Historia

Zapomniany (II)

jellycat 11 5 lat temu 9 312 odsłon Czas czytania: ~13 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3 Część 4 Część 5

/ To opowiadanie stanowi kontynuację historii "Zapomniany". Aby zrozumieć jego sens, zachęcam do wcześniejszego zapoznania się z poprzednią częścią. Można znaleźć ją tu: http://straszne-historie.pl/story/12983-Zapomniany /

Poczułem pulsowanie w skroniach i oparłem się o maskę samochodu. Spokojnie, oddychaj. To nie może dziać się naprawdę. To jakiś pieprzony koszmar, z którego muszę się wybudzić. Zacząłem się szczypać, ale ból nie sprawił, że obudziłem się pod miękką kołdrą. Nie… To wszystko dzieje się naprawdę. Miałem wrażenie, że ta chora sytuacja zmusi mnie do płaczu.

– Weź się w garść chłopie! – powiedziałem sam do siebie, wymierzając sobie przy tym solidny strzał w policzek.

Pomogło, nieco otrzeźwiałem. Ponownie wsiadłem do samochodu i wróciłem do pomysłu z zawiadomieniem policji. Nie miałem jednak pojęcia, co mam im powiedzieć. Prawdę? „Panowie policjanci, chciałbym zgłosić uprowadzenie narzeczonej przez nieznanego typa z galerii. Przy okazji podpieprzono mi też z samochodu 6 puszek z farbą, pluszowy brelok i wgniecenie w drzwiach. Ach, wspominałem, że narzeczona mnie nie poznaje i zwraca się do porywacza ‘kochanie’? No, to proszę jej szukać”. Nie no, kurwa. To jest bezsensu. Ale chyba nie mam innego wyjścia. Mając nieco w czterech literach ograniczenia prędkości, dojechałem pod najbliższy komisariat policji. Może powinienem przywieźć ze sobą jakieś jej dokumenty czy coś w tym stylu? Nie wiem, nie myślę, nie chcę tracić więcej czasu. Wszedłem do budynku (miałem nadzieję) moich wybawców. W progu powitał mnie młody chłopak, który pokierował mnie do odpowiedniego pokoju. Wysoki, szczupły mundurowy przeglądał właśnie jakieś papiery, przeżuwając przy tym suszone morele zapijane piekielnie czarną kawą. Ledwo wydusiłem z siebie „dobry wieczór”.

– Zapraszam. – powiedział, odgarniając z biurka stos kartek – W czym mogę pomóc?

– Ja… - czułem, jak głos uwiązł mi w gardle – Ja chciałem zgłosić uprowadzenie kobiety.

– Rozumiem – policjant był nad wyraz spokojny i opanowany – proszę mi w takim razie powiedzieć kto zaginął i w jakich okolicznościach.

Zobaczyłem, jak wyciąga z szafy kolejne papiery. Nie wierzę, będzie prowadził wywiad, kiedy mojej ukochanej grozi niebezpieczeństwo?

– Proszę Pana – czułem, jak trzęsą mi się ręce – nie mamy teraz czasu na prowadzenie durnych dialogów. Ten psychol jest nieobliczalny, tu chodzi o jej życie.

– Przykro mi – odpowiedział bez emocji, patrząc mi w oczy – taka jest procedura, ale zrobimy co w naszej mocy, by uratować tę panią. Proszę mi wszystko opowiedzieć.

Westchnąłem ciężko. Miałem ochotę zafundować tego człowiekowi solidnego prawego sierpowego. Miałem jednak już dość kłopotów w tym dniu. Opisałem więc dokładnie panu niebieskiemu wygląd mojej Laury i opowiedziałem o wydarzeniu w drogerii. Pominąłem jednak sensację z włamaniem złodzieja-widmo do mojego wozu. Policjant słuchając mojej opowieści i tak już miał dość dziwny grymas na chudej twarzy. Przez chwilę jednak coś notował, po czym rzucił na mnie podejrzliwe spojrzenie. Miałem wrażenie, że ma ogromną ochotę wepchnąć mi do ust alkomat.

– Więc mówi pan – zaczął, cedząc każde słowo, jakby rozmawiał z wariatem – że przestała pana poznawać po tym, jak stracił ją pan na chwilę z oczu i zwracała się do podejrzanego w sposób wskazujący na zażyłą relację między nimi?

– Mniej więcej. – ledwo ukrywałem zdenerwowanie – Chce pan wiedzieć coś jeszcze?

– Ten człowiek miał broń? Wywierał jakąś presję na uprowadzoną?

– Nie wiem, miałem przytłumiony zmysły po utracie przytomności. Ale broni nie posiadał. W każdym razie musiał podać coś Laurze, skoro udawała, że mnie nie zna.

Czułem, że policjant wątpi w mojej zeznania. Tak, zdaję sobie sprawę, że wszystko to brzmiało absurdalnie. Kto karmi jakimiś podejrzanymi substancjami nieznajome kobiety w drogeriach? Mimo wszystko tak właśnie było. Muszą mi uwierzyć.

– Chyba wiem już wszystko. – odpowiedział policjant, nawet na mnie nie patrząc – Poproszę jeszcze o jakieś zdjęcie Pani Laury.

No tak, zdjęcie. Zajrzałem do portfela. Miałem tam całkiem aktualną fotografię narzeczonej, którą zrobiła kilka miesięcy temu do nowego dowodu. Zawsze nosiłem przy sobie kilka jej zdjęć. Otworzyłem komorę z przezroczystą przegródką. Niemożliwe… W miejscu, z którego zawsze uśmiechała się do mnie twarz Laury, gdy wyciągałem dokumenty, świeciła pustka. Zacząłem nerwowo przeszukiwać pozostałe kieszenie portfela. Miałem jeszcze jej starsze zdjęcie, z czasów licealnych. Tego również nie znalazłem, ale jeszcze podczas zakupu farb mignęła mi przecież przy wyciąganiu banknotów. To wszystko jest jakieś popieprzone!

– Musiałem je wyciągnąć…. – odparłem łamiącym głosem – Pojadę do domu… i przywiozę. Przepraszam.

– Dobrze, niech się pan uspokoi. – policjant wziął dużego łyka kawy – Proszę postarać się o w miarę aktualną fotografię i może jakieś rzeczy osobiste tej Pani.

– Oczywiście. – czułem, jak opuszcza mnie wiara w sens moich działań – Znajdźcie ją, błagam.

– Zrobimy wszystko, co w naszej mocy. Może pojechać z Panem?

– Nie, nie trzeba. Poradzę sobie. – odparłem, udając opanowanie. Wolałem najpierw sam sprawdzić, czy w moim domu wszystko jest normalne. W końcu na tę chwilę znajduję się chyba w jakimś innym wymiarze. Niczego nie mogę być pewien.

Nie wiem, jakim cudem dojechałem bezpiecznie do mieszkania. Przemierzałem drogę zupełnie bezwiednie. Wchodząc z lekką rezygnacją po schodach wciąż miałem nadzieję, że w naszym gniazdku spotkam Laurę. Będzie siedziała na kanapie w salonie, wcinając chrupki kukurydziane. Potem rzuci mi się na szyję i przeprosi za ten dziecinny żart, , że ten idiotyczny „prank” to był pomysł jej kolegi ze szkoły. Kolegą ze szkoły byłby oczywiście ten słynny Adam. Klucz zaskrzypiał w zamku. Wszedłem do przedpokoju i zapaliłem światło. Panowała w nim pustka, po chwili zrozumiałem dlaczego. Z komody zniknęła biała czapka i szalik Laury. W szafie nie było żadnej z jej kurtek. Sytuacja wyglądała podobnie w każdym pokoju. Z łazienki jakby wyparowały jej kosmetyki, w kuchni brakowało jej pojemników z przyprawami i kolorowych magnesów na lodówce, z sypialni zniknęły jej ubrania i wszystkie rzeczy osobiste. Nie było niczego, co należało do niej. Ale to nie wszystko. Brakowało nie tylko jej rzeczy, ale także wszystkich tych, które dostałem od niej prezencie. Miałem nawet durne wrażenie, że meble, które razem wybieraliśmy, wyglądają teraz inaczej niż dziś rano. Tak jakby nigdy jej tu nie było, jakbyśmy nigdy nie byli razem.

– Zdążyła się wyprowadzić? – mruknąłem sam do siebie – Przecież to niemożliwe, by dała radę się spakować w tak krótkim czasie.

Zacząłem szukać jej zdjęć, choć z góry wiedziałem, iż jest to bezcelowe działanie. Zrezygnowany podłączyłem telefon do ładowarki. Włączyłem go i przeżyłem kolejny szok. W mojej książce adresowej w komórce nie było numeru Laury. Czułem, że powoli tracę zmysły. Nic nie trzymało się kupy. To niemożliwe, żeby ktoś tak po prostu został wymazany z twojego życia. Ponieważ nie miałem lepszego pomysłu, a jechanie na policję z takimi nowymi informacjami nie wniosłoby nic dobrego do mojej sprawy, w akcie desperacji postanowiłem zadzwonić do kogoś z naszych wspólnych znajomych. Wybór nie był trudny, ponieważ Laura, mimo przyjemnej aparycji, była dość nieśmiała i nie miała żadnych znajomych niż współpracowników. Ja z kolei nie miałem z nimi żadnego kontaktu. Ponadto wychowywała się w domu dziecka i nie miała żadnej bliskiej rodziny. Wspólnie spotykaliśmy się jednak z moim przyjacielem z dzieciństwa i jego żoną. To właśnie z nimi świętowaliśmy ostatnio moje imieniny. Wybrałem numer do Jakuba. Po wielu sygnałach w końcu odebrał.

– Halo stary! – słyszałem, że dyszy – Sorki, że tak długo, ale wybraliśmy się z Anką na wieczorne bieganie. No co tam?

Za cholerę nie wiedziałem, jak mam zacząć. Nie miałem pojęcia, czy rozmawiam z tym samym Kubą, z którym wczoraj piłem wódkę, czy to już człowiek z nowej rzeczywistości.

– Słuchaj…. – zacząłem niepewnie, przygotowując na szybko jakieś kłamstwo – Trochę za mocno zaszalałem. Możesz mi przypomnieć, co się działo wczoraj wieczorem?

– O stary! – odpowiedział wystraszony – Coś się odwaliło po naszym wyjściu? Coś zginęło?

– Nie jestem pewien, może po prostu jeszcze mam zbyt dużego kaca.

- No wiesz, popiliśmy trochę, nie powiem. Potem na chwilę padłeś trupem. Anka pozmywała, żebyś nie miał rano kłopotu. Ocuciliśmy cię na moment, żebyś zamknął za nami drzwi. Nie wiem, co było potem. Stary, coś się stało?

– Nie no, spokojnie – coraz mniej rozumiałem z całej sytuacji – o nic was nie oskarżam. Powiedz, byliśmy tylko ... w trójkę?

– No tak, standardowo. – wyczułem w jego głosie zdziwienie – A kto miał jeszcze być? Zadajesz dziwne pytania.

Nie, nie – musiałem jakoś szybko wybrnąć, zacząłem więc ostro blefować – po prostu mam wrażenie, że była tu jakaś… kobieta. Cóż, ale po pijaku człowiek zamawia dziwne rzeczy. I nie mówię tu o tajskim jedzeniu.

– Aaaaa – Kuba na szczęście łyknął haczyk – no to musiałeś sobie zamówić towarzystwo już po naszym wyjściu. Ty stary, zboczony kawalerze.

– Tak – odpowiedziałem, siląc się na śmiech – muszę się w końcu ustatkować, panienki sporo kosztują. Dzięki stary, na razie.

– Tymczasem. Dzwoń, jakby jednak się okazało, że cwaniara coś ci wyniosła z chaty.

Dźwięk rozłączenia. Do cholery, czy cały wszechświat pogrywa sobie ze mną w jakąś chorą grę? Tak, wyniesiono mi coś z chaty. Wyniesiono z niej sens życia. Coraz bardziej byłem przekonany, że to wcale nie jest żart, że świat naprawdę się zmienił po tym, jak zemdlałem w drogerii. Tak jakbym obudził się w rzeczywistości, w której Laura nigdy nie była moja. Usiadłem w fotelu i moje męskie ego odpuściło. Po prostu się załamałem. Potrzebując choć odrobiny wsparcia i czułości, postanowiłem wykonać jeszcze jeden telefon. Zadzwoniłem do mamy z nadzieją, że poczuję się lepiej. Krótka, prowadzona przeze mnie w sztuczny sposób rozmowa, tylko potwierdziła moje przypuszczenia. Moja mama również rozmawiała ze mną w taki sposób, jakby w moim życiu nigdy nie było Laury. Jakbym od dłuższego czasu był tylko mieszkającym w samotności bawidamkiem. W tamtej chwili wyczerpały mi się pomysły. Nie miałem niczego, co świadczyłoby o tym, że narzeczona kiedykolwiek istniała w moim życiu. Nikt prócz mnie jej nie pamiętał. Nie było miejsca, do którego mógłbym jechać i szukać jej śladów. Siedziałem tak ponad godzinę, płacząc i wijąc się w psychicznym bólu. Postanowiłem się jednak uspokoić i przeanalizować dzisiejsze wydarzenia, klatka po klatce. Byłem pewien, że wszystkiemu winien jest ten pieprzony dziwak w okularach. Nawet jeżeli wydaje się irracjonalne. Przecież wszystko było normalne, póki nie zemdlałem w tej drogerii. Czemu to miało aż taki wpływ? Byłem już trzeźwy. Nigdy jeszcze nie zdarzyło mi się stracić przytomności, nawet w ciężkiej chorobie. Czemu akurat wtedy, kiedy pojawił się ten gościu? Olśniło mnie. Moja ręka. Dotknął mnie w dłoń. Ten dupek wcale mnie nie podrywał. Odruchowo spojrzałem na nadgarstek. Wierzch dłoni posiadał długą, ledwie widoczną bliznę. Jak po oparzeniu.

– Ten dupek mnie naznaczył…. – wymamrotałem do pustych ścian.

Choć sytuacja wydawała się nieprawdopodobna, dla mnie pojawił się zalążek sensowności. Nie mam pojęcia, kim jest ten facet, ale na pewno nie człowiekiem. Chciał Laurę, więc musiał się mnie pozbyć. I zrobił to, w kompletnie nieznany dla mnie sposób. Chodziłem po mieszkaniu w jedną i drugą stronę, jak opętany. On może ją wywieźć gdziekolwiek. Zajął moje miejsce, nazwała go „narzeczonym”. Chce się z nią ożenić, bym już nigdy nie mógł jej odzyskać. Data naszego ślubu była wyznaczona za niecałe pół roku… Właśnie. Ślub. Będzie chciał zrobić z niej swoją żonę, bym nigdy nie mógł jej odzyskać. Mieliśmy jechać po dokumenty do domu dziecka, z którego pochodzi Laura. Boże, żeby ich jeszcze nie odebrali. To moja ostatnia nadzieja… Niewiele myśląc zapakowałem do plecaka zawartość lodówki, koc i lornetkę. Zaparzyłem też 5 litrów kawy w termosie. To szaleństwo, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Do bidula mojej kochanej było około 80 km. Wiedziałem, że nie udzielą mi żadnej informacji, byłem w końcu obcą osobą. Ale jestem cierpliwy.

Droga nocą była na szczęście prawie pusta, więc na miejsce dodarłem bardzo szybko. Zdałem sobie sprawę, że nikt nie wybiera się po dokumenty w sobotnią noc. Miałem jednak nadzieję, że Adam postanowił zabrać tu Laurę jak najszybciej się da, czyli w niedzielny poranek. Nie miałem co prawda pewności, czy nie zrobili tego wcześniej, w końcu sytuacja była mocno popieprzona. Na wszelki wypadek obserwowałem budynek całą noc. I tak nie mogłem zasnąć z emocji. Niestety, niedziela również nie przyniosła żadnego rozwiązania. Ze złością przeżuwałem kolejne kanapki, popijając je zimną kawą. Na szczęście nawet zmęczenie nie potrafiło mnie zmusić do zamknięcia oczu. W poniedziałkowy poranek zaczął mnie powoli trafiać szlak. Z samochodu wychodziłem tylko w celu załatwienia swojej fizjologii. Co ja sobie myślałem? Przecież ten diabeł musiał zaplanować wszystko w każdym calu. Ja, marny śmiertelnik, chciałem go wyrolować? Koło godziny 17, kiedy już miałem rzucić mój plan w cholerę, pod dom dziecka podjechało czarne, lśniące BMW. Wysiadł z niego facet z idiotycznym kucykiem i kobieta, która w mojej pamięci jeszcze w sobotę była moją narzeczoną. Miałem ochotę podbiec do nich, skopać tego psychola i wciągnąć Laurę do mojego samochodu. Resztki rozsądku kazały jednak stać i czekać. Spisałem numery rejestracyjne pojazdu. Po około 40 minutach wyszli z budynku i odjechali. Ostrożnie ruszyłem za nimi. Starałem się utrzymywać taką odległość, żeby „Pan Kitka” nie nabrał żadnych podejrzeń. Przejechaliśmy około 50 km, kiedy BMW zatrzymało się pod całkiem sporym domem. Prawdopodobnie byliśmy w jakiejś niewielkiej miejscowości niedaleko miasta, w którym mieszkałem. Wycofałem i zaparkowałem pod pobliskim sklepem. Tym razem emocje wzięły nade mną górę. Zamknąłem auto i cały czerwony na twarzy pobiegłem w stronę bogatej posesji. Nie myślałem, co im powiem. Po prostu musiałem ją zobaczyć. Musiałem. Na szczęście furtka była otwarta, ostrożnie podszedłem pod drzwi frontowe. Drżącą dłonią nacisnąłem dzwonek. Po kilku sekundach, które zdawały się być wiecznością, w drzwiach stanęła Laura. Na mój widok zdrętwiała przerażona i zatrzasnęła przede mną drzwi.

– Adam! – usłyszałem stłumiony głos – Ten mężczyzna z drogerii jest tutaj!

Szczęk zamka. Drzwi otworzyły się ponownie. Laura gdzieś uciekła. Stałem teraz oko w oko z człowiekiem, który jednym dotknięciem dłoni zniszczył moje życie.

– Czego pan tu chce? – zaczął psychol gniewnym tonem. Nadal miał na nosie ciemne okulary.

– Nie udawaj! – czułem, jak żyły na czole zaczęły mi pulsować – Co zrobiłeś…. Co zrobiłeś z moim życiem?!

– Nie wiem o czym Pan mówi. – jego ton był bardzo stanowczy – Proszę opuścić moją posesję, bo tym razem wezwę policję.

– Nie pogrywaj ze mną, chamie! – moje nerwy puściły, złapałem go za kołnierz koszuli – Gapiłeś się na nią , potem dotknąłeś mojej ręki… Nie wiem, jakich diabelskich sztuczek używasz, ale nie pozwolę ci jej zabrać!

Poczułem mocne pchnięcie i wylądowałem tyłkiem na betonowej posadzce. Adam pochylił się nade mną i przez chwilę badawczo mi się przyglądał. Kiedy chwycił za brzeg okularów, poczułem dziwny niepokój. Mając w pamięci wrażenie ze sklepu w galerii, robiło mi się słabo na myśl, co mogą skrywać okulary. Ku mojemu zdziwieniu moim oczom ukazały się dwie zwykłe, ciemno-szare źrenice.

– Słuchaj – Adam brzmiał jakby spokojniej – Ja naprawdę jestem bardzo grzecznym człowiekiem, ale nikomu nie pozwolę krzywdzić mojej narzeczonej. Nie wiem, co sobie uroiłeś człowieku, ale zamiast śledzić mnie całą drogę od domu dziecka Laury, powinieneś prześledzić trasę do najbliższego psychiatry.

Stróżka potu spłynęła mi po czole.

– Myślałeś, że nie zauważyłem jak jedziesz za nami? – kontynuował – Wstawaj i wracaj do siebie. Jesteś chory, kolego, a ja nie mam zamiaru kopać leżącego.

Wstałem i otrzepałem spodnie. Kątem oka zauważyłem w oknie moją Laurę, obserwującą ukradkiem całe zdarzenie zza firanki. Czułem, jak moje serce rozbija się na kawałki.

– Wyświadcz przysługę sobie i nam – powiedział Adam, zamykając drzwi – zacznij się leczyć i daj mi i Laurze spokój.

Drzwi domu zamknęły się z hukiem. Przez chwilę stałem jak wryty, potem powoli pokierowałem swoje kroki w stronę mojego samochodu. Wsiadłem do środka i chwilę siedziałem bez odpalania silnika, łapiąc nerwowo oddech. Może on ma racje. Może to ja jestem szaleńcem, nikt inny. Może tak długo byłem kawalerem, że zaczęła doskwierać mi samotność. Wpadłem w obłęd. Poszedłem na zakupy do galerii, zobaczyłem piękną dziewczynę, ktoś może wypowiedział jej imię… Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, ale ona była tam już z kimś innym. Dlatego mój chory mózg wytworzył jakąś dziwną historię, by ulżyć mi w cierpieniu. Wykreował całe moje życie od nowa, umieszczając w nim śliczną blondynkę. A tak naprawdę stworzył mi rzeczywistość, w której nie potrafię żyć.

Odpaliłem silnik i jeszcze raz spojrzałem na okna wielkiego domu. W dwóch z nich paliło się światło.

– Jeśli jestem wariatem, to muszę cię przed sobą chronić – wymamrotałem w powietrze.

Wrócę teraz do domu i spróbuję się wyspać. A jutro będę musiał umówić się na wizytę u psychiatry. Muszę się poddać.

Rozmyślania przerwał mi dźwięk przychodzącej wiadomości. Zatrzymałem auto na poboczu i otworzyłem SMS. Poczułem, jak serce rozrywa mi klatkę piersiową.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/13090-Zapomniany-III

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zajebiste :D
Odpowiedz
Świetne, napisz proszę co dalej
Odpowiedz
Kiedy następna część?
Odpowiedz
Kiedy będzie następna część?
Odpowiedz
Z chęcią przeczytałambym taką książkę :)
Odpowiedz
Czekam na kolejną częśc, moi widzowie to samo.
Odpowiedz
Świetna opowieść, z niecierpliwością czekam na kolejną część!
Odpowiedz
Ciekawe kiedy kolejna część... Bardzo wciąga.
Odpowiedz
I co z tym sms'em? Dawać odpowiedź
Odpowiedz
Genialne, tak jak pierwsza część. Więcej!
Odpowiedz
Co dalej ? :-)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje