Historia

I że Cię nie opuszczę

ryhmus 7 4 lata temu 6 537 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Zuzanna nigdy nie zapomniała tego dnia. Jeden telefon, tłum ludzi i on pod stertą pogiętej blachy. Jej ukochany syn, Michał, leżał w kałuży własnej krwi niemal na wpół przecięty. Policyjni eksperci stwierdzili, że siła była tak ogromna iż to cud, że go doszczętnie nie zmiażdżyło. Kierowca pojazdu zginął na miejscu bez jakichkolwiek szans na przeżycie. W jednej chwili życie samotnej kobiety legło w gruzach. Najpierw mąż, teraz syn. Kobieta stała wśród tłumu gapiów nie mogąc się pogodzić z obrazem, który los namalował pod jej powiekami. Obrazem stworzonym na płótnie rozpaczy, przepełnionym krwią jej jedynego syna.

- Hallo, proszę Pani! Proszę tam nie podchodzić!- z tłumu dało się słyszeć krzyk mężczyzny.

- Proszę Pani, to miejsce wypadku! Proszę się cofnąć!

Zuzanna nie słyszała nic poza biciem swojego serca. Niemal jak w amoku stawiała stopę za stopą, powoli zbliżając się do ciała swego syna. Czuła, że łzy napływają jej do oczu.

- Nie słyszy Pani?- ktoś mocno pociągnął ją za rękę.- Tu nie wolno wchodzić.

- Ja… Jestem… M- matką…

Policjant puścił rękę kobiety i spojrzał na nią z wyraźnym zmartwieniem.

- Ahh, Pani Zuzanna Kowalik? To do Pani dzwoniliśmy. Przepraszam, ale nawet jako Matka nie może pani wejść w strefę zdarzenia. Technicy już badają teren, lepiej zabezpieczyć wszystko co możliwe, choć i tak raczej wszystko jest wiadome. Proszę przyjąć moje szczere kondolencje.

Słowa mężczyzny zdawały się nie docierać do jej uszu. Kobieta stała niczym posąg, wbijając swe zapłakane oczy w jeden martwy punkt. Nie słyszała szeptów ludzi, kraczących wron, które niczym zły omen krążyły nad ciałem jej Michałka. Jej synapsy nie odbierały ani nie przekazywały impulsów, rzeczywistość wokół przestała istnieć. Liczył się tylko widok złamanego w pół drzewa, zmiażdżone blachy samochodu oraz to, co kiedyś było ludzkim ciałem. Ciałem jej jedynego syna.

- Pani Zuzanno, proszę. To jakimś cudem ocalało z tej katastrofy. Myślę, że powinna Pani to zabrać na pamiątkę. Raz jeszcze wyrazy współczucia.

Policjant wsunął do kieszeni jej jesiennego płaszcza telefon. Kobieta wyciągnęła go powoli czując nieznośny chłód obudowy urządzenia. Spojrzała na telefon komórkowy, który jeszcze kilkanaście chwil temu zapewne był szaleńczo eksploatowany przez młodzieńca. Zuzanna spojrzała po raz ostatni na miejsce wypadku po czym, odwracając się gwałtownie, pobiegła zapłakana przed siebie wprost w objęcia zimnej, nieuniknionej samotności.

W całym swym dotychczasowym życiu Zuzanna nie czuła się tak samotna. Od dnia, w którym życie Michała zostało brutalnie przerwane minął miesiąc. Przez cały ten czas chciała pogodzić się z losem. „Życie toczy się dalej, weź się w garść kobieto!”, powtarzała sobie codziennie te słowa jak mantrę. Czuła jednak, że oszukuje samą siebie. Wiedziała bowiem, że nigdy nie będzie tak jak kiedyś, że pokłady szczęścia wyczerpały się bezpowrotnie. Z niegdyś silnej, niezależnej i ciężko stąpającej po ziemi kobiety został jedynie cień. Codziennie Zuzanna budziła się z nadzieją, że to, co ją dotknęło, to tylko zły sen. Koszmar, który zniknie tak szybko jak się pojawił. Złudne nadzieje potęgowane przez rozpacz i samotność sprawiły, że Zuzanna zmieniła się nie do poznania. Odwróciła się od swych znajomych, zamknięta w czterech ścianach niczym ptak w złotej klatce. Schudła, przestała o siebie dbać. Całymi dniami siedziała w fotelu z kubkiem kawy w ręce wpatrując się w zdjęcia swej rodziny. Obrazy ludzi, którzy odeszli na zawsze. Mąż Henryk zginął w zamachu bombowym jeszcze podczas służby w Afganistanie. Ten cios mocno zachwiał życiem Zuzanny, jednak wtedy miała jeszcze dla kogo żyć. Całe swe pokłady miłości przelała na Michała. Dbała o niego bardziej niż o samą siebie. Kochała go, może nawet zbyt mocno. Uczucie to wiązało się przywiązaniem, przywiązanie z opieką a ta często była nadużywana. Młodzieńcowi niezbyt się to podobało, kobieta zdawała sobie z tego sprawę. Częste telefony do chłopaka, gdy tego nie było w domu, były normalnością. Podobnie jak kłótnie, których podstawą była zwykle nadopiekuńczość. Jednak Zuzanna robiła to z miłości, z troski o osobę, która była jej promykiem szczęścia. Jedna chwila nieuwagi, jeden podmuch wiatru sprawiły, że płomyczek życia Michała zgasł na dobre.

- Synku, dlaczego mnie opuściłeś? Minęło tyle czasu a ja wciąż o Tobie myślę…

Kobieta wstała z fotela i udała się do pokoju Michała. Z każdym krokiem zdawało jej się, że to wszystko nieprawda, że za chwilę usłyszy roześmiany głos swego chłopca. W chwili, gdy stanęła przed drzwiami z wielkim plakatem głoszącym hasło „Wchodzisz na własne ryzyko”, jej serce zamarło. Z pokoju nie dochodził żaden odgłos, nawet tykający zegar ścienny uporczywie milczał. Zuzanna chwyciła za klamkę i delikatnie ją nacisnęła. Nic. Drzwi stanowiły zaporę nie do przejścia. Wtem przypomniała sobie, że zamknęła pomieszczenie dwa dni po pogrzebie syna. Chciała w ten sposób złożyć mu swego rodzaju hołd. Nie posprzątała w nim bałaganu, nie starła kurzy. Czas jakby stanął, a przeszłość w tym pokoju nie zostanie zmieniona. Takie było jej postanowienie. Czuła, że dzięki temu w jakiś sposób będzie odczuwać obecność syna. Otarła łzę z policzka i przepełniona żalem wróciła do swego ulubionego fotela. Będąc w przedpokoju usłyszała dźwięk wiadomości tekstowej ze swojego telefonu. „Ciekawe kto tym razem? Pewnie kolejna oferta pewnej wygranej w loterii”, pomyślała i z powątpiewaniem spojrzała na wyświetlacz urządzenia. Na widok nadawcy serce podeszło jej do gardła. Nie wierzyła własnym oczom, choć te nigdy jej nie zawiodły. Była kobietą rozsądnie myślącą jednak w tej chwili poczuła, że jej rozsądek przepadł się jak kamfora. Wiadomość nadana była z numeru jej zmarłego syna. Momentalnie wybrała komendę „Otwórz” i zakryła twarz ręką. Krzyk z jej ust niemal wyrwał się samoistnie. „Przecież to niemożliwe… Ktoś sobie robi okrutny żart, to wszystko”, pomyślała jednak odczytała wiadomość. „Mamo, będę niebawem w domu”. Zuzanna odłożyła telefon i z głośnym płaczem wybiegła do łazienki. Przemyła twarz zimną wodą i spojrzała w lustro.

-Nie, to niemożliwe. Zuza, weź się w garść, on odszedł na zawsze. To jakaś pierdolona pomyłka.

Zażyła dwie tabletki leku uspokajającego i wróciła do salonu. Spojrzała raz jeszcze na swój telefon wierząc, że to co przed chwilą przeżyła to tylko chory wymysł jej wyobraźni. Usiadła w swoim ulubionym fotelu i włączyła telewizor. Właśnie miał się zacząć serial, dzięki któremu choć na trochę zajmowała umysł innymi myślami gdy wtem do jej uszu dobiegły dźwięki piosenki. Potężny głos Marii Brink z zespołu „In this moment” wstrząsnął kobietą jak nigdy przedtem. Znała ten wokal doskonale. Pierwsze akordy „Forever” sprawiły, że Zuzanna niemal zemdlała. Przełamując szok gwałtownie odwróciła się w kierunku dochodzących hałasów. Cała roztrzęsiona wstała z fotela i podeszła do drzwi od pokoju syna. Muzyka dudniła niemiłosiernie sprawiając niesamowity ból dla jej bębenków usznych. Kobieta pobiegła do swej sypialni po klucz i niczym strzała dopadła do zamka od drzwi z wielkim plakatem. Trzęsącymi się rękoma trafiła do dziurki i gwałtownie je otworzyła. W pomieszczeniu nikogo nie było. Muzyka przestała grać z chwilą naciśnięcia na klamkę. Pokój był w nienaruszonym stanie. Kobieta przetarła oczy ze zdziwienia i głośno zaszlochała. „Czy tracę rozum? Co się do jasnej cholery dzieje?!”, krzyknęła i trzasnęła drzwiami. Zamykając je usłyszała dźwięk kolejnego powiadomienia. Wściekła chwyciła za swój telefon i odczytała kolejną wiadomość. Ponownie nadawcą był Michał- „Mamo, przepraszam. Już będę cicho”. Zuzanna nie przejęła się tymi słowami, wybrała numer syna oraz opcję „Połącz”. Sygnał oczekiwania… Jeden, drugi i następny. Nikt nie odbierał. Kobieta zerwała połączenia i postanowiła odpisać. „Posłuchaj mnie gnojku. Nie wiem kim jesteś, ale to nie jest zabawne. Dzwonię na policję”. Zuzanna odrzuciła urządzenie i wtem ją olśniło. „Może ktoś ukradł ten telefon i teraz sobie ze mnie żartuje? Nie, to niedorzeczne. Kto mógłby to zrobić?”, pomyślała. Szybkim krokiem udała się do sypialni, gdzie schowała komórkę syna. Otworzyła szafkę i chwyciła za aparat. Przejrzała ostatnie połączenia, wysłane wiadomości i… Nic. Książka kontaktów, wszelkie przejawy korzystania z niego były wyczyszczone. „Jak to możliwe? W jaki sposób mogę dostawać te pieprzone wiadomości?”. Odłożyła telefon na miejsce i usiadła na łóżku. W domu panowała przejmująca cisza. Zuza czuła, że znajduje się na skraju wyczerpania psychicznego. Co miała zrobić w tej sytuacji? Zadzwonić na policję, do kogoś z rodziny czy znajomych? To bez sensu. Uznaliby ją za wariatkę. Ale przecież te wiadomości są w jej telefonie. Myśli wirowały w głowie kobiety. Leki uspokajające zdawały się nie działać. Kobieta przez chwile bezmyślnie wpatrywała się w ścianę gdy do jej uszu dobiegł kolejny dźwięk otrzymanej wiadomości. Chwyciła się za głowę i zapłakała. Kolejna wiadomość. I następna. W przeciągu kilku minut dostała ich siedem, przynajmniej tyle udało jej się naliczyć. Po którymś z kolei zwyczajnie przestała się nimi przejmować. Zapłakana i wycieńczona własnym szaleństwem zasnęła.

- Mamo, Mamo pomóż mi… Dlaczego Cię tu nie ma? Proszę Cię Mamo, zaraz to się znowu stanie! Mamo!!

Kobieta obudziła się zlana potem. Od kilku tygodni co noc śnił jej się ten sam koszmar. Michał błagający o pomoc i zbliżające się reflektory samochodu spędzały jej sen z powiek. Zuzanna załamała się zupełnie. Zamknięta w swym mieszkaniu unikała kontaktu z każdym. Z czasem znajomi odsunęli się od niej na dobre. Jedyne wiadomości, jakie dostawała były od Michała lub czegoś, co w założeniu miało nim być. Dziwne odgłosy dochodzące z jego pokoju nasilały się z każdym dniem. Kobieta nie miała odwagi tam wejść. Czuła, że nic by to nie zmieniło. Paranoja objęła ją w swe zimne, kościste ręce i nie chciała puścić. W końcu Zuza postanowiła skończyć z tym raz na zawsze. Postanowiła „chwycić byka za rogi” i zmierzyć się oko w oko z koszmarem, który nękał ją już od długiego czasu. Zebrała w sobie wszystkie pokłady odwagi i udała się na miejsce wypadku. Pochmurny wieczór nasilał nieznośną atmosferę grozy. Kobieta stanęła w miejscu i spojrzała na to przeklęte miejsce. „Nawet nie uprzątnęli tego drzewa…”, powiedziała pod nosem i rozejrzała się wkoło. „Ani żywej duszy jak okiem sięgnąć”, pomyślała i wyjęła z kieszeni płaszcza swój telefon. Dostała trzynaście nowych wiadomości, wszystkie z tego samego numeru. Od Michała. Kobieta głośno przełknęła ślinę i powiedziała:

- Synu, gdzie jesteś? Dlaczego mi to robisz? Czego chcesz?

Wtem do jej uszu dobiegł szmer zza krzaków. Zimny powiew chłodu zmroził jej spocone ciało. Kobieta odwróciła się w kierunku dochodzącego hałasu i dojrzała sylwetkę wysokiego mężczyzny. Zdezorientowana nie zorientowała się, że momentalnie cofnęła się w kierunku szosy. Ciemny zarys człowieka pozostawał w jednym miejscu jak posąg.

- Kim jesteś?! Czego ode mnie chcesz do jasnej cholery?!- krzyknęła.

- Mamo… To przecież ja, Twój syn…

Oczy mężczyzny się zaświeciły. Przypominały lustro, w którym Zuzanna dostrzegała dokładnie swe odbicie. Zrobiła kolejny krok w tył. Pod stopami poczuła twardy grunt. Mężczyzna wyciągnął swą rękę w strony kobiety i powiedział:

- Mamo, tak bardzo tęskniłem. Dlaczego dopiero teraz przyszłaś? Czy wiesz, jak straszna jest samotność? Nie odpisałaś mi nawet na wiadomości. A ja przez cały czas tu byłem, Mamo. Sam. Zupełnie sam…

Mężczyzna postąpił krok ku niej. Kobieta stała jak zamurowana, pojedyncze łzy poleciały jej z oczu. Michał kontynuował:

- Dlaczego tak długo musiałem na Ciebie czekać? Zawsze się o mnie troszczyłaś, zawsze mnie wspierałaś. A teraz zostawiłaś mnie samego… Zobacz, co się ze mną stało. Jesteś z tego zadowolona? Powiedz mi do cholery, jesteś?!

Kobieta otworzyła usta jednak nie mogła wypowiedzieć słowa. Przerażona nie zauważyła, że zza zakrętu wyjeżdża samochód. Blask reflektorów, zbyt duża prędkość i… Mężczyzna uśmiechnął się i znikł.

- Pani Kowalik? Hallo? Uff, całe szczęście, jest Pani przytomna.

Kobieta otworzyła oczy. Rozejrzała się po białym pokoju. Leżała w szpitalnym łóżku, nad którym pochylała się pielęgniarka.

- Proszę nic nie mówić. Musi Pani dużo odpoczywać. Całe szczęście Pani stan jest stabilny. Samochód zdążył wyhamować w ostatniej chwili. Dzięki Bogu nie ma poważniejszych obrażeń.

Zuzanna mrugnęła i odetchnęła z ulgą. Czuła niesamowity spokój. Zupełnie, jakby ten samochód zabił cały koszmar, który nie dawał jej żyć. Pielęgniarka uśmiechnęła się ciepło i sięgnęła ręką na nocny stolik. Nie odrywając wzroku z poszkodowanej powiedziała:

- Może chce Pani zadzwonić do kogoś? Proszę, to Pani telefon.

Zuzanna z przerażeniem spojrzała na urządzenie. Nagle w jej głowie zaczęły nawarstwiać się dźwięki otrzymywanych wiadomości. Świat przed jej oczami zaszedł mgłą i poczuła, że zaraz zwymiotuje. Pielęgniarka nachyliła się nad nią ponownie. W jej oczach Zuzanna dostrzegła swe odbicie. Dokładnie. Zupełnie jakby przeglądała się w lustrze. Pielęgniarka otworzyła usta i powiedziała:

- Ty mnie zostawiłaś samego. Ale ja Cię już nie opuszczę, Mamo…

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Takie średnie bym powiedział.
Odpowiedz
Nie podoba mi się, zwyczajnie słabe
Odpowiedz
Moim zdaniem nieadekwatny tytuł - "i że cię nie opuszczę" kojarzy się z przysiągą małżeńską, a nie z matką i dzieckiem. W sumie spodziewałam się raczej że jakieś jazdy będzie miała ze zmarłym mężem. Poza tym wątek fajny, choć ciut oklepany. Dobrze pociągnięta fabuła, ale zakończenie dziwne... :) 6/10
Odpowiedz
2/10
Odpowiedz
Słabo 2/5
Odpowiedz
To tylko ja mam takie wrażenie, czy polskie creepypasty są beznadziejne?
Odpowiedz
Nie, nie tylko Ty. Za każdym razem, gdy czytam creepypastę i widzę w niej polskie imiona, natychmiast przychodzi mi na myśl tekst pisany przez dwunastolatkę, nudzącą się i zafascynowaną shitem typu Bieber czy Syreny z Mako (czy jak to gunwo zwą). Niesmaczne i nudne.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje