Historia

NOTATNIK

kawkafka 7 5 lat temu 7 527 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Gdy Helen straciła pierwsze dziecko była w szoku. Nowoczesny sprzęt nie wskazywał na jakiekolwiek schorzenie płodu. Rzeczywistość jednak była inna.

I gdy niewinny mały człowiek, wyszedł z łona matki, lekarze stali nad kobietą w tajemniczej ciszy.

Dziecko nie płakało.

Dopiero po jakimś czasie (trudno go dokładniej określić), specjaliści pokazali dziecko matce.

Głowa całkowicie zdeformowana, mniejsza niż być powinna. Brak jednej nóżki, nie wspominając o wielkich sińcach zamiast oczu.

Po krótkim czasie dziecko zmarło.

Dwie próby samobójcze, depresja, koszmary, ciche głosy w głowie.

Tak można podsumować ostatni rok życia trzydziestolatki.

Gwałt, ciąża, strata dziecka, kilka wizyt u psychologa.

Nikt nigdy jej nie pokochał, poza rodzicami, którzy musieli odejść parę lat temu.

***

Jack spojrzał na zegarek, dochodziła północ. Sięgnął do szuflady, wyjął z niej swój notatnik. Ten w którym notował swoje sny.

W głowie ciągle myślał o tym co "widział" w nocy.

Czerwony Ford, jadący zbyt szybko. Kobieta. Zderzenie.

Opisał wszystko tak, jak to widział w śnie. Każdy szczegół, nie pominął nawet obrażeń jakie poniosła poszkodowana. Nigdy jej nie widział lecz jej twarzy nie zapomni. Nigdy nie zapomni tego snu. Nigdy.

***

- Musi to pani jakoś przetrwać. -

To jedyna sensowna rada psychologa jaką usłyszała Helen tamtego dnia.

Wracała tą drogą co zwykle, dzień jak co dzień. Jeśli zwykłym dniem, był dzień spędzony na użalaniu się nad życiem, ten był najzwyklejszy. Był wieczór, jesień. Ciągle myślała o swoim życiu. Z jednej strony chciała żyć, z drugiej jednak, uważała, że to bez sensu.

Brak przyjaciół, brak najbliższej rodziny. To tylko pogorszyło sytuację.

Przechodziła przez pasy. Była na tyle zamyślona, że nie mogła zwrócić uwagi na nadjeżdżający samochód.

Kierowca czerwonej maszyny jechał zbyt szybko, ona była zbyt nieostrożna.

***

Minął miesiąc. Jack poprzedniej nocy miał sen.

To zdarza się u niego rzadko. Średnio dwa razy na miesiąc. Może trzy.

Wszystko jednak zapisuje w notatniku. Nie jest niczego świadom.

Zanotował co miał zanotować i udał się do łóżka. Miał zwyczaj notować wieczorem. Rano, świeżo po wizji był zbyt zaspany by cokolwiek pamiętać. To w ciągu dnia, w jego głowie pojawiały się kawałki scen.

Zanim wpadł w objęcia Morfeusza spojrzał na stolik. Mały drewniany mebel z drugiej strony sypialni. Znajdowało się na nim kilka kartek.

Jego pomysł, który miał jutro zaprezentować w pracy. Czekał go długi dzień.

***

- Na pewno mieszkanie jest puste!

- No nie wiem. Skąd ta pewność?

- Zawsze o tej godzinie jest w pracy.

William i Dave stali na klatce schodowej, patrząc na drzwi podpisane : "James Gordon"

- No dobra - rzekł jeden z rabusiów - wchodzimy.

William sapnął, zgodził się. Niech to w końcu zrobią. Potrzebują pieniędzy.

- Świetnie, klucz pasuje - ucieszył się Dave - widzisz! Warto czasem pomyśleć i dorobić sobie klucz od mieszkania ofiary! Ucz się.

Drugi spojrzał na niego z pogardą. Wal się Dave, pomyślał, wal się.

Po chwili byli w środku. Ciemne i puste mieszkanie. Tylko dla nich.

Odczuli stres. Jak zawsze podczas napadów.

Zaczęli przeszukiwać mieszkanie. Stare zdjęcia, projekty do pracy, ubrania.

Ani śladu czegoś przydatnego

- Facet trzyma pieniądze w banku czy jak?! - zdenerwował się Dave.

- Musi mieć gotówkę. Został nam ostatni pokój.

Popatrzyli na siebie. Ktoś szedł po klatce schodowej. Był jeszcze daleko. Co najmniej cztery piętra niżej. Wszystko dokładnie słyszeli, zapomnieli domknąć drzwi.

William szybko to zmienił, co potwierdził przekręceniem zamka, zaraz po zatrzaśnięciu drewnianych drzwi.

- Dobra. Sprawdzę jeszcze sypialnię i spadamy - stanowczo powiedział Dave.

Poszedł do sypialni, jego wspólnik tuż za nim. Prowadzący sięgnął do szuflady.

Jego serce zaczęło szybciej bić.

Był tam tylko notatnik a w nim kilka wpisów.

Otworzył na ostatniej popisanej kartce.

" Dwóch facetów obrabia dom, następnego dnia w hotelu gdzie się zatrzymali dochodzi do pożaru. Tylko oni umierają, paląc się żywcem".

***

Jack myślał trzeźwo. Intuicja podpowiedziała mu, że powinien zabrać całą gotówkę ze sobą do pracy.

Wróciwszy do mieszkania, zastał je spenetrowane. Domyślił się, iż ktoś go odwiedził.

Wtedy, zrozumiał moc swoich znów. I gdy zobaczył w prasie informację o nieszczęśliwym wypadku w hotelu (pożar), w którym zginęło dwóch mężczyzn, był pewien.

Jestem wyjątkowy.

Tak Jack. Jesteś wyjątkowy.

- Ciarki mnie przeszyły. - usłyszał od Daniela gdy wyjawił mu swą tajemnicę.

Temu facetowi można było zaufać, znali się od dziecka.

Popijali herbatę w restauracji.

- Wierzysz mi?

- Jasne. - szepnął - To trudne ale wierzę. Tobie wierzę.

Jack spojrzał na niego. Zbyt dobrze znał swego przyjaciela. Kłamał. Nie wierzył.

- Widzę to. Widzę to w twoich oczach. Nie wierzysz.

Daniel spuścił wzrok. Pogodził się z prawdą.

- Chciałbym... Może wydawało ci się, że ktoś przeszukiwał dom?

Zaprzeczył. Ktoś grzebał w jego rzeczach. To pewne.

- Dobra - stanowczo zaczął mówić do niedowiarka - twoja żona cię zdradza.

- Co?! - prawie krzykną.

Katie, świeżo upieczona żona, powinna być teraz w pracy. Daniel miał teraz przerwę na lunch.

- Żartujesz sobie? - w jego głosie słychać było nutkę gniewu. - To nie jest śmieszne Jack. Serio. To nie jest śmieszne!

- Zadzwoń.

- Co?!

- Zadzwoń do niej!

- Ale... - urwał, po czym spojrzał na rozmówcę.

Uwierzył.

***

- Jak mogłaś?! - Daniel stał przy łóżku, patrzył na żonę chowającą się pod kocem. Leżała naga w sypialni, na ich łóżku.

- Kochanie... Proszę. - nie dał jej skończyć.

- Ciesz się, że ta ciota zdążyła uciec! Kto to był? Twój sponsor? Co? Patrz na mnie do cholery gdy do ciebie mówię! - krzyczał.

Znienawidził ją. Zrobiła mu to dwa miesiące po ślubie.

- To nie tak jak myślisz. - próbowała się bronić.

- Brzydzę się tobą! Rozumiesz?! Brzydzę!

Chwycił ją za ramię. Zdjął z niej koc. Wtedy uderzył ją po raz pierwszy.

Nie przestawał jej bić, aż umilkła. Gdy przestała krzyczeć, ratować się i płakać, mąż przestał.

Rzucił ją na łóżko. Była cała posiniaczona, od ud, po czoło.

Nigdy nie widział człowieka w takim stanie. Spojrzał na nią. Popłakał się.

- Przepraszam. - szepnął.

Łzy spływały mu po policzkach.

- Ja nie... Nie chciałem - szlochał.

Nie chciałeś? Daniel... Nie chciałeś?! Skatowałeś własną żonę! Cholera, teraz mówisz, że nie chciałeś?!

***

Od czasu rozmowy Jacka z Danielem o notesie, nigdy więcej na żywo nie zobaczył swojego przyjaciela. Widział za to jego zdjęcie w prasie, które zostało wykonane w sądzie. Nagłówek nad nim głosił : "Morderca własnej żony skazany na 25 lat pozbawienia wolności"

- Boże - szepnął wtedy sam do siebie.

Nigdy by się nie spodziewał, że Daniel... Zdobywca ponad dziesięciu "Nagród miesiąca" w pracy, dokonałby czegoś takiego. Przecież znał go bardzo długo! Prawie od zawsze!

A jednak.

Następne trzy tygodnie Pana Wyjątkowego przebiegły spokojnie. Brak tajemniczych snów sprawił, że prawie zapomniał o tym jaki ma dar. Jednak wszystko ma swój koniec.

Ostatniego dnia listopada miał sen. Był wyjątkowy. Inny niż wszystkie pozostałe.

Wtedy postanowił zmienić przeznaczenie.

Przeznaczenie? Czy jego sny pokazują przeznaczenie? A może tylko to co może się stać? Nie miał bladego pojęcie. Musiał spróbować.

***

- Uciekajcie. - powiedział do nieznajomej kobiety z dzieckiem - Uciekajcie, tutaj stanie się coś strasznego.

Było południe, w głowie wciąż miał sceny ze snu. Strzelanina.

Jack chodził po osiedlu na obrzeżach miasta.

- Musisz stąd iść. Jak najdalej. Nie jestem szalony, tu się stanie coś złego - powiedział do jakiegoś faceta siedzącego na ławce. Starszy mężczyzna popatrzył na niego po czym odszedł.

Jack nie mógł pozwolić zginąć niewinnym. A mogli zginąć. Wszystko przez do że dealer narkotyków oczekuje spłaty długów jakiegoś małolata. Oboje jednak spotkają się z uzbrojonymi kolegami. Dziewięć maszyn do zabijania w ich dłoniach. Kilkanaście ofiar. Kilka niewinnych.

Tak widział to w śnie.

***

Minęła godzina. Dwie.

Na osiedlu zapanowała cisza. Nic nie wskazywało na demolkę.

Jack obserwując osiedle z tyłu jednego bloku nie dopuszczał do siebie wiadomości, iż tak na prawdę nic się nie stanie.

Musi się stać. Przecież miał sen.

A może jutro?

Czekał aż do wieczora.

Nie działo się nic, poza tym, że jakiś pijak nie został wpuszczony do jednego z budynków.

To musi się zdarzyć, przekonywał się Jack.

Gdy słońce zaszło, zdecydował, że przyjdzie jutro. Jeśli do zdarzenia nie doszło dziś, dojdzie jutro.

***

Przekręcił zamek, wszedł do przedpokoju. Zapalił światło, wziął zimny prysznic.

Cały dzień zmarnowany, na nic.

Otworzył piwo, po czym usiadł przy biurku. Odsunął szufladę.

Pusto.

Pusto? Nie, była tam karteczka.

Karteczka?

Przecież rano tam był notatnik.

Wyjął kawałek białego papieru, spojrzał.

"Nic we mnie nie zapisałeś mimo, że śniłeś. I choć czekałem cały dzień, ciebie nie było. Muszę znaleźć innego właściciela. Nie będziesz już więcej śnić Jack".

---

Od autora: Nigdy nie pisałem czegoś krótkiego. I gdy zacząłem pisać opowieść pt. "Deszcz" też miało być coś krótkiego. To co znajduje się wyżej jest dla mnie czymś nowym. Jest dla mnie wyzwaniem.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Nieprzewidywalne
Odpowiedz
Hyhyhy zalektorzyłem xD: https://www.youtube.com/watch?v=-syh-eYEmXc
Odpowiedz
Dobre, kontynuację też bym chętnie przeczytała.
Odpowiedz
Megaa
Odpowiedz
Przypomina mi się Death Note :D
Odpowiedz
Mi też Brajan ☺
Odpowiedz
też o nim pomyslałam :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje