Historia

Wciąż patrzą 16

kuro 11 4 lata temu 3 663 odsłon Czas czytania: ~13 minut

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Z oczami wypełnionymi niedowierzaniem, wpatruję się w spokój, który tańczy na twarzy Aleksego. Zachowuje się tak, jakby właśnie oznajmiał mi, że woda jest mokra. Nie okazuje żadnych uczuć. Żadnego poruszenia.

- Co...? – wykrztuszam. – O czym mówisz... Nie możesz...

Słowa wypadają z ust z wielkim trudem. Ją gorzkie i ranią moje wargi.

- Chciałem ci powiedzieć osobiście. To byłoby okrutne, gdybyś dowiedziała się o moim odejściu po fakcie.

Potrzebuję chwili, by zrozumieć sens zdania. To niewiarygodne. Dlaczego? Dlaczego twierdzi, że odchodzi? Przecież nie odejdzie. Nie. Nie może odejść. Miał mi pomagać. Miał przy mnie być. Co z naszym planem wyjścia na kawę?

Co z naszymi...

Nie mogę uwierzyć.

Zaciskam palce w pięść. Łapię kołnierz jego kurtki i szarpię, mając nadzieję, że to pomoże mu się ocknąć. Niech przestanie wygadywać te głupoty. Nigdzie nie idzie. Nie pozwolę.

Prawie się przewracam, kiedy gwałtownie mnie odpycha. Wściekłość, która od niego bije, podcina mi żyły i czeka, aż się wykrwawię. W tej właśnie chwili pojmuję, że to wcale nie jest głupi żart. Aleksy nie chce mnie sprowokować, nie droczy się, nie podpuszcza. On mówi prawdę. Odchodzi.

- D-dlaczego?

- To nie ma sensu Hanno. Nie jestem w stanie ci pomóc. Nigdy nie byłem.

Świat rozmazuje się przed moimi oczami. Robię krok do tyłu, przejęta przez chłód, który mnie połknął. Dławię się kolejnymi seriami paniki. Znów sama. Zostanę sama. Nie chcę być sama.

- Aleksy... te potwory...

Obserwuję, jak nagle jego maska obojętności pęka. Źrenice zwężają się do granic możliwości, ujawniając strach, który chwilowo drzemał w kącie duszy. Zauważam podkrążone oczy, bladą skórę. Zauważam zmęczenie. Zauważam to, co tak bardzo chciał przede mną ukryć.

Oszalał.

- Pani Hanno, proszę się nie oddalać!

Czuję jak czyjeś dłonie szarpią mój łokieć. Jedna z pielęgniarek, która przyprowadziła mnie na terapię, pojawia się obok. Mam ochotę odskoczyć w bok, nie chcę, żeby mnie dotykała, ale nie potrafię wykonać nawet najmniejszego ruchu. Odrętwiałam.

- Muszę odprowadzić panią do...

- Spierdalaj.

- Spokojnie. – zachowuje się tak, jakby w ogóle nie dostrzegała Aleksego. Nie patrzy w jego stronę. Skupia całą uwagę na mnie i przez chwilę nawet myślę, że tak naprawdę sobie wszystko zmyśliłam. Tak naprawdę go tu nie ma. Tak naprawdę nie przyszedł powiedzieć mi, że odchodzi. On nie odejdzie. Nie mógłby mi tego zrobić.

Otwieram szerzej oczy. A jeśli jestem w głębokim stanie obłędu? Jeśli to ciąg dalszy halucynacji? Czy kiedyś uda mi się z niej wyrwać? Czy zostanę tu na zawsze? Nie. Nie. Nie. Nie mogę tak myśleć.

Zaciskam palce i uderzam pięściami w swoją głowę. Zaszywam powieki złudzeniami, chcąc odizolować się od własnej histerii. Może jeśli wystarczająco mocno się skupię, powrócę do rzeczywistości. Może powstrzymam to szaleństwo.

- Ja się tym zajmę. – głos Aleksego sprowadza nie na ziemię. Słyszę urwany jęk zdziwienia kobiety.

- Nie masz dziś wolnego?

- Odprowadzę ją.

Kiedy ponownie otwieram oczy, Aleksy ciągnie mnie w stronę pokoju. Zerkam przez ramię na pielęgniarkę, której wyraz twarzy pozostaje niezmiennie zaskoczony jeszcze przez kilka chwil. Potem się odwraca i odchodzi. Jak gdyby nigdy nic. Pewnie jest zadowolona z tego, że ktoś wykonuje za nią obowiązki. Przynajmniej nie musi tracić na mnie czasu. Zastanawia mnie tylko to, czy naprawdę tak mocno ufa Aleksemu, pozwalając mu się mną zająć, czy jest po prostu leniwa.

- Porozmawiasz ze mną? – pytam jego plecy. Staram się przebić przez hałas zamieszania, jakie wciąż panuje w salonie. Świry piszczą, płaczą, krzyczą. Mam tego dość. Chciałabym, by wszystkie dźwięki umilkły.

Aleksy nie odpowiada. Chwyta klamkę i nadusza na nią. Otwiera drzwi, a ja, zanim wejdę do środka, kątem oka dostrzegam wnętrze pokoju Zośki. Czyste. Nieskazitelne wnętrze. Dokładnie takie, jakie powinno być. Gdzie zniknął ten bałagan, który rzekomo był moją sprawką? Nie wiem, jak to się dzieje, że nagle napotykam jej wzrok na swojej drodze. Jest prowadzona przez pielęgniarza. Wygląda na zdolną do samodzielnego poruszania się, ale czuję bijące od niej zmęczenie.

Uśmiecha się szeroko, kiedy zauważa, jak bezczelnie zjadam ją wzrokiem.

Sekundę później drzwi się zatrzaskują. Teraz jestem zamknięta w jednym pomieszczeniu z Aleksym. Tylko ja, on i moje przekonanie o tym, że na klatce szurniętej Zośki dostrzegłam czarne znamię.

Potrząsam głową, uwiadamiając sobie, jak bardzo niedorzeczna jestem. To tylko efekt przemęczenia. Dlatego przekładam fakty z halucynacji na rzeczywistość. Tak. Na pewno. Jestem zmęczona. Jeśli się prześpię, wszystko wróci do normy. Aleksy nie odejdzie, Zośka będzie tak samo szurnięta, jak wcześniej, a potwory powrócą do swojej niegroźnej postaci.

Nie mogę przestać siebie okłamywać.

Krzyki z korytarza ucichły. Wszystko stało się spokojne. Zbyt spokojne jak dla mnie, ponieważ nie wytrzymuję. Cisza mnie miażdży. Milczenie zabija. Myśli rozbijają się w mojej głowie wciąż od nowa. Wszystkie wykrzykują przeróżne pytania, na które nie znam odpowiedzi. Zaraz eksploduję.

Podchodzę do Aleksego, ciągle stojącego plecami do mnie. Trwa w bezruchu, zupełnie jakby zatrzymał się na innej płaszczyźnie świata, bojąc się powrotu do rzeczywistości, w której jestem ja. Wyciągam rękę przed siebie. Kieruję dłoń w jego stronę, kiedy słowa rozlegają się w przestrzeni. Nieruchomieję.

- Wiem, że to będzie dla ciebie trudne, ale musisz mi wybaczyć.

Nie chcę tego słuchać.

- Muszę zostawić to wszystko za sobą. Wyjeżdżam jutro wieczorem. Znalazłem małe mieszkanie daleko stąd. Kumpel załatwi mi pracę, więc nie będzie tak źle. Złożyłem wypowiedzenie. W sumie już tu nie pracuję. Oddam pieniądze, które od ciebie wziąłem, jak trochę się odbiję. Przeleję je na konto twojego ojca.

- Aleksy...

- Jeśli masz zamiar powiedzieć mi, żebym to jeszcze przemyślał, to oszczędź sobie. Myślałem nad tym. Długo. I nie jestem w stanie na to patrzeć. Nie zniosę tego dłużej.

Kropla deszczu zatrzymała się na moim policzku. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła, skoro wszystkie okna są pozamykane, a na dworze świeci słońce. Pociągam nosem. Gniotę brzeg sukienki, przedzierając papieropodobny materiał. Tak. Hanno, znów dzieje się to samo. Zostajesz sama ze swoimi wariacjami. Sama. Myślałaś, że kiedykolwiek mogłabyś kogokolwiek mieć blisko siebie? Myślałaś, że byłabyś w stanie nawiązać więź z kimś innym oprócz swoich wyidealizowanych, wymyślonych przyjaciół?

Odpowiedź jest prosta: Tak.

Tak właśnie myślałam, ale chyba ktoś mojego pokroju, po prostu nie może nie być samotny.

Siłą woli powstrzymuję rozpacz przed wyjściem z ciemnego wnętrza serca. Zagryzam język, aż metaliczny smak krwi wypełnia usta. Chciałabym móc coś powiedzieć. Chciałaby odwieść go od pomysłu, ale nie jestem aż takim potworem. Skoro chce odejść, powinnam mu na to pozwolić.

A tak naprawdę...

nie mam siły dalej walczyć.

Zostałam zgnieciona przez ciężką realność, o której tak bardzo chciałam zapomnieć. Nic już ze mnie nie zostało. Zmuszam się do empatii, tłumacząc, że tak będzie lepiej.

Gdybym tylko nie wciągała go w swoje paranoje...

- Widziałem dzisiaj Zdzisława.

Zerkam na Aleksego, który teraz patrzy na mnie dziwnym wzrokiem.

- Chciałem mieć pewność, że kiedy odejdę, wszystkie nasze wybryki nie pójdą na ciebie, dlatego postanowiłem jeszcze raz prosić go o przemilczenie tego, że nas widział. Był zdziwiony, twierdził, że cały czas tamtej nocy siedział w pokoju. Niczego nie słyszał.

Nabieram powietrza w płuca, chcąc wydobyć z siebie głos i powiedzieć o pokoju Zośki, o kluczach, ale Aleksy mnie ubiega i mówi dalej.

- Sprawdzałem również kraty prowadzące do piwnic. Wszystko było pozamykane. – bezbarwność jego głosu przyprawia mnie o mdłości. Jednocześnie jego słowa potwierdzają moje przeświadczenie o tym, że wszystko zniknęło. Zupełnie jakby nigdy nie istniało.

To szalone.

Mimowolnie przenoszę wzrok w stronę łóżka. Schowałam tam książkę. Książkę, którą ukradłam z biblioteki. Nie zdziwiłabym się, gdyby ona również rozpłynęła się w powietrzu. Chwila zadumy pochłania mnie tak bardzo, że dopiero podniesiony ton uświadamia mi, gdzie jestem.

- I teraz mi proszę, wytłumacz. – podchodzi do mnie. Dzieli nas tylko kilka centymetrów. – Jakim cudem to wszystko się stało?

Zdziwienie jest moim powietrzem. Nie rozumiem, o co mu chodzi. Nie odważam się odezwać.

- No? Jak kraty mogły się pozamykać? Jak człowiek, z którym rozmawialiśmy, może tego nie pamiętać?

Odwraca się, przeczesując dłonią włosy.

- Wiesz co? Nie chciałem cię tu zostawiać. Naprawdę starałem się pomóc, ale to wszystko jest zbyt pojebane.

- Ja...

- No co? Nie mam racji? Powiedz – chwyta moja ramiona i lekko mną potrząsa. Obłęd wpływa na jego twarz falą niepokoju. Nie mogę na to patrzeć. – Czemu mi to zrobiłaś?

- Co zrobiłam?

- Myślisz, że jestem aż tak głupi, żeby nie połączyć faktów i się nie domyślić?

- Aleksy, o czym ty pieprzysz?

Zaczyna chichotać. Pusty śmiech rozsadza moją głowę.

- „Zniknęły moje tabletki!” – mówi wysokim głosem. – „Ktoś mi je ukradł!”

Gestykuluje z taką pasją, że jestem zmuszona się odsunąć, by nie dostać w twarz.

- Obwiniałaś mnie i prawie uwierzyłem w twoją niewinność. Ale po tym, co się stało w nocy, przejrzałem cię.

Mija osiem uderzeń serca, kiedy w końcu pojmuję, o co mu chodzi. I nie chcę w to wierzyć. Nie. Aleksy nigdy by nie posądził mnie o takie coś.

- Kiedy to zrobiłaś, co? Kiedy nafaszerowałaś mnie tabletkami? Chciałaś zobaczyć, jak wariuję, czy od początku miałaś zamiar zrobić ze mnie świra?

Stoję nieruchomo, wciśnięta pomiędzy szok i niewiarę. Zabrakło mi słów, by się bronić. Coś w środku pęka pod naciskiem emocji. Przełykam ślinę, by zmusić wszystkie żale do pozostania wewnątrz obolałego serca, ale one drapią i gryzą. Jeszcze chwila, a zostanę zabita przez własne uczucia.

- Czy... czy ty naprawdę myślisz...?

- Ja nie myślę! – warczy. – Ja to, kurwa, wiem. Fajnie byłoby patrzeć, jak staję się taki jak ty? Chciałaś mieć przyjaciela wariata?

Aleksy ledwo utrzymuje swoje ciało w pionie. Dostrzegam to, jaki jest słaby. Wycieńczyła go niepewność. Jego dłonie stworzyły nieustannie drżące pięści, a mi przez myśl przechodzi, że mogłabym zostać przez niego uderzona.

Cofam się o krok, zapewniając siebie o swojej omylności. Nie zrobi tego. Nie uderzy. Tracę oddech, kiedy zauważam, że coś się we mnie zmieniło. Strach i przerażenie, które zapędziły mnie do kąta, ewoluowały we wściekłość. Wystarczy tylko kilka sekund, by gniew dostał się do mojej krwi.

- Chcesz mi powiedzieć, że nafaszerowałam cię lekami i wmówiłam, że widzisz potwory tylko po to, by zatrzymać cię przy sobie?

Milczenie udziela mi odpowiedzi.

- Pojebało cię? Nigdy nie zrobiłabym czegoś takiego.

Aleksy patrzy na coś za moimi plecami, po czym odwraca głowę. Opiera się o ramę łóżka. Gdyby był zrobiony ze szkła, jego lęki już dawno by go rozsadziły. Nie potrafię spokojnie patrzeć na jego apokalipsę. W moim umyśle znajdował się pod nazwą „niezniszczalny.” Od początku szukałam w nim oparcia. Może dlatego teraz to się dzieje. Zabiła go moja wiara w niego.

- Muszę odejść. – wykrztusza.

- Możemy sobie poradzić. – dławię się rozpaczą. – Razem damy radę.

- Nie!

Nagle wszystko dzieje się szybko. Zostaję zepchnięta na bok, a Aleksy otwiera drzwi. Nieruchomieje. A ja przez ten jeden, krótki moment mam nadzieję, że kiedy się odwróci, zobaczę szeroki uśmiech. Chcę usłyszeć żart z jego ust. Chcę, aby powiedział, że się ze mnie nabija.

Ale nic takiego się nie dzieje.

- Żegnaj.

Cichy trzask oznajmia, że zostałam sama.

Staram się utrzymać spokojny oddech. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Wzrok wbiłam z pejzaż za oknem. Udaję kamień. Jestem niewzruszona. Strzelam do bólu, strachu, żalu i niedowierzania w moim sercu, ale chyba nie jestem najlepszy strzelcem, bo po chwili udawania silnej, łzy spływają po moich policzkach. Zawieszają się na brodzie i skaczą z krawędzi. Ostatnimi silami toczę walkę przeciw napływowi czarnej melancholii, która ostatecznie zniekształca moją twarz.

Upadam na kolana. Chciałabym wykrzyczeć całe to cierpienie. Chciałabym wpaść w szał. Chciałabym coś roztrzaskać.

Kulę się na podłodze. Jestem zbyt żałosna, by oddychać. Nie mogę wyjść z podziwu dla własnej głupoty. Co się stało, do cholery? Przecież wiedziałam, że to się tak skończy. Gdzie zniknęła moja zasada, by nie wpuszczać nikogo do życia? Nakarmiłam się nowymi kłamstwami, myśląc, że mogę...

Łzy zatapiają cały mój mały świat. Płaczę cicho, zbyt cicho, by ktokolwiek to usłyszał. Nigdy nie płakałam tak jak teraz. Ból wypełza na zewnątrz. Pozwalam mu na to.

Nie mam już nic. Nie mam już nikogo.

Uciszam się, przyrzekając w myślach, że to ostatni raz. Ostatni raz płaczę. Ostatni raz pozwoliłam się zranić. Ostatni raz jestem tak słaba.

Staję na chwiejnych nogach. Zgarniam z biurka miętówki, które Aleksy zostawił w nocy. Na początku mam zamiar je wyrzucić, ale uświadamiam sobie, że nie jadłam słodyczy od wieków. Kiedyś nie wytrzymałabym bez czekolady nawet jednego dnia.

Uśmiecham się. Znów to robię.

Muszę zapomnieć o przeszłości.

Podchodzę do łóżka. Przerzucam kołdrę, poduszkę i materac, ale, tak jak się spodziewałam, nie znajduję książki. Zniknęła. Tak samo, jak wszystko inne.

Może Aleksy miał rację. Ta cała rzeczywistość jest tylko zbyt prawdziwym złudzeniem. To wina psychotropów. Nic nie jest realnością.

Opadam na miękką pościel. Przykrywam się kocem, by zatrzymać resztki ciepła. Przez moje ciało przebiega dreszcz, sprawiając, że czuję się jeszcze słabsza, niż jestem. Oczy zamieniły się w dwie pustynie. Nawet kiedy mrugam, gałki pozostają suche.

A ból w sercu nie ustaje.

Biorę jednego cukierka i wpycham go do ust. Słodki smak sprawia mi niemalże fizyczną przyjemność, a ostry, chłodny posmak paraliżuje wszystkie zmysły. Pociągam nosem. Do diabła z tym. Niech się dzieje co chce. Mnie już nie ma. Zostałam zniszczona.

Chwilę myślę nad samobójstwem.

Rozgryzam miętówkę, uwalniając cały smak. Chuj mnie to obchodzi. Zawsze kończyło się tak samo. Zawsze zostawałam sama. Zawsze liczyłam na wsparcie i zawsze pokazywano mi środkowy palec. Muszę wziąć się w garść. Muszę zapomnieć o Aleksym.

Cześć Samotność.

Trochę się nie widziałyśmy.

Uderzam dłonią w ramę łóżka. Nie potrafię się z tym pogodzić. Nie mogę... Wybucham płaczem. Udawanie i powtarzanie w kółko tych samych kłamstw nic nie da. Ta strategia nie działa.

Nie chcę być sama. Nie chcę...

Skrobanie przyciąga moją uwagę.

Wszelkie uczucia, które się we mnie kotłowały, cichną. Jestem niezdolna wykrzesać z siebie ani odrobiny strachu, kiedy widzę przygarbioną, czarną postać w kącie. Po prostu na nią patrzę, a ona po prostu tam jest. Jest i się gapi.

Pojawiła się w środku dnia, kiedy każdy milimetr pokoju oświetla słońce.

Myślę, że jestem już mocno pierdolnięta, skoro widzę to w tej chwili.

Mierzymy się wzrokiem, o ile wzrokiem istoty mogę nazwać dwa lśniące kręgi. Co by to nie było, wiem, że mnie widzi.

Na kilka sekund przestaje skrobać. Wtedy też mam wrażenie, że czas się zatrzymał. Potem znów drapie szponiastymi palcami w podłogę. Nigdy nie miałam okazji się im przyjrzeć za dnia i naprawdę, nie miałam zamiaru tego robić, ale teraz, kiedy mam taką możliwość, pochłaniam wzrokiem całą postać.

Mogę przysiąc, że wcześniej była trochę większa.

Podnosi chude, kościste ręce do góry, a ja wpadam na szalony pomysł.

- Czego chcesz? – głos łamie się milion razy. Nie łudzę się nawet, że mi odpowie. Nie rozumiem, po jaką cholerę do tego mówię.

Cień przekrzywia górną część ciała w bok. Chyba też jest zaskoczony tym, że się odezwałam.

- Czego chcesz ty pierdolona poczwaro?? – warczę, kładąc kolejny cukierek na język.

I prawie się nim zadławiam, kiedy postać zbliża się do mnie. Pod wpływem chwili, chwytam poduszkę. Ciskam w sylwetkę.

Dzieje się coś kurewsko nienormalnego.

Poduszka upada na podłogę. Potwór ciągle zasłania się dłońmi, a dwa świecące krążki zmieniły się w prostokąty.

Nie przeleciała... nie przeleciała na wylot przez wytwór mojej wyobraźni. Czemu poduszka zatrzymała się na cieniu, skoro...

Czy to znaczy, że to coś jest prawdziwe?

- NIE ZBLIŻAJ SIĘ!

Gdybym miała pewność, że pod łóżkiem nie ma ani jednego z tych monstrum, wybiegłabym z pokoju. Uciekłabym daleko. Nie mogę nawet krzyczeć, wołać o pomoc. Strach uwiązł mi w gardle. Przyciskam cukierka do podniebienia, pozwalając, by ostre krawędzie raniły skórę.

Cień jest teraz po prawej stronie. Jest tuż obok. Przykucnął. Dostrzegam tylko górną część jego głowy. Zdeformowane, czarne dłonie zacisną na brzegu materaca. Nigdy nie podchodziły tak blisko. Nigdy...

Nagle wyciąga rękę w moją stronę. Niewiele myśląc, biorę zamach. Uderzam dłonią w jego łokieć, a kiedy w końcu uświadamiam sobie, że pierwszy raz dotknęłam stwora, nie mogę wyjść z podziwu. Nie zamieniło nie w bakłażan. Nie rozsypałam się. Nic mi nie jest.

Ja pierdolę.

To coś cofa rękę i wraca do pozycji sprzed chwili. Słyszę cichy pomruk. Zirytowany pomruk.

Mrugam. Mrugam milion razy.

CZY TO JEST NA MNIE ZŁE?

- O co ci chodzi? – szepczę.

Umieram, gdy wyciąga palec wskazujący. Nie jestem pewna czy powinnam się ruszyć, ale po chwili walki sama ze sobą, kieruję wzrok w lewo.

- Chcesz... cukierka?

Wysoki, nieregularny dźwięk.

Nie mogę uwierzyć w to, co robię.

Wyciągam jedną miętówkę i drżącą dłonią kładę na skraju koca.

Cień wpatruje się we mnie. Pozostaje nieruchomy.

- No żryj. O to ci chodziło? Czy nie?

Oczy na ułanek sekundy znikają, po czym znów skrzą się żółcią. To mruga...

Wyciągam trzy kolejne cukierki. Kładę na kocu.

Znów nic. Gapi się.

- No co? Weź je.

Przenosi wzrok na zielone pastylki, a ja czuję ulgę. Nie patrzy na mnie. Jak dobrze, że już nie patrzy...

Bierze jednego cukierka. Obraca go w palcach.

Zamykam oczy, nie mogąc patrzeć na to stworzenie. Teraz ciężko mi wmówić, że to tylko moja wyobraźnia. Nie wiem, co jest prawdziwe. Granica między szaleństwem a równowagą psychiczną właśnie się zatarła.

Kiedy podnoszę powieki, zauważam, że to zabrało całą paczkę i planuje ją perfidnie zeżreć.

- Ej! Pogrzało cię? Oddawaj!

Wydzieram potworowi miętówki. Słyszę monotonny odgłos, a oczy zamieniają się w półkola.

Chyba jest na mnie zły za zabranie słodkości.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/11995-Wciaz-patrza-17

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

No zabrala biedakowi cukierki. Noo wiesz Haano bys sie wstydzila:)
Odpowiedz
Jak to czytam myślę tylko, kiedy zrobią z tego film. :D Naprawdę genialne.
Odpowiedz
Szacun dla Hanny za odwagę XD. Ale gdyby taki potwór zaczął się dobierać do mojego popcornu serowego to zabiłabym. Boże, Aleksy debilu wracaj, nie zostawiaj jej. Ja chcę już następną niedzielę D:.
Odpowiedz
nie czytałaś przypisu w 15 części?? w następną niedzielę nie będzie kontynuacji :/ Będziemy wić się w agonii przez dwa tygodnie :(
Odpowiedz
Wybaczcie, że wprowadziła zamieszanie. W następną niedzielę część się pojawi, ale trochę później (14:00/15:00) 8 listopada będzie dniem wolnym od czytania tego opowiadania :D (Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe, ale czasem trzeba gdzieś wyjechać ;) )
Odpowiedz
Hahaha zajebista końcówka :D
Odpowiedz
Najlepsza część z wszystkich XD Ej! Pogrzało Cię? Oddawaj! XD
Odpowiedz
Jakieś Niewiadomokur*aco z dwiema dziurami zamiast oczu i szponami zamiast rąk stoi koło jej łóżka, a ona się wścieka o to, że zabrało jej cukierki O.o No cóż, każdy ma swoje piorytety... ;)
Odpowiedz
Chyba nie bez powodu jest w psychiatryku, nie? xD
Odpowiedz
Uwielbiam tę część :)
Odpowiedz
Dzięki za komentarz ^^ PS: Masz fajowe imię :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje