Historia

Tryb Zachęty

sundowner 15 8 lat temu 11 564 odsłon Czas czytania: ~12 minut

Słyszałeś kiedyś o Polybiusie?

To legenda miejska, która krążyła po ogólnoświatowej sieci (chodzi po prostu o Internet; WWW - przyp. tłum.), zanim w ogóle była ogólnoświatowa i składała się wówczas głównie z for dyskusyjnych.

Krótko mówiąc chodziło o dziwną grę, "Polybius", która zaczęła pojawiać się w salonach z automatami do gier. Dzieciaki nie mogły się oprzeć, grafika wektorowa i zagadki były dość nietypowym połączeniem. W końcu każdy, kto w nią grał, niezależnie od ilości spędzonego przy niej czasu, zaczynał odczuwać "skutki uboczne".

Niezdolność do bycia smutnym. Ten przypadek szczególnie wtapia się w pamięć.

W ogóle nie jestem pewny, czy to tylko legenda miejska.

Kiedy mieszkałem w Nowym Jorku w latach 80-tych, moja mama i ja co jakiś czas wybieraliśmy się do marketu South Hills w hrabstwie Dutchess. Podczas, gdy ona szła na zakupy, ja zostawałem w salonie gier zwanym Maszyną Snów.

Było tam wszystko, co mogliście sobie wyobrazić. Głośna muzyka mieszająca się z dzwonkami i elektronicznymi odgłosami wystrzałów z broni z setek nieznośnie głośnych automatów do gier, a wszystkie błagały o twoje zainteresowanie i pieniądze.

Zawsze najbardziej interesowało mnie Skee-Ball (rodzaj gry z automatów - przyp. tłum.). To znaczy oczywiście, że grałem w gry wideo. Miałem przecież Nintendo. Jednak rzuty piłką, które mogły zaowocować wygraną, taką jak boom box (10,000 punktów) albo samochód zdalnie sterowany (25,000 punktów) zawsze mnie do siebie przyciągały.

Nie byłem w tym zbyt dobry, ale z drugiej strony bardzo rzadko byłem na zero.

Ostatnim razem, gdy byłem w Maszynie Snów, przyszedł ze mną kolega ze szkoły. Nicolas. Mieliśmy wiele wspólnych zainteresowań, chociaż nie zdawaliśmy sobie sprawy, że każdy dzieciak w naszym wieku miał takie same. Kreskówki, zabawki i oczywiście gry.

Poznaliśmy się, gdy po raz pierwszy pojawiłem się w tej szkole... Przywitał mnie na placu zabaw przyjacielskim klepnięciem w plecy i zapytał: "Co słychać?"

Niedługo potem okazało się, że miał w garści kilka jagód ze szkolnego ogródka. Moi rodzice zażądali od jego rodziców zwrotu pieniędzy, bo plama nie chciała zejść. To była zupełnie nowa koszulka, markowa, więc wiecie... Miałem zrobić dobre wrażenie i w ogóle.

Tak, Nicolas był chujem. Nie wiem nawet kiedy i jak staliśmy się kumplami.

Gdy weszliśmy razem do salonu gier, on odwrócił się i wyciągnął do mnie rękę.

- Co? - przyglądałem się jego dłoni.

- Drobniaki. Twoja mama powiedziała, że masz się ze mną podzielić.

Dała mi ich dość dużo w samochodzie, ale nie przypominam sobie, żeby tak mówiła. Nie wydawało mi się jednak, żeby kłamał w takiej sprawie, więc dałem mu połowę.

Zniknął równie szybko, co zabrał monety... W tłumie dziwnych dzieciaków, których nie znałem.

Jak pewnie się domyśliliście, nie mieliśmy się dzielić. Gdy nad tym pomyśleć, to wychodzi na to, że skoro jego rodzice zapłacili za moją koszulkę, to dlaczego mieliby też płacić za automaty?

To trochę nie w porządku powiedzieć swojemu dziecku, żeby kłamało, ale co tam.

Koszt jednej gry wynosił 25 centów. Teoretycznie, jeśli miałeś farta, to mogłeś przejść cała grę za tylko tyle. 50 centów kosztowały już bardzo dobre gry, ale z reguły nie zwracałem na nie uwagi.

Grałem i zdobywałem punkty. Gra po grze.

Gdy byłem już bliski końca, wcześniej, niż powinienem, bo oddałem połowę pieniędzy, podeszło do mnie dwóch dzieciaków.

- Siema, mogę zagrać? - zapytał większy z nich. I tak był mniejszy ode mnie, ale o głowę wyższy od tego drugiego.

Nie chciałem się zgodzić, ale jednak to zrobiłem.

- Jasne.

Po czym rzucił piłką.

- Mój brat też zagra. - wskazał na mniejszego dzieciaka. Chciał mi w ten sposób przekazać, że będzie sprawiedliwie tylko, jeśli on też będzie mógł zagrać.

- Okej.

Mały także rzuca piłką.

- Jeszcze raz. - Większy z nich nawet nie poczekał na moją zgodę, tylko rzucił kolejną.

Jego młodszy brat nawet nie zapytał i zrobił to samo.

I na tym się skończyło. Nie miałem więcej ani rzutów, ani monet.

Poszedłem odebrał moje kupony z punktami, ale starszy brat mnie odepchnął.

- Ej!

- Część z nich należy do mnie.

- Ale dwudziestopięciocentówka była MOJA.

Oderwał kilka kuponów, po czym obaj zniknęli w tłumie. Reszta upadła na podłogę, musiałem się po nie schylić.

Nie muszę chyba mówić, że byłem wściekły. I smutny. Nie ma to jak być samotnym w tłumie.

Próbowałem znaleźć Nicolasa, ale bez powodzenia. Albo krążył po salonie gier i się mijaliśmy, albo wyszedł kupić sobie lody za pieniądze, którymi się z nim "podzieliłem".

Nie wiem nawet jak to usłyszałem w tym hałasie.

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

Był to zapętlony fragment jakiejś piosenki i te słowa wymawiane mechanicznym głosem, coś na kształt Darth Vadera, Worfa lub innego twardziela ze Sci-Fi.

Odnalazłem źródło głosu, okazało się, że należy do idealnie czarnego automatu na tyłach pomieszczenia, tuż przy drzwiach z napisem "BIURO". Maszyny była w trybie zachęty, czyli odtwarzała krótki fragment gry, pokazywała tablicę wyników i wracała co ekranu tytułowego.

Ścianki automatu, a przynajmniej tak, która widziałem, bo nie przylegała do ściany, były pokryte typowymi rysunkami wyglądającymi na zrobione aerografem. Był na nich dzieciak, jak ja, ale ubrany w stój młodego zwiadowcy. Jego ubrania był podarte, a po jego twarzy było widać, że musiał podjąć jakąś decyzję. Trzymał kuszę i był otoczony przez szkielety wychodzące spod nagrobków za nim.

Tytuł gry świecił z góry oślepiającym światłem, jak stroboskop. "SKULL & CROSSBOW".

Skupiłem się na ekranie.

Był teraz czarny, jak całe urządzenie, z wyjątkiem tych lamp na górze. Maszyna wciąż powtarzała to samo zdanie mocno przesterowanym głosem...

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

Patrzyłem jeszcze przez parę sekund, potem się rozejrzałem. Ktoś gdzieś musiał zostawić monetę... I tak było. Już nie pierwszy raz zresztą. Zawsze na to liczyłem - darmowa gra.

Nikogo nie było w pobliżu.

Głos z automatu wydawał się być bardziej nalegający i sfrustrowany im dłużej tam stałem.

"PROSZĘ WCISNĄĆ START - PROSZĘ WCISNĄĆ START - PROSZĘ WCISNĄĆ START"

Ustawiłem się przed kontrolerem, zwykły dżojstik i kilka czerwonych guzików... i wcisnąłem start.

Natychmiast na ekranie pojawiła się wydłużona, spiczastogłowa czaszka. Jej puste oczy przypatrywały się mojej twarzy. Trwało to tylko moment, ale mój umysł zdążył to zarejestrować.

Gra wstrząsnęła mną kolejnym głośnym, niskotonowym dźwiękiem, gdy tylko ekran znów stał się czarny równie szybko, jak pojawiła się wcześniej czaszka.

"GŁUPIEC."

Chciałem przerwać w tym momencie. Nie brakowało brutalnych gier z potworami w salonie gier, a ja nie byłem ich zwolennikiem. Widziałem jedną pt. "Chiller", która polegała na strzelaniu do ludzi i torturowaniu ich. Była pełna krwi, przemocy i męki... Miałem o niej koszmary przez kilka tygodni, a przecież tylko patrzyłem, jak gra ktoś inny. Nie mogłem wyjść, bo byłem otoczony gromadą dzieciaków, którzy wybuchali śmiechem za każdym razem, gdy na ekranie pojawiały się sceny przyprawiające o mdłości.

Ostatecznie jednak nad strachem zwyciężyła świadomość, żeby nie zmarnować szczęśliwie znalezionej monety, skoro już zacząłem grać.

"FAZA PIERWSZA"

Słowa, które widziałem na ekranie wydawały mi się dziwne. Słowo "faza" słyszałem jedynie w Star Treku.

Zanim zacząłem poważnie się nad tym zastanawiać, byłem już w tarapatach. To znaczy w grze. Moja postać, wcześniej wspomniany "młody zwiadowca", była u dołu ekranu. U góry znajdowała się spiczasta, wydłużona czaszka, a za nią żebra, kilka klatek piersiowych. Pierwsza miała kościste ramiona, a na końcu tej potworności znajdowała się miednica i kościste nogi. Wyglądało jak szkielet.

Przyniosło mi to ulgę. Była to kolejna część lub klon gry "Centipede", a w nią grałem już setki razy na starym atari kuzyna. Oddał mi ją, gdy zaczęły go interesować dziewczyny.

Miejscem akcji był cmentarz. Nagrobki blokowały moje strzały, ale kruszyły się przy uderzeniu. Było też kilka otwartych grobów, ale wydawały się niczemu nie służyć. Z pewnością nie spowalniały ani nie zatrzymywały szkieletu, który pośpiesznie zbliżał się ku dołowi.

Każda wystrzelona strzała wydawała satysfakcjonujący świst, a następnie odgłos kruszonego kamienia przy uderzeniu. Jednakże, gdy trafiony został szkielet, z głośników wydobywał się nieprzyjemny zgrzyt. Dźwięk był niekształcony przez głośniki, czy coś. Był o wiele za głośny i za wysoki, aby można było go poprawnie odtworzyć. Brzmiało, jak kaseta magnetofonowa, której taśmę wciągnęło do odtwarzacza. Przeciągły pisk.

Wystrzeliwałem strzały jedna za drugą, między innymi po to, żeby przyzwyczaić się do sterowania. Ponieważ był to pierwszy poziom lub przynajmniej jeden z wcześniejszych, udało mi się pokonać szkielet bez większych problemów.

Ekran znów stał się czarny i wyświetlił słowa:

"OAD BĘDZIE TERAZ WALCZYŁ BARDZO ZAWZIĘCIE!"

Oad? To musiał być ten kościotrup. Oad...

"FAZA DRUGA"

Byłem gotowy na zwiększony poziom trudności. To było oczywiste.

Tak jak myślałem, Oad poruszał się szybciej, znacznie szybciej. Za każdym razem, gdy rozwaliłem jego głowę, on się cofał i tworzył sobie nową w zamian za jedną z klatek piersiowych. Jeśli rozwaliłem jakąkolwiek inną część, po prostu robił się krótszy.

Celowanie w głowę było chyba najlepszym pomysłem, gdyż jednocześnie się cofał i stawał się krótszy.

Szybko strzelałem. Niszczyłem jego głowę, kiedy tylko mogłem, a inne części, gdy nie miałem innej możliwości.

Nagle Oad zrobił coś dziwnego. Zatrzymał się. Znieruchomiał, a ja mogłem swobodnie strzelać w jego żebra.

Otworzył szczęki i wykrztusił z siebie zaostrzoną na jednym końcu kość, którą wycelował wprost w moja postać. Poleciała tak szybko, że ledwo udało mi się jej uniknąć. Najgorsze w tym było to, że koścista włócznia została wystrzelona w akompaniamencie najbardziej niepokojącego jak dotąd odgłosu, jakby została wyrzygana. Od razu zrobiło mi się słabo. Niskotonowe głośniki tylko pogarszały sprawę. Ohydne dźwięki przeszywały całe moje ciało.

Było trochę trudniej przejść ten poziom, jak można było się spodziewać po "Fazie Drugiej". Niemniej, znów zatriumfowałem, chociaż Oad był już blisko dolnej krawędzi ekranu - co oznaczało przegraną.

Ekran stał się czarny.

"UWAŻAJ."

"FAZA TRZECIA"

Gra znów wystartowała i wydawało się, że nic się nie zmieniło. Oad nie poruszał się szybciej i mimo, że wciąż wypluwał włócznię od czasu do czasu, to nie były zbyt trudne do ominięcia.

Zniszczyłem chyba połowę jego kościstego ciała, zanim coś się zaczęło dziać. Z otwartych grobów zaczęły wyłazić małe szkielety i kierowały się w dół ekranu, w linii prostej. Zapamiętałem, że wszystkie z nich były zasadniczo tego samego rozmiaru, chociaż niektóre wydawały się lekko innego wzrostu. Niektóre miały na sobie strzępki gnijących ubrań, innym brakowało kończyn czy nawet głów. Żaden nie był taki sam jak inny, co wydawało się dość niezwykłe jak na grę automatową, gdyż standardem było zabijanie setek identycznie wyglądających stworzeń czy złodziejaszków.

Pilnując raz Oada, raz kościotrupów i starając się unikać cholernych włóczni, którymi Oad we mnie pluł, w końcu zostałem pokonany. Jeden ze szkieletów dotknął mnie... to znaczy mojej postaci... byłem martwy.

On był martwy.

Posmutniałem, ale zawsze się tak dzieje, gdy przegrywam. Nie było o co się złościć, ale sami wiecie jakie to uczucie.

"ŻYCIE 2 z 3"

Napis na ekranie poinformował mnie, że straciłem dopiero jedno z trzech żyć. Nigdy nie zwracałem na to uwagi, ale teraz zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę gry rzadko kończyły się po jednej próbie, a to było tylko moje przeświadczenie, że jeżeli umrę, moja postać umrze, to koniec. Śmierć była końcem zabawy. Przynajmniej tak mi się wydawało.197sbss

Ledwo co znów dotknąłem klawiszy, a gra się zaczęła. Powtórka rundy. Tym razem skupiłem się na zabijaniu tego, co wyłaziło z grobów, jak tylko wyściubili te swoje małe główki z dziury. Zniszczenie cielska Oada stawało się drugorzędnym zadaniem, jak tylko widziałem, że pojawiło się coś innego.

Ognia, ognia, ognia, ognia - szkielet! Rozwalić go - ognia, ognia, ognia, ognia.

Nieźle się już wczułem i wszystkim, co słyszałem, były dźwięki urządzenia. Muzyka, która rozbrzmiewała w całym salonie... wszystkie kliknięcia, stuknięcia i gwizdy z innych gier... nie docierało do mnie nic, pamiętam jedynie tę dziwną muzykę ze "Skull & Crossbow".

Każdy gwizd, każdy świst, każdy pisk wroga zajmował cały mój umysł. Chciałem słyszeć tylko odgłosy śmierci.

Giń, Oad. Giń, i giń, i giń, i giń. Umieraj! Nienawidzę cię i mam zamiar pokonać cię w twojej grze. Masz nad tym faktem zapłakać, jesteś obrzydliwy!

"JA CIEBIE TEŻ NIE LUBIĘ."

Moje serce przyśpieszyło. Aż rozdziawiłem usta. Przeszedłem poziom, a to była kolejna wiadomość, którą otrzymałem. Tłumaczyłem sobie, jak to dziecko, że to nie mogło mówić konkretnie do mnie, bo tylko w myślach mówiłem do siebie, jak bardzo nienawidzę Oada. Na głos nie powiedziałem nic, nie mogło mnie usłyszeć.

"FAZA FINAŁOWA"

Oto i jest - ostatni poziom. To dziwne, że gra jest taka krótka, ale cóż...

- Tu jesteś.

Nicolas powiedział to takim tonem, jakbym to ja się przed nim chował. Miał ze sobą reklamówkę ze sklepu z komiksami.

- Nie teraz! - prychnąłem.

- W co grasz? ... "Skull & Crossbow"? - wypowiedział tytuł gry, jak gdyby był obraźliwy. W taki sam sposób, jak dzieciaki mówią: "Bawisz się lalkami?!"

- Cśśś!

- I co? fajna?

- Zamknij się! Jestem na ostatnim poziomie. Milcz!

Nicolas stanął obok mnie i wpatrywał się w ekran, zaczął mnie wypychać.

- EJ, CO JEST?! - krzyknąłem najgłośniej, jak potrafiłem.

- No daj mi zagrać.

- Nie!!! - zebrałem całą siłę i wypowiedziałem to najgroźniejszym głosem, jaki byłem w stanie z siebie wydobyć. - NIE.

Nicolas się odsunął.

- No dobra, dzieciaczku.

Nie odpowiedziałem. Byłem zajęty mordowanie Oada i całej tej zgrai.

- DZIECIACZEK - powtórzył. - NO DOBRA, DZIECIACZKU.

Nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Nie teraz, gdy byłem tak bliski wygranej. Nigdy wcześniej nie udało mi się przejść żadnej gry na automacie.

Potem znalazłem się na podłodze.

Nicolas mnie odepchnął i nawet nie wiedziałem co się dzieje, dopóki nie wylądowałem na twardym, czerwonym dywanie. Stara cola i guma do żucia lepiły się do moich rąk od podłogi.

Ja - moja postać - znów nie żyliśmy.

Beze mnie kierującego młodym zwiadowcą, mówiącego mu kiedy strzelać, po prostu tam stał... w bezruchu... a Oad pełznął grzechocząc kościami i szczękając szczękami. Gra brzmiała obrzydliwie... identycznie, jak mały chłopiec krzyczący, bo jest pożerany powoli żywcem. Rozrywanie ciała, rozbryzgująca się krew, gulgotanie w gardle chłopaka, gdy już nie mógł więcej krzyczeć... Tak to wszystko brzmiało.

- Faaaajnieee! - Nicolas zajął moje miejsce przy kontrolerze, gdy próbowałem wstać.

- Przestań! Natychmiast! - wrzeszczałem.

- Spadaj. - odpowiedział cwaniacko Nicolas. - Teraz moja kolej.

Próbowałem go odepchnąć od gry, wypchnąć tak jak on mnie, ale byłem... słaby... moje dłonie się trzęsły, chyba miałem gorączkę, ledwo stałem na nogach. Nicolas nawalał w klawisze. W ogóle nie wiedział jak grać, nie miał o tym pojęcia, a zaczynał na najtrudniejszym poziomie!

- Giń, giń, giń, giń. - powtarzał podekscytowany. - Ale fajnie. Gram do końca, możesz zagrać po mnie.

- Nie mam już kasy! - zajęczałem siedząc pod automatem.

- Cholera. - wciąż grał wpatrzony w ekran.

Zebrałem siły i jeszcze raz spróbowałem powalić mojego byłego kumpla, ale zanim do tego doszło z urządzenia znów dobiegły mnie głośne dźwięki. Krzyk, pożeranie, gulgotanie, krztuszenie się krwią.

"KONIEC GRY"

"HA HA HA HA HA"

Gra wydawała się szczęśliwa z tego powodu.

- E tam. Było za trudno. Beznadziejna gra.

Nicolas nie kapował. Oad musiał umrzeć, a mi się już prawie udało go zabić.

Obszedł automat dookoła i zajrzał w szparę pomiędzy maszyna a ścianą. Potem chciał go przesunąć.

- Co robisz? - stałem już na nogach, ledwo, a ostatnią rzeczą, której w tej chwili chciałem, to żeby ten debil wpakował nas w kłopoty.

- Jeśli wyciągniesz wtyczkę... - Nicolas próbował wcisnąć dłoń za maszynę, ale nie mieściła się. - Czasami można w ten sposób zagrać za darmo.

Wszedłem w to. Zrobiłbym wszystko, żeby skończyć to, co zacząłem.

Nie zastanawiając się podszedłem do Nicolasa i razem próbowaliśmy odsunąć automat od ściany na tyle, aby dało się znaleźć i wyciągnąć wtyczkę. Daliśmy radę odsunąć go parę centymetrów.

Nicolas zajrzał na tyły maszyny i zamarł.

- No co? - zaczynałem się denerwować. Chciałem zagrać jeszcze raz.

- P-p-pomóż... - jąkał się Nicolas.

Podszedłem do niego i zajrzałem przez jego ramię.

Automat nie miał tylnej ściany. Nie było tam niczego, nieskończony mrok. Na granicy tej pustki znajdowała się wydłużona czaszka, jej klatka piersiowa, kościste ramiona i szponiaste dłonie. To był Oad.

Za nim ciągnął się nieskończony rząd żeber i spiralny kręgosłup, który znikał w kompletnej ciemności.

Złapało Nicolasa swoimi dłoniami. Wydał z siebie cichy jęk i zanim mógł choćby zapłakać, to coś zniknęło w mroku wciągając go ze sobą.

Automat samoistnie przysunął się z hukiem do ściany, jak drzwi w przeciągu. Powoli, bez namysłu odsunąłem się. Po chwili całkowitej ciszy powróciły odgłosy salonu gier. Słyszałem teraz wszystko, muzykę, gry, innych dzieciaków... i słyszałem też "Skull & Crossbow" raz jeszcze grającą swoją muzyczkę...

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

"PROSZĘ WCISNĄĆ START"

Gdy skończyłem wgapiać się w tył maszyny, bo oczy zaczęły mnie już piec, zwróciłem swój wzrok na ekran, gdzie u góry pustego cmentarza spoczywał Oad.

Przysięgam...

Przysięgam, że miał dodatkowy zestaw żeber.

---

Tłumaczenie: Lestatt Gaara

Autor: SlimeBeast

(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę zachować autora, tłumacza i oba źródła.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Słuchałam wczoraj na youtubie w wersji angielskiej, są jeszcze dwie części z tego co pamiętam Może także zostaną przetłumaczone :D
Odpowiedz
Póki co "SZPITAL (PSYCHIATRYK) W GŁĘBI LASU )" był dla mnie najlepszy. Ale ta historia również jest niczego sobie 9/10.
Odpowiedz
Wcale nie jest straszne ale bardzo wciągające 10/10 super
Odpowiedz
super jest ;) mega ciekawe. 10/10.
Odpowiedz
Nawet ciekawe :)
Odpowiedz
Dla nie kumatych. Jak on grał na tym automacie to działo się w realu. Czyli prawdzie szkielety i Oad. Jak ten jego kolega przegrał to zginą główny bohater w grze i na żywo. Jak znaleźli Oad'a zza automatu miał dodatkowy zestaw żeber ponieważ każda śmierć w "realnej grze" dodaje Oad'owi nowy zestaw. A Oad miał ich mnóstwo więc zginęło wieeeeele głównych bohaterów ;) Co do historii 7/10.
Odpowiedz
etam myślałem ze en jego kumpel teraz będzie tym co zabije tego "Oad" ale ogólnie fajne
Odpowiedz
Najlepsza *.*
Odpowiedz
super :D
Odpowiedz
10/10 :p
Odpowiedz
Suuuupeeeer :DD
Odpowiedz
Świetna <3
Odpowiedz
łoł niezła, jest dosyć... orginalna, rzadko są opowieści o grach kończące się w tym stylu. Podoba mi się ;3 9/10 bo nie było dreszczyku ale historia zaczepista
Odpowiedz
O w morde, zajebiste.
Odpowiedz
Ciekawa :P Nawet bardzo
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje