Historia

Wciąż patrzą 17

kuro 10 3 lata temu 3 692 odsłon Czas czytania: ~11 minut

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Oddzieliłam się od niego barykadą z poduszek i kołdry. Obserwował każdy mój ruch, kiedy układałam je powoli na brzegu łóżka. Wzrokiem niemal dotykał mojej skóry, a najbardziej denerwowało mnie ciche burczenie, które przyprawia o mdłości. Ciągle nie wiem, czym jest. Czy to w ogóle istnieje? Może ześwirowałam do reszty... Moje opanowanie gdzieś zniknęło. Nieczułość i możliwość ignorowania wszystkich emocji ulotniła się, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że on tu naprawdę jest. Co gorsza, dotykałam go. W mieszaninie przeróżnych emocji mogę wyodrębnić jedynie strach.

Co chwilę zerkam w stronę cienia, który siedzi w jednym miejscu już od dłuższego czasu. Nie rusza się. Nie drgnął nawet o milimetr. Mogłabym przysiąc, że ma na mnie focha. Czasami poruszy palcami, zaskrobie pazurem w metalowy brzeg. Wciąż patrzy. Nie spuszcza mnie z oczu nawet na sekundę.

Ściskam paczkę miętówek, rozważając czy powinnam mu je dać. Dyskomfort związany z jego obecnością jest już tak duży, że oddycham z trudem. Jeśli mu je oddam, zniknie? Zostawi mnie w spokoju? A co jeśli te cukierki są dla niego ważne? Może są mu tak bardzo potrzebne, jak potrzebne były mi niebieskie tabletki? Może...

Co ja, kurwa, wyprawiam?

Przecież to pieprzony potwór.

Nasze spojrzenia się spotykają.

Strach przebiega po moich plecach i powoduje lekki zawrót głowy. Przełykam przerażenie, które wciąż usiłuje wydostać się z gardła.

Cień wydaje z siebie niski, monotonny dźwięk. Odrętwiałam. Kątem oka dostrzegam, jak prostuje palce wskazujące, a potem przyciska opuszki do siebie. Zupełnie, jakby czuł się zakłopotany. Albo zawstydzony.

Odbiło mi. Całkowicie mi odbiło.

Potwór odwraca się do mnie plecami. Panikuję. To pierwsza od długiego czasu reakcja. Nie wiem, co zrobi. Nie wiem, co może mi zrobić. Postanawiam się odezwać.

- Hej.

Wyrzucam z siebie jedno słowo, jednocześnie nie mogąc uwierzyć w to, jaka żałosna teraz jestem. Pookładałam się poduszkami, mając nadzieję, że taka bariera w czymś pomoże. Do tego rozmawiam z czymś, co nawet nie istnieje.

Bo nie istnieje. To tylko wytwór mojej wyobraźni.

Prawda?

Zatrzymał się. Przez jedną krótką chwilę myślę, że mnie nie słyszał, ale sekundę później przechyla „głowę” na bok. Mam wrażenie, że czeka, aż zacznę mówić.

- Czy ty... – mój głos drży. – Czy ty mnie rozumiesz?

Zero reakcji.

- Słyszysz? Mówię do ciebie... Przynajmniej daj mi jakiś znak...

Wszystko jest dokładnie takie, jakie było.

- Czyli nie rozumiesz. Skoro nie rozumiesz, a chcę, żebyś mnie rozumiał, to muszę być nieźle naćpana. Albo popierdolona. Bo w sumie, jeśli sobie ciebie wyobraziłam to... to mogę tobą sterować. W końcu to moja wyobraźnia. Tak. Nie mam się czego bać. To tylko wyobraźnia. He. He he he he.

Niepewny chichot przenika przez ciszę. Kieruję wzrok w stronę drzwi. Muszę stąd wyjść i zgłosić pielęgniarce, że się źle czuje. Zrobię coś takiego po raz pierwszy w życiu, ale te wyraźne napady psychozy mnie niepokoją.

- Tak. – myślę na głos. – To wszystko nie dzieje się naprawdę. He. He he he he he.

Uśmiecham się do siebie i zwlekam ciało z łóżka. Bosą stopą dotykam zimnej podłogi. Wyjdę stąd. To szaleństwo nie może mnie pochłonąć. Muszę coś zrobić. Wydaje się, że w moim wnętrzu panuje obecnie taki chaos, że już sama nie wiem co mam czuć.

Kiedy mam zamiar już stanąć na własnych nogach, za sobą słyszę dźwięk. Był krótki i niewyraźny, ale cisza wyraźnie podkreśliła jego obecność. Odwracam głowę bardzo powoli. W tym samym momencie zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam była to zignorować. Jest tak blisko mnie. Tak blisko mnie. Tak blisko mnie.

Wspiął się na łóżko.

Usiłuję odskoczyć w bok, by znaleźć się poza zasięgiem stwora, ale moje ciało okazuje się okropnie ciężkie. Upadam. Uderzam policzkiem o panele, a gdy tylko odzyskuję świadomość tego, co dzieje się wokół, przysuwam się do ściany. Przylegam do niej, bezustannie drżąc. Moja sukienka się rozdarła.

Cień przykucnął na poduszce. Koślawymi dłońmi pochwycił miętówki i wepchnął je naraz do... ust. Obserwuję, jak rozdziera paczkę i wylizuje wszystkie okruszki. Mruczy przy tym w wysokim tonie. Zdaje się, że kompletnie skupił się na pożeraniu cukierków. Dostrzegam szansę wydostania się z pomieszczenia, gdy potwór przerzuca koc w poszukiwaniu zaginionej słodkości. Mogłabym powoli doczołgać się do drzwi i uciec. Tak. Właśnie. To dobry plan.

Słyszę, jak krew pulsuje w mojej głowie.

Przesuwam się o pięć centymetrów, kiedy nagle cień się odwraca. Przestaje szukać. Wlepia we mnie te swoje duże, błyszczące oczy. Zostałam sparaliżowana.

Mój świat gwałtownie zwalnia, gdy kreatura kieruje swoje długie, chude ręce w moją stronę. Otwieram oczy tak szeroko, że mam wrażenie, że gałki oczne za chwilę wypadną. Czuję przerażenie na ustach. Zaciskam powieki z całych sił, by odizolować się od tego dziwactwa przynajmniej mentalnie, ale odgłos burczenia otwiera mi oczy.

Umieram, widząc go dokładnie parę kroków przede mną. Dławię się niedowierzaniem, gdy na dłoni tego czegoś, która wyciągnięta jest ewidentnie w moją stronę, spoczywa miętówka. Miętówka. Cholerna miętówka.

Ja pierdolę. Miętówka!

Cień przygląda mi się uważnie. Potrząsa dłonią, jakby chciał zachęcić nie do zjedzenia cukierka.

Nie wytrzymam tego dłużej.

Mój oddech się urywa. W głowie panuje jeden wielki hałas, a serce nie nadąża tłoczyć krwi. Chyba właśnie mam zawał. Chyba właśnie osiągnęłam szczyt zaszczucia emocjonalnego.

- Nie... – wykrztuszam, kiedy potwor wydaje z siebie dźwięk. Poirytowany dźwięk. – Nie chcę tego.

Jego czarna, koścista łapa jest już tuż przy moim nosie, a ja nie jestem w stanie nawet drgnąć.

Znowu słyszę pomruk.

- Dziękuję, ale naprawdę...

Pomruk niezadowolenia.

Przenoszę wzrok na cukierka, który spoczywa wciąż na czarnej skórze cienia. Chyba... chyba nie mam wyboru. Muszę go... wziąć... Mam tylko nadzieję, że nie był w jego „ustach”.

Niepewnym ruchem ręki zgarniam miętówkę. Chwilę zastanawiam się nad schowaniem jej w staniku albo rzuceniem gdzieś w kąt, ale to niemożliwe. On wciąż patrzy. Śledzi każdy mój najmniejszy ruch.

Słodki smak rozpływa się po podniebieniu, kiedy miętus ląduje na moim języku. Przyjemność z jedzenia słodyczy miesza się ze świadomością, kto mi je podarował. Czuję się nieswojo.

Zdziwienie wypełnia moje płuca, kiedy po kilku uderzeniach serca zauważam, że potwór zachowuje się nieco inaczej. Nie patrzy już na mnie tym wkurzonym, niebezpiecznym wzrokiem. Cielsko przyjęło mniej agresywną postawę, a okrągłe oczy się powiększyły. Dokładnie dziesięć centymetrów dzieli mnie od tego monstrum, które dotychczas wydawało mi się czymś kompletnie irracjonalnym i groźnym. To było coś, czego się bałam.

A teraz, słysząc, jak się śmieje, przestaję odczuwać nawet zwykły niepokój.

Tak, właśnie. To się śmieje.

- Co? – mój głos się łamie. – O co ci chodzi?

Jedyna jego reakcja to przebieranie palcami. Drapie podłogę. Przestał chichotać.

- Czym... czym jesteś? Czemu mnie prześladujesz? – nawet się nie łudzę, że mi odpowie. Mimo wszystko wciąż próbuję nawiązać kontakt. Chociaż to nieco głupie i dziwne, ale moja intuicja podpowiada mi, że nie muszę się tego bać. Strach po prostu uciekł. Zniknął. Pozostało jedynie zaciekawienie.

Zastanawiam się, czy uśpił moją czujność, by zabić mnie w najmniej oczekiwanym momencie.

- Możesz przestać... możesz się pojawiać? Nie chcę was widzieć. Nie chcę. Jesteście zbyt nierealni, tacy groteskowi. Chciałabym, żebyście zniknęli. Kiedy na was patrzę robi mi się niedobrze. Nie chodzi o to, że was nie lubię, ale...

Nie wierzę, że rozmawiam ze swoim największym lękiem. Nie wierzę, że próbuję go nie urazić.

Nagle cień rozkłada swoje długie palce przed moją twarzą. Mam ochotę uciec, ale na drodze staje mi ściana.

- Co? Co robisz?

Gubię oddech między kolejnymi słowami. Tkwię w bezruchu jeszcze przez długą chwilę, zanim uświadamiam sobie, czego ode mnie oczekuje. I nie mogę uwierzyć, że jestem gotowa to zrobić.

Unoszę rękę. Prostuję pięć palców lewej dłoni i przyciskam skórę do skóry cienia. Jest zimna. Trochę zimniejsza niż się spodziewałam. Czuję się tak, jakby całe ciepło uchodziło z mojego ciała, całe życie, które pozostało w tym marnym ciele przechodziło we własność stwora. To mnie przeraża, ale nie jestem w stanie zerwać kontaktu, ponieważ moje oczy stają się ślepe. Moje uszy stają się głuche. A ja ot tak po prostu tonę w ciemności. To trwa kilka chwil. Później pojawia się rozmazany obraz tej szurniętej psycholki. Wpadam w lekką panikę, ale zanim przerażanie zatapia swoje zęby w mojej szyi, wszystko momentalnie staje się normalne.

Znów jestem w swoim psychiatrykowym pokoju, a obok mnie znajduje się twór wyobraźni, który zeżarł całą paczkę miętówek.

Dezorientacja stępia moje zmysły. Usiłuję połączyć wątek szurniętej Zośki z tym, co się przed chwilą stało, jednak moje przemyślenia zostają przerwane przez dźwięk uchylających się drzwi.

Zanim pojmuję, co się dzieje, cień rozsypuje się. Zupełnie jak za dotknięcie czarodziejskiej różdżki. Po prostu znika, jedynie wirujące w powietrzu cząsteczki, świadczą o tym, że kiedykolwiek tu był.

Spoglądam w stronę wejścia, wciąż siedząc na podłodze.

- Hanno. – odzywa się gruby męski głos. W pierwszej chwili nie przechodzi mi nawet przez myśl, że jego właścicielem jest Edek. Nie przekroczył progu. Patrzy na mnie, zachowując odpowiedni dystans. Zawsze tak robi. – Twój ojciec dzwoni. Odbierz połączenie w salonie.

***

Podchodzę do aparatu i chwytam słuchawkę. Przyciskam ją do ucha, starając się ignorować bębniący odgłos w piersi. Przez gwałtowny napływ adrenaliny, straciłam siłę. Ledwo trzymam się na nogach. Jestem zmęczona. To zbyt dużo jak na jeden dzień. W dodatku nie mam ochoty rozmawiać z ojcem. Nie dzwoni często, a jeśli to robi, to oznaczać może tylko jedno. Biznesy. Nie chodzi mu o troskę o własne dziecko. Wykorzystuje córkę psycholkę jako pretekst do prowadzenia interesów z Edmundem.

Fajnie wiedzieć, że jednak do czegoś się przydaję.

Zanim się odzywam zerkam w stronę doktorka. Bacznie mnie obserwuje, siedząc na kanapie i udając, że zajmuje się pacjentami. Zawsze to robi. Zawsze mnie pilnuje podczas rozmowy z tatą.

- Witaj Hanno. Jak się masz?

- Część. U mnie w porządku. A u was?

- Również.

Zagryzam wewnętrzną stronę policzka. Tak właśnie wyglądają nasze rozmowy. Pierwszy etap to: sztuczna troska.

- Jak twoja terapia?

- Dobrze. Niedługo wyjdę.

- Wspaniale. – ani krzty entuzjazmu.

- No.

Nagle zapada długa cisza. Dostatecznie długa, by zadać sobie pytanie, po co dzwoni. Nie muszę jednak samodzielnie szukać odpowiedzi, ponieważ głos w słuchawce ponownie się odzywa.

- Słyszałem, że masz znajomego w szpitalu.

Pozostaję niezruszona. Wybijam wzrok w jeden punkt, starając się nie czuć. Wiem, co chce mi powiedzieć. Zastanawiam mnie tylko, kto mu o tym powiedział.

- Cóż... cieszę się, że masz przyjaciół.

Zagryzam dolną wargę tak mocno, że krew barwi mój język. Nie chcę tego słuchać. Pieprzony dupek. Boi się. Wiedziałam, że rodzice nie chcą, by ktokolwiek wiedział, gdzie teraz jestem, ale nigdy otwarcie tego nie okazywali. Nie w tak brutalny sposób.

Ta rozmowa prowadzi do tego, do czego prowadzi zawsze. Poprosi mnie o zachowanie dystansu, który jest zbyt oczywisty, ponieważ całe życie trzymam się na dystans.

- To ktoś z twojej starej szkoły, tak?

Chwytam za broń w swoim sercu i bezwzględnie morduję emocje. Postanawiam szybko skończyć tę rozmowę, więc mówię:

- Nie masz powodu się o to martwić. – mój śmiech wypełnia pomieszczenie. – Już nikogo nie mam.

- O czym mówisz, Hanno? Masz nas.

Cichnę. Nie odważam się nawet poruszyć. Jestem pod wrażeniem. Nie wiedziałam, że można komuś wciskać kłamstwo, gdy ten ktoś jest tego świadomy. Co za bezczelność.

- Tak. – szepczę. – Mam was.

- Gdybyś mogła...

Nie słyszę już, co mówi. Nie chcę tego słyszeć. Po prostu wyciągam rękę z zamiarem odłożenia słuchawki, ale nagle zostaję powstrzymana. Ktoś wyrywa mi ją z dłoni i zaczyna szybko mówić.

Edmund wita się z moim ojcem słowami, jakimi mógłby witać króla. Zerkam na niego, oceniając żałosność sytuacji. Pewnie znów będzie prosić o pieniądze.

Wzdycham. Odwracając się na pięcie, zmierzam do pokoju. Zostawiam tą całą popierdoloną realność za sobą. Myślę tylko o spaniu. Chcę spać. Chcę się położyć.

Aleksy, nie wiem, czy dam sobie bez Ciebie radę.

***

Koślawe cienie przedmiotów wijął się na ścianach. Słońce już dawno zaczęło zachodzić. Kolejny dzień uciekł przez moje palce, ale to nie był dzień, o którym będę mogła zapomnieć. To był dzień z rodzaju takich dni, kiedy czuje się wyłącznie ucisk sercu. Ten dzień jest końcem. Ten dzień mnie zniszczył.

Opieram się o umywalkę. Podnoszę wzrok, napotykając na swojej drodze odbicie dziewczyny. Jest okropnie chuda. Do tego zdaje się, że płakała. Bladość jej skóry mnie przeraża, ale doskonale zgrywa się z całkowicie białymi włosami.

Dotykam tafli lustra. Naprawdę to wszystko, co ze mnie zostało?

Uderzam pięścią w porcelanę. Nie wiem. A ta niewiedza mnie dobija. Nie potrafię już niczego poskładać w całość. Wszystko zniknęło, a w puste miejsce pojawiły się nowe znaki zapytania. Przeraża mnie najbardziej to, że od teraz cały ciężar spoczywa na mnie, a ja nie mam pojęcia czy zdołam go unieść.

Ocierając nieustannie płynące łzy, chwytam nożyce, które udało mi się przemycić do łaźni. Chwilę wpatruje się i ich ostrze, myśląc, czy nie prościej byłoby po prostu przeciągnąć ostrzem po nadgarstku.

Karcę siebie w duchu za taką myśl. Zaciskam zęby, postanawiając być silna. Nie mogę ulec. Nie dam się złamać.

Niech cały świat stanie przeciwko mnie...

Uda mi się stąd wyjść, choć nie mam, kurwa, pojęcia jakim sposobem.

Unoszę dłoń i robię pierwsze cięcie. Potem drugie. Potem trzecie. Pukle długich, niegdyś czarnych włosów, opadają na podłogę. Pociągam nosem. Kiedy kończę, moja fryzura sięga do obojczyka. Jest nieporządna i okropnie wykonana.

Uśmiecham się do tej innej siebie. Przeciągam dłonią po głowie, zastanawiając się, jakim cudem włosy tak szybko zrobiły się jasne. Przynajmniej teraz nie będę musiała ich czesać. I cicho liczę na to, że ta przemiana w czymś mi pomoże.

Chowam nożyce pod ruchomymi kafelkami, by zachować je na wszelki wypadek, jeśli nie dam sobie rady psychicznie. Sprzątam bałagan, który narobiłam, a potem wychodzę i kieruję się do pokoju.

Na korytarzu jest cicho. Wszystkie świry dostały leki uspokajające po tym, jak wybuchło zamieszanie na terapii. Teraz pewnie śnią sobie o jednorożcach i cholera wie, o czym jeszcze. Przyciskam pięść do serca, starając się nie popadać w melancholię. Obecnie moje emocje są zawieszone na huśtawce, która kołysze się między bezuczuciowością, a skrajnością.

Boję się, że eksploduję.

Naciskam na klamkę. Słyszę ciche skrzypnięcie drzwi, po czym przechodzę przez próg.

Zatrzymuję się, nie mogąc uwierzyć. Brakuje mi tchu. Moje serce gwałtownie przyspiesza, a ja duszę się niedowierzanie.

Cień siedzi na moim łóżku, przykryty do połowy kocem. Odwraca łeb w moją stronę, a kiedy mnie dostrzega, podnosi rękę i macha do mnie.

Macha. Do mnie.

Zamarzłam w bezruchu, kompletnie nie wiedząc, co mam zrobić, a radosne mruczenie wypełnia cały pokój.

Może jednak nie jestem aż tak całkowicie osamotniona?

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12035-Wciaz-patrza-18

----------------

Fanart od Anny. ---> https://www.facebook.com/1455858561318535/photos/a.1455869337984124.1073741827.1455858561318535/1701876783383377/?type=3&theater

Jeszcze raz dziękuję za piękny obrazek :D

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Opowiadanie boskie a co do imienia głównej bohaterki, niczego sobie ��
Odpowiedz
Ty zes z tego stwora zrobila kiciusia mruczka. Ale cudnie mam juz pomysl jak go narusowac w wersji strasznej jak i tej slodko mruczacej:) jhah cudo czytam dalej sory ze tak dlugo mi to idzie ale ostatnio nawal mam obowiazkow:)
Odpowiedz
Jestem Twoim czytelnikiem od początku, chociaż wcześniej nie pisałem. Opowieść, którą snujesz jest genialna!! Świetny klimat, odpowiednio budowane napięcie i oczywiście konczenie części w najmniejszym odpowiednim momencie!! BOMBA!!! W części 17 przeszłaś samą siebie doprowadzając do bezpośredniego kontaktu bohaterki ze stworem w sposób humorystyczny!! Świetny zabieg!! Pomyśl o zastosowaniu czarnego humoru częściej i właśnie w taki sposób, nie tylko w postaci ironicznych komentarzy głównej bohaterki, ale również sytuacyjnie. Dobra robota!! Czekam na kolejna część!
Odpowiedz
Dzięki za motywację! :D
Odpowiedz
Najlepsz część, coraz ciekawiej się robi :)
Odpowiedz
świetne opowiadanie, daaaawno nie czytałam tu niczego równie dobrego. Swoją drogą bardzo chętnie bym obejrzała film na podstawie tej opowieści :)
Odpowiedz
Ja również :D
Odpowiedz
Kiedy kolejna część?? :D 1 zaczęłam czytać 4 godziny temu i jest suuuper *,*
Odpowiedz
Kolejne części pojawiają się w niedzielę o 12 ;) I witaj w naszej małej rodzince, nowy czytelniku! :D
Odpowiedz
To było super twoje opowiadanie jest najlepszym jakie czytałam pisz dalej. Będe niecierpliwie czekać do kolejnej niedzieli. I fajnie że Cień chcę się z Hanną zaprzyjaźnić. Liczę na to że się zakolegują i że Aleksy wróci.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje