Historia

Chłód

zayl23 2 2 lata temu 3 983 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Był chłodny, zimowy wieczór. Siedziałem sam przed kominkiem, a kaszel nie dawał mi żyć. Cały się trząsłem mimo ciepła, które dawał mi ogień. Męczyłem się tak od ponad tygodnia, nie odwiedziłem jednak żadnego lekarza. Nie powiedziałby mi nic o czym sam nie wiem. Założyłem długi płaszcz, okryłem twarz szalikiem i wyszedłem do apteki. Ulica była opustoszała, martwa cisza unosiła się niepokojąco jak mgła. Połowa lamp była przepalona, a te, które dawały światło, miewały spadki napięcia i mrużyły się pokrywając na chwilę drogę w całkowitej ciemności. Nagle moim oczom ukazała się staruszka, która żółwim tempem poruszała się w moją stronę. Gdy była już wystarczająco blisko, wyciągnęła do mnie dłoń i błagalnie wykrztusiła.

– Pomóż mi…

Dotknąłem jej ręki i spytałem czy wszystko w porządku, ta czując na sobie mój dotyk uśmiechnęła się lekko i ruszyła dalej przed siebie, zupełnie jakby cała sytuacja nie miała miejsca. Stałem przez chwilę oniemiały i odprowadziłem ją wzrokiem. Słyszałem jak mamroczę coś pod nosem. Po chwili ostatni blask latarni musnął jej siwe włosy, po czym staruszka rozpłynęła się w cieniu.

Całe to wydarzenie nie dawało mi spokoju, wszystko wydawało się dziwne i nierealne, jak najszybciej chciałem znaleźć się w domu. Pobiegłem do apteki i kupiłem potrzebne leki. Gdy z niej wyszedłem, miasto ewidentnie odżyło, zauważyłem rodzinę lepiącą z dziećmi bałwana i kilka przejeżdżających samochodów. Zaciągnąłem się świeżym powietrzem i wypuściłem je nierówno, powstrzymując kaszel. Zacząłem iść, gdy nagle poczułem ból w klatce piersiowej, który promieniował na resztę ciała. Moje kończyny zaczęły drętwieć, a obraz stawał się niewyraźny. Zamknąłem oczy, usłyszałem kilka krzyków i wyjące syreny, ktoś złapał mnie za dłonie i zaczął mną szarpać. Potem była już tylko wymowna cisza.

Otworzyłem oczy, nadal leżałem przed apteką, oparty o ścianę. Nie miałem przy sobie portfela, telefonu, ani leków. Musiałem zostać okradziony. Już chciałem zacząć wołać o pomoc, ale spostrzegłem, że cała okolica jest pusta. Podniosłem się na nogi, otrzepałem od śniegu płaszcz i ruszyłem w stronę domu włócząc stopami po ziemi. Droga powrotna dłużyła się w nieskończoność, nie odczuwałem jednak ani zmęczenia, ani chłodu, po prostu szedłem, jak skazaniec. Minąłem zakręt i zacząłem szukać kluczy. Znalazłem je, złodziej przynajmniej miał serce. Chwyciłem za klamkę i wtem spostrzegłem napis znajdujący się nad moją głową, „Apteka”.

- Co? Jak to możliwe? Choroba, aż tak bardzo namieszała w mojej głowie?

Nie miałem innego wyjścia, odwróciłem się i zacząłem chód. Nagle iskra nadziei rozpaliła się w moim sercu, młody mężczyzna kierował się w moją stronę, wyciągnąłem dłoń i poprosiłem go o pomoc. Ten zupełnie mnie zignorował, nawet nie spojrzał w moją stronę, niech smaży się w piekle.

Moja wędrówka trwa już ponad trzy lata, cały czas pokonuję tę samą trasę i czekam, aż ktoś bliski śmierci mnie zauważy i dotknie mojej pomarszczonej dłoni.

Czekam, aż ktoś zmieni mnie w tym trupim marszu.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Fajne, oryginalne ;)
Odpowiedz
Wooohooo! Naprawdę fajna pasta. Całkiem nieźle napisana. Nie ma (w teorii) strasznej przemocy ani niczego w tym guście. Mogłaby być bardziej rozległa. Nie odjęło by jej to, a może czytało by się jeszcze lepiej.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje