Historia

Pułapka - Gatunek III

mr_donut064 2 5 lat temu 6 563 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Część 1: http://straszne-historie.pl/story/12773-Prawo-Murphyego-Gatunek-I

Część 2: http://straszne-historie.pl/story/12813-Drzewo-Gatunek-II

Korpus poruszał się, to w jedną, to w drugą stronę, huśtany przez porywisty wiatr, wiejący od wschodu. Wyglądało, jakby Samuel zmarł niedawno, ponieważ nic nie wskazywało na to, aby jego ciało doznało jakichkolwiek skutków rozkładu.

Lucy, oniemiała z wrażenia stała przed ogromnym drzewem, patrząc to na tabliczkę, to na poruszane przez wiatr zwłoki. Jej usta były lekko rozchylone w niemym zdziwieniu, połączonym ze strachem przed nieznanym.

Niedane jej było zastanowić się nad obecną sytuacją, gdy przez las poniósł się ludzki krzyk, płosząc tym stado ptaków. Wrony, niczym czarny dym wzbiły się ku niebu, po czym odleciały w inne miejsce, pozbawione podobnych zjawisk.

Nie zastanawiała się długo, co powinna zrobić. Pognała w kierunku, z którego dochodził krzyk.

"Może tym razem uda mi się zapobiec kolejnej katastrofie" pomyślała.

Miała nadzieję, że krzycząca osoba nie miała przekręconych nóg, ani żadnych innych wynaturzeń. Ostrożnie zbiegła ze wzgórza, po czym pobiegła dalej przez las, w stronę dobiegających krzyków.

Czym bliżej była, tym więcej słyszała. Jęki, przekleństwa, okrzyki bólu duszone przez płacz. W końcu, pomiędzy drzewami zobaczyła mężczyznę, którego prawa noga uwięziona była w dużej pułapce na niedźwiedzie.

Kończyna wyglądała jak kawałek mięsa, spożywany niedawno przez jakieś zwierzę. Poharatana i obficie krwawiąca, bezlitośnie zaciśnięta przez sidła. Człowiek, na skraju wytrzymałości, próbował bezskutecznie włożyć palce w nieistniejące szczeliny pomiędzy zębami potrzasku. Skręcał się z bólu, który musiał być niewyobrażalny.

Zobaczył ją, przez swoje połamane, rozbite okulary, ledwo trzymające się na nosie. Przez chwilę, trwającą nie dłużej niż ułamek sekundy, w jego oczach można było dostrzec wątpliwości, czy zaufać Lucy, lecz po chwili zmieniło się to w błaganie o pomoc.

Dziewczyna podbiegła do pułapki, zdjęła plecak, rzuciła go na bok i schyliła się, by pomóc. Spróbowała rozchylić ostre zęby, zaciskające się na zmasakrowanej nodze, ale nic to nie dało. Szczeliny były za ciasne. Nie wiedziała, co robić. Spróbowała uderzyć w zacisk kamieniem, podważyć go, wszystko na nic.

Mężczyzna tracił krew bardzo szybko, więc pozostało jej niewiele czasu. Wyjęła z plecaka linki do wspinaczki, po czym zawiązała je ciasno wokół nogi poszkodowanego. Ten popatrzył się na nią przerażonym wzrokiem.

- Nie, chyba nie zamierzasz. - powiedział cicho, coraz bardziej spanikowany - Proszę, nie.

- Przepraszam. - odparła Lucy zachodząc go od tyłu - Ale nie masz innego wyboru.

Rozpruła kawałek swojej bluzki, po czym włożyła go mężczyźnie do ust. Ten od razu go zagryzł, przygotowany na najgorsze. Wzięła go pod boki, po czym jak najmocniej mogła, pociągnęła do tyłu.

To było coś więcej niż krzyk. Gdyby nie był tłumiony przez materiał, usłyszeliby go pewnie w najbliższym mieście. Pociągnęła ponownie. Usłyszała chrupot, chrzęst łamanych kości i dźwięk odrywanego mięsa. Znów pociągnęła. Starała się nie patrzeć na to, co działo się w tym czasie z nogą.

Co jakiś czas pułapka przesuwała się, ciągnięta przez zakleszczoną nogę, więc Lucy spróbowała odepchnąć się od niej. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ale co nieco pomogło.

Człowiek przestał już krzyczeć. Leżał teraz nieprzytomny w ramionach Lucy, która raz po raz starała się oderwać nogę od metalowych zacisków. Jeden raz. Drugi. W końcu, za którymś z kolei pociągnięciem udało jej się.

Wszędzie było mnóstwo krwi. W żelaznej klatce leżała brutalnie oderwana noga. Druga jej część wyglądała o wiele gorzej. Przy pokrwawionym kikucie sterczały kawałki mięsa. Mężczyzna leżał nieprzytomny, nieświadomy, z czym przyjdzie mu żyć. O ile uda mu się przeżyć, oczywiście.

Zdjęła plecak nieprzytomnemu, po czym szybko przewertowała jego zawartość. Woda, zapałki, mapa, latarka, notatnik, ołówek, jabłko i...

"W końcu dopisało mi szczęście." pomyślała Lucy "Przynajmniej po części."

W plecaku znalazła jeszcze zwitek bandaży i paczkę Apapu. Rozwinęła opatrunek i ciasno zawiązała go wokół zmasakrowanej nogi, uprzednio ją obmywając. Kiedy kikut był, jako-tako zabezpieczony, szybko przełożyła przydatne rzeczy do swojego plecaka, zarzuciła go na plecy, po czym rozejrzała się wokół, w poszukiwaniu czegoś, co pomogło by jej w przeniesieniu mężczyzny do obozu.

O dziwo, niedaleko pułapki stała stara, pokryta rdzą taczka, której wcześniej nie dostrzegła, starając się pomóc. Pewnie należała do człowieka, któremu właśnie uratowała (jak sądziła) życie. Było to dziwne, istotnie, ale w tym momencie Lucy to nie interesowało. Ważne było to, że mogła go bezpiecznie i w miarę szybko przewieźć do obozu.

Umieściła jedną rękę na plecach poszkodowanego, drugą zaś pod jego nogami, a raczej jedną nogą i kikutem. Na szczęście nie okazał się nadmiernie ciężki. Był raczej niski i dość chudy, dzięki czemu mogła go spokojnie przenieść do taczki. Miała nadzieję, że uda jej się spokojnie wrócić do obozowiska z opuszczonymi namiotami, gdzie spróbuje opatrzyć poprawnie nogę i spróbować coś na to zaradzić.

Po kilkudziesięciu minutach udało jej się wyjść na dużą polanę, z dwoma pomarańczowymi namiotami na środku. I ogniskiem. Wtedy Lucy wpadła na pomysł, dzięki któremu mogła uratować życie ów człowieka.

Położyła go w jednym z namiotów. Nogę w tragicznym stanie ułożyła na swoim plecaku tak, aby koniec kikuta wystawał poza niego. Następnie pobiegła do lasu i nazbierała tyle liści i patyków, ile mogła unieść. Wróciła do obozowiska i ułożyła wszystko w przygotowanym miejscu na ognisko.

Kiedy było gotowe, wyciągnęła zapałki i odpaliła jedną, po czym wrzuciła ją do kupki liści i trawy. Zgasła. To samo z drugą i trzecią. W końcu, za czwartym razem jej się udało. Ognisko zapaliło się nieznacznie, po czym ogień przeniósł się do dalszych stref chrustu. Wyjęła z plecaka garnek i ustawiła na ognisku, aby się przypalił.

Kiedy ogień robił swoje, Lucy ostrożnie zdjęła zakrwawione bandaże i odrzuciła je na bok. Kikut wyglądał trochę lepiej niż wcześniej, ale wciąż dużo mu brakowało do stanu choćby dobrego. Mężczyzna wciąż się nie ocknął, ale - na szczęście Lucy - oddychał.

Po kilku minutach dziewczyna uznała, że garnek jest już gotowy, więc wzięła go przez materiał za rozgrzaną rączkę, po czym przyłożyła do rany. Powtórzyła to kilka razy, aż do momentu, gdy ta wyglądała w miarę dobrze. Odrzuciła garnek z dala od ogniska, owinęła nogę resztą pozostałych bandaży i padła na ziemię, zmęczona po tych intensywnych doznaniach.

***

Nadszedł wieczór. Ognisko wciąż się paliło. Siedziała w jednym z namiotów, wpatrując się w ogień i myśląc, jak trafiła w to gówno, które zniszczyło jej życie w ciągu kilku ostatnich godzin. Ciekawiło ją, kim jest ocalony przez nią mężczyzna, ale nie próbowała go budzić. Widziała, jak jego pierś unosi się i opada, więc była spokojna, wiedząc, że żyje.

W końcu nadszedł ten czas, gdy otworzył oczy. Najpierw oglądał się dookoła, po części przerażony, po części zaś zdziwiony. Kiedy zorientował się w sytuacji, popatrzył na Lucy i powiedział zachrypłym głosem:

- Dziękuję ci. Uratowałaś mi życie.

Lucy uśmiechnęła się blado, po czym powoli skinęła głową.

- Bardzo cię boli?

- Niestety tak. - stęknął.

Podała mu pudełko Apapu i własną butelkę wody, po czym powiedziała, aby je wypił. Patrzyła, jak wyciąga dwie kapsułki i je połyka. Podziękował, po czym oddał jej butelkę.

- Niedaleko mam obóz. - powiedział - Jeżeli rano będę w stanie chodzić, podpierając się jakimś patykiem, to może dalibyśmy radę tam pójść? Jest to dla mnie bardzo ważne. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby moje rzeczy zostały rozkradzione.

Zgodziła się. Nie rozmawiali zbyt wiele. Jedyne zamienione słowa były krótkimi informacjami, bądź prośbami. Każde z nich doznało zbyt dużego otępienia, spowodowanego wydarzeniami sprzed kilku godzin, aby móc swobodnie rozmawiać. Siedzieli jeszcze chwilę przy ognisku, po czym poszli spać.

***

Niecały kilometr dalej, niedaleko pułapki na niedźwiedzie, obudził się nowy członek Gatunku.

_________________________________________________________________

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12896-Marshall-Gatunek-IV

_________________________________________________________________

Jeżeli jesteś zainteresowany moją dalszą twórczością, bądź chcesz być na bieżąco ze wszystkimi nowymi materiałami odwiedź mój Fanapge:

https://www.facebook.com/mrdonut064?fref=ts

______________________________________________________________

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Serwus,wrzucilem te paste na swoj kanal YT gdzie czytam pasty ;) https://www.youtube.com/watch?v=vqB8S5Teywg
Odpowiedz
A nie da.rady przyspieszyć publikację kolejnej części? Niewiele się wyjaśniło a mnie ciekawość zżera :-)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje