Historia

Miasto X, Cz. 1

gabriel grula 27 6 lat temu 8 158 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Spis wszystkich tekstów w profilu autora: http://straszne-historie.pl/profil/5577

Miasteczko spowite było mlecznobiałą mgłą wkradającą się w każdy wolny fragment przestrzeni. Był to ten rodzaj mgły, który po ewentualnym otwarciu okna, potrafił wedrzeć się do pomieszczenia i rozgościć w nim na dobre. Szare, spowite chmurami niebo tylko gdzieniegdzie pozwalało przedrzeć się promieniom słonecznym, tworząc tym samym dziwny rodzaj zjawiska atmosferycznego.

Fernando przekroczył rogatki miasteczka piętnaście minut temu. Jadąc swym volkswagenem passatem, przemierzał poszczególne ulice miniaturowej aglomeracji w celu znalezienia ulicy o nazwie: Green Street. Równo z refrenem piosenki „Heart Skips a Beat” Olly Mursa, przejechał obok przewróconego automatu z wielkim logiem Pepsi. Zwrócił na niego uwagę tylko i wyłącznie dlatego, ponieważ logo należało do tych doskonale znanych z lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia.

- Teraz już takich nie ma – pomyślał z sentymentem, rozglądając się na wszystkie strony.

Aż do momentu opuszczenia auta nie zdawał sobie sprawy z tajemniczości miejsca, w którym się znalazł. Pochłonięty mijaniem dwóch z trzech skrzyżowań, bardziej koncentrował się na tym, by skręcić w odpowiednią uliczkę, niż na tym, że wokół nie sposób zauważyć jakiegokolwiek mieszkańca.

Dojechawszy na miejsce, zaparkował przy wolno stojącym miniaturowym supermarkecie, będącym zapewne największym sklepem w okolicy. Spojrzał na swego orienta. Wskazywał godzinę dziewiątą pięćdziesiąt. Do umówionego spotkania pozostało więc dziesięć minut.

Umówił się tu z Pablem, swym trzydziestoczteroletnim kolegą. Pablo miał mu przywieźć należną mu gażę uzyskaną ze sprzedaży sześciu samochodów klasy premium. Wszystkiego miało być sto pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Przez owe pozostałe do spotkania dziesięć minut postanowił rozejrzeć się po okolicy. Tak jak się można było domyślić, sklep okazał się zamknięty, podobnie jak kilka najbliżej stojących budynków. Dopiero teraz zorientował się, że cała ta sytuacja jest nieco dziwna.

Idąc chodnikiem znajdującym się z prawej strony ulicy, na początku tylko rozglądał się po okolicy. Mgła jednak znacznie utrudniała obserwację.

Po upływie dwunastu minut czekał w umówionym miejscu, mianowicie na ławce na pobliskim skwerku, znajdującym się dwadzieścia metrów od mini sklepu. Kolejne minuty mijały, a Pablo nie zjawiał się.

„Dziwne – pomyślał - nigdy się nie spóźniał, tym bardziej na sztywno umówione spotkanie”. Wyjął telefon komórkowy. Choć w gruncie rzeczy, gdyby telefon dzwonił, na pewno by go usłyszał. Mimo wszystko wyjął swą motorolę i spojrzał na wyświetlacz. Niestety, okazało się, że nie ma zasięgu. „Kurwa!” – przeklął w duchu.

Próbując złapać, choć jedną kreskę zasięgu, chodził po całym skwerku. Nic to jednak nie dało. Wrócił na wcześniej zajmowaną ławkę, będącą umówionym miejscem spotkania. Dopiero teraz nieco uważniej rozejrzał się po okolicy. Mgła nie ustępowała ani trochę, a ledwo dostrzegalne budynki wydawały się być pozbawionymi życia atrapami. Znów spojrzał na zegarek. Od umówionej godziny spotkania minęło już dwadzieścia pięć minut. Jeszcze raz spojrzał na telefon, ponownie stwierdzając brak zasięgu.

Znajdował się w tej cholernej dziurze już od przeszło trzydziestu minut, a mimo to nie zauważył tu nikogo. Dosłownie ni-ko-go. Tymczasem zbliżała się godzina jedenasta. Tym razem, przechadzając się uliczkami miasta, wszystkiemu dokładnie się przyglądał.

Okna na parterach dwupiętrowych kamienic w przerażającej większości budynków były szczelnie pozasłaniane. Natomiast przez te nie do końca zasłonięte, nie dało się dostrzec nic więcej ponad to, że mieszkania są puste. Nie było w nich kompletnie żadnego ruchu.

W końcu Fernando doszedł do małej, bo liczącej trzy dystrybutory, stacji benzynowej. Zobaczył dwa samochody, ale po uważniejszym przyjrzeniu się im, dostrzegł, że stały tu od dłuższego czasu. Świadczyła o tym chociażby warstwa kurzu, która zdążyła się zebrać na karoseriach. Do tego poszarzałe szyby i lekko sflaczałe opony.

Mgła utrzymywała się bez zmian, zatapiając wszystko w mlecznej bieli. Czasami tylko dało się słyszeć dobiegające z oddali wzajemne nawoływania ptaków. Stacja przy bliższej obserwacji też zdawała się być od dłuższego czasu nieużytkowana. Ku zdziwieniu Fernanda drzwi do niej były jednak otwarte.

W środku panował ład i porządek. Towary na półkach poukładane były równo i dokładnie. Nie widać tylko było nikogo z obsługi. Podszedł do lady. Ze stojaka z gumami wyjął dwa opakowania drażetek Mentos. Głośno uderzył nimi o ladę w nadziei, że nie sposób będzie nie usłyszeć tego odgłosu na zapleczu. Niestety, w dalszym ciągu nikt z obsługi stacji nie zjawił się.

Podniósł jedno z opakowań Mentosów i zaczął mu się przyglądać. Ich data przydatności do spożycia minęła ponad dwa i pół roku temu. Tak samo sytuacja wyglądała z drugim opakowaniem drażetek. W dalszym ciągu nikt się nie zjawiał.

Chodząc pomiędzy dwoma rzędami regałów, oglądał poszczególne artykuły wystawione na sprzedaż. Wszystkie, co do jednego, były przeterminowane. Wydało mu się to co najmniej dziwne.

Udał się na zaplecze stacji. Znajdowało się tu tylko biurko, krzesło i cztery kartony z jakimiś dokumentami. „To jakaś cholerna atrapa stacji benzynowej, mająca stwarzać tylko pozory użyteczności” – pomyślał.

Nagle po plecach przebiegł mu dreszcz zdenerwowania. Poczuł się bardzo niepewnie. Zapragnął znaleźć się jak najdalej od tego przeklętego miejsca. Wybiegł na zewnątrz, szybkim krokiem zaczął iść w stronę zaparkowanego samochodu. Mijając supermarket, dostrzegł błysk z drugiej strony sklepu. Postanowił sprawdzić jego źródło, po czym miał wsiąść do samochodu i wyjechać czym prędzej z tego miasta-widma. A gdy jego telefon odzyska zasięg i dodzwoni się do Pabla, to powie mu parę słów na temat punktualności oraz wybranego miejsca spotkania.

Idąc chodnikiem wzdłuż sklepu, bacznie rozglądał się na boki. W końcu dotarł na miejsce. W pierwszej chwili nogi ugięły mu się w kolanach, a serce przyspieszyło trzykrotnie. Źródłem odbijającego się światła był zderzak mazdy należącej do Pabla. Samochód był otwarty, wnętrze – jak to zwykle w przypadku Pabla – odznaczało się pedantyczną czystością i porządkiem. Nie zauważył żadnych śladów walki. Wyglądało to tak, jakby Pablo w pewnej chwili wyparował. Fernando wiedział, że jego wspólnik nigdzie nie rusza się bez przyozdobionego w tłumik glocka, schowanego w specjalnej zrobionej kaburze, znajdującej się z prawej strony siedzenia kierowcy. Na pierwszy rzut oka doskonale zakamuflowanej. Glock był na swoim miejscu. Mogło to świadczyć o tym, że Pablo nie czuł się zagrożony, czy to we wnętrzu samochodu, czy też opuszczając go. Oczywiście wyjął pistolet i umieścił go za paskiem swych spodni. Do wewnętrznych zaś kieszeni wcisnął dwa zapasowe magazynki. W następnej kolejności otworzył bagażnik. Zrobił to na wszelki wypadek, by upewnić się, czy może nie znajduje się tam związany Pablo.

To miejsce było okropne, ta przeklęta wszechobecna mgła, w połączeniu z odgłosami wron i pustką bijącą z zabudowań, mogła doprowadzić do frustracji, a na dłuższą metę do pomieszania zmysłów.

W bagażniku znajdował się tylko komplet wszelkiego rodzaju kluczy oraz walizka. Fernando otworzył ją, były w niej pieniądze, na pewno przeznaczone dla niego. Mimo swych domysłów, niczego nie ruszał. Zamknął bagażnik auta.

Teraz musiał nieco zmienić plany. Nie mógł przecież stąd wyjechać, wiedząc, że gdzieś tu jest jego wspólnik. Gdy był mniej więcej w połowie drogi do swego samochodu, usłyszał przerażająco głośne, i jednocześnie mrożące krew w żyłach, uderzenia dzwonu. Każde kolejne przyprawiało go o ból głowy, jakiego jeszcze nigdy nie czuł. Otumaniony, z trudem doszedł do swego samochodu.

Stojąc przy nim, obiema dłońmi opierał się o dach i ledwo utrzymywał równowagę. Świat wirował mu przed oczami. W końcu dzwon zamilkł, zabierając za sobą wszelkie nękające dolegliwości. Stojąc, wykonywał głębokie wdechy:

– Ja pierdolę, co to było? – zadał sobie pytanie. Gdyby nie Pablo, wsiadłby do samochodu i z całą mocą dwulitrowego silnika wyjechał stąd jak najszybciej i jak najdalej.

W pewnej chwili, usłyszał odgłos szurania butów po asfalcie. Kierując się instynktem, wyjął broń oraz przykląkł, kryjąc się za samochodem. Odgłos szurania nasilał się, świadcząc o tym, że wydaje go co najmniej kilkadziesiąt par butów.

Zza maski samochodu dostrzegł ulicę, po której za chwilę powinni przechodzić… No właśnie, trudno było powiedzieć kto. Cały czas kucając za swym volkswagenem, odbezpieczył broń. Uczynił to w gruncie rzeczy dlatego, że nie wiedział, czego się spodziewać.

Miał jeszcze świeżo w pamięci efekt, jaki wywołały w nim uderzenia dzwonu.

Serce biło mu jak oszalałe, tymczasem w gęstej mgle zaczął dostrzegać pierwsze sylwetki, które idąc, wywoływały wspomniany wcześniej odgłos szurania. Byli to ludzie, ale już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że jest w nich coś nienaturalnego. Oni wyglądali tak, jakby byli pogrążeni w głębokiej hipnozie. Poruszali się w sposób dalece odbiegający od naturalnych, ludzkich ruchów. Powłóczyli nogami, ich ręce bezwładnie zwisały wzdłuż tułowia, a głowy dziwnie przechylały się raz w jedną, raz w drugą stronę.

Fernando obserwował ten przemarsz śniętych pielgrzymów z zapartym tchem. Gdy byli mniej więcej na wysokości samochodu, za którym się skrywał, dostrzegł, że jest ich pięćdziesięcioro, może sześćdziesięcioro. Byli to zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Próbował im się przyglądać w nadziei zauważenia Pabla, co było jednak utrudnione, nie tylko przez mgłę, ale i znaczną liczbę maszerujących.

Ostatecznie nie zauważył go. Postanowił więc iść za nimi, by zobaczyć, dokąd ten pochód martwych dusz zmierza. Spojrzał na zegarek. Jedenasta pięćdziesiąt pięć. Czasomierz zatrzymał się na tej właśnie godzinie. Było to o tyle zagadkowe, że jego orient nie miał prawa się zatrzymać. Pomachał ręką, by uruchomić automatyczny mechanizm zegarka. Niestety, nic to nie dało.

Najpierw brak zasięgu, a teraz jeszcze zegarek. To wszystko było coraz bardziej nieprzyjemne. Mimo wszystko poszedł za pielgrzymami. Starając się, iść za nimi w bezpiecznej odległości, cały czas kryjąc się za narożnikami poszczególnych mijanych budynków. Teraz mgła okazywała się być jego towarzyszką, ułatwiając mu kamuflaż. Tłum, niczym zahipnotyzowany, przekroczył w końcu bramę miejscowego cmentarza i wszedł do niewielkiej gotyckiej kapliczki.

Fernando ostrożnie rozejrzał się na boki. Stał na cmentarzu, otoczony setkami nagrobków. Niektóre płyty należały do bardzo starych. Świadczył o tym porastający je mech, i liczne pęknięcia. Nie zauważając nikogo, podszedł do drzwi kaplicy. Najdelikatniej jak umiał, nacisnął klamkę drzwi wejściowych. Były zamknięte, z wnętrza natomiast dochodziły jego uszu jednostajne odgłosy buczenia.

Obszedł budynek, w nadziei znalezienia drabiny bądź czegokolwiek innego, co pomogłoby mu zajrzeć przez okna do wnętrza. Okna znajdowały się dwa i pół metra nad ziemią, były wąskie, lecz za to wysokie na przeszło półtora metra. Niestety, w pobliżu nie było niczego, co pomogłoby mu wspiąć się na wysokość okien. Jedyną nadzieją stało się drzewo kasztanowca z drugiej strony budynku. Co prawda rosło ono w pewnej odległości od kaplicy, ale jego konary na wysokości około czterech metrów, opadały na jej dach.

Fernando przystąpił więc do niełatwej wspinaczki. Po dotarciu na dach zaczął się ostrożnie czołgać w stronę górnej części okien. W końcu, po dziesięciu minutach, udało mu się zajrzeć do wnętrza kapliczki.

Wzdłuż ołtarza, przywiązanych głowami w dół, wisiało kilku ludzi. Pod głowami czterech z nich podstawione były złote puchary. Stłoczony we wszystkich trzech nawach tłum kołysał się, wydając przy tym odgłos buczenia. Trzy osoby, ubrane w sposób dużo bardziej dekoracyjny od pozostałych, po kolei podnosiły każdy z kielichów, następnie podchodziły z nim do osób stojących w pierwszych rzędach. Jeden kielich podawany był czterem osobom, po czym opróżniony wracał do mistrza ceremonii. Osoby, które zaspokoiły pragnienie, odchodziły z pierwszego rzędu, a na ich miejsce przychodziła następna grupa pogrążonych w hipnozie osób.

Po piętnastu minutach, gdy wszyscy pielgrzymi zaspokoili swe pragnienie, drzwi kaplicy otworzyły się, a zebrany tłum w tym samym sennym tempie zaczął opuszczać budynek. Trzej mistrzowie ceremonii zniknęli tymczasem za tajemniczymi, masywnymi, bogato zdobionymi drzwiami.

Z dachu obserwował oddalający się w stronę miasta tłum wiernych. Gdy zniknęli we mgle, nie bez problemów podczas schodzenia, w końcu jednak stanął na ziemi. Ruszył w stronę drzwi wejściowych do kaplicy. Po przekroczeniu jej progu w nozdrza wdarł mu się lekki zapach stęchlizny, charakterystyczny dla tego typu miejsc.

Powoli zaczął iść w kierunku ołtarza i wiszących ciał.

Zdobiące ściany obrazy na pierwszy rzut oka przedstawiały świętych. Dopiero gdy bliżej im się przyjrzał, dostrzegł ich nienaturalnie zdeformowane twarze, wykrzywione w demonicznym grymasie. Do tego ich błędne oczy zionęły totalną pustką. Tak samo sprawy miały się z rzeźbami.

Kiedy doszedł do wiszących do góry nogami ciał, zauważył, że każdy z nieszczęśników ma podcięte gardło. Nieżywych wisielców było sześciu, obok nich wisiało sześciu kolejnych. Ci drudzy jednak żyli. Świadczyły o tym unoszące się przy czynności oddychania klatki piersiowe. Próbował obudzić któregoś z nich, ale wszystkie jego zabiegi okazały się bezskuteczne.

Usłyszał kroki, ewidentnie zbliżające się w jego stronę, a dochodzące zza masywnych, bogato zdobionych drzwi. Niewiele myśląc, skrył się za jedną z rzeźb stojących w nawie bocznej. Cały czas trzymając w ręku odbezpieczoną broń, ukradkiem wyglądał zza posągu.

CDN.

Jeżeli podoba Ci się moja twórczość, polub fanpejdż:

https://facebook.com/KsiazkaCzasZ

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo bardzo się kojarzy z silent hill'em.Zajebiste opowiadanie rób dalej :)
Odpowiedz
Gabriel Grula super Koedy bedzie następna cześć czasu z??
Odpowiedz
Snuję już teorie na fabułę dalszych części! Podobało mi się, w momencie z dzwonem nagle poczułam ból głowy. xd Oczywiście czekam na kontynuację!
Odpowiedz
Początek mi się podoba :-)
Odpowiedz
Dziękuję za wszystkie komentarze i opinie :) Pozdrawiam.
Odpowiedz
Będzie kontynuacja czasu Z
Odpowiedz
A mi się podobało. Bardzo. Nie zrażaj się, Drogi Gabrielu, negatywnymi komentarzami.
Odpowiedz
Nie zrażam się. Jest to dość wiekowy tekst. Do tego dochodzi kwestia gustu. Komentarze i tak są o niebo lepsze od tych, jakie pojawiły się pod pierwszym zamieszczonym przeze mnie na SH tekstem pt. "Początek końca" :) Wiekowo obydwa opowiadania mniej więcej odpowiadają sobie.
Odpowiedz
Gabriel Grula To doskonale że się nie zrażasz. Ja tam też czasami coś piszę, aaaaale za mocno przejmuję się krytyką niestety. W sumie co by Pan (nie wiem czy mogę w sumie na "Ty" się zwracać, więc proszę wybaczyć) powiedział na to, że może bym coś któregoś razu podesłał?
Odpowiedz
Krystian Radomski Nie ma sprawy. Podsyłaj :) Nie obiecuję tylko do kiedy wyrobię się z przejrzeniem Twojego tekstu. Ostatnimi czasy na nic nie mam czasu. Na pewno jednak w wolnej chwili zapoznam się z nim :)
Odpowiedz
Strasznie przewidywalne. Motyw z dzwonem zaczerpnięty z Resident Evil.
Odpowiedz
Z Resident Evil, nie zaprzeczę :)
Odpowiedz
Nic już nie przebije Czas'u Z co do tej opowieści to mam nadzieje ze w następnych częściach się rozkręci :) pozdrawiam
Odpowiedz
Myślę, że uda mi się wymyślić coś, co będzie w stanie konkurować lub przebić "Czas Z" :) Na razie nie mam czasu na pisanie, ale cały czas coś tam obmyślam :) Pozdrawiam :)
Odpowiedz
8/10
Odpowiedz
Z tym miastem i mgła to jak silent Hill :) Ale i tak rewelacja :>
Odpowiedz
Klimat Silent Hill jest niesamowity :)
Odpowiedz
Gabriel Grula Wiem, daltego czytając to odczułem klimat z silent hill :> A jak by tam był w tym kościele piramidogłowy toooo... :D
Odpowiedz
Napisane trochę drewnianym językiem i razi pisanie jednych marek z wielkiej litery a innych z małej. I praktycznie nic się nie wydarzyło, więc czekam na kolejną część
Odpowiedz
"Miasto X" zalicza się do jednych z pierwszych opowiadań jakie napisałem w życiu. Od tamtej pory trochę się nauczyłem. Stąd może nieco słabszy styl.
Odpowiedz
Gabriel Grula no i wszysto jasne :)
Odpowiedz
Genialne, trochę mi się skojarzyło z Silent Hill ;D
Odpowiedz
Silent Hill jest niepowtarzalny :)
Odpowiedz
Gabriel Grula Dokładnie <3 cała seria gier, z filmowych adaptacji to 1 część też jest dobra ale nistety 2 już nie :/
Odpowiedz
I ponownie rewelacja! Gratuluje talentu! Teraz z niecierpliwoscia czekam na kolejne czesci i tego opowiadania i Czasu Z.
Odpowiedz
Dzięki :)
Odpowiedz
Gabriel Grula Rób Kolejne części
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje