Historia

Cadillac DeVille

opikowski 7 8 lat temu 4 856 odsłon Czas czytania: ~36 minut

Słowem wstępu - nie jest to krótka historia, powiedziałbym że raczej długa, nawet bardzo. Do tego obfituje w różnego rodzaju szczegóły, które z czasem stają się ważnymi wskazówkami. Dlatego proponuję zagospodarować te 15 minut i przeczytać ją jednym ciurkiem, bez omijania tekstu i odrywania się od fabuły. Pozdrawiam

***

Pustą ulicę rozświetlało migoczące światło latarni. Chociaż to za dużo powiedziane. Rozświetlało mgłę, która tego dnia była tak gęsta, że spowijała wszystko dookoła. Wydawała się chłonąć całe otoczenie, poza nią chłopak nie widział kompletnie niczego. Nic przed sobą, nic za, obracanie głowy też nie zdało się na wiele – wszędzie tylko ta przeszywająca biel. To, że idzie jeszcze po asfalcie, a nie żwirze oddzielającym go od trawiastego rowu poznawał już tylko stopami, oczami ciężko było mu ocenić cokolwiek, skoro ledwo dostrzegał kształt własnych butów. Ciszę czerwcowej nocy przerywało równomierne brzęczenie kropel deszczu siąpiącego o dachy domów, w których ostatnie światła zgasły już kilka godzin temu. Poprawił kaptur i naciągnął arafatkę wyżej na twarz. Mimo że był to jeden z cieplejszych miesięcy tego roku, a w ciągu dnia temperatury z łatwością przekraczały 30 stopni w cieniu, to noce, zwłaszcza przy takiej aurze zmuszały by się cieplej ubrać. Jeżeli dobrze oceniał przebyty dystans (a miał ku temu szanse, w końcu przechodził tą drogą setki razy) za kilkadziesiąt metrów będzie musiał odbić w prawo, w poprzeczną, zapomnianą przez administrację i jedyną nieoświetloną w okolicy drogę. Czy się bał? Mimo że okolica, godzina i pogoda temu sprzyjała, a on wracał z imprezy kompletnie sam, nie wykazywał nawet cienia strachu. Nie dlatego, że alkohol dodał mu animuszu, co to, to nie. Na imprezach prawie nie pijał trunków, a nawet gdy zdarzyło mu się trochę „zaszaleć” nigdy nie doprowadził się do stanu zaburzającego percepcję, czy chłodną ocenę sytuacji. Tyle że nawet „zaszaleć” w jego wykonaniu to ilość znikoma, jego znajomi więcej wypijali przez pierwsze trzy godziny imprezy co on przez całą noc. Nie bał się dlatego, że miał wrodzone predyspozycje żeby samemu straszyć, a nie być straszonym. Był autorem (lubił to słowo, chociaż skromnie przyznawał że jest trochę nad wyrost) poczytnych creepypast, a historii opowiadanych wśród znajomych już nikt nie był w stanie zliczyć. Miał też niezwykłą lekkość słowa, na poczekaniu potrafił wymyśleć przygody tak zajmujące słuchaczy, że nie zauważyliby gdyby ktoś podniósł ich i wyniósł do innego pokoju. Byle tylko Dawid nie przerywał opowieści. Odbił w prawo, zastanawiając się czy zarządca kiedykolwiek zdecyduje się postawić latarnie na tej drodze. Był to pewnego rodzaju rytuał. Skręcał w tą drogę i najdalej po dziesięciu metrach jego myśli samoczynnie odpływały w stronę tego filozoficznego pytania – kiedy i czy w ogóle. I tak za każdym razem, spacer po spacerze, miesiąc po miesiącu, rok po roku. Sam nie wiedział dlaczego, po prostu tak to na niego wpływało. Tak samo jak samochód nieżyjącego już dziadka wpływał na jego kuzyna, któremu wystarczyło choć na chwilę usiąść w środku by później przez kilka dni z rzędu budzić się z krzykiem w środku nocy.

Z zamyślenia wyrwał go dźwięk zbliżającego się samochodu. Zszedł na pobocze i zatrzymał się, bo kierowca nie miałby szans na zauważenie go w takiej mgle, nawet gdyby pojazd ledwo się toczył. Źródło dźwięku zbliżało się bardzo powoli, co szczerze ucieszyło Dawida. Przynajmniej kierowca jest myślący i zdaje sobie sprawę z sytuacji na drodze – pomyślał w duchu. W tym samym momencie z przeciwnej strony usłyszał drugi pojazd. Ten również zbliżał się bardzo powoli. Odczekał kilkadziesiąt sekund i w końcu ujrzał wyłaniające się z mgły dwa jasne punkty będące reflektorami pierwszego auta. Za chwile ujrzał drugi komplet świateł. Oba samochody zwolniły, zjechały do krawędzi jezdni i minęły się, odjeżdżając i przez kilka sekund zostawiając za sobą ślad w postaci czerwonych plamek przedzierających się przez białą ścianę mgły. Kierowcy pewnie nawet go nie widzieli, stojącego w czarnej bluzie i ciemnych jeansach na mokrej od rosy i deszczu trawie. Przynajmniej jeden z nich.

Ruszył w dalszą drogę do domu.

10 minut później wyciągnął z kieszeni klucz i przekręcił go w zamku. Otworzył drzwi i zapalił światło w przedpokoju. Mokre od deszczu bluzę i spodnie zostawił na wieszaku i poszedł do kuchni. Wiedział że nie powinien jeść tak późno ale kilkukilometrowy spacer wzmaga apetyt. Wyciągnął z lodówki mrożoną pizzę i wstawił ją do mikrofalówki. Czekając na posiłek zdjął spodnie i zawiesił je na krześle. Oparł się o blat i zaczął zastanawiać kto mógł jechać blisko 3 w nocy przez tą okolicę. Nie był w stanie rozpoznać modelu aut, marek, nie mówiąc już o kolorach. Pierwszy samochód nie był w żaden sposób szczególny, ale zauważył że drugi był naprawdę duży – światła były mocno odsunięte od siebie, a przednie i tylne reflektory dzieliło kilka ładnych metrów. A może to przez mgłę tak mu się wydawało? W pamięci zapisał mu się także dźwięk silnika. Mimo że wał kręcił się z niewielką prędkością czuć było drzemiącą w nim moc i to charakterystyczne bulgotanie. Motoryzacyjne maniaki natychmiast rozpoznali by w tej jednostce amerykańskie V8. Ale Dawid nie był motoryzacyjnym maniakiem.

– Ding – głośne piknięcie mikrofalówki wyrwało go z zadumy nad autem. Otworzył drzwiczki i ubrany w bokserki i szary podkoszulek usiadł przy niewielkim stole. Nie myśląc już kompletnie o niczym zjadł pizzę i położył się na kanapie w salonie z zamiarem obejrzenia jakiegoś nocnego (porannego?) programu w telewizji. Przytulił głowę do niewielkiej pluszowej poduszki i zmęczenie wzięło górę. Zanim zdążył odnaleźć pilota usnął, z ręką na miękkim dywaniku który dostał od rodziców w prezencie z okazji wyprowadzki do własnego domu.

***

Drrrrrrrrrrrń.

Drrrrrrrrrrrń.

Otworzył oczy i zamglonym wzrokiem spojrzał na telefon. Wskazywał 10:31, a pod godziną o której zwykle Dawid był już dawno na nogach rozmyślając nad realizacją kolejnego projektu (albo czytał. Tak, tak samo jak pisać historie lubił je czytać) wyświetlało się imię jego kuzyna – Maćka.

Drrrrrrrrrrrń.

Odebrał telefon.

– Taaak? – Przeciągnął zaspanym głosem, który nie pogodził się jeszcze z informacją, że jego właściciel się obudził.

– Cześć, sorki że obudziłem, mam do ciebie bardzo ważną sprawę, za ile będziesz na nogach? – Jakby stając w opozycji do Dawida, głos kuzyna był rześki, wręcz podekscytowany. – Pamiętasz jak opowiadałem ci tą historię o naszym dziadku? O garażu, o samochodzie? Zresztą, to nie jest rozmowa na telefon, za ile byś mógł u mnie być?

Jezu, skąd on ma w sobie tyle energii.

– Słuchaj, wczoraj byłem na imprezie, dopiero co wstałem i mam trochę rzeczy do zrobienia – kłamstwo przyszło mu tak lekko, że wręcz wyślizgnęło się z jego ust. – Daj mi trochę czasu.

– Ale to naprawdę bardzo, bardzo, bardzo ważne!

– Posłuchaj, ogarnę się, dokończę co mam zrobić i do ciebie przyjadę, dobrze?

– Tak. – Dawid z ulgą pomyślał że to już koniec ekscytacji. Jednak się mylił. – Ale zrób to jak najszybciej, to naprawdę bardzo ważne, czegoś takiego jeszcze nie widziałeś!

– Dobrze, niedługo będę. – Odłożył słuchawkę. – Widziałem w życiu dużo więcej od ciebie.

Posiedział jeszcze chwilę na kanapie i poszedł pod prysznic. Mieszkanie samemu było piękną rzeczą, mógł – jeśli tylko miał taki kaprys – spać w ubraniu na kanapie w salonie, chodzić na imprezy i wracać o której miał kaprys. Był dobrze opłacanym grafikiem, który mógł sobie pozwolić na przebieranie w ofertach. Oczywiście nie zarabiał na tym milionów, do tego było niestety daleko w polskich realiach. Ale w zupełności wystarczało na utrzymanie samego siebie, opłacenie rachunków i leciwego już Audi kombi.

Wyszedł spod szybkiego, orzeźwiającego prysznica i zerknął do lodówki. Nie, jednak mieszkanie samemu wcale nie było takie piękne.

Czarne Audi wjechało na podjazd pod niedużym, ale eleganckim domem i zatrzymało się kilka metrów od Maćka, który z niecierpliwością wyczekiwał swojego kuzyna. Dlaczego zadzwonił akurat do niego, a nie do któregoś ze swoich kolegów? Cóż, Dawid podejrzewał że chodzi (znowu, bo dzwonił do niego prawie tylko wtedy gdy chodziło właśnie o to) o rzecz, która w pewien sposób dotyczy ich obu – samochodu, który ich dziadek zostawił po śmierci.

– Znowu chodzi o niego? – zaczął rozmowę Dawid podchodząc do dużego garażu.

–Tak. Słyszałem... Widziałem! – Poprawił sam siebie. – Widziałem tej nocy jak znowu... – szukał dobrego słowa. I ewidentnie nie mógł go znaleźć. – jak znowu to robi

Dawid zajrzał przez malutkie, brudne okienko w drzwiach garażu. Cadillac lśnił swoim czarnym lakierem, tak głębokim że miało się wrażenie patrzenia prosto w serce najgęstszego mroku. Odwrócił się i spojrzał z żałością na lakier swojego kombi. Też kiedyś był czarny, lecz dziś, wypłowiały od słońca i wypiaskowany od brudnych dróg nie mógł się równać z autem w garażu. Ich dziadek był pedantem jeśli chodziło o samochody. O wszystkie dbał, woskował, polerował, miał całe szafki odpowiednich kosmetyków kosztujących tyle, ile niektóre osoby przeznaczają na zakup auta a nie jego pieszczenie. Tak, pieszczenie to dobre słowo, biorąc pod uwagę ile czasu poświęcał ten mężczyzna swoim samochodom.

– Byłem już sam w domu, Magda pojechała wcześniej do siebie, a ja zostałem przed telewizorem na górze. – Kontynuował opowieść. – W pewnym momencie coś błysnęło za oknem. Myślałem że zanosi się na burzę, ale ledwo co siąpiło. Do tego była taka dziwna mgła, na pewno widziałeś?

– Na pewno. – Przypomniał sobie jak poprzedniej nocy wracał przez tę niekończącą się ścianę mleka do domu. – I?

– W garażu jakby zapaliły się światła. Ale nie górne świetlówki, to bym poznał. Wyglądało jakby on... – Urwał na moment, zdając sobie sprawę jak głupio to brzmi. – ...jakby ktoś zapalił w nim światła.

– Przecież sam mówiłeś, że była mgła, może ci się przewidziało?

– Tak, była. – Nie dawał za wygraną. – Ale nie aż taka! To było blade, żółte światło, dosłownie jak z reflektorów samochodu.

Podeszli do okna od strony domu. Dawid wymownie spojrzał na szybę, która za sprawą brudu szybą była już tylko z nazwy.

– Serio jesteś w stanie określić, że przez tak upieprzone okno, w środku nocy i to mocno zamglonej widziałeś światła tego samochodu? – Zaakcentował wyraźnie ostatnie dwa słowa, niczym prokurator przesłuchujący świadka w bardzo ważnej sprawie.

– Mówię ci, tak to wyglądało, przysięgam!

Dawid stwierdził że lepiej będzie przytakiwać. Tego chłopaka i tak nic teraz nie przekona, że wzrok spłatał mu figla.

– O której godzinie? Tak mniej więcej?

– Magda pojechała po 10... – Zamyślił się. – Powiedzmy w pół do 11. Mgła zaczynała gęstnieć i nie chciała wracać później w jeszcze gorszych warunkach. Posiedziałem chwilę sam i podszedłem do okna. Może pół godziny później? Na pewno jeszcze przed północą.

Dawid pomyślał, że o tej godzinie siedział jeszcze w najlepsze na prywatce u znajomych i znając przebieg takich imprez, połowa gości właśnie usypiała od nadmiaru alkoholu, a druga połowa namawiała go do opowiedzenia jakiejś „fajnej historii”, która umiliłaby im czas. Zadziwiające jest to, jak bardzo ludzie lubią się bać.

– Próbowałem jeszcze coś wypatrzeć, ale o pierwszej nie widziałem nawet garażu, nie mówiąc o czymkolwiek więcej. Poczekałem jeszcze dziesięć minut licząc, że mgła odpłynie, ale stawała się coraz gęściejsza, więc dałem sobie spokój i poszedłem do łóżka.

Dawid mógłby zapytać dlaczego mając wyraźne podejrzenia, że coś dziwnego dzieje się z Cadillackiem po prostu nie zszedł na dół i tego nie sprawdził, ale byłoby to pytanie zupełnie bezsensowne. Tak samo jak on pozostawał niewzruszony na wszelkiego rodzaju horrory, creepypasty i straszenia, tak jego kuzyn przeżywał dogłębnie wszystkie z nich. Nic by go nie zmusiło do samotnego wyjścia z domu w środku nocy gdyby coś na dworze stuknęło, nawet gdyby rozdawali pieniądze wiadrami. Ale czego oczekiwać po człowieku, który musiał przez trzy dni spać przy zapalonym świetle po zobaczeniu smile.jpg.

– Ja wracałem po 2 do domu i faktycznie, mgła była ogromna. Nigdy nie widziałem jej tak gęstej.

Maciek spojrzał się tak, jakby nagle okazało się że jego kuzyn jest przybyszem z innej planety. Ale nic nie powiedział, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że ten człowiek nie boi się niczego.

– Chciałeś żebym przyjechał tylko po to? – Z udawanym wyrzutem zapytał Maćka. – Przecież równie dobrze (co dla Dawida oznaczało „na pewno”) mogło nie dziać się tu nic niezwykłego.

– Ohh! – Wydał z siebie dźwięk szczerego oburzenia. – Możemy mieć przed sobą największą zagadkę ludzkości a ty jesteś takim ignorantem!

Uwielbiał jak jego kuzyn wyolbrzymiał wszystko w tak poetycki sposób. Jedno było pewne, na pewno mieli przed sobą niezwykłą zagadkę. Tajemnicę w jaki sposób ich dziadek kilkadziesiąt lat temu zdołał sprowadzić dla siebie tak luksusowy samochód. Chyba nikt w rodzinie nie wiedział tego dokładnie, może babcia powiedziałaby coś więcej, ale nigdy nie zdołali jej o to wypytać. Zniknęła kilka lat przed tym, jak Maciek zachorował na motoryzacyjnego bakcyla i chłoną jak gąbka wszystko co było z nim związane. Pewnego razu dziadek wrócił do domu z cotygodniowego brydża u znajomych (co tydzień u kogo innego z ich paczki) a babci już nie było w domu. Pamiętał tylko, że była wtedy taka straszliwa mgła.

– Wiesz, że odkąd tu mieszkam miałem dziwne sny, ale jeszcze nigdy nie wydarzyło się coś takiego! – Maciek dalej przyjmował zobaczone poprzedniego dnia zjawisko za fakt nie do podważenia.

Dawid pamiętał doskonale jak po pogrzebie dziadka wszyscy porządkowali dom przed którym właśnie stali, a Maciek poszedł do garażu i używając całej siły jaką tylko miał wytoczył Cadillaca na podjazd. Czarny lakier cudownie kontrastował z błyszczącymi chromami, a całość wcale nie była tak zakurzona jak mogłoby się wydawać. Ot, niewielkie pyłki tu i tam. Idealnie przejrzyste szyby, czarne jak smoła opony z białymi jak suknia ślubna pasami. Idealnie czysta, biała skórzana tapicerka, ciemnoczerwona wykładzina, która wyglądała jakby nigdy nikt nie postawił na niej nogi w czymś więcej jak skarpetka. Jednak to wszystko nie przeszkadzało Maćkowi, który przywlókł dwa wielkie pudła pełne kosmetyków i – jak to nazwał – zaczął zabezpieczać samochód. Kilka dni pracy, w efekcie czego idealnie przejrzyste szyby stały się jeszcze bardziej przejrzyste, czarna guma opon jeszcze bardziej kontrastowała z jej jeszcze bielszymi pasami, idealnie zadbana tapicerka stała się jeszcze bardziej idealna, zakonserwowana podłoga stała się jeszcze lepiej zakonserwowana... I tak dalej, i tak dalej. Jednak największe wrażenie robił lakier. Mimo że odbijał światło jak lustro, to miał niesamowitą głębię, wydawało się że jednocześnie odbija, ale i chłonie światło. Ale oczywiście nie było możliwości aby robił obie te rzeczy naraz.

Po zakończonych zabiegach Maciek z pomocą swojego ojca i Dawida wprowadził samochód do garażu, gdzie przetarł ślady rąk po raz ostatni i zamknął drzwi na kłódkę.

Rodzice nie robili problemu o spadek, zresztą – nigdy się nie kłócili o pieniądze, bo mieli ich pod dostatkiem. Nie zarabiali nastu tysięcy miesięcznie, ale zdecydowanie żyli lepiej niż większość sąsiadów. Mimo to dali się lubić i nikt nie miał im tego za złe, co raczej jest rzadkością w dzisiejszych czasach. Wtedy 22 letni Maciek po namówieniu rodziców zamieszkał w domu dziadka, Dawid w tym czasie wyjechał do stolicy, gdzie w znanym studiu graficznym wyrobił sobie markę i kontakty, co pozwoliło mu po trzech latach wrócić na „stare śmieci” i pracować tylko przez internet. Żeby nie czuł się stratny rodzice Maćka włożyli mu w rękę grubą kopertę z gotówką przed kupnem własnego mieszkania i samochodu.

Cadillac w teorii należał do nich wszystkich i jednocześnie nie należał do nikogo. Wiedzieli że tak rzadki w Polsce, a do tego zachowany w tak pięknym stanie samochód z roku na rok będzie zyskiwał na wartości. A gdy przyjdzie odpowiedni moment sprzedadzą go i podzielą się gotówką po równo. W praktyce jednak właścicielem był Maciek. Regularnie, miesiąc w miesiąc (oczywiście tylko wtedy gdy pogoda była idealna) odpalał silnik, powoli przejeżdżał przez podjazd i jechał do końca drogą w te i z powrotem. Bo jak mówił – samochód który stoi niszczeje bardziej niż ten który jeździ. Na koniec 10km przejażdżki stawał na podjeździe, dokładnie w tym samym miejscu gdzie zatrzymał samochód po raz pierwszy wyprowadzając go z garażu i zaczynał cały ceremoniał od razu. Mycie, wosk, środek do chromów, opon, szyb. Za każdym razem.

– O których snach mówisz? – Zapytał, choć równie dobrze mógł tego nie robić bo znał odpowiedź.

– O tych... o samochodzie. O dziadku. – Odpowiedział już z mniejszym entuzjazmem. Tak jak jego kuzyn miał niesamowicie barwną wyobraźnię do opowiadania historii, tak on miał równie barwną podświadomość kreującą sny. Jednak sny o których teraz mówił były inne, odznaczały się od pozostałych. Tak naprawdę był to jeden sen, widziany z różnych perspektyw - raz jego własnymi oczami, raz dziadka, innym razem bliskich, rodziców, lub kompletnie obcych mu osób. Dotyczył on sytuacji, w której jego dziadek kupuje to auto od pewnej osoby. Jednak mimo że upłynęły już trzy lata i sen pojawiał się (dobre określenie na powód dla którego budzisz się w środku nocy zlany potem) wielokrotnie, to nigdy nie udało mu się dostrzec twarzy sprzedawcy, zawsze budził się na chwilę przed.

– Nadal cię męczą?

– Tak. Chciałbym się dowiedzieć dlaczego ten sen ciągle się pojawia. Dlaczego nigdy nie widzę twarzy sprzedawcy. I co to wszystko oznacza.

– Wiesz co to oznacza? Powiem ci młody. – Dawid wziął go za ramię i powolnym krokiem ruszył w stronę werandy przez którą można było wejść do kuchni. – Jesteś w domu naszego dziadka. Pucujesz jego samochód. Wszędzie jest pełno jego rzeczy i pamiątek. Normalne że podświadomość zaczyna się odzywać w taki sposób. Powiedz mi jak tam z Magdą się układa? – Uciął rozmowę dając do zrozumienia, że jego psychologiczna analiza została zwieńczona sukcesem.

– Dobrze, nawet bardzo dobrze. Może niedługo zamieszkamy ze sobą na stałe, chyba niewiele brakuje. – Maciek uśmiechnął się, bo kuzyn trafił w jego drugi ważny punkt. Byli ze sobą pół roku, bardzo do siebie pasowali i co najważniejsze układało im się. Oboje byli w tym samym wieku, dojeżdżali na studia i co za przypadek – dokładnie na ten sam kierunek. Idealny pretekst do zamieszkania razem. Same korzyści dla wszystkich.

– Jej rodzice się zgodzą?

– Myślę że tak. Wiesz, nieskromnie muszę przyznać że mnie lubią. Dogadujemy się

Po trzech drewnianych stopniach weszli na zadaszoną werandę, przekroczyli próg i znaleźli się w domu.

***

Miesiąc później znów stali pod domem (teraz już) Maćka. Bagażnik jego Audi kombi był otwarty, a oni wyciągali z niego tekturowe pudełka, które – sądząc po ich wadze – musiały być wypełnione co najmniej ołowiem. Co zaskakujące, pudełka podobnej wielkości bez cienia zmęczenia wyciągała ze swojego niebieskiego Volkswagena NewBeetla drobna blondynka. Te dla odmiany musiały być wypełnione puchem, którym ta radosna dziewczyna obrzucała się z samego rana aby zachować dobry humor przez cały dzień. Poważnie, tej dziewczynie uśmiech nigdy nie schodził z twarzy i Dawid szczerze się cieszył kiedy widział ich razem. Czy Maciek kiedykolwiek opowiadał jej o swoich snach? Nie sądził żeby tak było, wystarczył mu jeden powiernik, a tym od 25 lat był Dawid. Chłopcy, a teraz już młodzi mężczyźni byli jedynakami, ale od zawsze (może właśnie dzięki temu) traktowali się jak prawdziwe rodzeństwo, mówili sobie o wszystkim i doradzali sobie nawzajem.

Odczekał aż Magda zniknie za rogiem mieszkania i zatrzymał Maćka.

– Słuchaj, jak ona... no wiesz, że Cadillac będzie mieszkał z wami? – uśmiechnął się szyderczo. Wiedział że Magda nie przepada za tym samochodem. Kiedyś sama powiedziała mu w tajemnicy, że to auto jest jakieś dziwne i wzbudza w niej niepokój. Ale był ciekawy jak Maćkowi udało się ją przekonać aby DeVille nadal stał w swoim garażu.

– Obiecałem jej, że jak tylko wydarzy się coś dziwnego przewieziemy samochód do moich rodziców.

– I dotrzymasz słowa? – Ciekawość była autentyczna.

– Wiesz... Nie wiem. Nie wiem jak ona będzie rozumiała „coś dziwnego”. Ale myślę że się przyzwyczai. – Uśmiechnął się.

No tak. Czego innego mógł się spodziewać po osobie tak ślepo zakochanej w tym aucie.

Wzięli kolejne zatrważająco ciężkie pudełka i zanieśli je na piętro, gdzie Magda właśnie się urządzała. Gołąbeczki w końcu zamieszkają razem.

***

14 sierpnia dawał się we znaki już od pierwszych promieni wschodzącego słońca. Powietrze było rześkie, ale dało się odczuć że najpóźniej w południe będą marzyć aby zanurkować w basenie z chłodną wodą i pić litrami gazowane napoje prosto z lodówki. Jednak zanim sobie na to pozwolą czeka ich jeszcze blisko 400 kilometrowa trasa. Minęła 11 i na podjeździe wspólnego domu Maćka i Magdy, którym związek rozkwitał w takim tempie, że już zaczęły pojawiać się przebąkiwania o ślubie zaparkowało Audi. Czarne kombi, które za sprawą Maćka i jego pudełek pełnych płynów, past, cieczy i przedmiotów których nazw Dawid nie potrafił wymówić odzyskało dawny blask - lśniło i migotało w porannym słońcu. Nadal oczywiście nie zbliżyło się do magicznej głębi Cadillaca, ale i tak Maćkowi udało się sprawić, że samochód wygląda na dwa razy droższy niż jeszcze przed dwoma tygodniami.

Dawid siedział we wnętrzu i bawił się radiem, co chwila spoglądając w kierunku przeszklonych drzwi wejściowych. Teraz już nikt takich nie robi, względy bezpieczeństwa, ale w czasach gdy dom budowali ich dziadkowie nikt się takimi rzeczami nie przejmował. Po przeskoczeniu piątej piosenki drzwi otworzyły się i przeszedł przez nie Maciek. Zrobił dwa kroki i odwrócił się. Malutkimi krokami wybiegła za nim Magda, rzuciła mu się na szyje, wycałowała go po całej twarzy i z tym rozbrajającym uśmiechem niewiniątka pomachała w stronę Dawida. Odmachał jej i odwzajemnił uśmiech. Miłość. – Pomyślał. – Muszą się nacieszyć.

Maciek przytruchtał do samochodu, złapał za klamkę i wsiadł do środka.

– Wybacz stary. Nie chciała mnie wypuścić. – Mieszkali ze sobą trochę ponad miesiąc, a już przejął od niej ten rozbrajający typ uśmiechu po którym mija wszelka złość.

– Zapinaj pasy i jedziemy. – Dawid wycofał samochód i ruszył w kierunku, w którym Maciek zawsze urządza przejażdżki Cadillackiem. Chociaż on nie nazywa tego przejażdżkami. On jedzie rozruszać wszystkie mechanizmy żeby się nie zastały. Samochód niejeżdżony niszczeje bardziej niż używany. Miał te słowa wyryte w pamięci razem z intonacją, tonem głosu i sposobem wypowiedzenia. Tyle razy już je słyszał.

Magda stała jeszcze przed drzwiami, odmachali jej obaj i po kilkuset metrach zniknęli z pola widzenia.

Dawid namówił młodszego kuzyna, żeby ten, skoro nie używa Cadillaca zgodnie z przeznaczeniem, kupił sobie w końcu jakieś auto i nie jeździł tym damskim garbuskiem. Powtarzał te słowa tak często, że wyrył je Maćkowi w głowie w dokładnie ten sam sposób co on jemu. Coś za coś. Jechali obejrzeć (a właściwie kupić, bo wcześniej sprawdził je znajomy Maćka) dla niego szare, piętnastoletnie Volvo.

Niestety droga nie obyła się bez przeszkód. Plan który zakładał dwie i pół godziny na dojazd w jedną stronę trafił szlag już 50km od domu, gdzie napotkali pierwsze trudności. Z powodu upału (który za kilka godzin miał doskwierać jeszcze bardziej) zasłabł kierowca ciężarówki i zjechał na pobocze, szczęśliwie nie rozjeżdżając niczego więcej poza szyldem przydrożnego baru. Jednak i to wystarczyło żeby do celu dotarli dopiero o 16.

***

Magda wiedziała, że chłopaki mieli problemy na trasie i w domu będą dużo później niż planowali, dlatego nie czekała na nich z obiadem. Odgrzała porcję spaghetti dla siebie i wciągnęła je w kilka minut. Zadziwiające jak tak drobna osoba może zjeść taką ilość w tak krótkim czasie. Odwróciła głowę od telewizora w którym leciał któryś z nudnych seriali i spojrzała w stronę garażu. Coś nie dawało jej spokoju, mimo że był środek dnia.

***

Oględziny samochodu były tylko formalnością, obydwaj doskonale wiedzieli, że jadą je kupić. I tak też się stało. Dopełnili wszelkich urzędniczych obowiązków i wyruszyli w drogę powrotną. Dawid pierwszy, a Maciek za nim swoim nowym nabytkiem.

Niestety nie obyło się bez niespodzianek.

W pewnym momencie drogi, gdy przejechali raptem 70km Dawid zobaczył we wstecznym lusterku serię błysków. Zjechał na pobocze i podszedł do Maćka.

– Coś się dzieje z tym samochodem. Dziwnie pracuje silnik.

Dawid przysłuchał się, lecz ze swoją wiedzą równie dobrze mógł próbować wyłapać fałszującą osobę podczas koncertu dwustuosobowej orkiestry.

– Jak dla mnie pracuje normalnie.

– Nie będę ryzykował. – Zgasił silnik. – Sprzedawca mówił że trzeba będzie zrobić wtryski, myślałem że wytrzymają dłużej, ale skoro tak...

Dawid przytaknął jakby miał chociaż cień pojęcia o czym mówi jego kuzyn.

– Wezwę lawetę, mój znajomy ma tu niedaleko serwis, wymieni wszystko jak trzeba i odstawi samochód do domu

– Nie ma problemu. Napisz tylko do Magdy żeby się nie martwiła

***

Dochodziła 18. Magda spojrzała na telefon, przeczytała wiadomość i z cichym westchnięciem odłożyła telefon na szklany stolik. Zamknęła oczy i opadła głębiej w oparcie beżowej kanapy.

***

Kierowca lawety, pożegnał się z kuzynami i ostrożnie ruszył w stronę swojego warsztatu. Pierwsze piętnaście kilometrów jechali za nim, po czym odbili w kierunku rodzinnej miejscowości.

Maciek nie był zły, był przygotowany na dodatkowy wydatek, nie wiedział tylko że nastąpi on tak szybko. Ale z drugiej strony, będzie miał samochód od razu sprawdzony przez profesjonalistów, z wymienionymi wszystkimi potrzebnymi częściami. Nie ma tego złego, jak to mówią.

Dawid zdał sobie sprawę że tak naprawdę nic dzisiaj nie jedli i głód już dawał się we znaki, więc ustalili że zjedzą w pierwszym napotkanym barze i przy okazji zatankują samochód. Przed sobą mieli jeszcze co najmniej dwie godziny jazdy i to nie uwzględniając niespodzianek. A tych nie miało wcale zabraknąć.

***

Dziewczyna otworzyła oczy, potrząsnęła głową aby się rozbudzić i spojrzała na telefon który wybudził ją ze snu. Przeczytała wiadomość dwa razy i przeklęła cicho.

***

Dawid miał na sobie odblaskową kamizelkę i z telefonem w dłoni stał za samochodem. Maciek w tym czasie siedząc na kole zapasowym podnosił na lewarku prawą stronę Audi.

– Przynajmniej nie pada! – Krzyknął Dawid aby kuzyn dobrze go usłyszał. Chociaż patrząc na podejrzanie szybko zmieniającą się pogodę nie był to wcale żart na miejscu. Co prawda nie zanosiło się na deszcz, ale okolicę zaczęła otulać delikatna mgła.

– Bardzo zabawne! – Kopnął w koło aby spadło z piasty, położył je na ziemi i założył zapas. – Coś nam dzisiaj nie żre.

Dawid schował do bagażnika przedziurawione koło, a Maciek dokręcił ostatnią śrubę i podniósł wzrok. Zmrużył oczy i zaczął wpatrywać się w poprzeczną drogę, po której – jak mu się zdawało – jechał jakiś samochód. Chociaż słowo „jechał” nie pasowało do tego co widział. Ten samochód raczej płynął nad drogą. Miał dziwnie znajomy kształt, słabo widoczny przez narastającą mgłę, ale...

– No dajesz czy nie?

– Co? – Zapytał zdziwiony. – Widziałeś ten samochód?

– Klucz czy mi dajesz, chce schować i stąd jechać. – Wskazał na bagażnik. – Jaki samochód?

Maciek spojrzał na boczną drogę, na której jeszcze chwilę temu widział ciemny kształt. Była absolutnie pusta.

– Wydawało mi się.

Dawid spojrzał w coraz bardziej zachmurzone niebo i nie zdając sobie sprawy jak blisko był prawdy rzucił od niechcenia:

– Mam wrażenie, że ten twój Cadillac jest o ciebie strasznie zazdrosny. – Uśmiechnął się.

Wsiedli do auta i ruszyli do domu.

Dawid włączył światła przeciwmgielne ale mimo tego nie był w stanie jechać szybciej. Byli maksymalnie 30 kilometrów od domu, ale mgła zgęstniała tak bardzo że nic nie widział i musiał zwolnić do 20km/h, co w takich warunkach i tak było ryzykowne.

Maciek zaczął opowiadać.

***

Usłyszała dziwne stuknięcie, jednak podświadomość podpowiedziała jej, że nie ma się czego bać – irracjonalnie przyjęła że się nie myli i to na pewno nie jest żaden włamywacz, morderca, ani potwór chcący ją pożreć. Mimo że warunki były ku temu sprzyjające.

Podeszła do okna i się rozejrzała. Mgła zaczynała napływać z każdej strony, dom sąsiadów zaczął zamieniać się w ciemne kontury, widoczny (w normalnych warunkach) jarzący się neon stacji benzynowej kilkaset metrów dalej był tylko jaśniejszym punktem, latarnie...

Coś błysnęło.

Odruchowo spojrzała w kierunku tego niespodziewanego błysku świateł i jej wzrok utkwił w garażu. Patrzyła uważnie i dostrzegła drugi błysk.

Zupełnie jakby ktoś był w środku i bawił się reflektorami samochodu.

Wiedziała że taka sytuacja Maćka przeraziłaby śmiertelnie (co świadczy o tym, że nigdy jej nie opowiedział co widział tamtej nocy), ale ją ciekawiła. Ciekawiła tak bardzo, że zeszła na dół, założyła gruby polar wiszący w przedpokoju i wciągnęła na nogi buty. Świadomie nie brała latarki, zapaliła tylko światło przed drzwiami a ono w zupełności wystarczało aby oświetlić dystans dzielący ją do garażu. A w środku przecież było światło.

Przymknęła drzwi nie zamykając ich całkowicie i ruszyła.

***

– Wiesz, miałem kolejny sen... Sen z tamtej serii, że tak go nazwę.

– Kontynuuj.

– Wydaje mi się, że jest to jakieś rozwiązanie... Wskazówka, sam nie wiem.

Dawid na chwilę oderwał wzrok od przedniej szyby i popatrzył na Maćka. Chociaż mgła była już tak gęsta, że równie dobrze mógł w ogóle nie patrzeć na drogę. I tak nie było widać niczego poza krawędzią maski.

– Bardzo podobny do tamtych poprzednich (dziadek i sprzedający). Tylko tym razem dziadek dostał od tego sprzedawcy jakieś pudełko. Wiem na pewno, że było w nim coś ważnego, ale wiesz jak to jest ze snami... obudziłem się w najmniej odpowiednim momencie.

– Pamiętasz co to było za pudełko? Jak wyglądało?

– Nic, kompletnie. – Pokiwał głową. – Po prostu wiem, że to było bardzo ważne pudełko.

***

Garaż wyglądał zupełnie normalnie. Oczywiście, normalnie jak na ten garaż. Chyba w żadnym innym zakurzone do nieprzyzwoitości narzędzia nie dzieliły pomieszczenia z samochodem wypucowanym tak bardzo, że wygrałby każdy konkurs na każdej możliwej wystawie z całego świata.

Podeszła bliżej i zajrzała do środka przez szybę, zostawiając na niej odbicie dłoni i nosa. Było w tym samochodzie jednocześnie coś przyciągającego i karzącego uciekać jak najdalej.

Pociągnęła za klamkę i otworzyła drzwi kierowcy. Już miała zrobić krok ale spojrzała na swoje buty – zakurzone trampki – i otrzepała je. Wsiadła na miejscu kierowcy, mimo że instynkt kazał jej wydostać się z garażu jak najszybciej.

***

Maciek wyciągnął telefon. Wybrał numer swojej dziewczyny i przyłożył do ucha.

Pierwszy sygnał

Drugi.

...

Dziesiąty.

– Nie odbiera.

– Może śpi?

– Może.

Ale w jego głosie nie było pewności. Czuł że żołądek zaczyna mu się kurczyć, jakby ściskany niewidzialną ręką.

***

Podziwiała nieskazitelną tapicerkę, miękkość skóry, jej fakturę. Gładziła ręką deskę rozdzielczą, przyjemnie chłodne metalowe przyciski, dźwignię zmiany biegów przy kierownicy. Położyła obie ręce na dużej kierownicy i oparła się wygodnie w fotelu. Już wiedziała dlaczego jej chłopak tak dbał o to auto. Było niesamowite. Jedyne w swoim rodzaju.

Zamknęła oczy.

***

Telefon wibrował na szklanym stoliku i grał wesołą melodię – chyba z jakiejś kreskówki. Nieprzerwanie, raz po raz.

***

Otworzyła oczy i przerażona wyprostowała się jakby rażona prądem.

Silnik, muskularne widlaste, ośmiocylindrowe monstrum bulgotał na wolnych obrotach.

Przerażona spojrzała na dłonie, czy któraś z nich nieświadomie nie uruchomiła rozrusznika, ale obie spoczywały na kierownicy. Puściła ją z obrzydzeniem i szarpnęła za klamkę do otwierania drzwi. Ani drgnęły. Zaczęła szarpać z całych sił wszystkie klamki po kolei, ale efekt przy każdej próbie był taki sam.

Samochód ją miał i nie chciał wypuścić.

Zaczęła krzyczeć.

***

Maciek już nie odkładał telefonu, gdy tylko odzywała się automatyczna sekretarka ponawiał połączenie. Bał się już nie na żarty.

Byli dwa kilometry od domu gdy z naprzeciwka dojrzeli dwa jasne zbliżające się punkciki. Stawały się coraz większe i zrozumieli że to światła samochodu nadjeżdżającego z naprzeciwka. Dawid zwolnił jeszcze bardziej (o ile to możliwe jadąc 10 km/h) i dokleił się do prawej krawędzi jezdni. Samochód z naprzeciwka zrobił to samo, minął ich i zniknął w gęstej jak mleko mgle.

Dawidowi z czymś się skojarzył ten kształt samochodu, ale nie mógł sobie przypomnieć z czym. Poza tym teraz mieli ważniejszy problem, a była nim nie odbierająca od dłuższego czasu telefonów Magda.

Wjechali na podjazd i zanim zdążył zatrzymać auto Maciek już biegł w stronę domu. Po chwili już obaj biegali po podwórku nawołując dziewczynę chłopaka. Bezskutecznie.

Dawid z tamtej nocy pamięta tylko błyskające niebiesko-czerwone koguty próbujące przebić nieprzeniknioną mgłę i policjantów, którzy zadawali im masę pytań. Policjantów którzy wypytali sąsiadów, ale żaden z nich nie zauważył niczego niepokojącego (przecież nie zauważyli by nawet własnych parapetów gdyby wyjrzeli przez okno). Policjantów którzy dokładnie przeszukali cały dom, zebrali odciski palców z różnych przedmiotów, a na końcu sprawdzili nawet garaż.

Garaż, w którym stał piękny, czarny Cadillac DeVille z idealnie przejrzystymi szybami.

***

Nadszedł koniec września, Maciek próbował ale nie mógł pogodzić się ze zniknięciem swojej ukochanej. Policja i ochotnicy szukali jej od wielu tygodni, niestety bezskutecznie. Nie było żadnych śladów włamania, porwania. Po prostu jakby rozpłynęła się we mgle.

Chłopak próbował choć na moment uciec myślami od tej ponurej sytuacji, ale mimo próbowania różnych rozwiązań jedynym w miarę skutecznym sposobem był, a jakże, Cadillac. Maciek był w trakcie jednego ze swoich ceremoniałów, (mycie, wosk, opony, itd., itd.) gdy pod domem stanęło Audi kombi. Nawet go nie zauważył dopóki Dawid nie położył mu ręki na ramieniu.

– Jak się czujesz młody? – Choć znał na to pytanie odpowiedź jeszcze zanim je wypowiedział.

– Jakoś leci... Całymi dniami zastanawiam się co się wtedy wydarzyło. W tamtą noc. To – skinął głową na wiaderko pełne piany i gąbek. – daje mi ukojenie. Nie wiem jak to działa, ale się udaje. Im więcej czasu spędzam przy nim, tym mniej myślę o niej. I mniej boli.

Dawid spojrzał na idealnie czarny lakier. W słońcu odbijał światło jeszcze bardziej... i jednocześnie jeszcze bardziej je pochłaniał. Paradoks.

– Chcesz się przejechać?

Spojrzał na kuzyna. Zdał sobie sprawę, że nigdy mu tego nie proponował. A jak się dłużej zastanowił, to nigdy nie widział tego Cadillaca w ruchu. Poza dniem pogrzebu gdy wpychali go do garażu.

– Tak. Jeśli nie nabrudzę. – Wysilił się na ten żart i towarzyszący mu uśmiech. Jemu też nie było łatwo pogodzić się ze zniknięciem Magdy.

Wsiedli do środka. Dawid po drugi raz w ciągu kilku minut zdał sobie sprawę, że robi coś pierwszy raz. Podziwiał, chłonął każdy centymetr wnętrza, każdy wypieszczony detal. Nie siedział nigdy w tym samochodzie. Nawet gdy jeszcze żył dziadek nigdy nie pozwalał im wejść do środka. Kochał ich, to pewne. Woził ich innymi samochodami gdy byli mali, pozwalał się bawić w ich wnętrzach, ale do tego nigdy nawet nie wsiedli. Był ciekaw czy Maciek też był tego świadomy.

Krótki dźwięk rozrusznika i amerykańskie V8 obudziło się do życia. Sprawny ruch ręką przy kierownicy i czarna limuzyna na wstecznym biegu wytaczała się z podjazdu.

Ruszyli w standardowy, comiesięczny, dziesięciokilometrowy rejs samochodem, który nad drogą wręcz płynął. Z tyłu głowy pojawiło mu się niewielkie światełko. Jak w tunelu, przez który przejeżdża bardzo powolny pociąg.

Zajechali pod garaż, idealnie w to samo miejsce w którym wcześniej stał DeVille. Dawid wysiadł i podziwiał bryłę nadwozia, a Maciek jeszcze z miejsca kierowcy uchylił szybę i odezwał się do niego.

– Chcesz coś usłyszeć?

Dawid spojrzał się z zaciekawieniem. Światełko stawało się coraz bliższe.

– Maciek nacisnął pedał gazu, całe ogromne nadwozie zafalowało, a potężny, prawie 6 litrowy silnik zabulgotał gardłowo. Dźwięk nie do opisania i nie do porównania z żadnym samochodem, z którym mieli do czynienia. – Amerykańskie V8!

Zrobił tak jeszcze parę razy i pozwolił popracować chwilę na wolnych obrotach.

Pociąg nadjechał.

Dawida oblał zimny pot.

– Jak myślisz? – Zapytał starając się aby w jego głosie nie było strachu. – Ile osób w okolicy może mieć podobny samochód?

– Takiego amerykańca? W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nikt! Prześledziłem każdy wątek na forach internetowych, każdą rejestrację w Polsce. Niczego w pobliżu.

Wariat, po prostu wariat. Dawid mu uwierzył.

***

Wiedział już skąd znał tą bryłę i ten dźwięk silnika. Przypomniał sobie tę noc kiedy samotnie wracał z imprezy i minęły go dwa samochody. Czy już wtedy Cadillac próbował go dorwać? Tak samo jak porwał Magdę, a dawno temu ich babcię? Nie udało mu się bo ktoś nadjechał z naprzeciwka i tym samym uratował mu życie? Bo Cadillac nie lubi (nie może?) mieć świadków? Czy w tym cholernym pudełku które przyśniło się Maćkowi znajdzie odpowiedź, rozwiązanie tej pieprzonej zagadki?

To wszystko było tak dziwne, że nawet przez chwilę nie próbował odrzucić pudełka z jednego snu jako rozwiązania największej tajemnicy jego życia.

Musiał poznać odpowiedź. Poznać ją jak najszybciej.

***

Była to kolejna od czasu zniknięcia Magdy noc kiedy zdecydował się spać u Maćka. Widać było że młodszemu kuzynowi dobrze robi jego obecność, racjonalna i trzeźwomyśląca ostoja spokoju. Mógł bez przeszkód wygadać się ze swoich żali, poradzić, a przeważnie po czasie ich rozmowy schodziły na zupełnie różne tematy, dając mu widoczną ulgę. Ale tej nocy Dawid nie był dobrym słuchaczem. Cały wieczór analizował sen Maćka i doszedł do wniosku, że jeżeli to pudełko naprawdę istnieje, to musi być w tym garażu. Cały dom był gruntownie przejrzany w pierwszy tydzień po pogrzebie i był pewny, że nikt nie znalazł (wynosili wszystkie rzeczy na werandę, a jak zabrakło miejsca – na trawnik) żadnego niezwykłego pudełka.

Dawid poczekał aż Maciek uśnie i po cichu wyszedł z domu. Za żadne skarby nie zrobiłby tego gdyby na dworze pojawił się chociaż cień mgły, ale dzisiejsza noc była niezwykle przejrzysta. Rozgwieżdżone niebo i jasny księżyc tylko momentami były zasłaniane przez przepływające chmury.

***

Zgrabnym, prawie tanecznym ruchem przecisnął się między drewnianym regałem a lewym tylnym narożnikiem auta, dokładając wszelkich starań aby nawet przez ułamek sekundy nie dotknąć pojazdu. Mimo, że nie wierzył w te – jak mu się jeszcze wydawało – bajki, nie chciał kusić losu. Przez niewielkie, niemyte latami okno wpadały pojedyncze promienie nocnego, nieba, które usilnie, jakby nie zdając sobie sprawy z własnej niemocy wobec napływających chmur, próbowały rozświetlić drewniany blat z imadłem. Chłopak przeszedł przez garaż omijając ciemne plamy na podłodze. Mimo że olej, który je zrobił wysechł już lata temu, pozostawało w nim irracjonalne wrażenie, że dzisiejszej nocy są jakieś inne, jakby... żywe? Przez głowę przebiegła mu króciutka myśl, że to krew tego auta. Odrzucił ją, naśmiewając się w duchu z samego siebie, jak łatwo jedna historia zrobiła mu z tak trzeźwo myślącego umysłu roztrzęsioną galaretkę, która boi się własnego cienia i musi spać przy zapalonej lampce nocnej. Minął wielką paździerzową płytę, na której wisiały skrzętnie posegregowane klucze, każdy bez wyjątku obrysowany aby można było łatwo zlokalizować tożsamość ewentualnej zguby. Robił coraz mniejsze kroki i znieruchomiał gdy znalazł się na wysokości przedniego zderzaka. Musiał przyzwyczaić wzrok, bo niemrawe promyki gwiazd niewiele już tutaj dawały, a cel jego podróży znajdował się trzy metry przed maską Cadillaca – na zajmujących całą wschodnią ścianę metalowych regałach przemysłowych. Zrobił jeszcze dwa kroki i zaczął dostrzegać kontury poszczególnych przedmiotów, pośród których pod pierzyną z wieloletniego kurzu i pajęczyn chowały się pordzewiałe pudełka, w których dawniej jego dziadek trzymał śruby i nakrętki, proste narzędzia i drobne elementy z remontowanych samochodów. Powoli omiatał je wszystkie wzrokiem, poszukując tego jednego, konkretnego pudełka, w którym było... no właśnie, w którym było co? Nie wiedział czego się ma spodziewać, a zdolna do szybkiej analizy i bogata wyobraźnia, której tak często używał do straszenia rodzeństwa i znajomych wymyślonymi historiami jak na złość nie potrafiła wykreować żadnego przedmiotu. Czy to będzie kluczyk do szkatułki, w której na dnie znajdzie brudną kartkę papieru z pośpiesznie napisanym wyjaśnieniem tej niezwykłej historii? Książka z wskazówkami jak dotrzeć do zakopanej w najciemniejszym fragmencie lasu skrzyni, gdzie znajduje się jakiś dziwy rodzaj skarbu? Nie miał pojęcia. Mało tego, nie wiedział nawet jakiego pudełka szuka i czy ono w ogóle istnieje. W końcu źródłem tej informacji był tylko sen.

Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że w garażu panuje chłód. Nie spodziewał się aby wrześniowa noc wymusiła na nim chodzenie w samych spodenkach kąpielowych, ale temperatura wewnątrz była zdecydowanie niższa niż przed budynkiem, co już samo w sobie było nieco dziwne. Zwrócił uwagę na absolutną ciszę jaka panuje na zewnątrz i po połączeniu obu faktów po plecach przeszły mu ciarki. Błądził wysilonym wzrokiem po zakurzonych rupieciach, które przez dekady były zbierane na tych właśnie regałach. Popękany tłok i zmęczony życiem cylinder od – jak mu się wydawało - motocykla. Okrągła lampa jakiegoś samochodu. Nie był w stanie rozpoznać modelu z jakiego pochodził ten element, bo nigdy nie był takim pasjonatem motoryzacji jak Maciek czy ich dziadek. Zresztą, w tamtych czasach większość samochodów miała montowane tego typu okrągłe lampy, mógł więc siedzieć tu całą noc, wymieniając wszystkie znane mu modele wszystkich znanych marek, a i tak by nie trafił. Sięgnął ręką do chromowanego emblematu i przepędził z niego pająka, który doszedł do wniosku, że wolna przestrzeń między pięknie zdobionymi literami będzie idealnym miejscem do urządzenia własnego mieszkania. Poobracał go chwilę w rękach, po czym odłożył na miejsce. Zafascynowany częściami, których pochodzenia, a w wielu przypadkach nawet zastosowania nie znał, nie zauważył zmian w krajobrazie za oknem. Chmury całkowicie przykryły niebo, które teraz wydawało się ulepione z nieprzeniknionego mroku. Było praktycznie niemożliwe żeby w takich warunkach dojrzał cokolwiek, a jednak – wysilony do granic możliwości wzrok dostrzegł coś na środkowym regale. Był zdziwiony, że nigdy wcześniej nie zwrócił uwagi na to pudełko, tak niepasujące do otoczenia. Ale z drugiej strony, nigdy nie zwrócił uwagi w tym garażu na nic więcej niż lśniący, czarny DeVille z 58 roku. Metalowa skrzyneczka lśniła polerowaną stalą jakby przed momentem ktoś ją tutaj umieścił. Nie miała na sobie grama kurzu, pyłku, rysy, czegokolwiek. Przyglądał się jej, jak w swej lśniącej postaci nie pasuje do otoczenia i po chwili wziął do rąk. Przez te kilka sekund, które w jego głowie zamieniły się w wieczność próbował przygotować się na to, co znajdzie w środku. Ale tak naprawdę nie mógł się przygotować, bo na takie rzeczy człowiek po prostu nie jest w stanie się odpowiednio nastroić, zwłaszcza nie mając bladego pojęcia co znajdzie w środku. Zacisnął lodowatą z nerwów dłoń na drobnym uchwycie i powoli, z odpowiednim namaszczeniem, jak gdyby w środku znajdował się najdroższy znany ludzkości skarb otworzył wieko.

Zawartość skrzynki zaskoczyła go i jednocześnie zdenerwowała. Jako miłośnik strasznych historii opowiadanych przy ognisku, lub w trakcie burzy podczas której nagle gaśnie światło podświadomie oczekiwał czegoś spektakularnego. Czegoś co go wystraszy, ale wystraszy naprawdę, tak że zapamięta ten dzień na zawsze. Nie tak jak jego historie, które wymyślał na poczekaniu będąc pod prysznicem, o których zapominał maksymalnie w tydzień po opowiedzeniu. Był zły, bo w środku nie znalazł kompletnie niczego. Podniósł pudełko nad głowę, odwrócił i z nadzieją że zaraz wypadnie fałszywe dno, pod którym ktoś schował jakąś wskazówkę potrząsł nim energicznie. Nic nie wypadło, pudełko było puste. Żadnego trzęsienia ziemi, żadnych fajerwerków. Kompletnie niestraszne.

Jakże się pomylił.

Przerażony zamarł bez ruchu, gdy zobaczył jak ściana przed nim oblewa się jasnym blaskiem, omijając tylko miejsce, które było jego własnym cieniem. Spojrzał na pudełko które trzymał w dłoniach i zobaczył na nim odbicie dwóch jasnych, okrągłych źródeł światła. W sekundę zrozumiał, że historia którą mu opowiadali była prawdziwa, że ten samochód naprawdę żyje, zaraz go pożre i jeszcze bezczelnie zapalił światła żeby ten głupi niedowiarek w końcu przekonał się na własnej skórze, że w realnym świecie, nie tym ze stron internetowych i posiedzeń przy ogniskach dzieją się sytuacje tak dziwne, że nikt nie chce w nie uwierzyć. Naturalnie, dopóki nie przekona się na własnej skórze.

Mimo że lodowaty pot lał się po nim strumieniami, a nogi miał miększe od waty cukrowej spróbował – i sam nie wie do tej pory jak mu się to udało – odwrócić się i spojrzeć swojemu przeznaczeniu prosto w oczy. Lub prosto w lampy, jeśli nadal chcemy traktować ten samochód jako zwykły przedmiot. Po kilku długich minutach (które tak naprawdę były sekundami) dotarło do niego na co patrzy. Zaczął się śmiać, najpierw w myślach, później na głos, aż w końcu jego głośny śmiech wypełnił cały garaż. Przyzwyczajony do ciemności wzrok spłatał mu figla i potraktował blask księżyca w pełni, któremu w końcu udało się wydostać zza chmur jako światła śnieżnobiałego pojazdu. Śmiał się z samego siebie, że takiego mistrza grozy przestraszył zwykły księżyc i zdał sobie sprawę, że nadal trzyma lśniące pudełko w wyciągniętych do góry dłoniach. Upuścił je z uśmiechem na ustach na betonową posadzkę. Głuchy łoskot wraz z powstałym echem mógł sugerować że pudełko było o wiele cięższe, a pomieszczenie o wiele większe niż miało to miejsce w rzeczywistości. W tym momencie zapaliły się wszystkie 4 przednie lampy Cadillaca.

I Dawid natychmiast przestał się śmiać.

***

Przeszedł za krzakami skradając się tak aby ani dziadek, ani sprzedający go nie dostrzegli. Znał tą okolicę na pamięć, w końcu w snach widział ją z każdej możliwej perspektywy, wiedział którędy iść, za czym może się schować i na co szczególnie uważać aby nie zdradzić swojej pozycji. Starszy mężczyzna przystanął w miejscu. Nie był drobnej postury, ale jego metr osiemdziesiąt wzrostu i 90 kilogramów wagi niknęło w towarzystwie drugiego mężczyzny. W jakim był wieku? Tego Maciek nie mógł stwierdzić. Ale był wysoki, bardzo wysoki, wyglądało jakby miał dwa metry wzrostu. I był przy tym niezwykle szczupły. Nie drobny, bo barki miał rozbudowane, ale ręce dość chude. A może to kwestia sięgającego do ziemi płaszcza z kapturem, czarnego, pozbawionego najmniejszego pyłku. Zupełnie tak samo jak samochód który stał obok.

Dręczyła go ciekawość, wwiercała się w jego umysł i nie dawała spokoju. Najbardziej ostrożnymi ruchami na jakie tylko mógł się wysilić zbliżał się do mężczyzn. Był już tak blisko że prawie słyszał ich szepty.

– Więc mówisz że mogę go kupić za jednego dolara, pod warunkiem, że coś ci obiecam? Przecież ten samochód musi być wart fortunę, dlaczego chcesz to zrobić? – Pytał zaskoczony dziadek.

– Nie mogę odpowiedzieć. – Głos mężczyzny był ciepły, bardzo niski. Aż chciało się go słuchać. Maciek zrobił kolejny mały krok i zobaczył jak wysoki mężczyzna podsuwa dziadkowi jakąś kartkę. Wyglądała na bardzo starą, sporządzona ozdobnym pismem. – Musisz tylko tutaj podpisać własną...

Chrzęst.

Maciek zamarł z przerażenia, dziadek i drugi mężczyzna odwrócili się gwałtownie w jego stronę. Szybki ruch głową zrzucił z twarzy nieznajomego kaptur. Maciek na nią spojrzał i już wiedział, że to nie jest twarz normalnego człowieka. Miała ciemnoczerwoną barwę, przeszywające spojrzenie całkowicie czarnych oczu i rogi. Tak, rogi były najgorsze.

***

Obudził się z krzykiem, oblany lodowatym potem który płynął po całym jego ciele stróżkami. Usiadł na łóżku, zapalił lampkę nocną i przerażony rozejrzał się po swojej sypialni. Wszystko wyglądało normalnie więc próbował uspokoić płytki oddech. Opadł na poduszkę i tłumacząc sobie że to tylko koszmar odetchnął z ulgą.

I wtedy bardzo blisko siebie usłyszał najbardziej przeraźliwy krzyk, jaki tylko mógł wydobyć się z ludzkiego gardła.

Krzyk Dawida dochodzący z garażu.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Genialne opowiadanie
Odpowiedz
mnóstwem
Odpowiedz
Przypomina mi to jeden film, nie pamiętam tytułu, ale motyw podobny. Zajebista historia, nie można się było oderwać. Każde kolejne zdanie powodowało większe podniecenie, fascynację wyraźnymi elementami które są dzisiaj rzadkością opowiadań. Realne postacie, ich przeżycia, strach połączony z mnóstwwem innych emocji. Genialne.
Odpowiedz
dzięki :) a co do filmu (i milion razy lepszej książki na bazie której powstał) to pewnie masz na myśli Christine
Odpowiedz
Michał Opolski O, właśnie o ten film mi chodzi.
Odpowiedz
Przydałaby się druga część :3
Odpowiedz
tak mówisz? :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje