Historia

Drzewo - Gatunek II

mr_donut064 5 5 lat temu 7 696 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Część 1: http://straszne-historie.pl/story/12773-Prawo-Murphyego-Gatunek-I

Zaczęło padać. Lucy, z torebką na ramieniu szła przez gęsty las, kierując się w stronę - miała nadzieję - cywilizacji. Wokół niej był tylko niemy, bezlitosna puszcza, w której, w ciągu niecałej godziny, przeżyła najgorsze chwile w swoim życiu.

***

Odrzuciła kamień. Zsunęła ciało nieznajomego ze zwłok Daniela, po czym wstała i spojrzała na brutalną scenę, która miała tam miejsce. Brzuch jej narzeczonego był nie o tyle rozerwany, co wygryziony. Mężczyzna musiał wgryźć się w niego na tyle, aby zrobić dziurę, przez którą mógłby wyciągnąć narządy.

Na ziemi, pomiędzy zwłokami rozlewała się kałuża ich wspólnej krwi, w której leżał mokry od czerwonej cieczy kamień i kawałek jelita. Wzięła Daniela pod ramiona, po czym odciągnęła go aż do wysokich krzaków okalających polanę.

Nie czuła nic. Wszystkie skrajne emocje, jakie towarzyszyły jej w ostatnich minutach zniknęły, a na ich miejsce wstąpiła wszechobecna pustka. Położyła narzeczonego obok krzaków i spojrzała na niego ostatni - jak sądziła - raz. Miał otwarte oczy, które niemo wpatrywały się w niebo zachodzące chmurami.

Ostrożnie je zamknęła, po czym podeszła do wraku samochodu, wciąż utrzymywanego przez sosny. Przednia szyba była całkowicie rozbita. Z sufitu zwisała luźno poduszka powietrzna, która nie uruchomiła się poprawnie w trakcie uderzenia. Od ziemi dzieliło samochód zaledwie półtorej metra.

Szukała swojej torebki, w której powinien znajdować się jej telefon i - o ile dobrze pamiętała - niewielka butelka wody, którą zawsze ze sobą nosiła. Niby nic, ale jednak może się przydać, zwłaszcza w obecnych okolicznościach.

Przypomniała sobie, że przez upadkiem miała ją na kolanach, tym samym zaczęła się rozglądać wokół miejsca, w którym wisiał zdezelowany wrak. W końcu znalazła ją, leżącą w krzakach, brudną i otwartą. Na jej szczęście nic ze środka się nie wysypało.

Wzięła ją do ręki, po czym przeszukała. Było tam wszystko, czego aktualnie potrzebowała - telefon i woda. Jako pierwsze wzięła do ręki urządzenie i sprawdziła zasięg. Zero kresek, brak jakiejkolwiek łączności.

"Cholera" zaklęła w duchu.

Otworzyła półlitrową butelkę wody niegazowanej i mimo ograniczonych zapasów wzięła solidny łyk. Potrzebowała tego. Po tym całym biegu, wędrówce, zmęczeniu i płaczu było to coś, czego naprawdę potrzebowała. Kiedy już zwilżyła gardło schowała butelkę, po czym postanowiła poszukać stoku, z którego spadł samochód.

Nie oddalając się zbytnio od polanki w końcu udało jej się zlokalizować strome zbocze, które najprawdopodobniej było tym właściwym. Co gorsza, okazało się, iż droga leży zbyt wysoko, aby można było się wspiąć po stoku i wezwać pomoc. Jedyne, co pozostało Lucy to obejście tego miejsca. A nóż uda jej się trafić na drogę, a później tylko poczekać, aż ktoś będzie tamtędy przejeżdżał, albo samemu pójść wzdłuż niej ku jakiemuś miastu.

***

Kiedy deszcz zaczął padać, postanowiła znaleźć jakieś miejsce z otwartym widokiem na niebo i spróbować - przynajmniej częściowo, napełnić butelkę deszczówką. Co jak co, musiała sobie radzić. Nie miała nic do jedzenia, więc już od dłuższego czasu czuła uporczywe ssanie w brzuchu, ale nie mogła nic na to poradzić. Nie była w żadnym stopniu przygotowana na polowanie na małe zwierzęta, a i nie miała zamiaru podzielać upodobań kulinarnych niedawno zabitego człowieka.

W końcu drzewa się przerzedziły i wyszła na dość sporą polanę, na której stały dwa pomarańczowe namioty.

Lucy, nie wierząc w swoje szczęście zaczęła biec w kierunku obozowiska, ledwo powstrzymując się od krzyku radości. Kiedy dobiegła już na tyle blisko, aby widzieć więcej szczegółów, spostrzegła brak jakichkolwiek ludzi. Pośrodku obozowiska stało ognisko, które przestało się palić już dawno temu.

Namioty były otwarte. Spojrzała do jeden z nich. Był niewielki, w środku znajdował się tylko niezłożony śpiwór oraz czerwony plecak ze zwojem lin przyczepionym do boku. Na razie zostawiła to znalezisko, mając nadzieję zająć się nim później i skierowała się do drugiego namiotu.

Przy wejściu leżał kij baseballowy, nieznacznie nadłamany przy trzonku. Wyglądał tak, jakby ktoś bardzo mocno uderzył w coś twardego. Wnętrze namiotu wyglądało podobnie jak z poprzednim, z tą jednak różnicą, że tu brakowało plecaka, a zamiast niego na ziemi leżała kartka papieru zwinięta w kulkę.

Lucy podniosła ją i rozwinęła. Zobaczyła dość prymitywny rysunek biegnącego człowieka, z tą jednak różnicą, że całe jego nogi były odwrócone względem reszty ciała. Natychmiast skojarzyło jej się to z człowiekiem, który sprofanował zwłoki jej narzeczonego. Nie rozumiała, o co chodzi, więc schowała kartkę do torebki i wróciła po plecak znaleziony w poprzednim z namiotów.

***

Rozpadało się na dobre. Lucy siedziała po turecku w jednym z namiotów i badała zawartość plecaka. Niewielki garnek, który znajdował się w środku wystawiła na dwór razem z butelką, aby zebrać tyle deszczówki, ile się uda. Znalazła także jeszcze jedną, pełną, półlitrową butelkę wody, parę konserw (jedną z nich zjadła od razu), scyzoryk, latarkę i starą mapę, którą postanowiła przeanalizować później. W bocznej kieszeni odnalazła portfel, w którym znajdował się dowód tożsamości na imię Samuel Braid. Zdjęcie przedstawiało brodatego, brązowowłosego mężczyznę w wieku, jak dowiedziała się z dokumentu, 53 lat. W jednej z przegródek znalazła także zdjęcie - jak przypuszczała - syna, wyglądającego na ponad 20 lat. Był bardzo podobny do swojego ojca. Ostatnią ze znalezionych rzeczy był niewielki, szary aparat.

Włączyła go. Na jej szczęście, pozostała jeszcze połowa baterii, dzięki czemu mogła spokojnie i bez pośpiechu poprzeglądać zdjęcia, o ile jakieś się tam znajdowały. Jak stwierdziła, pamięć została wyczyszczona przed wycieczką posiadaczy urządzenia w te tereny. Większość zdjęć przedstawiała ojca i syna, reszta zaś fragmenty przyrody, bądź panoramę. Były tam udokumentowane zwyczajne, rodzinne sceny, stanie nad strumykiem, siedzenie przy ogniu, rozkładanie obozu, chodzenie po lesie.

W końcu, po około 30 fotografiach natrafiła na te bardziej niepokojące. Były to cztery ostatnie zdjęcia, pozostawione w pamięci aparatu. Pierwsze z nich, zrobione w dzień przedstawiało człowieka leżącego na ziemi, nagiego, z odwróconymi nogami. Miał podobne obrażenia jak ten, którego spotkała Lucy. Nie była to jednak ta sama osoba. Różnił się budową ciała, tak jak kolorem włosów i (oczywiście) twarzą. Osoba z aparatem wykonała zdjęcie zza krzaków, nieostre, jakby zrobione w pośpiechu. Odmieniec leżał na ziemi odwrócony tyłem do zdjęcia i trzymał w rękach, co Lucy zobaczyła dopiero po jakimś czasie, martwe zwierzę. Była to wiewiórka, bądź jakiś inny, mniejszy mieszkaniec lasu. Dziewczyna nie była w stanie dokładnie go zidentyfikować, jednak człowiek jadł w ten sam sposób, jak robił to inny w przypadku Daniela. Ze zwierzęcą dokładnością, zjadając każdy nadający się do tego fragment.

Kolejne zdjęcia przedstawiały tę samą scenę, ukazaną pod innym kątem bądź zbliżeniem. Na ostatnim z nich było widać same nogi, gdzie od kolan w dół, aż do stopy było widać niewielkie wybrzuszenie, tak jakby pod skórą znajdował się jakiś pręt, bądź podłużny bloczek drewna.

Lucy nie wiedziała, co o tym myśleć. W istocie, niektóre fakty dotyczące ludzi z odwróconymi stopami (bądź całymi nogami - tego wciąż nie była pewna) łączyły się, mimo wszystko wydawało się to dość szalone, aby w miejscu jak to można by było natrafić na takie coś.

***

Godzinę później przestało padać, a niebo zmieniło się w ciemne zbiorowisko gwiazd. Było dość ciepło, więc Lucy nie trudziła się z rozpalaniem ogniska, po prostu zamknęła namiot i położyła się spać w pozostawionym śpiworze. Następnego dnia miała zamiar przeanalizować mapę i znaleźć względnie bezpieczną drogę powrotu na trasę, na co - dzięki znalezionym zapasom - miała około czterech dni, kiedy to nie pozostanie jej już żadna konserwa.

***

Przyszedł świt, dziewczyna wstała, otworzyła namiot i wyszła na okrytą poranną rosą polanę. Pierwszym, co rzuciło się jej w oczy, a czego nie zauważyła poprzedniego dnia, był podłużny pas wygniecionej trawy prowadzący w las. Przynajmniej przypuszczała, że znajdowało się to tam także wczoraj.

Wyglądało, jak ślad zrobiony przez oponę, trochę mniejszą od samochodowej. Rozejrzała się wokoło i ku jej zdziwieniu zauważyła kolejną rzecz, której nie zarejestrowała wcześniej. Kilkadziesiąt metrów dalej, na wzgórzu wydzielającym się ponad las rosło ogromne, rozłożyste drzewo pozbawione liści.

"To jest to." pomyślała Lucy "Gdyby udałoby mi się tam wdrapać, może zobaczyłabym, gdzie leży droga i spróbowała tam wrócić?"

W końcu, po tylu godzinach miała jakiś plan, który zapowiadał się na względne powodzenie. Zebrała wodę z naczyń rozstawionych podczas ulewy, przepakowała ważne rzeczy z torebki do plecaka, zarzuciła go na plecy, po czym ruszyła w stronę wzgórza.

***

Pół godziny później, ponad szczytem zaczęły wynurzać się grube gałęzie martwego olbrzyma, stojącego samotnie ponad lasem. Lucy, ucieszona, że się jej udało, przyspieszyła kroku i już po chwili stała przed drzewem.

Czar prysł.

Na jednej z mocnych gałęzi był zawinięty sznur.

Na końcu sznura wisiał nagi człowiek.

Miał odwrócone nogi.

Znała tego człowieka ze zdjęć.

Ojciec.

Do drzewa była przybita drewniana tablica, z wypisanymi grubymi, czarnymi literami słowami:

"Oni istnieją."

_________________________________________________________________

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12844-Pulapka-Gatunek-III

_________________________________________________________________

Jeżeli jesteś zainteresowany moją dalszą twórczością, bądź chcesz być na bieżąco ze wszystkimi nowymi materiałami odwiedź mój Fanapge:

https://www.facebook.com/mrdonut064?fref=ts

________________________________________________________________

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Serwus,wrzucilem te paste na swoj kanal YT gdzie czytam pasty ;P Mam nadzieje,ze sie spodoba :D https://www.youtube.com/watch?v=lAPOeVlzlc8
Odpowiedz
Interesujące opowiadanie i trzeba przyznać że masz carnifex talent do pisania. czekam na więcej!!!
Odpowiedz
Tosz ja tu wyczuwam talent :D Czekam na ciąg dalszy :)
Odpowiedz
zgadzam się z poprzedniczką pasjonująca historia.
Odpowiedz
Wciągające, czekam nandalsze części :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje