Historia

Nie ma za co

kier 4 8 lat temu 6 927 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Była godzina druga w nocy.

Przede mną rozciągała się długa, piaszczysta droga, obok szumiał las, choć mogłem dostrzec tylko zarys okolicy. Prawie nic nie było widać w otaczających mnie ciemnościach. Pewnie myślicie, że to było przerażające.

Mylny wniosek.

Tylko dzięki temu mogłem pozostać niezauważony; noc była moją jedyną szansą na dopadnięcie go. Szedł dość prędko, w odróżnieniu ode mnie nie musiał uważać, gdzie stawia stopy. O ile w ogóle miał coś takiego - wolę raczej nie zastanawiać się, jakie ciało kryło się pod dopasowanym garniturem, i to nie ze względu na moją orientację seksualną.

Las również mi sprzyjał - wydawał rozmaite dźwięki, skrzypiał, trzeszczał, rozbrzmiewał głosami ptaków; te hałasy też nie powodowały u mnie strachu, czy upiornych skojarzeń, jakie pojawiłyby się dziś u niemal każdego. Jedyna rzecz, a właściwie osoba, jaka mogła wówczas budzić negatywne wrażenia, szła właśnie przede mną.

Byłem ciekaw, o czym myśli. Czy zdaje sobie sprawę, jak bardzo jest znienawidzony? Męczy go to, nudzi tkwienie wciąż w tej samej roli, czy to w filmach, czy bajkach dla dzieci? Ma świadomość, że jego nieliczni fani to zazwyczaj zdesperowani młodzi ludzie, wielbiący go w znacznej mierze na pokaz...?

Wreszcie moja ofiara niemal dotarła do najsłabiej oświetlonego punktu, a ja nieco przyspieszyłem. Panowałem nad nerwami; ktoś musiał wreszcie się go pozbyć...a ja wierzyłem w sprawiedliwość. Pomoże mi Bóg, los, przeznaczenie, albo moc jedi- wszystko mi jedno które, niemniej byłem pewien, że właśnie robię coś ze wszelkich miar słusznego.

Zbliżałem się coraz prędzej, a on nadal się nie odwracał. Doskonale. Nasz świat znowu będzie idealny.

Dobyłem noża - powoli i ostrożnie, by nie polec na ostatniej prostej. Byłem już blisko niego, słyszałem jego beztroskie pogwizdywanie. Wycelowałem.

Nóż ze świstem przeszył powietrze, kiedy tamten zrobił niedbały, nonszalancki unik i wybuchnął śmiechem.

- No, no, postarałeś się - rzekł, a ja widząc, że nie mam już ani chwili do stracenia, rzuciłem się na niego. Lecz zaraz zamarłem wpół ruchu, czując, że nie mogę nawet drgnąć.

- Zrozum - westchnął Szatan - Ja jestem potrzebny.

Milczę i tylko szarpię się wściekle.

- To trochę żałosne, mój bohaterze.- zauważył spokojnie. - Mój przeciwnik zrobił błąd, dając wam od razu cały, doskonały świat, z niemal wszystkimi jego odkryciami, podczas gdy wy przypominacie małe dzieci.

- Ty odpowiadasz za wszystkie krzywdy - odpowiedziałem z irytacją - Nie udawaj, że nie masz tego świadomości.

Machnął niedbale ręką.

- Tak, tak, tak – rzekł - Zdążyłem zauważyć. Kradzieże, gwałty, podpalenia, morderstwa - moja robota, za którą nikt mi nigdy nie podziękuje. I to całkiem naturalne, choć zarazem nieco męczące i żałosne – jak rozkapryszona nastolatka - że w końcu któryś z was postanowił, eee, walczyć ze złem. Ale nie wytrzymalibyście w utopii.

- Mieliśmy się świetnie, dopóki nie zacząłeś nam mieszać w głowach.- odparłem.

- Wiesz, co jest zabawne? - zapytał z pełnym wyższości uśmiechem – Że tak strasznie się na to zżymasz, a obecnie mam spory wpływ na ciebie. Nie rób takiej miny – wiesz, czyją zasługą jest twoja nienawiść? Może ktoś mnie dla odmiany doceni, co?

Zamilkłem, zbity z tropu.

- Ale to było wcześniej cudowne miejsce. - mruknąłem.

- Bzdura. - odparł chłodno. Przez chwilę panowała cisza, a ja zastanawiałem się z niepokojem, jakie konsekwencje mnie za chwilę spotkają. Oby jego „przeciwnik” miał tu coś do gadania.

- Naprawdę, ogromny pokład wściekłości – przemówił jednak Szatan ze zdumieniem. Wyglądał, jakby coś mu nagle wpadło do głowy – Mogę cię... wykorzystać.

Milczałem, a po plecach przebiegł mi dreszcz. Nie rozumiałem, co to ma znaczyć.

- Pokażę ci, jak ja bym to urządził – oznajmił z mocą. - Wy wszyscy się tam znajdziecie. Świat, w którym się boicie, w którym istnieje przemoc, w którym przekonania i idee zawsze z czasem obracają się przeciwko wam. W którym nie zawsze panuje sprawiedliwość. Wprowadzę tam tyle zepsucia, ile się da, a on - ten naiwny, kochający idealista, hipis, miłośnik pokoju, przyrody i ludzi, niech sobie w to próbuje ingerować. Przekonamy się, czy nie będzie miał was w końcu dość i nie zatopi tych wszystkich nieco udoskonalonych małp w jednej wielkiej powodzi.

- Co to... - zacząłem, ale nie udało mi się dokończyć. Świat wokół mnie zdawał się oddalać, aż pozostałem tylko ja, nadal unieruchomiony, szatan i kłęby nieokreślonej, bryłowatej materii. W osłupieniu patrzyłem, jak lepił on niedbałą, nierówną kulę z owej masy i umieszczał na niej lasy, morza, rzeki, łąki i jeziora.

- Naśladujesz go – zawołałem, lecz on zdawał się mnie nie słyszeć. Po chwili umieścił tę parodię świata w ogromnej przestrzeni, a uformowana kula pozostała w powietrzu.

- I zaczynamy od początku – oznajmił – Ale ty, mój irytujący przyjacielu, poczekasz na jakieś paskudniejsze czasy, pomińmy tą całą ewolucję i tak dalej... na razie śpij...być może umieszczę cię w którejś z wojen...choć, z drugiej strony, przysłużyłeś mi się...

Głos Złego powoli cichł, a mi mimowolnie opadały powieki.

- ...I jako dziecko tego nie pamiętałem, ale parę miesięcy temu przypomniało mi się w formie snu. I już wiedziałem, co mam robić - kończy pacjent i patrzy na kobietę niewinnymi, niebieskimi oczami.

- Rozumiem – odpowiada psychiatra - atrakcyjna blondynka koło trzydziestki. - A czy nie wydaje się panu, że w takim razie ponownie został pan wykorzystany przez Szatana, podczas gdy pan sądził, że robi coś dobrego...?

Mężczyzna wpatruje się w nią w oszołomieniu dobrą minutę.

- O Boże... - szepcze zbielałymi wargami.

Przed budynkiem komisariatu policji wciąż jeszcze kłębią się dziennikarze, choć w mieście chyba już nie ma osoby, która by nie wiedziała, co się stało. W kałuży nieopodal pływa pognieciona gazeta, w której litery nieco już się rozpływają. Ostatnio mocno padało, a podczas deszczu ten niedawno schwytany morderca robił się niespokojny. Deszcz podobno „kojarzył mu się z grzechem”, co wciąż można przeczytać na pierwszej stronie stopniowo nasiąkającej gazety. „Seryjny zabójca wreszcie złapany!!!”- głosi coraz bardziej rozmazany nagłówek.

Choć w gruncie rzeczy to właśnie dzięki deszczowej pogodzie mężczyzna został aresztowany. Stracił ostrożność i przyłapano go na napaści na dwójkę ludzi w parku. To była para nastolatków, której najwyraźniej zachciało się romantycznych pocałunków w deszczu (czy też mniej romantycznego kataru). Ów człowiek, według ich relacji, podszedł do nich, gdy stali, objęci, pod parasolem. Uśmiechnął się bardzo przyjaźnie i powiedział: „Bez obaw, ja tylko chcę posłać jak najwięcej ludzi do właściwego miejsca”, po czym wyciągnął nóż. Oni natychmiast rzucili się do ucieczki, a kobieta, która dostrzegła ów pościg z drugiej strony ulicy, pospiesznie wezwała policję.

To był pierwszy raz, kiedy ów morderca napadł kogokolwiek w mieście – media donosiły, iż sądził, że deszcz oznaczać ma gniew „Dobrej Istoty” (prawdopodobnie chodziło o Boga) z powodu niewielu ludzi, którym dotychczas „pomógł”. Wierzył, że ta istota pomoże mu w morderstwie i dzięki temu nikt się nie zorientuje.

Niebawem gazeta całkowicie znika w mętnej wodzie, tak jak zniknie niebawem pośród mieszkańców także ta historia. Obrośnie w plotki do tego stopnia, że ludzie nie będą wiedzieli, w co wierzyć, aż wreszcie zmieni się w krążącą wśród młodych ludzi opowieść z dreszczykiem. Samemu zaś przypadkowi „Boskiego Mordercy” - jak niektórzy z czasem zaczną go sarkastycznie nazywać - nie poświęci się ani odrobiny uwagi więcej, niż przeciętnemu wariatowi, określając go po prostu modnym terminem „psychopata”.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

http://blakier.blogspot.com/ Zapraszam na bloga :D
Odpowiedz
Serio? Reklamowanie się tak po prostu pod czyjąś pracą? To jest po prostu szczyt bezczelności z twojej strony
Odpowiedz
Maciek Nowak Reklamowanie się tak po prostu pod własną pracą wydaje mi się wręcz logiczne
Odpowiedz
Hmm. Filozofowanie - jest Strach - w sumie też jest, tylko w innej formie niż zazwyczaj. No i motyw dobra i zła, czyli to co kocham. I historia nie potrzebowała krwi, flaków i oczodołów, by wywołać lekkie spięcie w żołądku. Nie zanudza, opisy bardzo dobre, łatwo sobie wyobrazić. Dobra historia, warto przeczytać.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje