Historia

Wciąż patrzą 25

kuro 10 3 lata temu 3 479 odsłon Czas czytania: ~11 minut

Początek serii: http://straszne-historie.pl/story/11034-Wciaz-patrza

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Schowek na szczotki okazuje się wspaniałą kryjówką przed nagłym pojawieniem się jednej z pielęgniarek. W powietrzu wyczuwalny jest duszący zapach środków do dezynfekcji, a w dodatku kurz podrażnia nasze drogi oddechowe. Mam ochotę zakaszleć, ale powstrzymuję się w ostatniej chwili. Panuje nieprzenikniona ciemność i gdy nachylam się, by wyjrzeć na zewnątrz, natrafiam na niezidentyfikowany obiekt, który okazuje się kolanem Aleksego. Nie przejmuję się niezręcznością, która stała się niemal namacalna. Wcale się nią nie przejmuję. W ogóle.

Chyba spalę się ze wstydu.

To wszystko przez te stwory. Byłoby tu o wiele więcej miejsca, gdyby ci idioci nie wleźli za nami do schowka. Przecież i tak nikt nie może ich zobaczyć. Głupie stworzenia. Nienawidzę ich.

Przez szparę w drzwiach dostrzegam oddalającą się sylwetkę pielęgniarki. Zastygam w bezruchu, obserwując bacznie każdy jej ruch, dopóki nie znika za ścianą holu. Wtedy też zmuszona jestem do popatrzenia na Aleksego, który wydaje się równie zmieszany.

Siadam na piętach. Jesteśmy teraz bezpieczni. Jesteśmy sami. Mogę mu powiedzieć.

Oczy cieni napełniają wnętrze słabym, żółtym światłem. Dzięki temu, bez trudu odnajduję twarz Aleksego. Nabieram powietrza, nie będąc całkowicie pewna, czy powinnam go o to prosić, ale zaczynam mówić. Mój cichy głos rozbija się w mroku.

- W skali od jednego do dziesięciu... jak bardzo, według ciebie, jestem nienormalna?

Spogląda na mnie, unosząc lewą brew.

- Czy to pułapka?

- Chcę sprawdzić, czy mi uwierzysz. Odpowiedz.

- Hanno – jego dłoń ląduje na moim ramieniu. – poddałem się, jeśli chodzi o próby zachowania resztki racjonalizmu. To, jak bardzo oszalałaś, jest nieważne. Ja też nie jestem do końca stabilny psychicznie. Teraz zrobię co w mojej mocy, by pomóc ci stąd wyjść. Czas zabrać cię do domu, więc nawet jeśli mam wysłuchać czegoś najbardziej popierdolonego, lub zrobić coś, co złamie zasady... nie zawaham się.

Uśmiecham się do ciemności. Czuję całą sobą wsparcie, jakie mi daje. I to jest cudowne. I takie obce. I takie nierealne.

Moje usta układają się w kształt słowa, które wypowiedział. Dom. Czy kiedykolwiek go miałam? Czy ciągle go mam? Czy będę miała zaszczyt posiadać coś, co nazywa się dom? Własne miejsce?

To wydaje się zbyt niemożliwe.

- Kiedy wyjdę... – zaczynam, jednak po chwili opuszczam zamiar wypowiedzenia tych bezsensownych słów. Muszę skupić się na teraźniejszości, bo przecież istnieje możliwość, że nigdy nie opuszczę szpitala.

Nabieram powietrza. Cienie postanowiły mrugnąć w tym samym czasie i na sekundę wszystko tonie w mroku. Kiedy znów mogę dostrzec Aleksego, zaczynam mówić.

- To miejsce jest w pewien sposób złe... – brzmię dość niepewnie. – Sierociniec, który prowadził ten doktor, nie był tak do końca w porządku, wiesz?

Aleksy milczy. Pozwala mi mówić.

- Facet miał córkę. Jak sam mi mówiłeś, zachorowała i umarła. Widzę ją czasami. A raczej widziałam ostatni raz w śnie. – usiłuję ignorować to, jak żałośnie i bezsensownie brzmią moje słowa. – Wiem, że jej ojciec chciał ją uratować, ale to było niemożliwe. Wtedy popadł w obłęd.

- Tak, Hanno. Właśnie to ci powiedziałem. – kiwa głową, a ja czuję, że mnie ponagla.

- Sklejając to wszystko w całość, doszłam do wniosku, że te dzieci na strychu, które były pocięte... on właśnie tak chciał uratować Izabelę. Ten doktor... Po śmierci żony nie mógł pozwolić na odejście córki, dlatego robił wszystko, by ją uratować.

- Sierociniec zamknięto z powodu masowych zgonów dzieci. – nagle głos Aleksego otwiera mi oczy. – Fenery porzucił swoją karierę lekarską i ofiarowując posiadłość spółce, którą współtworzył, ostatecznie się otruł. To ma sens.

Marszczę czoło. Tak. Rzeczywiście to ma sens, jeśli nie licząc tych wszystkich pobocznych faktów, które sprawiają, że wszystko traci logikę. Ale może to jest właściwy trop? Może to właśnie jest punkt, który poprowadzi mnie do wyjścia?

- Pamiętasz, co się stało z jego asystentką? – zaciskam palce na sukience.

- Nie mam pojęcia. Pewnie zaszyła się gdzieś, ale biorąc pod uwagę upływający czas, pewnie

już nie żyje.

Cienie burczą nisko, kiedy zaczynam zastanawiać się, czy Marta mogła zostawić po sobie coś dla mnie ważnego. W tym samym momencie uświadamiam sobie, że to jej głos słyszałam przez cały ten czas. Śpiewała dzieciom. A mnie jej śpiew prowadził i choć zawsze wydawał mi się upiornie spokojny, pamiętam, jak zareagowała na niego Izabela, kiedy go usłyszała. Płakała. Wiła się z bólu. Czy to może być kolejną wskazówką?

- Hanno. – moja dłoń zostaje pochwycona. – Co masz zamiar zrobić?

Wbijam wzrok we frędzle zielonego mopa. Co mam zamiar zrobić? Cholera wie. Najchętniej po prostu pozwoliłabym sobie popaść w paranoję, ale coś mi nie pozwala tego zrobić i tym czymś prawdopodobnie jest nadzieja. Choć wiem teraz więcej, wcale mi to nie pomaga. Nie wiem, co należy zrobić, o co właściwie chodzi ze snami.

Nie wiem nic.

Dlatego muszę zobaczyć się z psycholką.

- Masz jakieś wieści o szurniętej Zośce?

- Nie. Nie zajmuję się nią, ale wiem, że nie przebywa w tym bloku.

- Możesz się dowiedzieć, gdzie jest? – pytanie rozbrzmiewa niepewnie, a ja trwam w tej niepewności jeszcze przez trzy uderzenia serca.

- Oczywiście. – Aleksy kiwa głową. – Możesz na mnie liczyć.

Nie potrafię wyrazić słowami tego, jak bardzo się cieszę, że jest przy mnie.

- Ja porozmawiam z Edkiem. Zajmę mu dłuuuuuugą chwilę, więc nie będzie ci przeszkadzał.

- O czym chcesz z nim rozmawiać? Nie, żeby mnie to interesowało, ale...

- Przecież cię nie wsypię, idioto.

Wzdycha.

- Po prostu chcę wiedzieć, co mówił mój ojciec. Muszę zorientować się, na jakim gruncie stoję.

- To znaczy...?

- Po każdej wizycie moich rodziców nie wiem, ile mi wolno, bo wiesz, kwota dofinansowania psychiatryka nie zawsze jest taka sama. Jeśli według Edka, szpital dostał za mało pieniędzy, moje „wpływy” są ograniczone.

- Czyli masz zamiar po prostu sprawdzić, czy pieniądze tatusia cię asekurują?

- Właśnie. – przyznaję. – Plus, kupię ci czas na dowiedzenie się, gdzie przebywa Zośka.

- Jakie to szlachetne. – chichocze.

Do moich uszu dobiega odgłos zbliżających się kroków. Nachylam się i zasłaniając Aleksowi usta, czekam, aż dźwięk zniknie.

Niefortunnie zerkam w bok. Nasze spojrzenia się spotykają, a ja zauważaj, jak blisko jesteśmy. Zbyt blisko. Zbyt...

- Dowiedz się przy okazji, czemu tu trafiła. – szepczę, obserwując, jak kiwa głową.

Siedzimy w ciszy jeszcze przez długą chwilę. Cienie poruszają się niezdarnie po małej przestrzeni, przewracając i potykając się o różne przedmioty. Nawet w ciemności jestem zdolna je rozróżnić.

- Nazwę go Wytrzeszczooki, bo jest przygłupi, zbyt uczuciowy, a jego oczy są wielkie. – mówię, patrząc na stwory.

Aleksy również przenosi na nie wzrok. Wytrzeszczooki słysząc moje słowa, zaczyna skrobać pazurami w podłogę i nieprzyjemnie mruczeć. Jest wściekły.

- Dobra, żartowałam. – prycham. – Pełzak. Będziesz nazywać się Pełzak, bo jestem słaba w wymyślaniu imion.

Pełzak, dawniej Wytrzeszczooki, wzdycha ciężko, ale myślę, że się zgadza. Też zgodziłabym się na Pełzak. Pełzak to idealne imię dla potwora.

- Ja nazwałbym mojego Windows 10, bo często się zawiesza, ale nie chcę aż tak bardzo go krzywdzić.

Śmieję się cicho, kiedy cień Aleksego wpada w złość.

- Niech będzie Figa.

- Figa? – powtarzam, zamyślona.

- Ostatnio ktoś przyniósł figi. Widziałem, jak zeżarła całą paczkę. Oczywiście wina poszła na mnie.

Nie próbuję powstrzymać śmiechu. Mam w dupie to, czy ktoś mnie teraz usłyszy. Czuję się trochę dziwnie, ponieważ mimo zmęczenia i silnego strachu, który gdzieś tam jest w mojej duszy, jestem szczęśliwa. Taka szczęśliwa jak nigdy. I nawet to, w jakiej sytuacji jestem, nie pozbawia mnie chęci do śmiechu.

To niezwykłe. I niezwykłe jest też to, jak śmiech rozwiązuje mój język.

- Kiedy wyjdę, chcę zniknąć dla świata.

Opieram głowę o ścianę.

- Kiedy opuszczę to miejsce, chcę spróbować naprawić swoje życie.

Milczeniem zmuszam Aleksego do dalszego mówienia.

- Rzuciłem studia. Byłem na medycynie, a przede mną otwierała się wspaniała przyszłość. Jednak zabrakło mi pasji. No i pieniędzy. Tak więc zostałem pielęgniarzem, a kiedy będzie już wszystko w porządku, chcę znów podjąć naukę. – jego głos jest spokojny.

- Wszystko będzie dobrze. – szepczę. – Będziemy chodzić na kawę, będziemy żyć.

- A później...?

- A później możemy razem zniknąć dla świata.

Patrzymy na siebie.

- Podoba mi się ta propozycja. – Aleksy przeczesuje dłonią włosy. Uśmiecha się ponownie.

Mija kilka sekund, zanim zdecydujemy się wstać i zacząć działać. Nie chcemy tracić czasu. Już zbyt dużo go straciliśmy. Teraz, mając w myślach obietnicę lepszych dni, chcemy przynajmniej spróbować.

Otwieram drzwi, wychodząc ze schowka. Nagle zaczepiam stopą szmatę, leżącą na ziemi. Usiłuję się czegoś chwycić, by złapać równowagę, ale w tej samej chwili Pełzak wpada na mnie. Podłoga zbliża się do mnie z przerażającą szybkością. Przygotowuję się do bolesnego uderzenia o zimne płytki, kiedy w ostatniej chwili ratuje mnie Aleksy.

- Uważaj trochę. – czuję jego palce na swojej skórze.

Mam ochotę przywalić mu z liścia, bo zaczyna mnie drażnić, ale zanim wypowiadam choćby słowo, naprzeciwko mnie pojawia się postać.

Widząc wyraz twarzy ochroniarza, którego przed chwilą widziałam, robię się cała czerwona. W myślach rysuję obraz tego, jak musimy teraz wyglądać. I jest mi wstyd. Chyba spłonę.

Mężczyzna otwiera usta.

- To nie tak, jak myślisz. – Aleksy zaczyna się jąkać, co pogarsza sytuację.

- Nie no, spoko. Rozumem.

- Nie, nie rozumiesz...

- Każdy ma swoje fetysze. Nikomu nie powiem, ale wiecie, w niektórych miejscach są kamery, a chłopcy z monitoringu przeważnie nie mają nic do roboty oprócz przeglądania „Playboya”, więc uważajcie. – mija nas, pociągając łyk kawy z automatu.

Stwory śledzą go wzrokiem, odwracając głowy. Wstyd rozgrzewa moją krew, a Aleksy wciąż trzyma mnie w objęciach. Odpycham go, usiłując przynajmniej przed nim ukryć swoje zażenowanie, ale moje plany umierają, kiedy cienie zaczynają się śmiać. Mój wkurw na nie, jest tak wielki, że chyba je zabiję.

***

Rozstałam się z Aleksym parę minut temu. Każde z nas poszło w inną stronę, z inną misją do wykonania. Liczę na to, że dowie się czegoś o szurniętej Zośce. Jeśli udałoby mi się z nią porozmawiać, mogłabym odkryć coś kluczowego. Teraz jedynie ona może mi pomóc. Nigdy nie sądziłam, że mój prześladowca będzie jedyną nadzieją.

Pełzak dotrzymuje mi kroku. Słyszę, jak człapie kilka centymetrów obok i mimo mojego ogromnego gniewu skierowanego na niego, cieszę się, że przynajmniej nie jestem sama. Z każdą sekundą upewniam się w przekonaniu, że ludzie boją się jedynie tego, czego nie znają. Większość nigdy nie podejmie próby przełamania strachu, tracąc tym samym szansę na uwolnienie się od niego. Smutne.

Docieram przed gabinet Edmunda. Moja twarz o mało nie staje się krwawą papką, kiedy drzwi otwierają się na oścież.

- Macie wszystkiego dopilnować. – rozbrzmiewa męski głos. – Proszę o konsultację telefoniczną nawet w najdrobniejsze sprawie. Czy to jasne?

- Tak jest.

- Proszę się nie martwić.

Przez małą, zdobioną szybkę widze profil Edka, którego czubek głowy zdobi czarny, wyjściowy kapelusz. Czyżby zmywał się stąd?

Ujawniam się w chwili, kiedy planuje zamknąć drzwi. Ma na sobie czarny płaszcz, a w dłoni trzyma walizkę. Podejrzane. Podejrzanie podejrzane, wychodzić wieczorem w takim stroju. Poza tym, o ile się nie mylę, powinien być na oddziale całą noc. Więc dokąd dziś się wybiera?

- Hanno. – nie wyczuwam w nim ani odrobiny zaskoczenia. – Co tu robisz?

- Przyszłam.

- Widzę, że przyszłaś. Jednak to nie zmienia faktu, że miałaś teraz spać.

- Ojej... – wzdycham przesadnie. – Czyżby towar tym razem nie był wystarczająco mocny dla psycholi?

Jego wzrok grozi mi skręceniem karku.

- Wybacz. Nie mam czasu teraz dyskutować na temat skuteczności specjalistycznych leków.

- A gdzie wielmożnemu panu tak śpieszno?

Zaczyna iść w stronę, kompletnie mnie ignorując. Ze złości zaciskam zęby i postanawiam podążać za nim. Chuj z tym, że przy wyjściu czekają napakowani goście z mini móżdżkami, gotowi ubrać mnie w kaftan bezpieczeństwa. Chcę wiedzieć gdzie idzie.

- Co mi zrobiliście? Nic nie pamiętałam po przebudzeniu. Podałeś mi jakieś prochy?

- Dostałaś to, co zawsze. I, jak z twojej wypowiedzi wynika, już wszystko pamiętasz, więc teoretycznie problem nie istnieje.

- Istnieje.

Przyśpieszam.

- Jak mogłeś zamknąć mnie w izolatce?

- Daj spokój Hanno. Też byś tak zrobiła na moim miejscu.

- Pożałujesz tego. Mój ojciec ci nie daruje.

Nagle Edmund się zatrzymuje. Patrzy na mnie, uśmiechając się lekko, a w jego okularach odbija się zimne światło lamp.

- Jeśli chodzi o twojego ojca... to dałaś niezły pokaz przed swoimi rodzicami.

Przeraża mnie.

- Musiałem cię uspokoić „nową metodą”, nad którą pracuję i wiesz co? Zadziałało. A twój ojciec to widział i postanowił dołożyć się do projetu badań wpływu na ludzką psychikę.

Wbijam paznokcie w skórę. Krew barwi opuszki moich palców.

- I widzisz, moja droga. Teraz tak jakby nie masz żadnej linii ochrony, ponieważ nawet twoi najbliżsi są po mojej stronie. – unosi walizkę. – A jeśli cię to aż tak bardzo interesuje, właśnie jadę na spotkanie w sprawie tego projektu. Mogę szepnąć twojemu ojcu coś niezbyt pochlebnego na twój temat, więc proszę cię słonko, nie podpadnij.

Odwraca się na pięcie. A ja jestem w tak wielkim szoku, że oddycham z trudem. Zanim odnajduję siebie w sobie i zaczynam biec w stronę drzwi, Edek jest już prawie na zewnątrz. Zostaję powstrzymana przed wyjściem przez ogromnych ochroniarzo-pielęgniarzy, których mięśnie są odrażająco wielkie.

- Nie możesz mnie szantażować! – krzyczę.

Słyszę, jak wydaje rozkaz odprowadzenia mnie do pokoju i podania środków nasennych. Wyrywam się. Piszczę i gryzę wszystko, co znajdzie się w moim zasięgu. Krzyczę. Pełzak wskakuje na plecy jednego z mężczyzn i zaczyna okładać go pięściami. Drapie jego skórę, ale to wszystko jest bezcelowe. Przecież oni nie mogą go zobaczyć, ani nawet poczuć.

Kątem oka dostrzegam dwa inne cienie, które uznaję jednak za wytwór wyobraźni, bo gdy kieruję wzrok w tamtą stronę, znikają.

- Nie rób przedstawienia. Nie masz nowej publiczności. – słyszę stłumione słowa.

Przestaję walczyć, dopiero kiedy zmęczenie rozrywa moje mięśnie. Chce mi się płakać. Jestem wściekła. Cholernie wściekła. Jak on może mnie zastraszać? Przecież mogę wpłynąć na moich rodziców... prawda? Przecież mogę...

Nie potrafię tak bezczelnie siebie okłamywać. Dobrze wiem, że moja matka, po zobaczeniu tego szaleństwa, utwierdziła się w przekonaniu, że jestem całkowicie niezrównoważona. Od teraz każde moje słowo do nich skierowane, będzie uznawane za podkoloryzowany wymysł. Ja pierdolę. To takie irytujące, kiedy nikt nie jest zdolny do empatii, której najbardziej potrzebujesz. To jak wyciąganie dłoni do przechodniów na ulicy. Leżysz na tym brudnym, pierdolonym asfalcie, krzycząc o pomoc. Ale nikt nie reaguje. Nikt cię nie widzi, a ty wiesz, że nie jesteś w stanie wyciągnąć ręki dalej.

Już chyba pozostała mi jedynie nadzieja.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12440-Wciaz-patrza-26

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Właśnie. Gdzie jest nowa część? :( wyczekuje z utęsknieniem wraz z chłopakiem którego siłą wyciągnęłam w historię a teraz razem czekamy z utęsknieniem :)
Odpowiedz
Proszę sprawdzić w profilu autora ;) Część została dodana w niedzielę, jak zawsze :D
Odpowiedz
Gdzie nowa część? :(
Odpowiedz
Przecież jest. Została dodana w niedzielę ;)
Odpowiedz
Ja chce Pełzaka:) no blagam kobieto zrobilas z tych cieni cudnych towarzyszy. :) hehe. Czekam na czesc nastepna:)
Odpowiedz
Heh sam gag z początku był pyszny :D Ogólnie zaczynasz być bardziej wszechstronna. We wcześniejszych częściach wiało monotonią, jednolinijnością, a teraz pojawia się od czasu do czasu jakiś time skip w przeszłość, podsłuchiwanie rozmów, czy choćby genialnie głupi wątek z tymi cieniami co się wepchały razem z bohaterami do skrytki. Wcześniej Twoje dzieło było dużo uboższe w środki. Nie wiem ile już piszesz opowiadania, ale jeśli chodzi o to konkretne, to widać progres. Ale żeby nie było, że tylko słodzę, to i się do czegoś przyczepię. Po 1 według mnie, jak na takiego tasiemca to jest zbyt mała ilość bohaterów, jakichś wątków pobocznych itp. A po drugie to chyba wychwyciłem lekkiego babola fabularnego. Kreujesz Hanne bez dwóch zdań na inteligentną kobietę. Wyjaśnij mi, jak to możliwe, że ona dopiero po dwudziestu(iluś tam) latach zdała sobie sprawę, że te cienie to w sumie nigdy jej krzywdy nie zrobiły. Na przykład ja zauważyłem, że Ci "obserwatorzy" niekoniecznie chcą jej krzywdy na stosunkowo wczesnym etapie opowiadania. Nie wiem jak inni, ale pewnie ktoś to jeszcze przyuważył.
Odpowiedz
Jeśli chodzi o ilość bohaterów, to jest ich mało ze względów osobistych. Może to zabrzmieć głupio, ale nie lubię mieć dużo imion do zapamiętania, ponieważ to wydaje mi się w pewien sposób bezcelowe – jaki jest sens poznawania charakterów, które nie wnoszą nic, lub wnoszą mało? Wolę intensywniej zagłębiać się w historię/psychikę kilku bohaterów, bez tracenia energii na „tych innych”. Myślę, że to zależy od preferencji czytelnika/piszącego. :D Co do drugiej uwagi, postaram się to wytłumaczyć w kolejnej części. A tak poza tym, nie zapominajmy, że Hanna jest w zakładzie zamkniętym ;) I jeszcze jedna rzecz, dziękuję za komentarz, bo właśnie dzięki komentarzom jestem w stanie rozbudować historię we właściwym kierunku, bez popełniania takich gaf. ;)
Odpowiedz
Julia Kierepka Wybacz, źle się wyraziłem. Oczywiście chodzi mi o ilość bohaterów którzy mieliby większy wkład w historie. Nie mówię tu o dziesiątkach potwornie rozbudowanych i rozgałęzionych osobliwości, bo to jest skrajność. Ale drugą skrajnością jest jedynie dwójka bohaterów na których się skupiasz. I tak już teraz za późno, aby robić jakieś gwałtowne zmiany, bo Twoja praca jest już bliska końca, poza tym jak już napisałem, jest to Twoja praca i nie mi się rządzić :D Ale mówię z perspektywy czytelnika, że wprowadzenie dodatkowych 2-3 bardziej rozbudowanych postaci jest dużym uatrakcyjnieniem. A i Tobie daje większe pole do manewrów. Pozdrawiam ciepło i czekam do niedzieli :)
Odpowiedz
Czekam na niedzielę i kolejną wciągającą część uwielbiam to opowiadanie
Odpowiedz
Teraz to tym bardziej jestem za tym, aby było jeszcze z 200 części :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje