Historia

Pętle mostu groszowego, część czwarta

johny 0 4 lata temu 3 484 odsłon Czas czytania: ~6 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3 Część 4 Część 5

Wpis wszystkich części w profilu autora: http://straszne-historie.pl/profil/5495

POZWOLIŁEŚ MI NA TO

Radiowóz zahamował z piskiem opon na podwórku domu na ulicy Zielonej, numer trzynaście. Przed furtką leżał taboret, który prawdopodobnie wyleciał przez okno. Jeśli mowa o oknach, prawie wszystkie były wybite. Drzwi były złamane, dom stał otwarty z każdej możliwej strony. Gliniarz wyskoczył z samochodu i szybkim krokiem ruszył do wejścia. Minął radiowóz, którym dostał się tu oddział jego współpracowników. Nagle z budynku wyszedł wcześniej spotkany znajomy, Paweł.

– Mówiłem, kutasy, żebyście zaczekali! Co tu się do cholery stało?! Wybuchła bomba?! – krzyczał Węgrzyński. Młodszy policjant spojrzał na niego lekko przerażonym wzrokiem.

– Powinieneś to zobaczyć – powiedział. Stary glina minął go i wszedł do środka. W korytarzu stał drugi funkcjonariusz.

– Proszę tędy, panie komisarzu. Do kuchni.

W kuchni leżała matka Karola. Jej wzrok był pusty, skóra blada. Brzuch był rozpruty, na ziemi leżały mięsiste ochłapy wnętrzności pływające we krwi. Węgrzyński przywykł do podobnych widoków, lecz poczuł dziwny ucisk w gardle. Przecież jeszcze niedawno rozmawiał z tą kobietą, przesłuchiwał jej syna. Właśnie o Karola bał się najbardziej. Przeczuwał, że już za parę chwil ujrzy gdzieś także jego ciało. Modlił się, by to się nie stało.

– Spójrz tam, do dużego pokoju. Na kanapie.

Leżało tam ciało ojca. Ręka bezwładnie zwisała nad podłogą. Biały niegdyś mebel miał czerwone ślady na siedzisku i oparciu. Plama krwi rozciągała się wokół na podłodze. Miał zdeformowaną twarz od wielu pchnięć nożem. Ostrze przebiło się przez obydwa policzki, lewe oko, krtań i prosto między zębami. Jedynki, które od uderzenia rozsunęły się wypychając i deformując zęby obok, ledwo wisiały na dziąsłach. To pchnięcie przecięło również język i podniebienie ojca Karola i znalazło wyjście pod potylicą. To był bardzo długi, ostry nóż.

– Macie coś jeszcze? – zapytał młodszego policjanta.

– Weszliśmy minutę przed pana przyjazdem, byliśmy tylko na dole. – odparł funkcjonariusz. Komisarz zmarszczył brwi.

– Rozdzielamy się. Ty idziesz do garażu, Paweł bada pierwsze piętro. Ja sprawdzę piwnicę. Do roboty.

Policjanci poszli w wyznaczone przez Węgrzyńskiego miejsca. Ten wyszedł przed budynek i obszedł go. Z tyłu znajdowała się wielka klapa prowadząca do piwnicy. Otworzył ją, wyciągnął podręczną latarkę i prowadzony strumieniem światła rozpoczął przeszukiwanie. Piwnica niczym nie różniła się od korytarzu, kuchni i pokoju gościnnego w domu państwa Lewarek. Wszystko porozrzucane i zniszczone, jak po przejściu huraganu. Węgrzyński odetchnął z ulgą, kiedy zobaczył, że w piwnicy oprócz bałaganu nie znalazł niczego, co było ciałem Karola. Miał nadzieję, że chłopak uciekł, że nie było go w domu. Tak bardzo się mylił.

– Panie Komisarzu, jest tu pan? – zapytał stojący na schodach piwnicy młody policjant.

– Jestem, słucham?

– Chłopak… w swoim pokoju.

Węgrzyńskiemu zaczęło szybciej bić serce. Poczuł ogarniający jego żołądek ucisk.

– Ale co? Co w swoim pokoju?

Funkcjonariusz przełknął ślinę.

Proszę, nie.

– Wisi.

Policjanci wbiegli na górę, gdzie w pokoju Karola zastali Pawła. Był wpatrzony w kołyszące się ciało. W suficie wywiercony był otwór, w który wepchnięto gruby hak, prawdopodobnie taki, jakiego używa się w rzeźni do wieszania ciał krów. Zawiązano na nim sznur, który kończył się na szyi chłopaka. Jego oczy były wywrócone do góry, usta szeroko otwarte. Skóra powoli nabierała bladego koloru, by następnie przejść w purpurę. Ręce bezwładnie opadały na ciało.

– Słuchaj, wiem jak bardzo polubiłeś tego chłopaka… – Znajomy komisarza położył mu na ramieniu rękę. Młody policjant stał obok i rozglądał się po pokoju. Starał się nie patrzeć na kołyszące się ciało. Węgrzyński odwrócił się i wyszedł z pokoju.

– Dokąd idzie komisarz? – spytał młodzik.

– Wiesz… chwila, co to?

Oboje spojrzeli w jednym kierunku, coś znajdowało się na półce i na podłodze pod nią.

– Ty, to chyba…

– O kurwa. Panie komisarzu! – młody policjant wybiegł z pokoju by złapać Węgrzyńskiego. Paweł okrążył łóżko i spojrzał na podłogę. Leżała tam wiertarka z nałożonym bardzo grubym wiertłem. Prawdopodobnie przy jej użyciu zamocowano hak, na którym wisiał chłopak. Obok leżał młotek i dłuto. Policjant rozpoznał niemiecką produkcję narzędzi. W ścianie pod zdartą tapetą była dziura o średnicy piłki do siatkówki. Najbardziej dziwną rzeczą była jednak kamera, która stała na półce. Czerwone światełko nagrywania było zapalone. Obiektyw był wymierzony prosto w wiszące ciało.

TOPISZ WŁASNĄ ŁÓDŹ

– Udało się zebrać wszystkie ślady? Co wykazała sekcja? – spytał Węgrzyński swojego znajomego, czytając akta i popijając kawę.

– Ojciec zamordowany we śnie. Matka walczyła, mamy uderzenie w twarz pod lewym okiem, potem pchnięcie nożem. Ostrze weszło, mocne szarpnięcie przesunęło je dziewięć centymetrów w górę, blisko mostka, potem nóż został obrócony o sto osiemdziesiąt stopni wokół własnej osi i wyjęty z ciała. Nudle posypały się jak zakupy z rozdartej siatki. Chłopak – zero śladów. – Paweł zamilkł i spojrzał na komisarza.

– Jak to… żadnych śladów? Jak oni to zrobili… – gliniarz złapał się za głowę. Jego znajomy wydał się lekko zdezorientowany.

– Czyli popiera pan wersję wydarzeń, że ta zbrodnia powiązana jest ze zbrodnią na moście groszowym.

Węgrzyński uniósł wzrok znad kubka kawy.

– To chyba, kurwa, oczywiste? Zrobili to w wielkim stylu, rozpierdzielając cały dom i mordując ich jak zwierzęta. Teraz cała klasa została unicestwiona, w tym dwóch rodziców. Tylko pytam się, do cholery, dlaczego? W czym zawiniła banda nastolatków, dlaczego poczekali z Karolem?

Nastała cisza. Paweł chciał coś powiedzieć, kiedy Węgrzyński mu przerwał.

– Co z tą kamerą?

– Udało nam się odzyskać nagrania. Jest parę krótszych filmów i jeden dłuższy, nagrany jako ostatni. Nie oglądaliśmy ich jeszcze…

Komisarz podniósł się na krześle, wyraźnie gotowy do pójścia do odpowiedniego gabinetu w celu obejrzenia nagrania.

– … i nie obejrzymy. Komendant odesłał sprawę do stolicy, nasza praca została zakończona.

W Węgrzyńskim coś pękło.

– Jak to?! Nie obejrzymy tego?! – stary gliniarz uderzył pięścią w stół.

– Nie. Bez dyskusji, bez wyjaśnień. Leci do Warszawy i tyle. Też mnie to zaskoczyło, no bo wiesz…

Ale Węgrzyński nie słuchał.

– Zabiję tego skurwysyna. – minął swojego znajomego i ruszył prosto do pokoju 148, gdzie właśnie teraz komendant rozmawiał przez telefon.

Drzwi trzasnęły z hukiem odbijając się od ściany.

– Popierdoliło cię do reszty?!

Komendant zmarszczył brwi.

– Zaraz oddzwonię, nie, nie, to sprawa służbowa…

– Odłóż ten telefon i posłuchaj mnie, ty stara pało!

Starszy mężczyzna wpatrywał się w oczy Węgrzyńskiego. Na jego twarzy budowała się wściekłość. Odłożył słuchawkę.

– Dowiedziałem się, że odesłałeś moją sprawę do stolicy. Czy ty naprawdę jesteś tak głupi, czy po prostu jesteś sprawcą i starasz się odciągnąć mnie od przypierdolenia cię na dobre?

Komendant wstał, był cały czerwony, jego oczy płonęły.

– Ostatni raz… powiedziałeś…

– Czyli to prawda? Zabiłeś tych ludzi? Co się tak gapisz? Zaraz się zesrasz, czerwony, pijacki ryju.

Nastała krótka cisza, po której Węgrzyński rzucił na stół długopis, z którym przybiegł w ręku. Wiedział, co się teraz stanie.

– Możesz już jutro nie przychodzić. Wypierdalasz, masz to załatwione. Najlepiej od razu zdaj broń i spakuj rzeczy. Obym cię nie spotkał w cywilu, Węgrzyński.

– Pozdrów ode mnie Warszawkę, tylko pamiętaj, żeby nie robić tego podczas lizania im jaj. Na pewno się zdenerwują, kiedy przestaniesz. Ciekawe co powie prasa?

– Won!

Stary glina wyszedł z pomieszczenia. Na korytarzu ludzie patrzyli się na niego, prawdopodobnie usłyszeli część rozmowy. Trudno było nie usłyszeć. Pod drzwiami wyjściowymi czekał Paweł, który był bardzo zmartwiony.

– I co? – spytał zatrzymując starego policjanta.

– Wyjebał mnie. Ale wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Nie będę pracował w miejscu, gdzie ludzie mają nie po kolei w głowach. Mogę nawet robić watę cukrową na festynie. Mam to wszystko w dupie.

– Ten kutas już od dawna chciał ci dowalić. Nawet przed incydentem z sekretarką… Namawiał go do tego ten psycholog.

– A to kawał chuja. Nie lubiłem go odkąd zaczął za dużo gadać. Wrócę jutro po rzeczy. Mam tego dosyć, jadę do żony, do dzieci. Dziękuję, że byłeś po mojej stronie.

– Zawsze będę, trzymaj się. Spróbuję przekonać go, żeby cię nie wywalał.

– Nie zależy mi na tym. – powiedział komisarz i wyszedł z budynku. Znalazł na parkingu swój samochód i odjechał. Do domu.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/11856-Petle-mostu-groszowego-finale

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje