Historia

Dziewczyna z bagażnika

fugi 11 5 lat temu 7 357 odsłon Czas czytania: ~11 minut

Koła samochodu walczyły z nierównym terenem. Minęło co najmniej dwadzieścia minut od kiedy zjechali z asfaltowej drogi.

Podniosła spętane taśmą izolacyjną ręce do kanciastej rury mocującej klapę bagażnika. Wśród otaczającej ją egipskiej ciemności zaczęła pracować jeszcze szybciej.

Ten wieczór nie miał się tak skończyć. Jeszcze godzinę temu siedziała w swojej ogromnej willi, popijając brandy z pozłacanego kieliszka. Była w niej sama, czekała na powrót jej męża. Dlatego nie miała pod białą koszulką stanika, a jej blond włosy tworzyły jedną wielką burzę loków.

Czekała na niego jak wróci z roboty.

Zawsze nazywał to „robotą”.

A teraz leżała skulona i związana w bagażniku czarnego sedana.

Swąd oleju silnikowego i gumy z koła zapasowego mieszał się z zapachem zaschniętej

(krwi)

Czuła, że nie ona pierwsza leży w tym miejscu. Zatrzęsła się i zaczęła jeszcze mocniej trzeć taśmę o metalowy kant poręczy.

Nic nie zapowiadało tego co się stanie. Spędzała ten letni wieczór na leżaku w ogrodzie z idealnie przyciętą trawą i małą sadzawką. Niedawno wpuściła do niej kilka ozdobnych rybek.

Wysokie świerki i ceglany mur zasłaniał ogród od niechcianych spojrzeń. Zresztą i tak nikt tutaj nie zaglądał. Najbliższe domostwo było oddalone prawie sto metrów od ich położonej na przedmieściach posesji.

Położyła gołe stopy na kamiennym bruku. Dopiła resztkę przyjemnie gryzącego gardło napoju. Podniosła się i weszła do środka posiadłości. Ruszyła przez ogromny salon ze skórzanymi kanapami i pokrytym marmurem kominkiem w stronę kuchni. Już sięgała po butelkę złocistego napoju, gdy nagle ciszę przerwał dzwonek do drzwi wejściowych. Podskoczyła zaskoczona.

(wrócił tak szybko?)

Mówił, że będzie dopiero około północy. Zerknęła na wielki zegar pokryty dębowym drewnem. Ukryte za szklaną szybą wahadło pracowało w jedną i w drugą stronę, a czarne wskazówki wskazywały dwudziestą drugą trzydzieści.

Zawsze niepokoiła się, gdy wychodził wieczorem. Gdzieś w głębi myśli czuła, że kiedyś może nadejść ten dzień, kiedy nie wróci na noc. Bała się, że nadejdzie zbyt szybko.

Odstawiła butelkę na kamienny blat. Stukot szkła sprawił, że po jej plecach przeszedł dreszcz. Powolnym krokiem ruszyła przez przedpokój w stronę białych drzwi wejściowych. Gołe stopy bezszelestnie przemieszczały się po marmurowej podłodze.

Ledwo powstrzymała się od wydania zduszonego okrzyku, gdy dzwonek zadzwonił ponownie.

Ktoś się niecierpliwił. W wąskiej szczelinie pod drzwiami zobaczyła dziwny cień.

Podeszła bliżej. Oparła rękę ozdobioną złotymi bransoletami i pierścieniem z małym diamentem o framugę drzwi.

- Kto... Kto tam? – zająknęła się. Zdała sobie sprawę, jak jej głos zabrzmiał niepewnie.

Cisza. Żadnej odpowiedzi.

Za to cień w szczelinie przesunął się na prawo.

Wstrzymała powietrze. Przetarła pocącą się dłoń o materiał jej jeansowych spodni. Metalowa biżuteria zadzwoniła cicho.

Nagle klamka poruszyła się. Odskoczyła przerażona.

Zaczęła powoli wycofywać się w stronę kuchni.

(broń)

Mąż trzyma ją gdzieś w szafie na piętrze. Rewolwer. Magazynek na osiem naboi. Raz dał jej z niego postrzelać. Tak na... „wszelki wypadek”. Jeśli zdąży tam dobiec, to...

Nagle rozdzierający huk przerwał jej plan. Złota klamka wyleciała z dużym kawałkiem drzwi. Drzazgi i drobiny metalu rozprysły się po przedpokoju.

Wrzasnęła. Pocisk odbił się od framugi i pomknął gdzieś w prawo. Obróciła się od drzwi zasłaniając twarz rękami.

Sekundę później ktoś kopniakiem otworzył drzwi. Walnęły w pokrytą brązową farbą ścianę wypadając z jednego zawiasu. Zdobione, okrągłe lustro spadło na podłogę i wśród dźwięku tłuczonego szkła rozprysło się na tysiące kawałków.

Potem wszystko potoczyło się zatrważająco szybko.

Wśród gryzącego nos zapachu prochu i dymu czarny cień ruszył w jej stronę. Bała się podnieść wzrok na napastnika. Nagle wrzasnęła przerażona, gdy jej ramię złapała silna dłoń w skórzanej rękawiczce. Czarne kleszcze zacisnęły się na jej półnagiej ręce i ktoś przyciągnął ją do siebie.

Poczuła zapach drogiej wody kolońskiej i papierosowego tytoniu.

- Znalazłem cię – ktoś szepnął do jej ucha.

Dłoń w rękawicy pociągnęła ją w stronę drzwi. Ledwo odzyskała równowagę. Chciała walczyć, ale wiedziała już, że nie da rady przeciwstawić się tej ogromnej sile, że

(nie wygra)

Nagle auto zatrzymało się. Ostre hamowanie rzuciło nią o tylną ścianę siedzenia. Taśma izolacyjna naklejona na jej usta stłumiła okrzyk bólu. Skulone, ścierpnięte nogi zamrowiły ją. Miała tylko jednego buta. Drugi musiał gdzieś zostać w przedpokoju willi.

Szary materiał krępujący jej dłonie był już prawie przecięty.

Dźwięk otwieranych drzwi kierowcy. Prawie nie mogła nabrać powietrza w zaduchu wąskiego bagażnika samochodu. Jej czoło zalewały kropelki potu, a spętane ręce nie pozwalały nic na to poradzić.

Głuche kroki zaczęły zbliżać się do tyłu auta. Jej oddech przyśpieszył.

Nagle ucichły. Przerażona wlepiała wzrok w otaczającą ją czerń pomieszczenia wielkością przypominającego metalową trumnę.

Dźwięk obracanego kluczyka w zamku. Klapa podniosła się z głośnym skrzypnięciem.

Nagłe światło oślepiło jej spuchnięte niebieskie oczy. Dopiero po kilku sekundach zaczęły się przyzwyczajać do bladej poświaty. Ciemny kontur nad bagażnikiem zaczął przybierać kształty. Jedną ręką podtrzymywał klapę mężczyzna w szarym garniturze. Blask księżyca odbił się od metalowej spinki na krawacie i jego twarzy pokrytej jednodniowym zarostem. Nadał jej upiornie kredowobiałą barwę. „Musiał wstać dzisiaj bardzo wcześnie”, ta myśl wpadła jej do głowy, sama nie wiedząc skąd.

Dłoń w skórzanej rękawiczce zaczęła zbliżać się w jej stronę. Cofnęła się instynktownie.

Chciała krzyknąć, ale szara taśma na jej ustach pozwoliła na wydanie tylko cichego piśnięcia.

Czarna rękawica zbliżyła się do jej gardła. Wcisnęła się w kąt bagażnika, wiedząc, że już dalej przed nim nie ucieknie. Kątem oka zobaczyła pistolet wystający zza paska porywacza.

Jego dłoń dotknęła jej szyi. Przeszedł ją dreszcz. Zatrzęsła się i zacisnęła oczy.

- Cśśś - mężczyzna przyłożył palec drugiej ręki do ust - porozmawiajmy, ale bądź cicho. To bardzo ważne, okej?

Jego irracjonalnie spokojny głos i uśmiech napełnił ją tylko większym przerażeniem. On był panem sytuacji. On trzymał wszystkie karty. Ona miała jedynie spętane ręce taśmą izolacyjną.

Skórzany materiał przesunął się do jej zaklejonych ust.

- Nie krzycz, to porozmawiamy, dobra? - szepnął.

Kiwnęła głową.

Jednym ruchem zerwał szary kawałek materiału. Ledwo powstrzymała się od wrzaśnięcia z bólu.

Mężczyzna w garniturze podniósł pasek taśmy z odciśniętym konturem jej czerwonej szminki i wyrzucił za siebie.

Światło księżyca padło na jej twarz. Rozmazany makijaż mieszał się z kropelkami potu. Włosy, teraz sklejone i rozrzucone na wszystkie strony niczym nie przypominały jej wieczornej fryzury.

Dyszała patrząc na porywacza. Bała się zacząć mówić. Kątem oka zerknęła na broń. Kolba pistoletu była zwrócona w jej stronę. Mogłaby go dosięgnąć.

Kierowca zamiast się odezwać sięgnął do kieszeni marynarki. Wyciągnął z niej paczkę Winstonów i wyciągnął jednego papierosa.

Po chwili ciszę nocy przerwał trzask metalowej zapalniczki i wnętrze bagażnika wypełnił zapach tytoniowego dymu.

Mężczyzna wypuścił szarą chmurę nikotyny z płuc i pochylił się nad nią.

Po chwili, która wydała się jej wiecznością, zaczął:

- Muszę cię spytać o bardzo ważną rzecz- wskazał czubkiem papierosa w jej stronę - czy wiesz gdzie jest twój mąż?

Ich spojrzenia się spotkały. Lustrował ją. Wzdrygnęła się. Skóra na jej skrępowanych taśmą rękach zapiekła jeszcze bardziej.

Milczała. Czuła jak cała drży.

(nie może mu powiedzieć)

Jego sylwetka i klapa bagażnika zasłaniała okolicę. Wokół nie widziała żadnych lamp i latarni. Nie miała pojęcia gdzie ją wywiózł.

Po kilku sekundach porywacz w drogim garniturze wyprostował się i wzruszył ramionami. Blada poświata księżyca odbiła się od metalowej kolby pistoletu.

- Szkoda, zresztą teraz to i tak nieważne - powiedział wkładając jedną rękę do kieszeni spodni.

Zaciągnął się papierosem i rozejrzał dookoła.

- Można się dosiąść? - tym pytaniem ją tak zaskoczył, że zapomniała o jakichkolwiek planach ucieczki.

Nie czekając na jej odpowiedź usiadł na ramie bagażnika bokiem do niej. Wcisnęła się jeszcze głębiej w czerń kwadratowej wnęki, byle dalej od tego przerażająco spokojnego człowieka. Instynktownie zasłoniła się zaklejonymi taśmą rękami.

Wypuścił dym z płuc i zwrócił się w jej stronę.

- Mam dla ciebie dobrą i złą wiadomość, którą chcesz usłyszeć pierwszą? - spytał ją z twarzą wykrzywioną w dobrodusznym uśmiechu, jakby pytał ją o drogę do najbliższego sklepu monopolowego.

Przez chwilę zapomniała o oddychaniu.

Milczała. Patrzyła się tylko na niego. Ciemna strużka płynu, który jeszcze godzinę temu był jej wieczornym makijażem spłynęła po jej policzku.

Wzdychnął i strzepnął popiół z papierosa.

- Cóż, skoro milczysz, to zaczniemy od dobrej - ich spojrzenia spotkały się. Jego ciemne oczy świdrowały ją. Sprawiały, że w każdej sekundzie czuła, że może nie wytrzymać, zacząć wrzeszczeć w mrożącej krew w żyłach panice - dobra jest taka, że cię nie zgwałcę.

Wytrzeszczyła oczy. Przełknęła ślinę.

- Za to zła wiadomość jest taka - zgasił niedopałek o ramę bagażnika - że i tak cię zabiję.

Załkała cicho. Ciemnia kanciastego bagażnika sprawiła wrażenie jeszcze bardziej klaustrofobicznej.

Mężczyzna poprawił czarną rękawiczkę.

- Pozwól, że cię wprowadzę w sytuację, dobra? Twój mąż zabił czterech naszych. Byli dla mnie jak bracia, wiesz? Zastrzelił ich tej nocy z zimną krwią. Znałem ich od dzieciństwa i wspólnie dołączyliśmy do naszej rodziny. A wiesz moja droga, co się dzieje, gdy ktoś zabije członka naszej rodziny?

Nie musiała odpowiadać. On wiedział, że żona Wolnego Strzelca zna odpowiedź.

Pokiwał głową.

- Tak, my zabijamy jego rodzinę. Żeby poznał jakie to jest uczucie stracić kogoś. Dopiero później będziemy go szukać.

Zerknął gdzieś w dal, jakby się nad czymś zastanawiał.

- Bo wiesz, jak się dłużej nad tym zastanowić... to nawet dobrze, że nie powiesz mi gdzie go szukać. Dłużej będzie musiał żyć z tym uczuciem. Bo co to za życie, gdy nie ma się już nikogo kogo się kochało?

Zamilkł. Otoczyła ich grobowa cisza przerywana stanowczo za szybkim i za głośnym oddechem kobiety w bagażniku. Jej schowane pod białym materiałem koszulki piersi falowały przy każdym hauście powietrza.

Wrócił na nią spojrzeniem. Bardzo szybko. Jego czarne oczy sprawiły, że pisnęła cicho.

Nagle uśmiechnął się do niej.

- Dobra, zrobiło się nostalgicznie, a czas nas goni! - zawołał wstając.

- CZEKAJ! - jej zachrypnięty, brzmiący niczym obcy, głos sprawił, że przeszedł ją dreszcz po plecach. Musi mu powiedzieć - Ja wszystko...

Nagle dłoń w czarnej rękawicy zakleszczyła się na jej ustach. Ostry zapach nikotyny uderzył w jej nozdrza. Wzdrygnęła się, gdy czarny materiał zatrzymał rozpoczynającą się lawinę słów. Jej źrenice rozszerzyły się jeszcze bardziej.

- Cśśś - pochylony nad nią napastnik znów przyłożył wskazujący palec do ust. Dobroduszny uśmiech wujka tłumaczącego nastolatce, dlaczego niebezpiecznie jest wsiadać z chłopakami do auta po nocnej imprezie, nie znikał z jego twarzy - nie kłopocz się moja droga. Oboje wiemy jak będzie, najpierw spróbujesz się wytłumaczyć i mówić mi, że to pomyłka, później obiecasz mi pieniądze - przewrócił oczami. Jego twarz znajdowała się kilka centymetrów od niej. Przekrzywił głowę patrząc się w jej ogarnięte przerażeniem oczy - oszczędźmy sobie tego, dobra?

Zanim zdążyła się znów odezwać jej usta zakleił nowy kawałek taśmy izolacyjnej. Wierzgnęła znów mogąc oddychać tylko przez nos. Nogą kopnęła w metalową ścianę bagażnika. Kolano eksplodowało ostrym bólem.

Mężczyzna wyprostował się i chwycił obiema rękami krawędź klapy bagażnika. Zastygł w tej pozie.

- Wiesz, osobiście nic do ciebie nie mam. Nawet wydajesz się w porządku i chętnie bym cię gdzieś zabrał jednego wieczoru - jego twarz znów rozjaśnił ten mrożący krew w żyłach uprzejmy uśmiech - ale niestety, jesteś ślicznotką na złym miejscu o właściwym czasie, moja droga.

Wyszczerzył zęby i puścił jej oko.

- Miło było z tobą pogawędzić!

Huk opadającej klapy samochodu i szary kawałek materiału stłumił jej okrzyk paniki. Znów otoczyła ją ciemność. Przez łzy zaczęła walić rękami w klapę bagażnika.

Do jej uszu dobiegły kroki i dźwięk zamykanych drzwi samochodu. Zastygła w bezruchu.

Nagle ryk uruchamianego silnika przerwał ciszę księżycowej nocy. Pojazd zatrząsł się. Poczuła zapach spalin z pobliskiej rury wydechowej.

Pisnęła i wymacała metalową poręcz klapy. Znów zaczęła szarpać ramionami próbując przetrzeć ściskającą jej przeguby resztkę klejącego materiału.

Nagle auto ruszyło. Rzuciło nią do tyłu. Wiedziała, że nie ma czasu. Przetoczyła się i mocniej nacisnęła na kanciastą rurę. Już prawie się uwolniła.

Wycie pracującego na wysokich obrotach samochodu w pewnej chwili zakłócił dźwięk otwieranych drzwi. Po chwili coś uderzyło o ziemię na zewnątrz i przetoczyło się obok niej.

Zanim zdążyła się zastanowić co właściwie usłyszała, zawisła w powietrzu na kilka sekund.

Nagle olbrzymia siła wbiła ją w czarną tapicerkę bagażnika. Głuchy plusk rozszedł się po okolicy.

Odbiła się i uderzyła głową w klapę. Przeszywający ból eksplodował po jej prawej stronie czaszki. Poczuła jak ciepła ciecz rozlewa się po jej skórze i blond włosach.

Po chwili zdała sobie sprawę, że miesza się ona z innym płynem, pojawiającym się w bagażniku, powoli moczącym wyłożony tapicerką bagażnik.

Auto było w wodzie.

Wyskoczył i

(Wjechał do jeziora)

Idzie na dno w metalowej trumnie.

Adrenalina ogarnęła całe jej ciało. Jej jeansy były już przemoczone. Rzuciła się w stronę kanciastej poręczy, żeby przeciąć resztki taśmy.

Woda wlewała się przez krawędzie klapy. Całkowicie mokra koszulka przykleiła się do jej nagiej skóry.

Nagle materiał krępujący jej ręce puścił i przerwał się na dwa kawałki. Nawet nie zdała sobie sprawy z bólu, gdy przedramiona uderzyły o metalową blachę. Woda zaczęła przelewać się przez tylne siedzenie. Bagażnik był już w połowie zalany. Samochód szedł na dno.

Zerwała taśmę z ust. Zaczerpnęła haust kończącego się powietrza w małej przestrzeni, w której spędziła ostatnią godzinę.

Zaczęła uderzać rękami w zamek. Każde uderzenie kończyło się piekącym bólem. Klapa ani drgnęła.

Zaraz się utopi. Auto przechyliło się silnikiem w dół. Wytężyła wszystkie siły. Zaczerpnęła resztki powietrza i obróciła się. Jej głowa znalazła się pod wodą. Śmierdząca mułem i glonami ciecz napłynęła do jej nosa i ust.

Głuche łupnięcie. Samochód opadł na dno.

Wzięła zamach i mocnym kopniakiem uderzyła w zamek bagażnika. Jedyny but natrafił na sprężynę. Mechanizm odskoczył i klapa otworzyła się.

Resztkę suchej powierzchni jej niedoszłej trumny zalała woda. Odbiła się i wypłynęła z czarnego pudła.

Pierwsze co zobaczyła wśród ciemnej wody i gasnących reflektorów samochodu to

(kafelki?)

Nie miała czasu nad tym myśleć. W jej płucach zostały resztki powietrza. Machnęła rękami i ruszyła w stronę upragnionej powierzchni. Blada poświata zaczęła się zbliżać.

Ucisk na płucach zwiększał się. Potrzebuje tylko następnego wdechu, za sekundę będzie po wszystkim.

Jeszcze jedno machnięcie. Zaraz będzie znów oddychała zbawiennym tlenem.

Jeszcze pół metra, żeby przeciąć lustro wody. Przygotowała się do ostatniego odbicia i wyskoczenia na zbawienne czyste powietrze.

Nagle uderzyła w coś głową. Wyciągnęła ręce ponad włosy.

(to niemożliwe)

Dziwny materiał blokował jej dopłynięcie na powierzchnię.

Przecież samochód wpadł do wody.

Rozejrzała się dookoła. Przez swoje falujące w wodzie loki dojrzała

(kafelki)

Dotknęła blokującej drogę do wolności bariery. Lekko się ugięła pod naciskiem jej dłoni.

Nagle zrozumiała.

Była w basenie.

A ten skurwiel

(naciągnął narzutę zasłaniającą zbiornik)

Normalnie ma chronić przed dostaniem się śmieci i liści do wody. Teraz nie pozwala się z niej wydostać.

Skończyła się jej resztka powietrza.

W panice zaczęła drapać i ślizgać się palcami po białym materiale. Jej paznokcie łamały się przy każdym uderzeniu. Po chwili jej ruchy ustały.

Z jej pokrytych czerwoną szminką ust wypłynęło kilka ostatnich bąbelków powietrza. A jej oczy zastygły w niemej mieszance zaskoczenia i przerażenia.

Zaczęła opadać na dno basenu w stronę czarnego otworu bagażnika samochodu.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Swietna historia! Proszę wydaj książkę!
Odpowiedz
Swietna historia! Proszę wydaj książkę!
Odpowiedz
Fajnie napisane, ale skąd na jej nodze wziął sie but?
Odpowiedz
Pytanko do autora: Można nagrać to w formie creepypasty na youtuba? świetne opowiadanie
Odpowiedz
Cześć, brzmi ciekawie, napisałem na prv w tej sprawie
Odpowiedz
W końcu jakieś ciekawe opowiadanie
Odpowiedz
" Gole stopy bezszelestnie przemieszczaly się po marmurowe podłodze ", ale w samochodzie miała jednego buta. Jak? Skąd? Poza tym opowiadanie mi się podobało:)
Odpowiedz
Dobrze wyłapaś, mój błąd Dzięki :)
Odpowiedz
Michal Fuglewicz ale tak czy inaczej podobało mi się bardzo:)
Odpowiedz
Nie jest to straszne, ale napisane naprawdę wspaniale. Cudowny styl. Na główną~
Odpowiedz
Tak, rzadko spotykam tu teksty tak świetne językowo
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Czas czytania: ~19 minut Wyświetenia: 20 607

Artykuły i recenzje