Mieszkamy tu we dwie (?)

Dodane przez: kier, 19.08.2016, 15:18
Panopticum
Reklama:
Problemy ze snem to prosty termin, zupełnie nie ujmujący sedna sprawy. Problemy ze snem kojarzą się z brakiem snu, ze schorowanymi emerytami, z cudownymi domowymi sposobami w rodzaju gorącego mleka, plastra miodu czy liczenia tych idiotycznych baranów. Przy czym ostatnia z tych metod brzmi trochę, jakby delikwent poddał się do tego stopnia, iż dał sobie spokój z zasypianiem i znalazł dla siebie zajęcie na całą noc.


Ale "problemy ze snem" to nie tylko bezsenność. Problemy ze snem to również niespokojny sen, częste przebudzenia, powracające koszmary. To opuchnięte oczy i wrażenie, że ktoś nas obserwuje. To także tłumaczenie lekarzom, że budzimy się nie w tym miejscu, w którym zasnęliśmy. To dziwnie skołtuniona pościel i ściągnięta poszewka. To zapewniania specjalistów, że tamtej nocy nic nas nie złapało za kostkę, że nikt nie szeptał nam do ucha, że to wszystko sen, tylko sen, tylko sen!
Tak, tylko sen.
Ta myśl kołatała się w głowie Giny, kiedy otaczająca ją rzeczywistość wolno, opornie oddzielała się od chaotycznych marzeń sennych.
Marzeń..? Marzenia senne tylko w teorii są synonimem do wyrazu "sny"!
Wreszcie jej umysł całkowicie wypłynął na powierzchnię. Zacisnęła dłonie na sztywnym hotelowym prześcieradle, oddychając ciężko.
Była tutaj. Był ranek. Wreszcie była tego pewna, wreszcie wierzyła swoim oczom, wreszcie uformowała się granica między snem a jawą. Realne były brzydkie zielone zasłony, realny był stolik, kaloryfer, brudne lustro, a także łóżko należące do współlokatorki z kolonii. To wszystko było n a p r a w d ę.
Odetchnęła głęboko, po czym zerwała się do pozycji siedzącej, tknięta nagłym impulsem. Ostrożnie, powoli pochyliła się nad szparą między łóżkiem a ścianą.
Leżał tam papierek po czekoladzie, chusteczka i martwy robak.
Papierek, chusteczka, robak.
Prawdziwe przedmioty rzadko oglądane przez kogokolwiek. Przestrzeń służąca niemal wyłącznie do tego, by nikt się jej nie przypatrywał.
Ale nie było tam nic zaskakującego, nic, czego tam być nie powinno.
Papierek, chusteczka, robak.
- Lea - własny głos dziwnie zabrzmiał w uszach Giny; jakby nie był w stanie przebić się przez gęste, lepkie powietrze wokół.
Odpowiedziała je cisza, jakby dźwięk faktycznie się nie dobył, jakby imię koleżanki zostało jej wepchnięte z powrotem do gardła.
- Lea! - powtórzyła głośniej.
- Jestem w łazience - odkrzyknęła wreszcie dziewczyna i Gina odetchnęła z ulgą. Starała się ze wszystkich sił trzymać rzeczywistości.
Zielone zasłony, papierek - chusteczka - robak, współlokatorka w łazience jak co rano, żadnej postaci obok niej, blisko, która kazała się jej uspokoić, żadnych rozmów nad głową...
Postaci..?
"Nikogo tu nie ma, ćśśś, spokojnie. Śpij. Na pewno nikogo nie ma.", powiedział ten ktoś.
Czy to była Lea? Czy to był jej głos? Przecież koleżanka budziła się w nocy, prawda? Krzyczała. Ona również nie miała dobrej nocy. Albo nikt wcale nic nie mówił, a to była tylko część tego snu, tak, głupiego snu. Ale dlaczego obie miały problemy ze spaniem w tym samym czasie..?
- Lea! - krzyknęła jeszcze raz na całe gardło, aż rozległo się kliknięcie zamka od łazienki i zaskoczona współlokatorka wystawiła głowę.
- Co ci jest? - zapytała z lekkim rozdrażnieniem. Włosy owinięte miała ręcznikiem, z łazienki zaś dobywały się kłęby pary i słodkiego, brzoskwiniowego zapachu.
- Budziłaś się dziś w nocy? - spytała Gina. Serce waliło jej mocno w piersi.
Wyraz irytacji zniknął z twarzy Lei
- W nocy? - powtórzyła tępo, aż Gina przez chwilę miała ochotę ją udusić.
- Tak, czy śniło ci się coś złego - odparła niecierpliwie. - Wiesz, że ktoś jest w pokoju czy coś w tym rodzaju.
- Ja?
- Krzyczałaś o tym! Przez sen!
Lea potrząsnęła głową.
- Słuchaj, nigdy nie pamiętam takich rzeczy.
Gina poczuła w uszach irytujące brzęczenie, jakie czasem zdarza się po koncertach.
- Czasem budzę się w nocy i... coś mówię, albo... no, nawet krzyczę przez sen... - ciągnęła Lea - Ale... rano tego nigdy nie pamiętam. I nie wiem, czy robię to przez sen, czy w półśnie, czy na chwilę się budzę.
"Śpij, nikogo tu nie ma."
- Bo chyba się obudziłaś - Gina ledwo rejestrowała słowa, które sama wypowiadała. Gęste powietrze. Brzęczenie w uszach. A zarazem coś w jej głowie powtarzało "Spokojnie. Spokojnie, obie źle i mało śpicie. Nie ma się czego bać, może wypij ciepłe mleko..?"
- Obudziłaś się i strasznie krzyczałaś, że ktoś... - zawahała się. - Nie, nie że ktoś tu jest. I nie wiem, czy nie mówiłaś przez sen. Ty p y t a ł a ś , czy ktoś tu jest, raz po raz.
Lea przyglądała jej się ze zdumieniem.
- Więc zaczęłam do ciebie mówić, tłumaczyć ci, że nikogo nie ma, żebyś się uspokoiła, żebyś wróciła do łóżka... a w tym czasie... - urwała, uświadamiając sobie, co właściwie chce powiedzieć.
- Co?
- Ktoś cały czas mówił.
Obie umilkły.
- Mówił? - Lea po raz trzeci powtórzyła jej słowa.
- Rozmawiał. Ale wtedy mnie to nie dziwiło.
- Może to był sen.
- Nie wiem, ale było bardzo realne. - Gina znów się zawahała, każdą przerwę w rozmowie wypełniał jej jednak ten nieokreślony szum. - Nie pamiętam o czym rozmawiali. To były różne głosy i...
- Myślisz, że mogły dochodzić z korytarza?
- Niby tak. Z tym, że to mało prawdopodobne. A ty wreszcie przestałaś panikować, a głosy mówiły, leżałam obok kogoś kto mnie uspokajał. I... nie wiedziałam, czy to nie ty.
Lea tylko potrząsnęła głową zdezorientowana.
- I ktoś był za łóżkiem. - Dodała jeszcze. Jednak zamiast ulgi, po podzieleniu się tą historią, poczuła, że dopiero teraz naprawdę zaczęła się bać.
Nikt nic nie mówił.
- No... dobra. - odezwała się wreszcie Lea. - Pójdę i... ogarnę się do końca. To w końcu tylko sen.
Zamknęła drzwi do łazienki.
***
- Gina?
Lea opuściła wreszcie łazienkę, wysuszywszy włosy, Gina nie miała jednak ochoty ubierać się i schodzić na śniadanie.
- Pamiętasz może, co mówiły głosy? Te, co ci się śniły?
- Po co ci to wiedzieć - Gina uniosła głowę, a jej współlokatorka przysiadła obok, na krawędzie łóżka.
- Bo z tego może być całkiem niezłe opowiadanie. Pozmieniam imiona i ... w ogóle.
- Opowiadanie - Gina potrząsnęła głową. - Nie, głosy mówiły coś... neutralnego. O obiedzie, o wyjściu na basen, o! I o tym, że trzeba wcześnie wstać. - Tym razem pokiwała głową. - Chyba chodziło o ten basen, ale pewna nie jestem. Że wstaną wcześnie i pojadą, i przy okazji zdążą coś schować. Któryś mówił, że tego nie lubi, że mu się nie podoba. Inny, że w takim razie muszą przestać rozmawiać, bo ona nie ma wiedzieć, że jeśli ona nie będzie wiedzieć, do niczego nie dojdzie. Że to się na razie nie stało. Któryś się zgodził, powiedział, że sobie z czymś poradzi. - Gina wzruszyła ramionami. - Ta rozmowa nie była zrozumiała.
Lea pokiwała głową.
- No nie była. Idź się kąpać, za chwilę śniadanie.
Jej koleżanka, chcąc nie chcąc, powlokła się w kierunku łazienki, lecz w drzwiach przystanęła.
- Nie zrzucaj tych ręczników! - Wykrzyknęła.
- Nie zrzucam! - Odparła Lea z lekkim wyrzutem.
Gina zamknęła się w toalecie.
- A niby kto. - Wymamrotała sama do siebie.
"Spokojnie, nikogo tu nie ma."
***
- Gina?
Późnym wieczorem obie siedziały w pokoju, zmęczone całym dniem wydarzeń - dla odmiany wydarzeń jasnych, oczywistych i raczej przyjemnych. Lea jednak wydawała się rozdrażniona.
- Gina, nie mogę znaleźć zeszytu.
- Jakiego zeszytu?
- Tego, w którym spisywałam ten twój sen.
Gina wzruszyła ramionami.
- No to szukaj. Możesz posprzątać przy okazji.
Lea przewróciła oczami.
- Dzięki.
- Przydałoby się. Do tego te cholerne ręczniki znów musiały spaść.


Historia powstała w oparciu o sen, jaki miała jedna z uczestniczek koloni teatralno-aktorskich w Kazimierzu Dolnym 2016. Opowiadanie inspirowane jest faktycznymi wydarzeniami. W oryginale jednak pokój zamieszkiwały trzy dziewczyny, jednak jedna z nich wyjechała po zaledwie dwóch dniach pobytu w ośrodku. Panopticum
Źródło: http://blakier.blogspot.com/
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!