Czasami je słyszę.

Dodane przez: scroll001, 3.11.2016, 16:08
Reklama:

Mówiła że naprawdę można kochać umarłych

bo właśnie oni są uparcie obecni

nie zasypiają

(ks. Jan Twardowski, “O stale obecnych” (fr.))

Czasami je słyszę. Przykryte warstwą myśli, wytłumione przez wspomnienia jak przez brudny, błotnisty śnieg.

Bywają dni, kiedy nie dają mi zasnąć.

Bywają momenty, kiedy przejmują kontrolę nad moim umysłem.

Ale są też chwile, kiedy przynoszą ukojenie.

Kiedy przypominają mi, jak mogło się potoczyć moje nędzne życie. Głosy z przeszłości.

Głosy, których od dziesięcioleci nie słyszał nikt, poza mną.

Głosy, które do nikogo nie powinny już przemawiać.

Głosy, których właściciele dawno obrócili się w proch…

A przynajmniej taką mam nadzieję.

Byłem tam, kiedy chowali ciało każdego z nich. Czasem przyglądałem się z ukrycia, przyczajony gdzieś za krzakiem, oparty o drzewo… Jakbym mógł zostać o coś oskarżony.

A przecież moje sumienie jest czyste, niczym tabula rasa, czysta, biała karta. Niezapisana karta.

Może tym właśnie jestem. Narzędziem w rękach Stwórcy, pozbawionym treści.

W końcu biały to najszlachetniejszy kolor, barwa Rasy Panów,

oznaka aryjskiej krwi.

Biała skóra, jasne, miękkie włosy, lodowatobłękitne oczy… I powiedzcie teraz, że Bóg nie stworzył mnie na swoje podobieństwo!

Głosów jest tak wiele, układają się w przerażającą harmonię bólu i cierpienia, poprzeplataną dysonansami pełnymi wściekłości, chęci zemsty… Ale nie wszystkie takie są. Niektórzy wcale nie chowają urazy. Umierają z uśmiechem na twarzy, wznosząc oczy ku górze. Ich głosy słyszę rzadko. Bardzo rzadko. Dobiegają one z całkiem innego miejsca, niosą nutę radości i ukojenia. Ale czy czegoś jeszcze?

Czasami je słyszę. Co mówią? Nie wiem. Zlewają się, mieszają, w piekielnym chórze na siedemdziesiąt głosów. Ale bywa, że potrafię rozróżnić poszczególne słowa. Kręgi - pierwszy, drugi, trzeci… Ogień. Rzeki. Krew. Magma. Ból.

Nie, nie mówią tego do mnie. Zanoszą swoje wypaczone modlitwy do Boga. Jakby chcieli mu uświadomić, jak cierpią.

Jakby on nie wiedział.

Jakby nie patrzył na ich męki każdego dnia.

Jakby...

Czasami je słyszę. Czasami? Właściwie, słyszę je przecież każdego dnia, kiedy się budzę i kiedy zasypiam. Kiedy stoję na scenie i kiedy biorę kąpiel.

Czasami je słyszę. Ale czasami milkną. Odzywa się wtedy inny głos. Głos, dochodzący z otchłani, jakby z odmętów piekieł. Głos należący do jednej istoty, jednego bytu, silny wszakże wiele, wiele bardziej od tych przemawiających do mnie nieustannie. Kiedy się odzywa, wszystkie inne mniejsze głosy cichną w ułamku sekundy, niby ze strachu. Ze strachu… Czy jest coś straszniejszego od samego miejsca, w którym się znajdują? Od miejsca, które powoduje tyle bólu, tyle cierpienia znoszonego przez miliardy dusz, a jednocześnie przez każdego w odosobnieniu?

Głos, który ucisza resztę, nie należy do człowieka, do ludzkiej duszy. Szatan? Może.

A może…

Czasami je słyszę. Czasami słyszę też te drugie głosy, dochodzące z innego miejsca. Inne nie milkną tedy, ale odpowiadają jeszcze zacieklejszymi wrzaskami, częściej wyrażającymi nie ból, lecz nienawiść. Te, których jest mniej, przemawiają wszakże z radością, ale wybrzmiewa w nich pycha i uniesienie. Jakby czuły się wybrane, wyjątkowe, lepsze…

Tylko, czy im naprawdę jest tak dobrze? W ich słowach wybrzmiewa niedosyt, zawód, jakby oczekiwały czegoś więcej.

Czasami je słyszę. Spytacie, czy skoro przemawiają do mnie głosy umarłych, głosy istot nie z tego świata - a przynajmniej już nie - czy dane mi było słyszeć głos istoty najwyższej, głos samego Boga?

Ale zaraz… Już o tym wspominałem, czyż nie?

Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!