Tęskniłeś?

Dodane przez: sagar, 9.02.2016, 09:56
Reklama:

Okej, na samym początku muszę wam się do czegoś przyznać. Teraz kiedy to piszę, nie jestem pewny czy jeszcze żyję. Przestaję odróżniać fikcję od rzeczywistości.

Mam nadzieję, że to się nie dzieje..

[ Tego samego dnia rano ]

Pamiętam jego słowa. Zawsze powtarzał, że nie boi się śmierci. Mówił, że bał się tego czym się stanie po niej. Zawsze był trochę szurnięty, ale zawsze trzymaliśmy

się razem, od przedszkola, przez collage, do mieszkania we wspólnie wynajętym mieszkaniu w New Jersey. W zasadzie nazwanie go szurniętym to lekkie niedopowiedzenie.

Można powiedzieć, że miał bzika na punkcie bezpieczeństwa. W przeszłości kilka razy pytałem go o powód, ale zawsze puszczał to mimo uszu i jak gdyby nigdy nic zmieniał temat.

Kiedy wprowadziliśmy się do mieszkania, tuż po zakończeniu szkoły, Mark znalazł w szafie schowek na buty, taki z kwadratowym wcięciem jako wejście na tylnej ściance

szafy, pewnie kojarzycie z filmów, w których dzieciaki często się w nich chowały. Jeszcze w ten sam dzień wieczorem, zawołał mnie do tamtego pokoju, który później okazał

się być moim pokojem, żebym zobaczył jego dzieło. Po otworzeniu szafy i rozsunięciu wieszaków z ubraniami, zobaczyłem dobrze ukryte wejście do tamtego schowka, zasłonięte

drewnianą klapką. Mark z uśmiechem na ustach kazał mi wejść do środka. Nie pamiętam jakie było moje pierwsze uczucie po wejściu. Pamiętam, że trochę się wystraszyłem

swojego kolegi, lecz później zacząłem się z niego nabijać. W środku znajdowała się masa żywności w puszkach i siekiera. Kiedy myślałem, że już nic mnie

bardziej nie ździwi ani nie rozśmieszy, przyjaciel powiedział mi o drugim wyjściu. Okazało się, że wyciął otwór, łączący "schron" z szybem wentylacyjnym. Właśnie między innymi

przez takie zachowania, a uwierzcie, że bywały jeszcze dziwniejsze, śmiało stwierdzam, że miał ogromnego bzika na punkcie bezpieczeństwa. Chciał się uchronić przed każdym niebezpieczeństwem...

Niestety nie był przygotowany na trzy rany postrzałowe. Zagradzał drogę złodziejowi, który bez zastanowienia pozbył się przeszkody. Zginął na miejscu.

Ostatnim razem kiedy go widziałem, piliśmy kawę w kuchni tuż przed wyjściem do pracy. Na twarzy miał ten sam uśmiech co zawsze. Teraz patrzę na jego twarz pozbytą emocji, jego uśmiech zgasł na zawsze.

Ze łzami w oczach spojrzałem na koronera, potwierdziłem jego tożsamość i udałem się jak najszybciej do domu.

Było już późno, więc jak tylko wpadłem do domu, udałem się na piętro do swojego pokoju. Bez zastanowienia rzuciłem się na łóżko. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało.

Mój przyjaciel, osoba, z którą zawsze trzymaliśmy się razem od prawie trzydziestu lat, nie żyje. Leżałem gapiąc się w sufit, w mieszkaniu było już całkowicie ciemno

a ja byłem przepełniony myślami o tym strasznym wypadku. I wtedy usłyszałem pukanie do drzwi. Nie miałem ochoty nikogo widzieć, więc nawet nie wstawałem.

Gdy pukanie ucichło, usłyszałem jak ktoś łapie za klamkę i wchodzi do mieszkania. Cholera, byłem taki zamyślony, że nie pomyślałem, żeby zamknąć drzwi, jaki ja głupi!

W chwili gdy ktoś znalazł się w moim mieszkaniu poczułem straszny smród, którego nawet nie potrafię opisać. Przerażony nie wiedziałem co robić. Wchodząc wcześniej

do pokoju, nie wiedząc czemu zamknąłem drzwi. Gdybym je teraz otworzył zaczęły by skrzypieć i ktokolwiek jest w moim mieszkaniu, wiedziałby, że tu jestem. Myśl, myśl..

Rozejrzałem się po pokoju. Okno odpada, w końcu jestem na piątym piętrze a na zewnątrz brak rusztowania, czy innej rzeczy pomocnej w ucieczce. Było tak cicho, że słyszałem

jak bicie serca przyśpiesza mi z każdą chwilą. Również kroki, które brzmiały wyjątkowo dziwnie, zdawały się jakby głośniejsze. Poczułem jak krople potu spływają mi po czole.

Wiedziałem, że czasu jest coraz mniej. Nerwowo szukałem wyjścia z tej sytuacji, kiedy mój wzrok zatrzymał się na szafie. Bingo! Podszedłem do niej tak cicho, jak tylko się dało, a wierzcie, jest

to nie lada wyzwanie, jeśli twoja podłoga jest ze starych, drewnianych paneli. Kroki były coraz głośniejsze. Najwidoczniej nieproszony gość wchodził już po schodach.

Byłem tak przerażony, że aż czułem oddech tego kogoś/czegoś na sobie. Rozsunąłem ubrania, otworzyłem klapkę i wszedłem do środka. Od razu przypomniało mi się, że kiedy Mark zrobił ten

schron, nabijałem się z niego. Teraz całowałbym go po stopach. Odwróciłem się i zobaczyłem, że drzwi powoli się otwierają. Nie było czasu na zasunięcie ubrań, więc tylko zamknąłem klapkę.

Zamarłem. Jedyne co słyszałem to bicie własnego serca. Za oknem nie szczekał żaden pies, nie przejeżdżał żaden samochód. Czułem się, jakbym na tym świecie był tylko ja

i to co otwiera właśnie mój pokój. Wstrzymałem oddech. Lewą ręką ostrożnie sięgałem po siekierę. Kolejna rzecz, z której się nabijałem, i kolejna, za którą jestem mu ogromnie wdzięczny.

Gdy zacisnąłem rękę na siekierze, zobaczyłem jak ktoś wchodzi do pokoju. Mimo, że cały czas siedziałem po ciemku, nie potrafiłem dostrzec nic więcej poza sylwetką.

Cóż, byłem spokojniejszy bo z całą pewnością był to człowiek, a przynajmniej tak wyglądało. Kiedy przyjrzałem się lepiej, dostrzegłem, że na podłodze zostawił jakieś mokre ślady.

Sam również wyglądał na mokrego i chyba czymś ociekał. Za ulicą przejechał samochód, a jego światła dosłownie na niecałą sekundę oświetliły pokój. Ledwo powstrzymałem się od krzyku.

Kimkolwiek była ta osoba, była cała we krwi. Moje serce biło tak szybko, że bałem się, że ten ktoś je zaraz usłyszy. "Gość" był odwrócony do mnie plecami, więc szybko rozejrzałem się po schronie.

Chciałem oszacować czy mam szansę po cichu wymknąć się drugim wyjściem. Odwróciłem się i spojrzałem na kratkę od szybu. Dam radę, muszę zdążyć. Spojrzałem jeszcze raz na pokój, aby upewnić się, że nie podszedł bliżej.

Nikogo nie było. Poszedł? Nic nie słyszałem. Chciałem, żeby to była tylko moja pieprzona wyobraźnia, ale nadzieje rozwiały ślady krwi, które dalej były w tym samym miejscu.

Co dziwniejsze kończyły się tam, gdzie ostatnim razem widziałem włamywacza. Koniec z tym, odczekam chwilę i wychodzę, najwyżej użyję siekiery. Dobra, na spokojnie, dziesięć sekund i wychodzę.

W duchu zacząłem odliczać, ale wcale mi się nie śpieszyło. W dodatku smród, który czułem po wejściu obcego stał się strasznie mocny. Jeden.. Okej, głęboki wdech..

Złapałem za klapkę i w tym samym momencie poczułem jak ktoś łapie mnie za bark. Poczułem coś lepkiego na ciele. Krew. Kurwa.. musiał wejść drugą stroną.. Ale skąd wiedział...

Nagle poczułem jak ten ktoś pochyla się nad moim uchem, tak, że poczułem strasznie zimny i nieświeży oddech na swoim karku. Byłem tak przerażony, że nie miałem siły się poruszyć.

I wtedy usłyszałem cichy, dobrze znany mi głos:

-Tęskniłeś, przyjacielu?

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12714-Teskniles-cz2

Źródło: własne
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!