Historia

Klątwa

shinigamioppai 0 6 lat temu 1 330 odsłon Czas czytania: ~9 minut

Mateusz kiedy stracił pracę często błąkał się po mieście, wmawiał sobie, że to w poszukiwaniu pracy, mówił tak też swojej żonie Marlenie. Jednak jego zamierzenie było inne... Szukał celu.

Jeszcze gdy pracował zaczął powoli popadać w depresję. Jego życie stało się nudne i monotonne, nie zauważył kiedy popadł w rutynę. Praca, dom, praca, dom... Czasami gdy miał więcej energii próbował coś zmienić. Wychodził z Marleną na rowery, zabierał ją do kina czy wyjeżdżał zrelaksować się na rybach.

Pewnego dnia poznał Monikę. Rudowłosą piękność. Intrygowało go w niej wszystko, była dla niego wielką zagadką. Z czasem zauważył, że dziewczyna ma w sobie wielkie pokłady agresji i destrukcji. Zaczął więcej pić, opuszczał pracę, ignorował żonę... Kiedy go zwolniono Monika zaproponowała inny sposób zarobkowy. Włamania i kradzieże. Mateusz nie był tym pomysłem zachwycony, jednak żeby nie wyjść przed Moniką na tchórza postanowił włamać się do domu cygańskiej starowinki.

Przez kilka dni śledził ową cygankę. Starał poznać się jej zwyczaje, o której wraca do domu, czy mieszka sama. Dezire bo tak było na imię staruszce była trochę zwariowana i niestandardowa. Ubierała się jak typowa cyganka z dziwnymi kapeluszami z wypchanymi zwierzętami. Owego wieczoru kiedy Mateusz wypatrywał Dezire miała na sobie fioletowy kapelusz z flamingiem. Po wyjściu kobiety z domu Mateusz zebrał się w sobie i postanowił się włamać. Kiedy upewnił się, że nikogo nie ma w pobliżu wybił okno i wszedł do środka. Pomieszczenie do którego wszedł było bardzo małe, w rogu stało łóżko i obok szafa. Wszedł do następnego pomieszczenia i uderzyła go fala zapachów. Zewsząd było czuć kwiaty, choć żadnych nigdzie nie było. Pokój był bardzo zagracony. Było tam wszystko. Począwszy od gazet a skończywszy na pralkach typu frania. Było ich chyba z trzy. Postanowił przyjrzeć się im bliżej. Przejrzał dwie franie i nic ciekawego nie znalazł, zrezygnowany zajrzał do trzeciej i coś przykuło jego uwagę. Z dna pralki świeciło coś czerwonego. Gdy tylko to dotknął, poczuł się bardzo dziwnie. Świat mu zawirował i upadł na ziemię. Miał pokręcone sny, w których na końcu ginął.

-Hahaha- stara cyganka stała nad Mateuszem i się śmiała do rozpuku. Mężczyzna zerwał się na równe nogi i chciał uciec. Jednak Dezire stanęła mu na drodze.

- Tsy, tsy, tsy... - pokręciła palcem przed jego nosem - Nie tak prędko mój drogi. Widzę, że znalazłeś mój mały skarb - uśmiechała się złowieszczo - Czy miałeś jakieś dziwne sny? Robaki?! Las?! Śmierć?! Hahahaha- szaleńczo się śmiała. Spojrzała na Mateusza i wiedziała, że wszystko się zgadza. Mężczyzna zbladł i dostał potów.

- He? Co-co? Ja...? He? Jak? Skąd...? - Mateusz był zdezorientowany. Kim jest i skąd się wziął?

- Daj sobie chwilę chłopie! Zaraz sobie wszystko przypomnisz. Tak działa klątwa rubinu.

- Klątwa? Jaka znowu klątwa?! Co ty starucho wygadujesz?! - odepchnął kobietę na bok i chciał uciec.

Dezire złapała go za dłoń i rozcięła mu palec wskazujący.

- Aaa! Co ty robisz starucho! - Mateusz syczał z bólu. Był tym faktem bardzo zaszokowany. Przecież to zwykła rysa a boli jakby stracił cały palec.

- To jest ta klątwa. Dojdą jeszcze halucynacje - Cyganka uśmiechnęła się smutno - Będziesz widział wszystko to czego się boisz, twoje smutki staną się prawdzi... - urwała, wzięła głębszy oddech. W jej oczach krył się ogromny smutek - Nie zaznasz już szczęścia.

Puściła go. Uciekł. W jego głowie kryło się miliony myśli ale nie potrafił ich zebrać w jedno. Miał setki pytań.

Szedł z głową spuszczoną. Gdy nagle coś mignęło mu przed oczyma. Pomrugał i przetarł brązowe oczy. Zaraz obok znaku stop stała postać. Była to postać kobiety w czarnej sukience, o czarnych włosach. Było coś w niej niepokojącego. Mrugnął. Zniknęła.

- Pewnie mi się przywidziało - powiedział sam do siebie. Ruszył dalej.

Gdy był koło domu znów ją ujrzał. Stała pod latarnią. Zatrzymał się.

- Ej kobieto! Śledzisz mnie?! - zapytał

-... hi hi hi... - ten śmiech zmroził mu krew w żyłach. Cofnął się o krok.

- Co jest kurw... - urwał. Kobieta ruszyła na niego. Ona nie biegła, sunęła po ziemi.

Mateusz zamarł, gdy postać była z metr od niego w końcu mógł ruszyć się. Jednak nogi mu się zahaczyły i runął na ziemię. Bał się otworzyć oczy, cały czas ją czuł. Mijały sekundy, minuty, aż w końcu zebrał się na odwagę. Postać pochylała się nad nim z szeroko otwartymi oczami i uśmiechem od ucha do ucha.

- Aaaaaa! Ratunku! - wymachiwał rękoma.

- Panie Mateuszu! Co pan wyprawia?! Naćpał się pan?! - Mateusz otworzył oczy i ze zdumieniem stwierdził, że stoi nad nim jego sąsiad Pan Zdzisław.

- Pan Zdzisław! O boże, dzięki bogu, to tylko mi się przywidziało... - oddychał szybko i nierównie.

- Idź pan do domu, jak żeś się naćpał! - sąsiad pokręcił głową i poszedł.

- Tak... tak... tak... już... idę... tylko oddech... złapie... - wstał i ruszył do domu.

-... hi... hi... hi... - zamarł. Delikatnie obrócił głowę i zobaczył ją. Przytuliła się do jego ramienia. Odskoczył jak oparzony. Zniknęła.

- O ku*wa... co to było! Ja je*ie... - wbiegł do domu.

Marlena czekała na niego. Była smuta i wściekła. Nie wiedziała czym zawiniła.

- Gdzieś ty był do ku*wy nędzy?! - umilkła gdy zobaczyła swego roztrzęsionego męża - Mateusz co się stało?! Mateusz? Wszystko dobrze?! Wyglądasz jak śmierć? Masz zawał?- zalewała go pytaniami.

- Miałem jakąś dziwną halucynację, przestraszyłem się. Już jest dobrze... już dobrze... - zaczął się uspokajać.

- Chodź napij się wody. Chcesz coś zjeść? - spytała z troską. Kiwnął i skierował się do kuchni.

Marlena podała mu spaghetti. Zaczął jeść. Obserwował swoją żonę jak krząta się po kuchni, zaczął żałować, że spotkał Monikę. Mógł porozmawiać z żoną o tym co go trapiło, ale wybrał łatwiejszą drogę. Spojrzał w talerz. Robaki! Wszędzie robaki!

- Aaa! - wymiotował - Mateusz co Ty robisz?! Mateusz! Mateusz! - pobiegł do łazienki. Zdawało mu się, że wymiotuje od godziny. Robaki cały czas mu wychodziły z gardła i wiły się w toalecie. Miał je na rękach, twarzy, włosach. Łkał i rzygał na przemian.

-... hi hi hi... - czarna postać klęczała obok niego.

- Dość!- złapał kobietę za szyję i zaczął dusić. Postać próbowała się wyrwać, szarpała, drapała aż w końcu się poddała. Mateusz puścił jej bezładne ciało i oparł się o toaletę. Zamknął oczy i zasnął.

Obudziło go pukanie do drzwi. Szybko wstał, ale potknął się. Runął na podłogę.

- Co jest... - zamarł. Na podłodze leżała jego żona. Oczy miała wybałuszone i siną szyję. Przypomniał sobie co zrobił w nocy!

- Nie, nie, nie... to nie może być prawda! Ej! Marlena! - potrząsnął nią - Marlena nie wygłupiaj się! Marlena! Marlena! - objął jej martwe ciało i zaczął kołysać się - Nie, Marlena. Tak bardzo przepraszam! - łkał i płakał.

-... hi... hi... hi... - usłyszał za plecami, w jego oczach pojawił się gniew. Wstał i ruszył na postać. Kobieta w czerni znikała i pojawiała się parę metrów dalej. Gonił ją i krzyczał. Wybiegł z domu. Pędził przed siebie, byleby daleko od Marleny. Myślał, że jak będzie biec i biec to wszystko się skończy, padnie na ziemię i jak się obudzi to okaże się, że to wszystko zły sen.

W końcu się zmęczył i zatrzymał. Oparł się o budynek, po chwili zdał sobie sprawę że dobiegł do Moniki. Bał się wejść do środka, bał się, że też zrobi krzywdę kochance. Stał tak jeszcze przez dziesięć minut, aż oddech mu się uregulował. Nasłuchiwał przez chwile, ale kobieta w czerni się nie pojawiła. Postanowił wejść.

Stojąc pod drzwiami słyszał jęki. Jego ręka zawahała się trochę ale nacisnął na klamkę. Wszedł do przedpokoju i skierował się do sypialni. Uchylił lekko drzwi, zajrzał. Ujrzał Monikę uprawiającą seks.

- Co do chu*a! Monika ty su*o! - rozwścieczony ruszył na nich. Złapał Monikę za włosy i zrzucił z kochanka. Dziewczyna zaczęła się śmiać. - Hahaha... hi hi hi... - spojrzał na nią przerażony. Rudowłosa kochanka zamieniła się w czarną postać. Zerknął na łóżko. Monika z kochankiem zamarli w pozycji w jakiej nakrył ich Mateusz. -He? O co tu chodzi?! - Czas się zatrzymał. Kobieta w czerni poruszyła się i przemówiła - Mateusz masz tyle możliwości zabicia - podeszła do pary - możesz wziąć nóż z kuchni i poderżnąć jej piękne gardło - mówiąc to polizała Monikę po szyi. Mateuszowi ze strachu i podniecenia stanął. - A tego tu - spojrzała na mężczyznę leżącego pod Moniką - zostaw mnie. Zajmę się nim należycie... hi hi hi...

Mateusz jak zahipnotyzowany wstał i poszedł do kuchni, wziął nóż do mięsa. Podszedł do swej kochanki i rozciął jej gardło. Czas się od pauzował. Monika wydała z siebie głuchy dźwięk, w jej oczach było zdziwienie i strach. Mężczyzna wpatrywał się w to z przerażeniem, sparaliżowało go to. Monika dławiła się swoją krwią, a Mateusz przyglądał się temu z zachwytem. Podniósł rękę i wbił nóż w pierś kochance. Wbijał i wbijał, aż cała jego złość uszła. Opadł zmęczony i przyglądał się swojemu dziełowi. Gdy dotarło do niego co się stało, rzucił się na łóżko w celu zabicia kochanka. Lecz na jego miejscu pojawiła się kobieta w czerni. Przyglądał jej się uważnie, ona skinęła głową i Mateusz wyszedł z mieszkania. Szedł ulicą cały zakrwawiony. Przechodnie przyglądali mu się z przerażeniem, niektórzy pytali się co się stało, ktoś wezwał pomoc. Jednak gdy usłyszał syreny zaczął biec. Sam nie wiedział gdzie. Biegł i biegł. Czasami wydawało mu się, że widzi swoją prześladowczynię, więc biegł w jej kierunku. Zanim się spostrzegł, wybiegł za miasto. Znalazł się w lesie. Szedł przed siebie, zrezygnowany. Powoli docierało do niego co zrobił, że jego życie jest już skończone. Płakał i krzyczał. Chciał dać upust złości, która się w nim zebrała ale nie skutkowało to. Stawał się coraz bardziej wściekły. Zatrzymał się i zaczął uderzać pięścią w drzewo, gdy usłyszał szelest za plecami. - Zabij mnie wreszcie... już nie mam po co żyć... zabiłem Marlenę, zabiłem tą su*ę Monikę przez którą to wszystko się zdarzyło...- wziął głęboki oddech, odwrócił się.

-Dlaczego? - stała nad nim jego żona. -Dlaczego?! - pytała się. Mateusz nie umiał odpowiedzieć, był przerażony. Za plecami Marleny pojawiła się Monika. -Dlaczego? -ponowiła pytanie kochanka. Mateusz posikał się ze strachu. Za Moniką ukazała się czarna postać. Miała głowę pochyloną i wydobywało się z niej dziwne pojękiwanie.

- To przez nią! - wskazał palcem na czarną postać.

- Hahaha! - kobieta w czerni śmiała się wniebogłosy.

Marlena spojrzała na niego wybałuszonymi oczami i zapytała raz jeszcze. - Dlaczego?! Dlaczego?! Dlaczego?! ... - to pytanie odbijało się jak echo w lesie. Mateusz dalej nie znał odpowiedzi. Stał bojąc się poruszyć. Miał wrażenie, że jak zrobi krok jego żona go zabije. Zaczął myśleć, że może to dobrze. Ruszył się. Przed jego oczami pokazało się dziesiątki zjaw! W oddali migotało światło, jakby płomień świecy. Zaczął iść w tym kierunku. Zjawy obracały się w jego kierunku gdy je mijał i sunęły za nim. Mężczyzna był tym faktem przerażony, czuł że zaraz zemdleje jeśli coś normalnego się nie wydarzy.

Stał od światła kilka kroków. Ku jego zdziwieniu i uciesze stała tam ze świecą stara cyganka.

- A teraz umrzesz - powiedziała. Mateusz stał niewzruszony, nie uciekał. Miał dość.

Dezire podeszła do mężczyzny i wbiła mu nóż w pierś. Mateusz upadł i zanim umarł usłyszał znane już - hi hi hi...

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje