Historia

Wciąż patrzą 22

kuro 7 3 lata temu 3 942 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Początek serii: http://straszne-historie.pl/story/11034-Wciaz-patrza

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Niemal pół godziny spędzam na „rozmowie” z cieniem, która polega na moich groźbach. Czuję się jak schizofrenik, mówiąc sama do siebie. Potwór przesadnie powtarza każdy mój ruch, zupełnie, jakby mnie przedrzeźniał. Irytuje mnie. Chciałabym go udusić. I z pewnością bym to zrobiła, gdybym miała pewność, że nie zaatakuje mnie swoimi czarnymi szponami.

- Przestań. – warczę, na co on odpowiada mi wyrzuceniem rąk w górę. – Nie widzisz, że on się boi? To, że ja jestem tak popierdolona, by cię akceptować, nie znaczy, że wszyscy tacy są. Ogarnij się.

Cień zaczyna skrobać pazurami w podłogę. Spuszcza wzrok. Chyba w końcu udało mi się do niego dotrzeć.

- Nie wiem. – odzywa się głos za moimi plecami.

Odwracam się bardzo powoli, bojąc się zobaczenia Aleksego w stanie skrajnego szaleństwa. Boję się, że będzie rwać sobie włosy z głowy i rzucać po podłodze. Ale kiedy się na niego spoglądam, zauważam, że jest jeszcze gorzej.

Jego skóra przybrała kolor martwej bieli. Wory pod oczami uległy powiększeniu do niewyobrażalnego stopnia. Aleksy wpatruje się nieobecnym wzrokiem w punkt na przeciwnej ścianie. Przez chwilę napełnia mnie obawa, że przestał oddychać.

- To zbyt groteskowe.

- Aleksy...

- Takie rzeczy nie dzieją się na świecie.

- Oddychaj, chłopie.

- Nie wiem, jakie gówno tak mocno kopie, ale jeśli właśnie to podają wszystkim w ośrodku, to nie dziwię się, że są tak szaleni.

A ten dalej swoje. Wzdycham, wyrzucając z siebie rozdrażnienie. Podchodzę do krzesła wolnym krokiem i przykucam obok. Kładę dłoń na kolanie Aleksego. Chcę go uspokoić. Musi się uspokoić.

- Już, pogódź się z tym. – szepczę. – One istnieją. Skoro ty je widzisz, muszą istnieć.

- Może ja też jestem chory?

- Nie jesteś chory. – zaciskam palce na jego spodniach. Nie można mu tak myśleć. Nie chcę, by tak myślał.

- Czyli to coś... to coś jest tylko jedno, tak?

Zaciskam wargi, rozważając co powiedzieć. Po paru sekundach decyduję się skłamać, ale zanim wypowiadam słowa, zanim nawet otwieram usta, rozpoczyna się chaos. Odskakuję w bok, spłoszona nagłym hałasem. Wciskam się w kąt pokoju. Strach i dezorientacja tworzą nieznośną mieszankę, która mnie rozsadza. Patrzę, jak meble się chwieją, a rzeczy spadają na podłogę. Nie wiem, co się dzieje. To wygląda, jakby powietrze postanowiło zrobić się cięższe, jakby uformowało się w ciało.

Moja dłoń zostaje otulona ciepłem. W tej samej chwili zauważam, że Aleksy stoi dwa centymetry obok i splata moje palce ze swoimi. Czuję jak drży.

Cień patrzy na nas pytająco, zupełnie jakby nie zauważył tego, co się dzieje. Nagle niewidzialna siła dopada i jego. Przewraca się. Wstaje. Zaczyna mruczeć, prychać. Okazuje swoje poirytowanie, co wygląda nieco zabawnie. Tak... zabawnie. Nie licząc faktu, że „gada” sam do siebie. Wskakuje na łóżko, wymachując szponami w stronę pustej przestrzeni. Ciągle mruczy, ale to nie jest ten sam odgłos. To nie jest pojedynczy dźwięk. Potwór chwyta powietrze i zaczyna się szamotać. Warczy, a my stoimy całkowicie osłupieni w kącie pokoju i patrzymy, jak nicość zaczyna nabierać kształtów.

Osiem uderzeń serca i przed nami stoją dwa stwory. Identyczne, a jednak coś je różni. Wiem, że jeden nie jest mój.

Prawie czuję, jak z Aleksego uchodzą resztki rozsądku.

- Aha. – mówi cicho. – Więc jest gorzej, niż myślałem.

Dwie pary świecących oczu zwracają się w naszą stronę. Cienie zastygają w bezruchu. Świat zwalnia, wszystko się zatrzymuje.

Oni patrzą na nas.

My patrzymy na nich.

- Nie wierzę. – powtarza Aleksy.

Oczy mojego cienia błyszczą. Istota wydaje z siebie wysoki, nieregularny dźwięk. Śmieje się. Prawie umiera ze śmiechu, a ten drugi tylko stoi. Stoi i wydaje się przerażony faktem, że możemy go zobaczyć.

- Cholera. Cholera. Cholera. – klnę pod nosem, widząc, jak powoli pełznie w naszą stronę. Dzieli nas zaledwie krok.

- Idź sobie!

Stwór obrzuca mnie pogardliwym spojrzeniem i zaczyna płaszczyć się przed stopami Aleksego, który za chwilę padnie martwy w wyniku narastającego szaleństwa. Mam zamiar go przepędzić, ale niespodziewanie rozlega się uspokajający dźwięk. Jest tak przyjemny, że po chwili odzyskuję rozum. Moja stabilność powraca, a patrząc na Aleksego, stwierdzam, że on też pochwycił spokój. Nie drży, nie jest blady. A to wszystko dzięki temu stworowi.

- Wycofajmy się powoli. – szepcze do mnie.

- Aleksy. One nie są groźne.

- Chyba kpisz. Popatrz na nie...

- Nie chcę.

Cień prostuje się. Przykuca na swoich długich kończynach. Postanawiam prześlizgnąć się obok biurka i zostawić Aleksego sam na sam z tym czymś. Tak. Tak będzie najlepiej. Skoro nic innego nie działa, może terapia szokowa się sprawdzi.

Kiedy mam zamiar wcielić swój plan w życie, zostaję powstrzymana.

- Ani mi się waż. – rzuca, nie patrząc na mnie. – Siedzimy w tym razem.

- Oh, zdaje mi się, że ty pierwszy zerwałeś tę umowę.

- Odwołuję. Odwołuję wszystko, tylko nie zostawiaj mnie z TYM.

Nie mogę powstrzymać uśmiechu.

- Hanno, przysięgam, zabiję cię, jeśli odejdziesz choćby na krok.

- Brzmi groźnie.

Chichoczę. To pomaga mi kompletnie pozbyć się strachu, choć ciągle uważam, że śmiech w psychiatryku jest ryzykowną sprawą. Nie wiadomo, czy jest to normalny, zdrowy śmiech, czy może taki, który zwiastuje początek szaleństwa.

Zaciskając mocniej palce na dłoni Aleksego, ciągnę go a sobą. Cień, tak jak się spodziewałam, nie reaguje złością. Po prostu odwraca się w naszą stronę. I patrzy. Wciąż patrzy.

- Boże...

- Teraz rozumiesz?

- Nie. Teraz to już niczego nie rozumiem.

Wzdycham.

- One nie chcą zrobić nikomu krzywdy. Są prawdziwe. Tak samo, jak prawdziwe są te dzieci. Ja je widziałam. Ty też je widziałeś. Może i jestem pacjentką zakładu psychiatrycznego, ale niemożliwe, żebyśmy mieli te same zwidy. Prawda?

- Nie jestem pewien.

- A powinieneś.

Dwa stwory podpełzają do mnie, przykucając po bokach. Nadal spoglądają na siebie groźnym wzrokiem. Chyba nie przepadają za sobą. Rozkładam ręce. Powinnam być przerażona ich obecnością, ale prawda jest taka, że ani trochę nie jestem. Czuję spokój, który mi dają. Ufam im. Wiem, że nie są złe.

- Myślisz, że to nie jest prawdziwe, skoro to widzisz?

- Pytanie podchwytliwe.

- Wcale nie. Jest proste.

Aleksy pociera brodę. Chyba zaczynam go przekonywać.

- Co to wszystko znaczy?

Wzruszam ramionami.

- I czemu ty?

- Zastanawiam się od czasu, w którym zdałam sobie z tego sprawę. Dlatego musisz mi powiedzieć. Musisz mi pomóc. – przełykam gorzką ślinę. – Wiesz, o czym mówiła Zośka.

- Przysięgam. – Aleksy kładzie dłoń na sercu. – Nie mam pojęcia.

Patrzę w jego oczy, szukając śladu fałszu, ale niczego takiego nie znajduję. Sama nie wiem, czy to dobrze. Jeśli ukrywałby coś, wydusiłabym to z niego, ale skoro nie kłamie, nie mam żadnych opcji. Nie mam nic. A to mnie drażni. Mam ochotę uderzyć dłonią w ścianę.

- Jest obłąkana. – słyszę. – Nie bierz jej słów na poważnie.

- Wszystko, co do tej pory wykrztusiła, okazało się prawdziwe.

Przypominam sobie moment, w którym kobieta zapowiadała przyjście cieni i ten, w którym mówiła o dzieciach. Wtedy też oczyma pamięci widzę, jak jeden ze stworów wchodzi do jej serca. Zerkam ukradkiem na sylwetkę po mojej lewej stronie. Czym są? Czego chcą? Widziałam jeszcze jednego, tam na korytarzu, kiedy pielęgniarka zabrała Zośkę ze sobą. Nie wiem skąd, ale jestem pewna, że tamto stworzenie nie jest teraz tutaj, ze mną. Ono jest ciągle przy tej psycholce.

Zaciskam zęby. Głupia Zośka. Głupia szurnięta Zośka. Czemu nie może mi powiedzieć tego ot tak? Wyrzucam z siebie odgłos poirytowania i podchodzę do biurka. Otwieram szufladę, przeszukuję rzeczy. Kiedy nic nie znajduję, mijam Aleksego i podchodzę do drzwi.

- Gdzie idziesz? – pytanie drży w powietrzu.

- Cóż... próbowałam wydobyć z niej informacje po dobroci, ale nie udało się więc, jak to mówią: „Pistoletem i dobrym słowem zdziałasz więcej niż samym dobrym słowem”. Uznała, że trzeba to załatwić innym sposobem. Po tym na pewno będzie chciała współpracować.

- Chcesz mi powiedzieć, że masz tu broń?

Ten niepokój w jego głosie prawie mnie bawi.

- Nie. – odpowiadam, chwytając za klamkę. – Ale myślę, że krzesło, użyte w odpowiedni sposób, działa równie dobrze, jak pistolet.

- Hanno, poczekaj!

Moja dłoń zatrzymuje się pięć milimetrów od klamki. Kurwa. Dlaczego boli mnie cała dusza? Czemu jest we mnie to niezrozumiałe wahanie, skoro właśnie to chciałam osiągnąć. Chcę się pozbyć bólu.

Tak. Właśnie.

Przecież to ból sprawia, że się boję. Ale to jedyna droga. Jedyna droga do wolności prowadzi przez to, przed czym uciekam.

- Nie popadaj w szaleństwo. – Aleksy wciąż próbuje mnie powstrzymać, ale ja jestem gotowa wparować do pokoju Zośki i zmusić ją do mówienia. Tak. Aż taką desperatką jestem.

W uszach ciągle dźwięczą mi jego słowa. Uśmiecham się do siebie.

- Przecież już jestem szalona.

Uchylam drzwi, zauważając, że na korytarzu ciągle panuje chaos. Uchylam je jeszcze bardziej. Czuję, że Aleksy stoi tuż obok za moimi plecami i również patrzy na tłok przez wąski prostokąt. Nagle w polu widzenia pojawia się łóżko szpitalne. Ktoś na nim leży. Pielęgniarki szybkim krokiem zmierzają w stronę holu. Zauważam nieprzytomną postać, której twarz przysłoniły wyblakłe, blond włosy.

Cofam się. Zatrzaskuję drzwi.

Aha. Więc Zośce coś się stało. Super.

- Myślisz, że umarła? – staram się, by mój głos nie brzmiał zbyt troskliwie.

- Nie wiem.

Osuwam się na podłogę. Rezygnacja mnie pochłania. Opieram się o twarde drzwi, odgniatając na swoich plecach delikatne wzory. Gdzie ją zabrali? Czy żyje? Podsuwam nogi pod brodę i oplatam je rękami. Aleksy przykuca obok. Wbija wzrok w moje chude dłonie. W jednej sekundzie czuję, jak pochłania mnie najintensywniejsza rozpacz, jaką dotychczas znałam. Jeśli Zośka nie powie mi, co się tu stało, kim są te dzieci i co mogę jeszcze zrobić, nie zostanie mi nic innego jak popełnić samobójstwo. Nie chcę już ich słyszeć. Nie chcę oglądać tych stworów. Nie chcę tu być.

- Hanno.

Milczę.

Zastanawiam się, kim tak naprawdę jest Izabela. Czym tak naprawdę jest to miejsce. I kto odpowiedzialny jest za to okrucieństwo. Dobija mnie moja niewiedza. Dobija mnie to trwanie w niepewności.

Odchylam głowę w tył, póki nie walnę czubkiem w drzwi. Rozlega się głuchy dźwięk. Dwa cienie przykucnęły blisko łóżka i przyglądają mi się badawczo. Wyglądają tak samo, jednak ja potrafię z łatwością wskazać tego, który jest „mój”.

Kurwa.

Mówiłam to sobie miliardy razy, ale powiem jeszcze raz.

Odbiło mi.

- Chodź, wstań. – Aleksy ujmuje moją dłoń i próbuje nie podnieść, jednak nie mam zamiaru się ruszać. Szukam odpowiedzi. Ale wraz z zagłębianiem się w różne wątki, pojawiają się pytania. Dużo pytań. A ja nie mogę ich znieść. Nie wiem, co mam myśleć. Nie wiem, co mam robić. Pozostała mi tylko rozpacz, choć jestem już tak blisko pozbycia się moich lęków.

- Musisz położyć się do łóżka. Sen dobrze ci zrobi.

Tak. Sen. Jeśli zasnę, to pewnie znów będę śniła o tym samym. Wszystko to, czego nienawidzę, co mnie dręczy i prześladuje, zawiera się w tym koszmarze. Nie chcę spać. Nie chcę tego widzieć. Nie chcę być wrzucona w te wszystkie chore rzeczy. Nie chcę.

Patrzę na zegarek zawieszony nad szafą, który już dawno przestał działać, co mnie nieco uspokaja. Przynajmniej mam pewność, że nie zacznie biec w przeciwną stronę. To nie sen. Tu jestem bezpieczna. Tak.

Nagle oddech zamarza w moich płucach. Źrenice rozszerzają się. I nie mogę pojąć, czemu nie wpadłam na to wcześniej. Czyżbym była aż taka głupia.

Podnoszę się, wciąż patrząc na nieruchome wskazówki. Aleksy podtrzymuje moje wątłe ciało.

- Powiedz mi – zaczynam cicho. Zbyt cicho, żeby ktokolwiek mógł to usłyszeć, więc zbieram w sobie głos i mówię pewniej. – Wiesz może, co mieściło się tutaj przed powstaniem psychiatryka?

Czuję jego wzrok na sobie.

- Wiem. – odpowiada. – Była to posiadłość pewnego lekarza. Mieszkał tu z córką, ale po jej śmierci... tak jakby się zabił.

- „Tak jakby?”

- Truł się przez kilka lat. Później zszedł.

Uśmiecham się do siebie. Naprawdę jestem głupia, skoro nie potrafiłam połączyć tych faktów ze sobą. Wystarczyło cofnąć się nieco w czasie. Wystarczyło tylko pomyśleć. Hanno, przyznaję ci główną nagrodę idiotyzmu.

- Co jest? – Ton głosu Aleksego wydaje się nieco zbyt wysoki.

Odwracam głowę w jego stronę, napotykając zaniepokojone spojrzenie. Otwieram usta, nabieram powietrza.

- Możesz opowiedzieć mi całą historię tego miejsca? – pytam.

Przez chwilę patrzy na mnie w dziwny sposób, ale później kiwa głową.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12332-Wciaz-patrza-23

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Julka, a kiedy kolejna część ? Mnie ciekawi czy ojciec Hanny ma coś z tym wspólnego.. :P
Odpowiedz
Kolejna część tradycyjnie w niedzielę ;)
Odpowiedz
Julka dajesz popalić!!! Napięcie narasta z każdą linijką!! Już snuję kilka możliwych opcji zakończenia, ciekawe czy trafię? Keep up the good work!!!
Odpowiedz
Prośba i pytanie. Czy te stwory są dobre tak do końca czy jednak mają coś za "skórą"? Możesz nie zakończać swych tekstów w tak cholernie kluczowych momentach? Strasznie tego nienawidzę :p
Odpowiedz
O to w tym chodzi by urwac w najciekawszym monecie by sie najarac na nastepna czesc. A ja te stwory bym chyba przytulila:)
Odpowiedz
Anna Pijanowska tez choć pozostaje mi co do nich nutka nie pewności xD
Odpowiedz
Przykro mi, ale nie mogę odpowiedzieć na pytanie (bo byłby to spoiler) A co do kończenia w kluczowych momentach, to przyznaję rację Annie. Ale spokojnie, już prawie koniec ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje