Historia

Wciąż patrzą 27

kuro 8 3 lata temu 4 137 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Początek serii: http://straszne-historie.pl/story/11034-Wciaz-patrza

Spis wszystkich części w profilu: http://straszne-historie.pl/profil/6330

Zawsze uspokajali mnie, mówiąc, że wszystko jest dobrze. Czasami, by uwiarygodnić to kłamstwo, przyprowadzali do pokoju jednego z podopiecznych. Najpierw byli to moi przyjaciele lub dzieci, które znałam, ale później zjawiały się kompletnie obce mi osoby. Nie mogłam zobaczyć ich twarzy, ponieważ moje oczy przestały prawidłowo funkcjonować, mimo to, mogę przysiąc, że były zastraszone. Ponadto, nigdy nie zostawaliśmy sami. Wyczuwałam obecność kogoś dorosłego, kto patrzył, stojąc z boku. Ktoś pilnował. Mówiły do mnie cichym, drżącym głosem. Mówiły o rzeczach niewiarygodnych. Zapewnienia o normalności, która panuje w sierocińcu, były jedną, ogromną bzdurą. Wiedziałam o tym, kiedy pierwszy raz usłyszałam te okropne odgłosy, dochodzące z piwnic. Jęki, krzyki, piski. Błagania o litość. Słyszałam, jak moi drodzy przyjaciele krztuszą się krwią, jak konają w tych brudnych, zimnych murach. Chciałam im pomóc, ale moje mięśnie zgniły. Moja skóra piekła, a w dodatku nie byłam w stanie nic dostrzec.

Marta przychodziła regularnie, w przeciwieństwie do mojego taty. On zjawiał się niespodziewanie. Przynosił ze sobą narzędzia. Badał mnie i wychodził bez słowa. Wmawiano mi, że już niedługo będę zdrowa. Lekarstwo jest gotowe. To także były bzdury. Umierałam po trochu każdego dnia i nikt wokół mnie nie chciał się pogodzić z moją śmiercią. Nadzieja praktycznie nie istniała, więc po pewnym czasie Marta straciła wiarę. Chciała mi pomóc. Spełnić moje ostatnie życzenie, jakim było spędzenie z tatą jednego dnia. Mój koniec był już blisko, więc chciałam się pożegnać. Musiał wiedzieć, jak bardzo go kocham, ale tata nie przychodził.

Słabłam. Trudności z oddychaniem wystąpiły w nocy. Podłączono mnie do jakiejś machiny, która pomagała mojemu ciału podtrzymać procesy życiowe. Służba dotrzymywała mi towarzystwa. Smród rozkładu zmusił domowników do noszenia masek nasączonych olejkiem zapachowym. Zazdrościłam im tego. Czasem chciałam poprosić o taką maskę, jednak nie miała dość siły, a po kilku tygodniach, przestałam po prostu czuć jakiekolwiek zapachy, więc mój problem przestał istnieć.

Pewnego razu obudziłam się wcześnie rano, jeszcze zanim przyniesiono mi poranną herbatę. Było okropnie zimno. Zaczęłam dygotać, zastanawiając się, czemu nikt nie podłożył drewna do kominka. Wtedy też pod drzwiami mojego pokoju, usłyszałam rozmowę dwóch pokojówek. Jedna z nich zapytała, dlaczego wszystkie piece zostały wygaszone. Druga wytłumaczyła, że pan nie pozwolił rozpalić, ponieważ zauważył, że niska temperatura spowalnia rozwój choroby. Rozmawiały jeszcze przez chwilę o różnych drobnostkach, po czym drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Przebrano mnie, uczesano. Zbierałam siły, by zapytać kobietę o mojego ojca, ale ostatecznie nie udało mi się wypowiedzieć nawet słowa. Zostawiła mnie w tym mroźnym pokoju, tłumacząc, że takie są zalecenia lekarza.

Miałam ochotę zapłakać. Byłam tak beznadziejnie bezsilna. Moje oczy nie widziały, ale słuch zdawał się o wiele wrażliwszy. Dlatego całymi dniami wysłuchiwałam rozmów domowników i odgłosów domu. W taki właśnie sposób dowiedziałam się, że choroba zbiera żniwa. Budynek jest bezustannie wietrzony, a łóżka najbardziej chorych dzieci zostały wyniesione na poddasze. Docierały do mnie też inne informacje. Bardziej smutne. Bardziej straszne.

Nie wierzyłam w nie. Usiłowałam nie słuchać głosów, które wypowiadały tak przerażające słowa.

Przecież mój tatuś...

Nie mógłby robić tych okropnych rzeczy.

Zaczęłam się martwić o jego samopoczucie. Ze słów, które do mnie docierały, wywnioskowałam, że popadł w swego rodzaju obłęd. Nie wychodził ze swojego gabinetu, nie jadł, nie pił. Przestał mówić. Jedyną osobą, która nieustannie mu towarzyszyła, była Marta, co wydawało mi się pocieszające.

Zostało parę dni do świąt. Śnieg okrył świat, a w całej posiadłości wciąż obowiązywał zakaz rozpalania w kominkach. Było tak zimno, że czasami czułam, jak moje płuca zamarzają, ale dzięki niskiej temperaturze choroba faktycznie wolniej się rozwijała. Najcięższe były noce, ponieważ wtedy powietrze stawało się okropnie ciężkie, brak obecności kogokolwiek przerażał, a w dodatku zimne mury niosły wyraźniej dźwięki szlochów i łkania. To było okropne. W tamtych chwilach obwiniałam siebie za głupotę, której byłam właścicielem. Wszystko stało się za moją sprawą. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Chciałam umrzeć, chciałam znów mieć tatę przy sobie, chciałam, by ten koszmar się zakończył.

Byłam zdesperowana.

Wiedziałam, że nie wiele czasu zostało, więc nie miałam oporów.

Gdy pokojówka przyszła do mnie rano, zmusiłam ją do rozpalenia ognia. Jęczałam, płakałam i prosiłam. Wiedziałam, że ulegnie. Nie mogłam doczekać się uczucia ciepła, moje mięśnie miały szansę przestać drżeć. Rozkoszowałam się brakiem mrozu, kiedy po chwili usłyszałam szybkie kroki na schodach. Dokładnie tak, jak się tego spodziewałam.

- Co się tu dzieje? – wściekły ton kompletnie do niego nie pasował. – Czemu z komina wydobywa się dym?

- Panie Fenery...

- Dlaczego rozpaliłaś w kominku?! Przecież prosiłem...

Nagle całe ciepło zniknęło. Usłyszałam dziwny dźwięk. Coś upadło. Coś rozbiło się o podłogę.

- Spokojnie! – Marta starała się zapanować nad głosem. – Proszę się uspokoić.

- Wyjdź, nie chcę cię tu więcej widzieć!

Pośpieszne kroki ucichły. Czy mój tatuś ją... uderzył? Przecież zawsze był taki miły dla służby.

- Izabelo. Jak się czujesz? – kobiecy głos rozbrzmiał obok mojej głowy.

- Tato. – mówienie sprawiało mi niewiarygodny ból, ale nie mogłam się poddać. – Tato.

- Doktorze... pańska córka...

Wiedziałam, że ciągle tam jest. Chciałam, by do mnie mówił. Potrzebowałam jego głosu.

- Już niedługo, kochanie. Już niedługo.

Otworzyłam usta, chcą prosić go, by przestał. Chciałam powiedzieć, że o wszystkim wiem i nie chcę, by to robił.

- Odzyskasz wzrok. Będzie dobrze. Twoi przyjaciele mi pomagają, wszystko będzie dobrze.

Szaleństwo w jego słowach zaczęło mnie dusić.

Po tym zdarzeniu wszystko się zmieniło. Jęki i płacze zniknęły. Jedyny dźwięk, jaki słyszałam to słowa piosenki Marty. W taki sposób uspokajała dzieci, podczas gdy mój ojciec...

Obiecałam sobie, że nigdy mu tego nie daruję.

Podarowano mi ocean.

***

Kiedy wszystko się uspokoiło?

Chciałabym móc, żyć w przekonaniu, że od razu po przebudzeniu wszystko wraca do normy, że nigdy nie było ani psycholki, ani Izabeli, ani tego miejsca. Chciałabym, żeby to wszystko okazało się tylko i wyłącznie efektem bujnej wyobraźni.

A tak naprawdę, to właśnie tego się boję. Rzeczywistość wydaje się taka prosta.

Minął tydzień od śmierci szurniętej Zośki. Zgon został odnotowany dopiero nad ranem, kiedy pielęgniarka przyszła, by podać jej leki. Aleksy miał zamiar zgłosić jej śmierć od razu, ale to nas wszystkich przerosło. Po powrocie do pokoju zasnęłam niespokojnym snem, zostawiając Aleksego samego ze swoimi myślami. Nie winię go za brak interwencji. Przecież to nic nie zmienia, a jestem pewna, że jemu też dojście do siebie zajęło dłuższą chwilę.

Oprócz tego, że zmienili mi leki, wszystko jest „niby” po staremu. Dostaję teraz jakieś środki normujące, czy chuj wie co. Koszmary ustały, ale w miejsce nocnych mar pojawiły się dziwaczne urywki wspomnień. Nie moich wspomnień. Ogólnie jest cicho. Zbyt cicho i to mnie przeraża. Wciąż nie mogę odpowiedzieć sobie na pytanie, co dalej...? Co mam robić, Izabelo? Wszystko zdaje się układać w całość, jednak rozwiązanie jest zbyt daleko. Wciąż nie wiem wszystkiego, a liczenie na pomoc dziewczynki nie jest najlepszym wyjściem.

Są dwie możliwości:

Albo niedługo się pojawi i mi pomoże,

albo zostanę sama z milionem nierozwikłanych wątków.

Zakładam na siebie gruby sweter. Z każdym dniem jest coraz zimniej. Późna jesień przypomina o sobie w każdym powiewie wiatru. Drzewa zostały całkowicie ogołocone. Trawa pożółkła. Chyba lada dzień zacznie padać śnieg. Lubię śnieg.

Kobieta w kitlu mówi mi, żebym usiadła naprzeciwko niej i otworzyła szeroko usta. Robię to, a później zostawia mnie już w spokoju. Edmund nie zajmuje się badaniem pacjentów. Teraz gdy jego „projekt” jest w trakcie realizacji, poświęca mu cały czas, dlatego też zatrudnił ludzi na różne stanowiska, które dotychczas były jego. Brakuje mi tego starego pryka z jednego, prostego powodu. Chciałabym mu porządnie przypierdolić, za traktowanie mnie jak śmiecia. Ale w sumie jego nieobecność pozwala Aleksowi na normalną pracę. Jego grafik został zmieniony tak, by miał przerwy i wolne dni. Wydobrzał.

- Widać znaczną poprawę w aspekcie fizycznym. Koszmary ustąpiły, tak?

Lekarz patrzy na mnie spod szkieł okularów. Kiwam głową.

- Czuję się... dobrze.

Przez chwilę notuje coś w zeszycie.

- Nowe tabletki nie sprawiają, że czuje się pani senna?

- Nie. Po prostu mnie uspokajają, nawet bardziej niż trzeba.

Mamrocze coś pod nosem.

- Wszystko jest OK. Zaproszę panią do siebie jeszcze w tym tygodniu. –poprawia okulary. – Mam nadzieję, że do tego czasu nic się nie zmieni.

Wstaję powoli i zmierzam w stronę drzwi. Wszyscy wokół mnie uparcie twierdzą, że wyzdrowiałam. Mówią: opuściły cię koszmary, nie masz napadów paniki, zachowujesz się normalnie, twoje lęki zniknęły. Idioci, nie mają pojęcia, że nic nie zniknęło. Teraz po prostu to, czego od zawsze się bałam, jest po mojej stronie. I nie wiem, czy to takie pocieszające, ponieważ nie jestem do końca pewna czy rzeczywiście stałam się normalna, czy może nigdy nie byłam świrem, a jedynie cienie sprowadziły mnie do tak dołującego miejsca, jakim jest psychiatryk.

Chwytam klamkę, wychodzę na korytarz, zamykam drzwi.

- I jak? – Aleksy stoi obok, oparty o ścianę.

- Nie wiem. Chyba jest dobrze.

Uśmiecha się lekko.

- Dobrze słyszeć, że jednak nie jesteś...

- Nie wiadomo. – walę go pięścią w bok.

Pełzak wtulił się w moje udo, zaciskając palce na mojej sukience. Przez chwilę boję się, że ją ze mnie zerwie. Ostatnio jest inny. Wydaje się smutny i ciągle nie może się otrząsnąć. Co za wrażliwy stwór. Figa jak zawsze trzyma się na dystans, pilnując Aleksego z daleka. Jest gotowa do protekcji w każdej chwili. Zastanawiam się, czemu tak bardzo różni się od Pełzaka. Czasami chciałabym zamienić się cieniami, ale wtedy przypominam sobie, jak wiele zawdzięczam temu łamadze.

- To chyba znaczy, że czas opuścić to miejsce. – szepczę.

- Przecież tego chciałaś.

- Wiem, ale... wciąż nie wiem.

Aleksy odchodzi ode mnie o parę kroków. Zatrzymuje się, spoglądając na mnie i skinieniem głowy daje mi do zrozumienia, że nie muszę już nic mówić. Wie, że nie odpuszczę. Mam swoją teorię, która wydaje się nieco szalona, ale to ona utrzymuje moją świadomość w całości. Nie opuszczę tego miejsca, dopóki nie skończę z Izabelą. Nie jestem pewna, czy mam rację, ale to, co się tu stało, nie zostało nigdy odkryte, dlatego prawda, chcąc ujrzeć światło dzienne, zmusza szaleńców do działania. Nie wiem tylko na jakiej zasadzie to działa. Czy dziewczynka wybiera ofiary, czy odbywa się to całkowicie losowo? Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem. Jedyna rzecz, jakiej jestem pewna to, że Zośka przechodziła przez to samo. Została wybrana, a teraz wybrańcem jestem ja.

Wcale się z tego nie cieszę.

Plus, Aleksy tkwi w tym tak samo głęboko, jak ja. W chwili, kiedy zjawił się w psychiatryku, coś musiało się uaktywnić. Może Izabela stwierdziła, że skoro jesteśmy razem i wydajemy się mniej szaleni od reszty, to damy radę to zakończyć? Odkryliśmy szalonego doktorka, rozczłonkowane dzieci na poddaszu i zbrodnie, popełnioną przez asystentkę. Więc co jeszcze? Co mam zrobić, by uwolnić te... duchy? Mogłabym po prostu opuścić to miejsce, ale nie chcę zostawiać za sobą niedokończonych spraw. Skoro dotarłam tak daleko, muszę to skończyć. Kto wie, czy komukolwiek wcześniej udało się zdobyć tyle informacji. To cierpienie, ból i wszystkie inne emocje, które plątały się w tych murach, znajdą inną ofiarę, jeśli ja będę poza zasięgiem. To jak klątwa. Nie pozwolę, by ktoś jeszcze stracił przez nią życie.

- Masz jutro wolne? – pytam plecy Aleksego.

- Yhymm.

- Co będziesz robić?

- Pewnie w końcu się wyśpię. – odpowiada z uśmiechem.

Wyobrażam sobie, jakby to było, gdybym też mogła wyspać się we własnym łóżku. We własnym mieszkaniu. To musi być naprawdę cudowne.

- Też powinnaś się wyspać. Skoro nie masz już koszmarów, łatwo będzie zasnąć.

- Koszmary zniknęły, ale mam te sny.

- Wnoszą coś?

- Absolutnie nic. Irytuje mnie to. W dodatku wszystko zdaje się takie ciche. Przerażająco ciche.

Zatrzymujemy się pod drzwiami mojego pokoju.

- Przestań myśleć o takich głupotach. Jeśli będziesz wystarczająco cierpliwa...

- Przestań pieprzyć. – warczę.

- Nie ma już nic, co moglibyśmy zrobić.

W głowie układam tysiąc przeróżnych ripost, ale potem uświadamiam sobie, że Aleksy ma rację. Zostało mi tylko czekanie, ale w jaki sposób mam czekać, skoro czuję, jak bardzo osłabła na sile? Mogłabym się cieszyć z tego faktu, jeśli nie zależałoby mi na informacjach. Gdyby tylko to dziecko znów się pojawiło.

Wiem, że jest zbyt zmęczona, ale wciąż mam nadzieję.

- Czyli mam iść, położyć się i po prostu czekać?

- Otóż to.

- Dzięki za twoje rady, Panie Zawsze Wiem Lepiej.

- Do usług. – Aleksy kłania się przede mną teatralnie.

Uśmiecham się. Uwielbiam, kiedy mnie rozbawia. To chyba jedyna osoba, która potrafi to robić.

- A więc do jutra. – mówię, pokonując próg pokoju.

- Hanno...

Jego głos zmusza mnie do zatrzymania się. Czekam na to, co chce mi powiedzieć.

- Czy myślisz, że trochę oszalałem? – jego głos łamie się milion razy.

Otwieram usta z zamiarem wybicia mu z głowy takich głupot, jednak on mnie ubiega. Śmieje się, zapełnia ciszę dużą ilością słów, po czym macha mi na pożegnanie i odchodzi.

Wzdycham ciężko. Zamykając drzwi, myślę jedynie o ciepłej kołdrze i miękkiej poduszce. Chyba szybko zapadnę w sen. To dobrze. Może tym razem znajdę odpowiedzi na pytania, które nie dają mi spokoju.

Pełzak układa się na moich nogach. Czuję jego niewielki ciężar.

Zarzucam koc na jego kościste ciało, przewracam się na bok i zamykam oczy. Wypełniona po brzegi nadzieją, zasypiam, a w głowie majaczy mi tylko zdanie „Podarowano mi ocean”.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12535-Wciaz-patrza-28

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Dawno nie czytałam tak dobrej książki, jak to opowiadanie. "Wciąż patrzą" przebija wszystko. Wszystko <3
Odpowiedz
A ja tylko czekam do końca, wydrukuje to sobie i będę to miała na półce żebym zawsze mogła do tego wrócić :)
Odpowiedz
Sentymentalnie *O* :D
Odpowiedz
Julia Kierepka no żebyś wiedziała! Tylko i wyłącznie Twoje opowiadanie mnie trzyma na tej stronie. Będę to czytac ile wlezie! ;) pozdrawiam i gratuluje talentu i mega wyobraźni :)
Odpowiedz
Gabriela Smok <3 ^^
Odpowiedz
Już od dłuższego czasu czytam te opowiadania i mogę powiedzieć, że jest to lepsze niż część książek z wielu, które przeczytałam, nawet tych popularnych w skali światowej. Ale jeśli ma się to nigdy nie ukazać w formie książki (nad czym bardzo, ale to bardzo ubolewam :c) to powinien powstać serial na podstawie tej historii. Mógłby być jednym z najlepszych serialów ever *o*
Odpowiedz
Niedlugo planuje ogarnac cos z grafika i jak autorka sie zgodzi to moze popracuje nad twym pomyslem;)
Odpowiedz
Mało jest historii które potrafią naprawdę wystraszyć. Ta ma w sobie to coś, że mimo, że nie jest jakaś bardzo straszno to dobrze się ją czyta ;) PS. Mój cień to Nelik ;)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Czas czytania: ~1 minuta Wyświetlenia: 2 674

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje