Historia

Zapomniany (III)

jellycat 8 3 lata temu 6 516 odsłon Czas czytania: ~8 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3 Część 4 Część 5

/ To opowiadanie stanowi kontynuację historii "Zapomniany". Aby zrozumieć jego sens, zachęcam do wcześniejszego zapoznania się z poprzednimi częściami.

Część I: http://straszne-historie.pl/story/12983-Zapomniany

Część II: http://straszne-historie.pl/story/12999-Zapomniany-II /

Od: Mama

„Dawid, oddzwoń do mnie, kiedy będziesz mógł. Stało się coś strasznego”.

Dopiero teraz zauważyłem 11 nieodebranych połączeń. Mogłoby się wydawać, że wyczerpałem już limit nieszczęść na następnych kilka miesięcy. Widocznie się myliłem. Pełen strachu wybrałem numer rodzicielki. Odebrała przy pierwszym sygnale połączenia, tak jakby czekała z telefonem w dłoni.

– Dawid… – jej głoś drżał, musiała przed chwilą płakać – możesz rozmawiać?

– Tak. – odpowiedziałem niespokojnie – Co się stało mamo?

– Ktoś podpalił dom dziadka…

Te słowa były niczym cios w policzek z łopaty. Dziadek zmarł niecałe dwa lata temu, kilkanaście lat po śmierci babci. W jego domu spędziłem większość dzieciństwa. Kochałem ten drewniany budynek, dlatego to właśnie mi przypadło ono w spadku. Laura, ta Laura, którą stworzyła moja chora wyobraźnia, w moich fałszywych wspomnieniach uwielbiała to miejsce. Mieliśmy plany związane z tym domem. Chcieliśmy za kilka lat wziąć się za remont dziadkowych włości, a dotychczasowe mieszkanie wynająć. Mieliśmy żyć jak u Pana Boga za piecem… Nie widziałem się w lustrze, ale sądzę, że w tamtym momencie cała krew odpłynęła mi z twarzy.

– Mamo… spokojnie. – prosiłem, choć sam nie potrafiłem się uspokoić – Kiedy to się stało? Dużo spłonęło? Wiadomo, kto to zrobił?

– Na szczęście spłonął tylko składzik i część bocznej ściany... Sąsiad zobaczył dym i ludzie z okolicy zaczęli gasić, nim przyjechała straż. Przyjechaliśmy z tatą chwilę po jego telefonie. To się stało kilka godzin temu. Straty są niewielkie. Ale martwię się czym innym synku…

– Czym? – spytałem zaskoczony – Jest coś jeszcze?

– Wszyscy wmawiają nam, że prawdopodobnie ktoś niechcący zaprószył ogień... Ale ja mam silne przeczucie, że to nie jest wypadek. Tylko nie wiem, kto i dlaczego… Ale tak czuję.

Może to szaleństwo, ale jeżeli chodzi o przeczucia, moja mama myliła się niezwykle rzadko. W noc, kiedy zmarł dziadek, śnił się jej płaczący mężczyzna w białej koszuli. Zaraz po jej przebudzeniu otrzymaliśmy tragiczny telefon ze szpitala. Wierzyłem przeczuciom mojej matki bardziej niż jakimkolwiek dowodom. Zwłaszcza, że teraz całkowicie je podzielałem.

– Wszystko będzie dobrze, mamo. Przyjadę tam jak najszybciej, tylko wezmę wolne w pracy. Jak już sprawa się uspokoi, to wracajcie do domu. Zajmę się resztą.

– Dziękuję Dawidku. Kocham Cię.

Odłożyłem telefon. Myśl o wymyśleniu sobie narzeczonej uszła ze mnie razem z dymem z palącego się domu dziadka. Kilka godzin temu? Musiało być to mniej więcej wtedy, kiedy zacząłem śledzić samochód Adama. Widział to. A jeśli podpalenie było… ostrzeżeniem? Groźbą typu „daj sobie spokój i zapomnij o Laurze, bo czeka Cię więcej złych rzeczy”? Nie wiem skąd, ale miałem jakąś dziwną pewność, że tak właśnie było, że nie ma innej możliwości. Po raz kolejny moje męskie ego dało o sobie znać i docisnąłem gaz, zawracając. Po raz kolejny pospiesznie brnąłem pod dom Adama. Może jestem egoistą, może jeśli wejdę w drogę temu potworowi, to zrobi krzywdę mojej rodzinie. Ale po prostu nie mogę tego tak zostawić. Nie mogę pozwolić, by ktoś dawał sobie prawo do odbierania mi wszystkiego, co kocham. Z boku musiałem wyglądać jak debil, który krąży między samochodem a drzwiami domu. Mało mnie to jednak obchodziło. Natłok ostatnich tragicznych wydarzeń był na tyle popieprzony, że zachowanie spokoju byłoby jeszcze bardziej nienormalne. Spojrzałem w okno diabelskiego domu. Widziałem cienie dwóch obejmujących się osób. Sylwetki splecione w miłosnym uścisku. Jego dłoń sięgnęła do kobiecych pleców, chyba ściągał jej stanik. Tego już kurwa nie wytrzymałem. Podbiegłem do drzwi i zacząłem w nie tłuc pięściami jak szalony. Po chwili dało się usłyszeć nerwowe kroki osoby zbiegającej po schodach. Przez moment poczułem lodowaty chłód na całym ciele, tylko jedna z dłoni, jakby na przekór, paliła mnie do kości. Drzwi otworzyły się z hukiem.

– Czego znowu chcesz? – głos Adama był dziwniejszy niż poprzednio. Jakby stał przede mną ktoś zupełnie inny. Albo nie… ten sam. Zupełnie ten sam człowiek (lub Bóg raczy wiedzieć co), kto dotknął mnie tamtego dnia w galerii handlowej.

– Nie dam się spławić, nie zrobisz ze mnie wariata! – patrzyłem wyzywająco w ukryte za okularami ślepia – To nie są moje urojenia, ja wszystko pamiętam. Nie wiem do cholery jak to zrobiłeś, ale nie pozwolę, żebyś zamienił moje życie w piekło. Nie pozwolę, czymkolwiek jesteś!

Dostrzegłem uśmiech tlący się w kącikach jego ust. Drwił ze mnie. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że biorę udział w jakieś chorej, paranormalnej grze. Jego ręka chwyciła mnie za obolałą dłoń. Poczułem wtedy… jego zapach. Nie umiem go opisać. To jest zapach, który kontroluje mózg, który drugiemu samcowi każe mu pieprznąć w twarz. Poczułem się jak pies, któremu inny kundel obsikał terytorium. Z tej myśli otrzeźwił mnie okropny ból. Blizna na mojej ręce ponownie otworzyła się pod jego dotykiem. Spod jego palców wypłynęła moja krew. Syknąłem i odepchnąłem dłoń. Zaśmiał się cynicznie.

– Wiem, że zrozumiałeś ostrzeżenie – głos Adama był coraz niższy – tym bardziej dziwi mnie fakt, że wracasz tu po kilkunastu minutach i nadal próbujesz swoich sił. Ludzka gnido, nie masz ze mną szans. Im prędzej to zrozumiesz, tym lepiej dla ciebie.

Próbowałem wymierzyć mu cios, ale niewidzialna siła złapała mnie za gardło. Cała sytuacja ewidentnie go bawiła.

– Posłuchaj – przybliżył moją twarz do swojej – wynoś się stąd, dobrze radzę. Nie lubię pozostawiać za sobą niepotrzebnych trupów, bo brudna robota jest dla plebsu. Jednak jeśli mnie zmusisz, wymażę cię bez mrugnięcia okiem.

– Czyli przyznajesz się do wszystkiego! – odkaszlnąłem, uwolniwszy gardło od niewidzialnego uścisku.

– Idioto – Adam popatrzył na mnie z irytacją – jeśli się z tym lepiej czujesz, to oczywiście, to moje dzieło. Ale nic z tą wiedzą nie zrobisz. Nawet jeśli ty wiesz, że nie jesteś wariatem, nikt ci nie uwierzy w taką historię. Nawet jeśli pamiętasz wszystkie szczegóły z tamtego życia, to niczego jej nie przypomnisz. Wszystko, co było „wasze” zniknęło, nikt niczego nie pamięta. Nie masz ani jednego dowodu na to, że byłeś z nią kiedykolwiek, bo w niczyjej pamięci nie istniejecie.

– Kim ty do cholery jesteś...? – wymamrotałem, trzęsąc się z nieznanego zimna. Przez chwilę miałem wrażenie, że zaraz zemdleję. Kątem oka zobaczyłem Laurę stojąco w oknie. Może mi się wydawało, ale chyba przez chwilę patrzyła na mnie ze smutkiem.

– Ta wiedza nie jest Ci do niczego potrzebna. Wypieprzaj stąd. – mówiąc to Adam oparł się o drzwi i ściągnął okulary. Ten widok sprawił, że odruchowo zrobiłem krok w tył. Dookoła zrobiła się ciemno i ogarnął mnie strach. Przerażony zacząłem biec w stronę samochodu. Nerwowo otworzyłem drzwi, wcisnąłem kluczyk w stacyjkę i ruszyłem. Dojechałem do domu szybciej niż zwykle. Nawet nie zdejmując butów upadłem na fotel. W głowie krążyła mi tylko jedna myśl. Facet nie miał oczu. Nie miał nawet oczodołów. Nie miał tam nic…

Nie mam pojęcia, kiedy zasnąłem. Obudziłem się w fotelu. Jedyne, co widocznie byłem w stanie zrobić wczorajszego wieczoru, to ściągnięcie kurtki i butów oraz rzucenie ich obok na podłogę. Kiedy po rozbudzeniu uderzyły mnie wspomnienia, dreszcz przeszedł mi po plecach. Wstałem i nie mając lepszego pomysłu, poszedłem do kuchni zrobić sobie kawę. I co teraz? Nie wiem. Wziąłem urlop do końca przyszłego tygodnia, więc właściwie powinien ten czas poświęcić na poszukiwania dowodów. Ale jakich? Nie wspominając już o tym, że Adam na pewno nie jest człowiekiem. Coraz bardziej bałem się o Laurę, ale powoli mój umysł zaczął się przyzwyczajać do niemożliwości ostatnich zdarzeń. Nadal nie umiałem ich wyjaśnić, ale przynajmniej już mnie nie szokowały. Widocznie człowiek potrafi przywyknąć do wszystkiego… Wysiorbałem gorącą kawę, parząc sobie usta. Spojrzałem na swoją koszulkę i stwierdziłem, że przyda mi się kąpiel. Zimny prysznic przywrócił nieco do życia moje otępiałe szare komórki. Przełykając kluski zupki instant, pierwszego posiłku od dwóch dni, zastanawiałem się nad planem działania. Przypomniałem sobie o domie dziadka… Jakbym miał kurwa za mało problemów. Ale obiecałem mamie tam pojechać, a na tę chwilę i tak nie robię nic poza bezczynnym siedzeniem w fotelu. Mimowolnie znów sięgnąłem pamięcią do wakacji, które wspólnie spędzałem z Laurą w tamtym miejscu. Tyle wspomnień, a żadnych świadków. Nikogo, kto pamięta cokolwiek z naszego wspólnego życia.

– Chwila – wyszeptałem w stronę ścian, upuszczając z rąk bluzę – „wszystko, co było ‘wasze’ zniknęło, nikt niczego nie pamięta”… Tak powiedział?

Na pewno tak powiedział. Oczywiście. Wszyscy wszystko o nas wiedzieli, nie mieliśmy sekretów. Moi rodzice czy nasi znajomi. Gościliśmy ich u nas często, radziliśmy się w każdej sprawie. Byliśmy otwarci, praktycznie znali każdy szczegół z naszego życia. Opowiadaliśmy im o wszystkim. Nie, prawie o wszystkim. I to „prawie” muszę sprawdzić.

– Skoro tylko ja pamiętam…. Tylko ja, to nie mogłeś tego wymazać, bo nie miałeś skąd.

Podniecenie uderzało mi do głowy z siłą solidnej dawki narkotyku. Szybko zamknąłem mieszkanie i ruszyłem w podróż. Nie zareagowałem nawet na fakt, że włączone radio grało jakiś debilny, zbyt wesoły utwór.

Na miejsce dotarłem wczesnym popołudniem. Wszyscy gapie dawno się już rozeszli, więc w ciszy mogłem przyjrzeć się skutkom pożaru. Na szczęście, tak jak mówiła mama, ogień nie strawił zbyt wiele. Mimo wszystko ciężko było patrzeć na zgliszcza części moich młodych lat. Ale nie tylko po to tu przyjechałem. Wielkimi krokami zacząłem pokonywać powierzchnię podwórka. Otworzyłem drzwi stodoły i wyciągnąłem z niej starą łopatę. Za domem znajdował się ogród i sad. Wśród drzew, krzewów, skalniaków i zielonych zakątków można by bawić się w chowanego. Pod płaczącą wierzbą, przykryta wielkim kamieniem, powinna spokojnie spoczywać moja tajemnica. Modliłem się, żebym się nie pomylił. Ten kamień stał w tym miejscu, odkąd jako dzieciak rozrabiałem w sadzie. Dziadkowie wykopali go, kiedy stawiali fundamenty domu, i postanowili przyozdobić nim ogród. Nie był to taki zwykły, szary kamień. Miał barwę mleczno-niebieską. Widziałem takie nie raz w piaskownicach wśród blokowisk, ale zawsze miały one nie więcej niż kilka centymetrów średnicy. Ten był ogromny. Laura nazywała go „łzami aniołów”. Na początku ta nazwa mnie rozśmieszała. Po późniejszych wydarzeniach, kiedy wspólnie go odsuwaliśmy, przyznałem mojej ukochanej rację co do trafności tej nazwy.

Wytężając wszystkie siły przesunąłem głaz. Potem, nie panując nad emocjami, zacząłem kopać gołymi rękami, całkowicie zapominając o posiadaniu łopaty. Po kilku minutach drążenia ziemi moim oczom ukazał się biały, zabrudzony kształt. Kopałem dłońmi jak szalony. W końcu udało mi się wyciągnąć z dołu małe pudełko. Teraz było już nieco spróchniałe, ale nadal całe. Jest. Boże, jest… Usiadłem na ziemi. Drżącymi rękoma, prawie z majestatem, otworzyłem wieczko. Tam, na białej chusteczce, spoczywało zawiniątko. Delikatnie odwinąłem brzeg. Wystarczyło. Płakałem, jednocześnie ze smutku na tamte wspomnienie, ale też z ulgi. Nasz sekret, mój i jej. Coś o czym nikt poza nami nie wiedział. Nie zniknął. Mój dowód. Mój świadek…

Poczekaj, skurwielu. Teraz już nie odpuszczę.

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/13155-Zapomniany-IV

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Bardzo wciągające! Już nie mogę się doczekać co dalej... ;)
Odpowiedz
Cudowne! Czekam na kolejną część
Odpowiedz
No i wszyscy są zadowoleni :D Dzisiaj pod wieczór na kanale Lesandi ;)
Odpowiedz
Genialne! Kiedy kolejna część?
Odpowiedz
Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na kolejną część. Seria jest bardzo intrygująca, ciekawa, ma potencjał. Can't wait :)
Odpowiedz
Zdecydowanie za krótkie....akcja dopiero się rozwinęła a tu już koniec. Uwielbiam te serię! Oby kolejne części były nadal tak wciągające. Obyś tylko nie stracił pomysłów na dalsze części. Cudo! :)
Odpowiedz
Dałem ciała! Toż kobieta jest autorką. Przepraszam bardzo :).
Odpowiedz
Michał M. Grzelak zupełnie się nie pogniewałam. Ba, jest to nawet komplement, biorąc pod uwagę, że narrator historii jest mężczyzną. :)
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje