Historia

Pani Norris

mysterytv 8 3 lata temu 4 573 odsłon Czas czytania: ~8 minut

Kate siedziała wygodnie w skórzanym fotelu, wtulona w gruby koc. Ogrzewała się trzymając w dłoniach kubek gorącej czekolady. Obserwowała przez okno poczciwą panią Norris, 70-letnią staruszkę z naprzeciwka, która przedzierała się przez zaspy trzymając na rękach kociaka. W ten sposób wyprowadzała go na krótki spacer, który ograniczał się do załatwienia pierwszej potrzeby.

W myślach podziwiała ją. Wychodziła tak codziennie, za każdym razem z innym kotem. Ile ona mogła ich mieć? Dziesięć? Dwadzieścia? A może nawet trzydzieści. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że nigdy nie widziała kilku kotów na raz. Zawsze pojedynczo.

Kate pomyślała, że sprezentuje staruszce kuwetę, aby futrzaki nie musiały biegać po śniegu i dygotać z zimna, bowiem większość z nich miała zapewne kilka miesięcy. Wieczorem i tak miała jechać do hipermarketu, zatem nie powinna mieć problemu ze znalezieniem tam jakiegoś wychodka dla kotów i torby żwirku.

Po dopiciu czekolady, wygrzebała się spod grubego koca i ruszyła do łazienki, aby poprawić nieco makijaż. Zima w tym roku była dosyć ostra. Wzięła to pod uwagę zakładając t-shirt, następnie koszulę na długi rękaw oraz sweter. Całość zwieńczył gruby, wełniany płaszcz. Nie lubiła zimy. Nawet z tyloma warstwami ubrań zmarznie jadąc do miasta. Jej samochód potrzebował co najmniej 30 minut aby zacząć wpuszczać do środka jakiekolwiek ciepłe powietrze. Natomiast gdy znajdzie się w sklepie, będzie się pocić i zdejmować kolejne części garderoby. I jak człowiek ma się nie przeziębiać?

W hipermarkecie zrobiła zakupy na nadchodzący weekend. Pieczywo, mięso, masa słodyczy i kilka butelek piwa. Na koniec udała się w poszukiwaniu akcesoriów dla zwierząt, które odnalazła bez problemu. Zadowolona sama z siebie i własnej dobroci ruszyła w drogę powrotną.

W domu rozpakowała wszystkie zakupy i zaparzyła jeszcze jeden kubek gorącej czekolady. Musiała się ogrzać po wypadzie w mroźne przestworza. Usiadła na swoim ulubionym fotelu obserwując świat za oknem. To była jedna z jej ulubionych form spędzania wolnego czasu. Potrafiła dostrzec wszystko, nawet pojedynczy płatek śniegu. Teraz poza neonem latarni widziała niewiele. Spojrzała na zegarek i zorientowała się, że jest już prawie ósma wieczorem. Ponownie opuściła swój ulubiony kącik, aby udać się do sąsiadki i podarować jej ten drobny prezent w postaci kuwety. Teraz darowała sobie zakładanie warstw ubrań. Założyła tylko płaszcz i czapkę. Przecież to raptem po drugiej stronie ulicy.

Dzielącą ją od sąsiadki przecznicę pokonała kilkoma krokami, po chwili znajdując się na podwórku pani Norris. Kate zauważyła panującą w całym domu ciemność. Nie była w stanie dostrzec najmniejszego źródła światła. Wszystko wyglądało tak, jakby staruszki nie było w domu. Ostrożnymi krokami podeszła do drzwi wejściowych. Zmarzniętą dłonią zapukała o lakierowane drzwi ze srebrną klamką. Gdy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, spróbowała ponownie.

Nadal cisza.

Tuż obok znajdował się dzwonek. Kate wcisnęła guzik i przytrzymała przez kilka sekund, słuchając niezidentyfikowanej melodyjki roznoszącej się echem po całym wnętrzu. W tym momencie pomyślała, że pani Norris może już śpi. W końcu to starsza kobieta, a ludzie w tym wieku często chodzą spać o zmroku i wstają wcześniej niż słońce.

Nadal żadnej reakcji. Już miała wrócić do siebie, gdy dotarł do niej cichy, stłumiony dźwięk, który do tej pory izolowany był przez czapkę.

Radio.

Albo telewizor.

W każdym razie coś grało.

Kate zawsze miała dziwne przeczucia, dlatego nie zdziwiła jej wizja pani Norris leżącej gdzieś na podłodze, nieprzytomnej i bezradnej, bez możliwości wezwania pomocy. Wiedziała, że to co chce zrobić nie jest zgodne z prawem ani jakimikolwiek elementami kultury, lecz w razie czego będzie miała dobrą wymówkę. Chwyciwszy za klamkę wykonała delikatny obrót. Drzwi ustąpiły, ukazując spowite ciemnością wnętrze. Ostrożnie weszła do środka rozglądając się, czy jakieś kociaki nie przybiegły jej na powitanie. Nikogo wokół nie było.

– Pani Norris! – zawołała idąc w głąb korytarza. – Tutaj Kate Wood, sąsiadka z naprzeciwka.

Kate miała nadzieję, że jeśli pani Norris ją usłyszała, za chwilę tutaj się pojawi. W tym czasie nie omieszka, ze zwykłej wścibskiej ciekawości rzucić okiem na salon staruszki. Był bardzo... jakby to trafnie nazwać... surowy. Ściany pokryte białą farbą, na których nie znajdowało się zupełnie nic. Zazwyczaj ludzie w jej wieku wieszają dużo obrazów, gadżetów i innych ozdób, aby nie mieć wrażenia ciągłej samotności i pustki. Najwidoczniej pani Norris tego nie potrzebowała, mając tyle kotów.

Właśnie... koty... Jak do tej pory nie spotkała ani jednego, a przecież mając ich kilka lub kilkanaście, jakiś powinien się tu gdzieś zaplątać.

Cały salon sprawiał wrażenie dokładnie takie samo jak ściany. Pustka i nicość. Oprócz dużej ławy i małego telewizora nie było tutaj niczego. Idąc dalej Kate trafiła chyba do kuchni. Zdecydowanie różniła się od salonu. Mnóstwo naczyń, garnków, kotłów, duża lodówka. Najwidoczniej pani Norris lubi gotować. Zresztą niedawno musiała pichcić jakieś danie, bowiem w powietrzu wciąż unosił się przyjemny zapach przypraw. W ciemności dostrzegła również kształty czegoś, leżącego na blacie, na stole a nawet na podłodze.

Po chwili jej wzrok coraz bardziej zaczął przyzwyczajać się do ciemności. Jako tako docierały do niej szczegóły tego, na co trafiła w kuchni. Wtedy właśnie zorientowała się, że na blacie leży kot.

– O matko, kiciula, jak ty żeś tutaj wskoczył? Pewnie po tym taboreciku. Lubisz sobie spać na blacie? Przy ciepłym grzejniku?

Wyciągnęła rękę i dotknęła futrzaka. W tym momencie wydała z siebie mocno stłumiony okrzyk. Zwierzak był twardy i zimny, niemal zmrożony. W przypływie paniki rozejrzała się na boki szukając na ścianie jakiegoś przełącznika.

Jest.

Jedno pstryknięcie i całe pomieszczenie wypełniła olśniewająca biel jarzeniówki. Kate zmrużyła oczy, dając sobie czas na przyzwyczajenie do nowych warunków. Po upływie kilku sekund jeszcze raz spojrzała na zwierzaka, który leżał nieruchomo na blacie. Sztywny, zimny i martwy. Tuż obok leżała odcięta głowa drugiego futrzaka, przy której spoczywał pokryty zaschniętą krwią nóż. W garnku, który stał tuż przy samym zlewie znalazła tułów, wydając z siebie kolejny pisk przerażenia.

Spanikowana postanowiła stąd uciec i wezwać policję. Zdecydowanym ruchem obróciła się na pięcie, stając oko w oko z panią Norris. Kolejny krzyk, tym razem głośniejszy, wydobył się z jej gardła. Wpadła.

– Mogłabym panią zastrzelić – oznajmiła spokojnym acz stanowczym głosem staruszka.

– Słucham? – Kate jeszcze była w szoku.

W szoku związanym z tym co odkryła oraz z tym, że została właśnie przyłapana.

– Weszła pani na mój teren. Mogłabym panią zastrzelić. Jak włamywacza.

– Przepraszam... ja... – Kate nie wiedziała co ma jej odpowiedzieć. Kompletnie zgłupiała. – Ja... przyniosłam prezent dla pani. Kuwetę.

– Kuwetę? Dla mnie? Nie wiem jak pani, ale ja załatwiam się w toalecie, nie w kuwecie.

– Tak, tylko ja wiem, że ma pani bardzo dużo kotów... wiem, że wychodzi pani z nimi na spacery... pomyślałam, że będzie to wygodniejsze, zwłaszcza teraz, kiedy mamy zimę.

Kate czuła, że pali jej się grunt pod nogami. Wiedziała, że zdania które składa są bez sensu i przypominają bełkot.

– Dla moich kotków? Oo, dziękuję pani bardzo! – wyraz twarzy pani Norris stał się cieplejszy, serdeczniejszy. – To naprawdę miło z pani strony. To są małe kociaki. Ciężko im załatwiać się w zaspach śniegu. Dziś Filutek prawie odmroził sobie łapki.

– No właśnie... zatem... proszę bardzo.

Kate wręczyła plastikową kuwetę staruszce. Nadal nie wiedziała, co powiedzieć i jak wybrnąć z tej sytuacji.

– Zastanawia się pani pewnie co tutaj się stało, prawda? – zapytała po chwili pani Norris.

– Nie, skąd... po prostu przestraszyłam się tych dwóch martwych kotów.

Staruszka zrobiła smutną minę, podchodząc do leżących na blacie zwłok futrzaków.

– Tak naprawdę to co robię nie jest chyba legalne – oznajmiła po chwili, palcem głaszcząc odciętą główkę. – Nie wiem czy pani wie, ale wypycham te zwierzaki.

– Wypycha?

– Tak. Tak jak te eksponaty na różnych wystawach. Albo jak ci pasjonaci.

– Nie rozumiem... to znaczy wiem co to znaczy, ale nie rozumiem dlaczego.

– Uwielbiam koty. Zawsze je miałam i zawsze było ich dużo. Zdarza się, że niektóre odchodzą. Odchodzą ze starości lub z powodu jakiegoś choróbska.

Kate słuchała staruszki z nieukrywaną ciekawością.

– Nie byłabym w stanie ot tak iść i zakopać ich w ogrodzie. Nie mogłabym żyć z myślą, że przez kilka dni zostaną całkowicie zeżarte przez robale. Dlatego je wypycham. Wypycham i zostawiam ze sobą na zawsze.

W tym momencie Kate zrobiło się szkoda tej kobiety. Widać, że darzyła zwierzęta ogromną miłością, zwłaszcza koty, ale żeby odcinać im głowy? Gotować w garnku?

– To, co pani tutaj zastała, to właśnie przygotowanie moich dwóch pociech do tego procesu. Nie wiem czy to panią interesuje, bowiem szczegóły nie są niestety przyjemne. Jak pani widzi, trzeba je zamrozić a następnie wygotować, żeby pozbyć się wszelkiej zarazy. A następnie zostaje już tylko wypchanie.

– Rozumiem, ale faktycznie dla mnie to trochę zbyt... nieapetyczne.

Staruszka uśmiechnęła się od ucha do ucha.

– Nie będę już przeszkadzać. Pójdę już.

– Jeszcze raz dziękuję za prezent. Na pewno się przyda. Odprowadzę panią.

– Nie, nie trzeba. To przecież tylko kilka kroków. Proszę nie robić sobie kłopotu.

Kate czym prędzej odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi wejściowych. Teraz śmiała się z siebie, że tak łatwo dała się nastraszyć. Było jej też głupio, że zaczęła mieć jakieś dziwne podejrzenia wobec tej staruszki. Właściwie to co ona sobie myślała? Że ta siedemdziesięcioletnia kobieta morduje koty? I co? Gotuje je w garnku?

"Kate, jesteś żałosna!" - powiedziała do siebie w myślach. Ona tylko je wypycha.

W tym momencie do głowy uderzył ją inny szczegół. Skoro je wypycha, to gdzie w takim razie są te "eksponaty"? Tutaj nie widziała ani jednego.

"Przestań! Pewnie większość czasu spędza w sypialni na górze i tam ma wszystkie kociaki, zarówno te żywe jak i sztuczne" – kolejna uwaga głosu rozsądku.

Mijała właśnie ławę stojącą tuż przy telewizorze. Jeden drobny szczegół sprawił, że na moment zwolniła kroku, a zarazem poczuła, jak jej serce przyspiesza rytm swojej pracy niemal pięciokrotnie. Towarzyszyło temu uczucie dreszczu, postawienia do pionu niemal każdego włoska na jej ciele.

Na ławie dostrzegła talerz oraz sztućce. Talerz, na którym znajdował się niedokończony kawałek mięsa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że mięso nie zostało obdarte z futra.

W tym momencie Kate poczuła mocne uderzenie prosto w tył jej głowy. Miała wrażenie, jakby znalazła się pod wodą, słysząc tylko szum. Upadła na podłogę. Obraz bardzo szybko zaczął rozmazywać się jej przed oczami. Dostrzegła panią Norris, trzymającą solidną łopatę w rękach.

– Trzeba było pilnować swojego nosa. A tak? Najpierw trafi pani na stół moich kotów, które obgryzą panią dosłownie do kości. Potem to samo z nimi zrobię ja.

Po tych słowach kobieta uniosła łopatę, wymierzając ostatni, pozbawiający Kate życia cios.

OFICJALNA WERSJA AUDIO:

https://www.youtube.com/watch?v=1kHO4VqL_mc

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Szczerze mówiąc, miałem przez chwilę nadzieję, że jej nie zabije... Tylko da ją kotom do zjedzenia żywcem :/
Odpowiedz
CHUCK NORRIS
Odpowiedz
Gdy tylko przeczytałam tytuł miałam w głowie jedno "Harry Potter", a potem 'Kate Wood'. Przypadek? Nie sądzę...
Odpowiedz
Tak właśnie mi się skojarzył ten tytuł z kotami ale nie mogłam ogarnąć czm xD
Odpowiedz
Mój pra-dziadek miał sąsiada który też zjadał koty , czyli trochę prawdy w tym jest :l
Odpowiedz
Ten sąsiad to z Chin był ? :p
Odpowiedz
Brajan Pawlik, w chinach gustuja w psach. A tak poza tym, w wielu miejscach w Polsce są ludzie, którzy jedli i jedzą zwierzęta. Nie tylko prosiaki czy kury. Psy i koty często trafiają na ich stół
Odpowiedz
Dawno nie czytałam tak dobrego opowiadania. Tęskniłam za tym :) Moze i przewidywalne, ale bardzo przyjemnie się czyta
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje