Historia

W moim pokoju ktoś jest

drzwidodomu 11 3 lata temu 8 326 odsłon Czas czytania: ~10 minut

Było już dobrze po dwudziestej trzeciej, kiedy mała Oktawia przyszła do pokoju rodziców wy­raźnie czymś wystraszona.

- Czy mogę dziś spać z wami? - spytała rodziców cienkim drżącym głosikiem.

- Dlaczego, kochanie? - spytała mama.

- W moim pokoju jest potwór.

Na te słowa ojciec dziewczynki podniósł głowę z poduszki:

- Dzieciaaakuu... Przecież mówiłem ci już, że potworów nie ma.

- Ale tatusiu, on naprawdę tam jest.

Ciężko westchnął, ale zebrał w sobie siłę, by wstać.

- Dobrze mała, pójdziemy teraz razem i mi go pokażesz.

Dziecku wcale nie podobała się ta propozycja. Poszła za nim z szybko bijącym sercem i ściśnię­tym gardłem. Myśl o powrocie do własnego pokoju napawała dziewczynkę przerażeniem.

Ojciec zapalił górne światło w pokoju dziewczynki. Pokój jak pokój. Łóżko, szafa, biurko, tro­chę zabawek, plakaty z postaciami z bajek na ścianach.

- No i gdzie się teraz chowa twój potwór?

- Był tu. Naprawdę.

- Ale teraz go nie ma. Poszedł sobie i już nie wróci. Słyszysz potworze? - zawołał mężczyzna udając groźny ton. - Nie chcę więcej słyszeć, że nachodzisz moją córkę. - Po czym znów zwrócił się do Oktawii - Widzisz? Już nie wróci.

Dziecko nie wyglądało na pocieszone.

Ułożył z powrotem córeczkę do snu, ucałował w czoło, pogładził po włosach i miał już gasić światło stojąc w drzwiach, gdy dziewczynka poprosiła:

- Mogę chociaż zostawić zapaloną lampkę i otwarte drzwi?

- Na lampkę się zgadzam, drzwi niech zostaną zamknięte.

- A jeżeli on wróci?

- Nie odważy się. A teraz idź już spać.

Kiedy zamknął drzwi za sobą, Oktawia zapaliła nocną lampkę stojącą na szafce obok łóżka. Okryła się szczelnie kołdrą i zamknęła oczy, kiedy nagle znowu poczuła to lodowate zimno w pokoju. Otworzyła oczy i zobaczyła, że znowu stoi nad nią czarna postać.

- Idź sobie - rozkazała dziewczynka łamiącym się głosem. - Boję się ciebie.

Ale chrapliwy głos odpowiedział tylko:

- Mówiłem, że nikt ci nie uwierzy.

- Kim jesteś? Czego chcesz?

- Dlaczego nie chcesz już się ze mną bawić?

- Boję się ciebie. Wcale nie jesteś już taki fajny.

Oktawia podkuliła nogi, gdy poczuła, że potwór kładzie łapę na jej kołdrze i przesuwa w kierunku jej twarzy.

- Nie bój się mnie. Nie zrobię ci krzywdy. Przecież Ci obiecałem.

- Dlaczego nie chcesz mi się pokazać?

- Nie spodobałoby ci się to.

- Pokaż. Chcę zobaczyć jak wyglądasz.

- Nie jesteś na to gotowa.

- Chcę wiedzieć kim jesteś. Pokaż - dziecku cały czas drżał i łamał się głos.

To, co zobaczyła przeraziło ją tak bardzo, że szybko naciągnęła kołdrę na głowę i zamknęła mocno powieki. Gardło tak jej się ścisnęło, że nie mogła wydobyć z siebie najkrótszego słowa, o krzyku w ogóle nie było mowy. Zatkała nawet uszy, by nie słyszeć chrapliwego sapania nad głową po drugiej stronie kołdry. Chciała zawołać tatę, ale nie umiała się odezwać. Mogła tylko płakać przerażona skulona pod kołdrą. W myślach modliła się, żeby Bozia zabrała stąd tego stwora i żeby już nigdy nie wracał.

Po kilku minutach odważyła się odetkać uszy i otworzyć oczy. Cisza. W pokoju zapanowała niczym nie zmącona cisza. Nie było już zimno. Odkryła głowę, wyjrzała spod kołdry i zobaczyła, że w pokoju jest zupełnie sama.

Oktawia chodziła do pierwszej klasy. Dzieci w jej wieku nie wierzyły już w potwory, podobnie jak w Świętego Mikołaja. Jednak dziewczynka wiedziała, że potwory istnieją naprawdę. Nie takie wychodzące z szafy, jak w bajce Disneya i wcale nie były przyjazne.

Czas, który spędzała w szkole był czasem szczęśliwym. Kiedy inne dzieci marudziły na chodze­nie do szkoły, ona najchętniej w nieskończoność odwlekałaby powrót do domu, bo wiedziała co ją tam czeka wieczorem w jej pokoju. Najgorsze było to, że rodzice jej nie wierzyli.

Gdy wróciła z mamą do domu, ta, widząc zmartwioną minę córki, spytała:

- Skarbie czy coś się stało?

- Nie.

- Wiesz, że możesz ze mną porozmawiać o wszystkim.

- I tak mi nie uwierzycie - dziewczynka była bliska płaczu.

- Chodzi o tego potwora, tak?

Oktawia w jednej chwili rozpłakała się. Matka kucnęła przy niej i mocno ją przytuliła. Dziecko wtuliło się w szyję kobiety.

- Kochanie, już dobrze, jestem tu. Jesteś bezpieczna. Ćśśś.

- On wczoraj znów był u mnie. Kiedy tata wyszedł.

Matka nie wiedziała co robić, jak pocieszyć córkę, która najwyraźniej szczerze wierzyła, że ktoś do niej przychodzi i chce jej zrobić krzywdę. Wzięła dziecko na ręce, zaczęła kołysać i głaskać po czarnych włosach. Boże, pomóż nam. Oby z Oktawią nie działo się nic poważnego.

Tego wieczoru ojciec obiecał, że zostanie z dziewczynką w jej pokoju tak długo, jak tylko ze­chce. Nawet całą noc.

Czytał jej bajkę o miłych i dzielnych kucykach i kazał się nie bać, bo on jest z nią i miał zostać, żeby stać na straży jej spokojnego snu. Swoim ciepłym głosem śpiewał kołysankę tak długo, aż dziecko wreszcie usnęło. Na wszelki wypadek odczekał jeszcze dziesięć minut i dopiero wtedy ma­jąc pewność, że się nie obudzi wyszedł i poszedł spać.

Oktawię znów obudziło zimno. Lampka nocna była zgaszona. Dziewczynka wiedziała, że nie jest sama, ale czuła, że nie ma z nią ojca. Okłamał ją. Zapaliła nocną lampkę obok łóżka. W kącie znów majaczył czarny kształt niemal zlewający się z ciemnością pokoju, a jednak widoczny.

Dziewczynka znowu zamarła z przerażenia. Tym razem nie potrafiła nawet schować się pod koł­drą.

Cień szybko przemknął przez pokój i w jednej chwili był już przy jej łóżku. Milczący. Groźny. Sama jego obecność sprawiała, że dziecko poczuło jakby ktoś napierał dużym ciężarem na jej klat­kę piersiową.

Siadła na łóżku, podciągnęła nogi pod brodę i wrzasnęła:

- Taaatooo!

Mężczyznę obudziła żona, która usłyszała krzyk córki. Zerwał się na równe nogi i pobiegł sprawdzić co się dzieje. Pewnie Oktawii przyśnił się koszmar i będzie znowu twierdziła, że przy­szedł do niej potwór.

Kiedy otworzył drzwi zobaczył, że obok łóżka ktoś stoi. Zapalił światło, ale nikogo nie zobaczył.

Kiedy zgasił, efekt był ten sam. Zapalił ponownie i podbiegł do córki. Przytulił ją mocno, gdy ta powiedziała drżącym głosem:

- Tatusiu... za tobą...

Drzwi do pokoju dziewczynki zamknęły się z hukiem i w jednej sekundzie światło zgasło, a ja­kaś potężna siła szarpnęła mężczyznę do tyłu. Z impetem wpadł na szafę. Zdołał się podnieść o własnych siłach, chociaż uderzenie wywołało promienisty ból wzdłuż kręgosłupa najsilniej odczu­wany w głowie i krzyżu. Poczuł, że coś jest blisko niego. Wiedział, że miało wrogie zamiary. Zimna chuda oślizgła łapa zacisnęła się na jego szyi i uniosła go kilka centymetrów nad podłogę.

- Nie rób tatusiowi krzywdy! - Zawołała Oktawia. - Zostaw go! Idź sobie!

Jednak tajemnicza istota zdawała się nie zauważać dziecka. Była teraz zajęta ojcem małej.

Do pokoju zaczęła dobijać się matka dziewczynki:

- Co tam się dzieje?! Oktawia, otwórz drzwi!

Mężczyzna dostrzegł przed sobą dwoje oczu nie podobnych do niczego, co widział wcześniej. Dwa oczodoły wypełnione pulsującą żywą ciemnością. Zdawały się wyrażać wszystkie najstrasz­niejsze żądze jakie trawiły ten świat. Ale jedno dało się z nich wyczytać bezbłędnie: głód zabijania.

- Oktawia! Dziecko wpuść mnie! Otwórz! - matka nie dawała za wygraną i wciąż dobijała się do drzwi.

Dziewczynka wrzeszczała histerycznie, patrząc co dzieje się z tatusiem.

Ojciec dziewczynki w jednej chwili poczuł silne zimne ukłucie w brzuch, a w ułamku sekundy rozdzierający ból, który przesuwał się w górę, jakby trzy perfekcyjnie ostre skalpele rozcinały go od brzucha po mostek.

Zgasła nawet lampka nocna.

Gdy wreszcie matce udało się otworzyć drzwi do pokoju córki, panowała tam ciemność. Zapaliła światło i to, co ukazało się jej oczom wyrwało rozdzierający gardło krzyk przerażenia. Jej mąż leżał na boku pod szafą cały we krwi. Trzewia wypadły mu z brzucha. Towarzyszył temu okropny smród.

Pierwsze, co przyszło kobiecie na myśl, to zabrać Oktawię i wyjść z domu. Złapała dziewczynkę za rękę i wybiegła na korytarz. Dziecko omal nie przewróciło się w pośpiechu wyskakując z łóżka.

- Szybko kochanie, na dół. Musimy stąd uciekać i wezwać pomoc.

Zbiegały na parter przeskakując po dwa stopnie naraz. Po drodze matka zapalała wszystkie świa­tła jakie były w domu. Dziewczynka potknęła się na schodach, ale mama pomogła jej wstać. Nie było czasu do stracenia

Pobiegły do drzwi wejściowych. Zamknięte. Kobieta przekręciła pokrętło łucznika w drzwiach, zdjęła łańcuch i nic. Za nic nie mogła otworzyć tych cholernych drzwi! Garaż! Mogą wyjść przez garaż! Pobiegły przez kuchnię, ale drzwi prowadzących z niej do garażu również nie dało się otwo­rzyć.

- Szlag! - zaklęła kobieta. - Co się dzieje?

- On nie chce żebyśmy stąd wyszły.

Matka kucnęła przy córce, położyła jej ręce na ramionach, spojrzała prosto w oczy i powiedzia­ła:

- Już dość tych bzdur o potworze. Rozumiesz? Trzeba sprowadzić pomoc dla taty. Nie wiem co się tam stało, ale będziesz musiała powiedzieć policji całą prawdę.

- Ale, mamo, dlaczego mi nie wierzysz? - spytała Oktawia z nutą pretensji i żalu do matki.

- Dość!!! - ucięła krótko i potrząsnęła mocno dziewczynką. Sama przeraziła się swojej reakcji w stosunku do córki. Przytuliła ją mocno i poczuła łzy na twarzy. - Przepraszam, kochanie. Bardzo cię przepraszam. Mamusia nie jest zła na ciebie, tylko tatuś potrzebuje szybkiej pomocy. - Spojrzała dziecku w przerażone oczy, mając nadzieję, że Oktawia nie widzi w jej oczach tego samego. - Za­czekaj tu. Zaraz wracam.

- Ale mamo...

- Muszę pójść na górę do naszej sypialni. Tam jest moja komórka. Zadzwonię po pomoc i szyb­ciutko do ciebie wrócę, tylko się stąd nie ruszaj. Rozumiesz?

Dziecko skinęło głową.

Kobieta ruszyła pędem do schodów za rogiem kuchni. Wchodziła ostrożnie, by nie dać się za­skoczyć napastnikowi, jeśli jeszcze był w domu. Musiała przyznać, że to wszystko było dziwne. Drzwi nie chciały się otwierać, jej mąż został zamordowany, a Oktawia uparcie mówiła wciąż o ja­kimś potworze. Gdy to wszystko się skończy, będzie musiała iść z córką do specjalisty.

Wszędzie paliły się światła. Na korytarzu, który ciągnął się na lewo od schodów nikogo nie było. Sypialnia jej i męża była pierwsza po prawej, Oktawia miała swój pokój dalej po lewej. Kobieta po­woli poszła do sypialni, gdzie nie zastała nikogo. Telefon leżał na nocnej szafce od strony okna. Szybko wykręciła numer policji:

- Nazywam się Maria Krotoszyńska. Chciałam zgłosić morderstwo.

- Kto został zabity?

- Mój mąż. Szybko! Potrzebujemy pomocy.

- Gdzie pani mieszka?

- Poniatowskiego 37. Mój mąż nie żyje, a ja nie wiem, czy ten, kto to zrobił nadal jest w domu.

- Proszę powtórzyć, gdzie pani mieszka?

- Poniatowskiego 37.

- Przepraszam... zakłó... inii....

- Szlag! Przyjeżdżajcie! Poniatowskiego 37! - Połączenie zostało przerwane. - Cholera jasna!

Gdy Maria odwróciła się by wyjść, zauważyła, że światło w korytarzu przygasa, jakby przepala­ła się żarówka. Wiedziała, że musi się pospieszyć. Wybiegła z sypialni i poślizgnęła się tuż za ro­giem. Światło w korytarzu zgasło. Odwróciła się i nagle poczuła przenikliwe zimno. Nie wiedziała skąd wzięło się to przeczucie, ale wiedziała, że nie jest sama. Poczuła czyjąś zimną dłoń na swojej lewej łydce. Wrzasnęła. Usłyszała przeciągły sapiący wydech. Ogarnęła ją panika.

- Mamusiu... - usłyszała zawodzący głos dziecka.

Spojrzała przed siebie i zobaczyła Oktawię. Musiała czym prędzej zabrać stąd dziecko i sama się wynosić. Zerwała się z podłogi i nakazała dziewczynce uciekać. Gdy już miała zbiegać za córką po schodach, poczuła straszne ukłucie i zadrapanie z tyłu prawej łydki. Krzyknęła z bólu. Doszła do światła i zobaczyła, że jej noga obficie krwawi z trzech długich głębokich ran.

Oktawia była już na dole. Maria podtrzymując się poręczy chciała jak najszybciej zejść ze scho­dów. Potknęła się i runęła w dół. Cała poobijana dźwignęła się i wsparła na rękach. Starała się nie dawać córce powodów do odczuwania większego strachu.

- Wszystko będzie dobrze kochanie, nie bój się. Mamusi nic nie jest.

- Mamo, krew ci leci - dziewczynka szlochając pokazała paluszkiem na ranną nogę matki.

- To nic takiego, skarbie. Zaraz przyjedzie policja i wszystko będzie dobrze.

Zgasły światła w całym domu i jednocześnie zrobiło się zimno, jak w środku zimy w nieogrze­wanym pomieszczeniu. Oktawia pisnęła ze strachu. Maria zaczęła rozglądać się próbując dostrzec coś w ciemności.

Teraz wierzyła, że córka przez cały czas mówiła prawdę. Z czymkolwiek miała do czynienia, wiedziała, że jeśli uda jej się przeżyć, to będzie cud. Tylko co to w ogóle było? Oby nie zrobiło krzywdy jej małej córeczce. Boże, nie pozwól na to.

- Oktawia, uciekaj! Schowaj się gdzieś! Już! - wrzeszczała do córki. Poczuła ulgę mając nadzie­ję, że może chociaż dziecko ocaleje, kiedy zobaczyła dziewczynkę biegnącą do sąsiedniego pokoju.

Usłyszała syczący szept tuż nad sobą. Wiedziała, że to już koniec.

Oktawia zamknęła się w szafie. Skuliła się w kącie. Zamknęła oczy. Zanim zdążyła zatkać uszy, usłyszała jeszcze potworny krzyk i szamotaninę. Oczami wyobraźni widziała, co potwór robi z jej mamą. To było straszne. Nie mogła powstrzymać potoku łez.

Przerażoną i kołyszącą się, z kolanami podciągniętymi pod brodę, dziewczynkę, znalazła policja. Na pytanie Co się stało?, odpowiadała, że to był potwór, który mieszka w jej pokoju.

Epilog

Mała Emilka przybiegła do domu zdyszana i przerażona jakby ją ktoś gonił.

- Mamo! Mamo! On tam naprawdę jest!

- Kto? - zapytała Oktawia sześcioletnią córeczkę.

- Potwór!

Kobieta spojrzała z niepokojem na męża.

- Kochanie, potwory nie istnieją - powiedział ojciec dziewczynki, odkładając gazetę.

- Może pójdziemy z tobą i nam pokażesz, gdzie mieszka ten potwór? - zaproponowała matka. Poczuła lekkie ukłucie niepokoju w serce i przez myśl przeszło jej, że może powinni to sprawdzić.

- Chodźcie! Chodź tato! Pokażę wam!

- Dobrze, dobrze. Już idę.

Dziewczynka zaprowadziła rodziców na tyły domu.

- O tam! - pokazała na stare drewniane drzwi w murze.

Oktawii ścisnęło się serce. Szymon ze zdumieniem patrzył na znalezisko córki.

- Zaraz... przecież ich tutaj wcześniej nie było...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Łooo <3 10/10 genialne *-*
Odpowiedz
Mocneeeee :D Więcej!!!
Odpowiedz
Dobree :D
Odpowiedz
Nie rozumiem zakonczenia...
Odpowiedz
Oktawia córka zamordowanego mężczyzny dorosła założyła rodzinę i miała córkę Emilke i męża i historia się powtarza ten potwór nachodzi teraz rodzinę dorosłej Oktawii
Odpowiedz
Angelika Zazulak ale o co chodzi ze starymi drewnianymi drzwiami w murze?
Odpowiedz
Mega! :D Aż przyznam się, że zapaliłem światło :v Czekam na dalszą część!
Odpowiedz
Ale przecież chyba jej ojciec nie żyje? A pod koniec on jest :-\
Odpowiedz
To dziecko co krzyczy na koncu o potworze to jakby wnuczka tych zamordowanych rodzicow ;)
Odpowiedz
Oktawia dorosła, założyła rodzinę i miała męża i córkę :v Ale historia lubi się powtarzać :D
Odpowiedz
Kilka razy aż mnie ciarki przeszły, szacun i nawet nie waż się przestać pisać! :D P.S. szkoda, że tylko raz można dać plusa. :/
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje