion spędziłam w samotności, a następnych pięćdziesiąt przeznaczyłam na obwinianie się za wszystko. Tak. Aleksy na rację. To przeze mnie wszystko się pieprzy. Gdybym była na tyle rozważna, by nie wciągać go w swoje problemy, mogłabym zaoszczędzić mu tego szaleństwa. Dlaczego jestem aż tak głupia? Taka bezużyteczna.

Patrzę na żyły, biegnące w górę moich rąk. Przytykam czoło do ściany. Kurwa... ten egoizm mnie kiedyś zabije. Za wszelką cenę usiłuje udowodnić swoją rację, której sama do końca nie rozumiem. Zgubiłam się gdzieś po drodze. Chyba nadszedł ten czas, w którym powinnam założyć maskę obojętności i zacząć udawać, że wszystko ze mną w porządku. Czuję się słabo. Podchodzę do łóżka i upadam na nie.

Nienawidzę siebie za każdy oddech, który ukradłam światu.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/11839-Wciaz-patrza-14 Panopticum
Oceń:
0
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!