Historia

Straszna historia spisana przez życie

coldblood 12 5 lat temu 9 204 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Grudniowe wieczory mają to do siebie, że zwykle pojawiają się one wcześniej niż powinny. Mała Milly wyglądała przez okno, licząc opadające delikatnie płatki śniegu, wyraźnie odznaczające się na tle mroku. Podczas tych grudniowych wieczorów lampy zapalano już po południu, a Milly musiała kłaść się spać wcześniej niż zazwyczaj.

Zasiedli do kolacji o 19:30. Była to już niemal tradycja. Ona, mamusia, tatuś i mały braciszek – Davie. Davie pluł i brudził swoje ubranko oraz wszystko dookoła, gdy mamusia go karmiła. Czasami matka na siłę wpychała mu malutką łyżeczkę do ust, a on wtedy wymiotował na jej ręce.

- Ty nigdy nie chcesz jeść – warczała, bardziej do siebie, niż do małego – Jak masz wyrosnąć na silnego chłopca?

Myła wtedy dłonie z wściekłością i szorowała twarz Davie’ego, a ojciec próbował uspokoić matkę, powtarzając, aby się nie martwiła. I puszczał do Milly oczko, przedrzeźniając rozdrażnioną minę matki.

Tego wieczora jednak Davie nie pluł i nie rzygał.

- Mamusiu, czy mogłabyś dzisiaj spać ze mną? – spytała dziewczynka, widząc dobry humor matki.

Lecz ta zmarszczyła tylko brwi.

- Tydzień temu spałaś w naszej sypialni. Ja i tatuś też chcemy mieć trochę czasu dla siebie. Kiedy w końcu nauczysz się, że w twoim pokoju nie ma żadnych potworów?

Mamusia już od jakiegoś czasu próbowała przekonać Milly, że nic jej nie grozi. Każdego dnia w obecności córki sprawdzała szafę i przestrzeń pod łóżkiem, zapewniając ją, że nie ma tam żadnego potwora, żadnej zjawy czy straszydła. Ale Milly nie wierzyła. Przecież to coś odwiedzało ją niemal co noc.

Tamtej nocy, gdy spała w łóżku tatusia i mamusi, również przyszedł. Milly nie widziała go, gdyż zaciskała powieki jak najmocniej, wtulając się w pierś mamy. Czuła jednak na sobie jego wzrok, spojrzenie świdrujących oczu, a także obrzydliwy zapach, który przyprawiał ją o mdłości. Dałaby głowę, że czasem nawet jego macki powoli ściągały kołdrę z jej ramion. Lecz wówczas Milly otwierała oczy i patrzyła to na mamusię, to na tatusia, szukając w nich jakiejś obrony. I wtedy przestawał.

Dziewczynka nie mogła spokojnie przełknąć kawałka ciepłego naleśnika z wiśniowym dżemem. Czuła niepokój, że znów będzie musiała zostać sama w swoim pokoju, pogrążonym w całkowitej ciemności. Czasami mamusia zostawiała przy jej łóżku zapaloną lampkę, lecz potwór gasił ją za każdym razem, gdy się pojawiał.

- Wychodzę dziś do pubu – rzekł ojciec, między kęsami. Matka zrobiła dziwną minę.

Milly poczuła wówczas jeszcze większą trwogę. Zjawa nawiedzała ją niemal zawsze, gdy ojciec wychodził do pubu.

- Tatusiu, proszę, nie idź! – krzyknęła Milly i wskoczyła ojcu na kolana. Ten uśmiechnął się szeroko i położył żylastą dłoń na jej udzie.

- Nie martw się. Wrócę niedługo.

Mamusia wyciągnęła Milly z ciepłej kąpieli i postawiła przed lustrem. Wycierała skórę dziewczynki miękkim, bawełnianym ręcznikiem, a Milly patrzyła na swoje odbicie. Dziecko wpatrujące się w nią zza drewnianych ram miało pulchne ciałko, okrągłą buzię, duże błękitne oczy i jasne włosy, mokre i zaczesane do tyłu.

- Możesz iść już do swojego pokoju – powiedziała matka, wkładając przez głowę dziewczynki jedwabną koszulę nocną.

A Milly posłusznie odchodziła, wspinała się po schodach na piętro i ukrywała się w łóżeczku, w kokonie z grubej kołdry.

Zasnęła szybko. Czuła kluchę w gardle i ciągle przełykała ślinę, by się jej pozbyć. Nie udawało się to jednak, dlatego odpuściła. Zamknęła oczy i pozwoliła sobie odpłynąć w sen, mimo że była świadoma czekających ją zagrożeń. Zacisnęła drobne ręce w piąstki i przytuliła do piersi małego misia z szklanymi, czarnymi oczkami.

Obudził ją hałas na dole. Zanim jeszcze zdążyła otworzyć oczy poczuła, że cała się trzęsie. Przyszedł. Wiedziała.

Przychodził niemal zawsze. Robił straszne rzeczy. Mama też go widziała, dlatego Milly wciąż nie wiedziała, czemu ta nie próbuje jej pomóc. I Davie też go widział. Zawsze wówczas strasznie płakał i krzyczał, co doprowadzało potwora do jeszcze większego okrucieństwa. Milly pamiętała jeszcze, jak potwór wrzucił jej małego kociaka do pieca. Dziewczynka przez długi czas słyszała w myślach pisk, który miotał zwierzęciem, zjadanym przez płomienie ognia. Ale później działo się najgorsze. Zawsze.

Słyszała z dołu obijanie się czyjegoś ciała o ściany, słyszała tłuczone szklanki i ciche pojękiwanie i szlochanie matki. Słyszała zawodzenie niemowlęcia. I wreszcie kroki na schodach.

Milly wstrzymała oddech. Modliła się, by tym razem potworna zjawa ominęła jej pokój i poszła dalej, wzdłuż korytarza. Na nic jednak się to nie zdało. Po policzku dziecka przepłynął cienki, łzawy strumyk.

Wciągnęła powietrze, gdy drzwi uchyliły się. Usłyszała, że coś zbliża się do jej łóżka. Zapragnęła uciec, lecz strach ją sparaliżował. Zacisnęła powieki, udając, że śpi. Chciała, by wszystko okazało się być tylko złym, wyjątkowo złym, koszmarem.

Potwór wgramolił się do jej łóżka. Poczuła jego stęchły zapach i wówczas odwróciła głowę. Ujrzała wyciągnięte wzdłuż pościeli długie, kościste kończyny, koszulę przesiąkniętą alkoholem i uśmiechniętą twarz z błyszczącymi, świdrującymi oczami i gęstą, czarną czupryną.

- Nie bój się – mruknął – Nie zrobię ci nic złego.

Podwinął jedwabną koszulę nocną Milly i wsunął pod nią swą żylastą dłoń. Jechał wzdłuż jej ud, aż wreszcie trafił w TO miejsce. Milly nie mogła już płakać. Wstrzymała tylko oddech i starała się nie zwracać uwagi na ten ból i rozpaczliwą chęć ucieczki.

Wtedy potwór zaśmiał się i przekręcił dziewczynkę na brzuch, wpychając jej twarz w poduszkę. Nie mogła już się obronić, nie mogła wykrzyczeć sprzeciwu. Mogła tylko pozwolić łzom wypłynąć i poplamić różową podszewkę. Potwór chwycił jej dłonie i odciągnął do tyłu. Zacisnął je na nadgarstkach.

I wtedy zaczynało się najgorsze, najbardziej bolesne i najbardziej upokarzające. Potwór wciskał coś twardego w to miejsce, pomiędzy jej udami. Poruszał tym czymś brutalnie, a wnętrze dziewczynki paliło, krwawiło, rozrywało się. Milly łkała z bólu, lecz nie miała odwagi się poruszyć. Robił to coraz szybciej, a jego oddech również przyspieszał. Dziewczynka tak naprawdę nie wiedziała, czemu on to robi. Nie wiedziała, co on właściwie robi. Lecz wiedziała, że jest to coś bardzo bardzo złego.

Pod koniec wydawał z siebie ciężkie westchnięcie, a ciepła, gęsta ciecz obryzgiwała uda dziewczynki. Leżał jeszcze przez chwilę przy niej, a później naciągał jej koszulę nocną i przykrywał kołdrą.

- Kocham cię, córeczko. – dodawał.

- Ja ciebie też kocham, tatusiu.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Mnie wiem co jest ze mną nie tak, ale bardziej wstrząsnęła mnie wzmianka o niewinnym kotku wrzuconym do pieca niż reszta...
Odpowiedz
Niezłe ale jak można zgwałcić własną córkę
Odpowiedz
Od samego początku byłam pewna, że potworem będzie pijany ojciec. Ale i tak jest dobre
Odpowiedz
Największe zbrodnie robi ci własną rodzina. Rodzina za zamkniętymi drzwiami. Straszne, potwory z horroru to nic z ludzkimi. Bardzo dobre i mądre.
Odpowiedz
Od połowy wiadomo o co chodzi... Ale chyba nie ma się co chwalić tym faktem, że świat nas do takich sytuacji przyzwyczaił :/
Odpowiedz
Ta pasta wstrząsnęła mną bardziej niż jakakolwiek inna. Nie ukazuje jakiś wymyślonych potworów tylko prawdziwe życie...10/10
Odpowiedz
Pokazuje jak tak naprawde ofiary widza swoich oprawcow...
Odpowiedz
Dowodzi to prawdziwości stwierdzenia, że prawdziwymi potworami są ludzie
Odpowiedz
Koniec można było przewidzieć, ale i tak mocne. 10/10
Odpowiedz
Ale miał żonę
Odpowiedz
No i co z tego że miał żonę co za idiotyczne stwierdzenie przecież większość ma kogoś a i tak gwalcą
Odpowiedz
staszne postarano sie nad tom psatom
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje