Pet eater

Dodane przez: mr_donut064, 11.01.2017, 16:54
Panopticum
Reklama:
"Miłuję tego, kto więcej dotrzymuje, aniżeli obiecuje." ~ Friedrich Nietzsche.

20 lipca był niezwykle upalnym, słonecznym dniem. Wszyscy mieszkańcy miasteczka Brent na północ od Kansas wygrzewali się tego ranka na trawnikach przed swoimi domami. Niektórzy leżeli na otwartym słońcu, chcąc skorzystać z upału i trochę się opalić, inni zaś woleli zostać w cieniu i rozkoszować się ciszą i spokojem letniego popołudnia. Ich pupile, różnej maści psy i koty, leżały plackiem na trawnikach, przy ścianach domów, odpoczywając sobie w promieniach słońca.

Claire była jedenastoletnią dziewczynką, która mieszkała razem z rodzicami w jednym z niewielkich, jednopiętrowych domków w centrum miasteczka. Siedziała przed domem na bujanym krześle i obserwowała z zadowoleniem jej dwa psy rasy beagle - Molly i Flippera, które bawiły się ze sobą na trawniku. Dostała je w prezencie na urodziny, które miały miejsce niecały tydzień wcześniej. Rodzice ostrzegli ją jednak, że psy są dużą odpowiedzialnością i że musi samodzielnie wyprowadzać je na spacer i zaspokajać jej potrzeby.

Dziewczynka była naprawdę podekscytowana myślą, że będzie ze swoimi pupilami wychodzić na spacery i wspólnie się bawić, więc codziennie spędzała z nimi jak najwięcej czasu. Nigdy wcześniej nie miała własnego psa, a jedynym zwierzęciem, jakie przebywało w domu przed beagle'ami był gruby mops nazwany Romuald. Rodzina Claire otrzymała go po zmarłej babci, którą średnio interesowało, że pies nie ma ruchu i dostaje stanowczo za dużo jedzenia. Doprowadziło to do stanu, w którym Romuald zmienił się ze słodkiego szczeniaka w tłustą istotę, przypominającą nad wyraz dużą szynkę. Dziewczyna nie przepadała za mopsem z racji tego, że ten nie był szczególnie skory do zabawy ani spacerów. Całe dnie tylko leżał, co kilka godzin tylko zmieniając swoje położenie.

Tego nad wyraz gorącego dnia Claire postanowiła zabrać oba psy na spacer do lasu, gdzie słońce jest mniej odczuwalne niż na otwartej przestrzeni. Zabrała ze sobą smycz i przypięła do niej oba pupile. Dała znać rodzicom, że niedługo wróci, a oni, jak to zwykle bywa, powiedzieli przestrzegające ją formułki, które zawsze jej powtarzali. "Uważaj na siebie", "Patrz jak przechodzisz przez ulicę", "Uważaj na psy" i tym podobne.

Miasteczko było położone niedaleko rozległego lasu, podzielonego przez wszechobecne ścieżki na kilka sektorów, dzięki czemu miastowi, a także turyści, za pomocą odpowiedniej mapy mogli łatwo się zorientować gdzie się znajdują. Claire oczywiście uważała, iż takiej nie potrzebuje i nie ma co się jej dziwić. Już jako mała dziewczynka bawiła się w tych lasach. Znała te drogi niemal na pamięć. Psy jak zwykle były zachwycone spacerem, tym bardziej, że w lesie można napotkać o wiele więcej zapachów niż w mieście.

Psy prowadziło się wyjątkowo łatwo, były podatne na wszelkie komendy i nie próbowały się wyrywać, a przynajmniej nie w obecności Claire. Szli tak przez dobre 15 minut, kiedy z głębi lasu usłyszeli przeciągły jęk, jakby ludzki głos połączony ze zwierzęcym piskiem. Psy stanęły jak wryte i zaczęły nasłuchiwać, a dziewczyna poszła w ich ślady. Dźwięk powtórzył się ponownie.

Molly zaczęła zachowywać się niespokojnie. Nim Claire zdążyła zareagować, ta wyrwała się ze smyczy i pobiegła w las. Dziewczyna ruszyła w pogoń, jednak pies był o wiele szybszy, więc po chwili zniknął jej z oczu. Zdruzgotana dziewczynka zeszła ze ścieżki, po czym skierowała się w miejsce, gdzie ostatnio go widziała. Nie mogła posiąść się ze zdziwienia, że beagle zareagował w ten sposób, ale sama też była zaskoczona siłą, z jaką się wyrwał. Była przerażona całą sytuacją i dopiero teraz zdała sobie sprawę, w jakim niebezpieczeństwie może być Molly. Przyspieszyła kroku, gdy nagle usłyszała pisk przepełniony bólem. Słyszała już podobne dźwięki nie raz. Była pewna, że jej psu coś się stało.

Ruszyła za dźwiękiem i wybiegła na niewielką polankę prawie całkowicie pozbawioną drzew, za wyjątkiem jednego, które znajdowało się w samym jej centrum. Nie kojarzyła tego miejsca i była pewna, że nigdy tutaj nie zaszła. Pod drzewem leżała Molly. Nie ruszała się. Zapłakana dziewczynka podbiegła do niej i wzięła ją na ręce. Gdy chciała uciekać w stronę miasta, nagle coś podniosło ją do góry. Upuściła martwe ciało pupilka i smycz, na której końcu wciąż znajdował się Flipper. Pies zaczął szczekać na napastnika, którego Claire wciąż nie mogła zobaczyć.

Coś uniosło ją aż na sam szczyt drzewa, po czym odwróciło do siebie. Ujrzała twarz, na widok której mimowolnie krzyknęła i zaczęła się rzucać. Uścisk pazurzastej łapy zacisnął się mocniej, drugą zaś stworzenie przytknęło sobie do ust, a raczej otworu gębowego, w geście uciszenia. Pierwszą rzeczą, która rzucała się w oczy po spojrzeniu na stworzenie były jej zęby. Długie, zakrzywione, wystające z ust kły pokryte świeżą jeszcze krwią. Nad nimi znajdowały się oczy, całkowicie czarne, bez jakichkolwiek źrenic. Stworzenie nie posiadało nic, co przypominałoby nos, jako uszy zaś służyły jej najpewniej okrągłe błony, znajdujące się po obu częściach głowy, drgające przy każdym dźwięku. Blada skóra opinała ciasno czaszkę, dzięki czemu cały jej kształt był dokładnie widoczny. Ramiona istoty były dłuższe od niej samej, dzięki czemu mogła sięgnąć aż do ziemi, siedząc na szczycie drzewa. Dłonie zakończone były trzema równie długimi palcami, z ostrymi pazurami na ich końcach. Jej tułów przypominał ludzki. Przez cienką skórę widać było widocznie zarysowane żebra. Istota nie posiadała żadnego widocznego owłosienia, a jej skóra dawała wrażenie, jakby miała zaraz się rozerwać, ukazując to, co skrywa we wnętrzu.

Kiedy Claire wciąż zawzięcie walczyła o wydostanie się z uścisku potwora, ten odezwał się swoim nieprzyjemnym, szorstkim głosem:

– Ciszej. Nie rzucaj się, to może oszczędzę ciebie i kolację – powiedział, wskazując na szczekającego Flippera i wykonując ustami coś na kształt uśmiechu, o ile takie stworzenie w ogóle jest w stanie się uśmiechać.

Claire z pewnym trudem opanowała się i czekała na dalszy rozwój wydarzeń. Głowę miała opuszczoną. Nie chciała patrzeć na istotę.

– Jeżeli nie chcesz, żebym zabił twoje zwierzę, możemy zawrzeć pewien układ, zgoda?

Przerażona dziewczynka pokiwała głową.

– Doskonale - ucieszyła się istota. – Masz czas do jutra, aby przynieść mi coś na wymianę. Mówię tu oczywiście o innych... zwierzętach. To jak, życie twojego pupila za życie innego?

Niechętnie pokiwała głową.

– Świetnie! – powiedziało stworzenie, odkładając dziewczynkę na ziemię. – Ale jeżeli nie dotrzymasz obietnicy... cóż, wtedy nie skończy się na zabójstwie tylko psa - zaśmiała się – A teraz wracaj do domu i pamiętaj, że czekam.

Kiedy stopy Claire dotknęły ziemi, ta szybko złapała smycz Flippera i wzięła na ręce zwłoki Molly. Już miała się odwrócić i odejść, gdy coś ją zatrzymało.

– O nie, mała - odezwało się stworzenie. – To zostaje ze mną.

***

Wróciła do domu zdyszana, zapłakana i przerażona. Przez całą drogę biegła, byleby szybciej wydostać się z lasu. Jej głowę zaprzątało wiele myśli, ale najważniejsze było pytanie: Czy istota naprawdę jest w stanie ją odnaleźć i się zemścić, jeśli nie dopełni obietnicy? Miała nadzieję, że jednak nie. I jak wytłumaczy rodzicom, co ją spotkało? Oczywiście nie może powiedzieć o tym, co się tak naprawdę stało z Molly, bo by jej nie uwierzyli, więc powiedziała im tylko o tym, że pies się wyrwał i go nie odnalazła.

Rodzice bardzo się tym przejęli i pocieszali dziewczynkę, po czym zadzwonili na komisariat lokalnej policji, by zawiadomić o zaginięciu pupila. Policjant przy telefonie ostrzegł ich, iż odnalezienie psa może się nie udać. Ostatnimi czasy wielu ludzi skarżyło się na nagłe zaginięcie ich zwierząt domowych, których nigdy nie udało się odnaleźć, nie wspominając już o szczątkach. Oczywiście nikt nie powiedział o tym Claire, żeby nie niszczyć jej nadziei na odnalezienie beagle'a, ale ona wiedziała, co tak naprawdę się z nim stało. Postanowiła już nigdy więcej nie zapuszczać się do lasu, nawet sama, bojąc się, że wtedy stworzenie może ją znaleźć i wypełnić swoją groźbę.

***

Obudziło ją pukanie. Leżała, próbując zidentyfikować źródło dźwięku. W końcu zdała sobie sprawę, że pukanie dochodzi z podwórka, więc wstała z łóżka i podeszła do okna. Odsunęła zasłony i zaspanym wzrokiem spojrzała na zewnątrz. Po chwili zdała sobie sprawę na co patrzy i odskoczyła od szyby od razu odzyskując pełną świadomość. Stworzenie siedziało za oknem, wpatrzone w nią swymi nieskazitelnie czarnymi oczami. Stała metr od okna i gapiła się w nie jak zahipnotyzowana. Stwór ponownie zapukał w szybę długim, ostrym pazurem. Chciał, aby otworzyła okno.

Zrobiła to, a istota od razu weszła do środka. Teraz wydawała się jeszcze większa, niż była, kiedy dziewczynka widziała ją w lesie. Miała około trzech metrów wysokości, więc musiała się schylać, aby nie dotykać sufitu.

– P... Po co tu przyszedłeś? – zająknęła się Claire.

– Chciałem się tylko upewnić, że pamiętasz o naszym układzie i nie będziesz próbowała mnie oszukać – Uśmiechnął się.

– No... No jasne, że nie! – odezwała się niepewnie. – Dotrzymam słowa, przysięgam!

– Wierzę ci, naprawdę. Ale wiem, że ludzie lubią kłamać. Lepiej mnie nie zawiedź – odpowiedziała istota, wychodząc przez okno.

***

Claire nie udało się zmrużyć oka tej nocy. Leżała w łóżku, wstrząsana przez dreszcze i rozmyślała nad tym, co ma zrobić. Do głowy wpadł jej pomysł, żeby zabrać kota sąsiadów, kiedy nikt nie będzie patrzył, a potem zanieść go istocie i dotrzymać układu. Jej zdaniem było to dobre rozwiązanie, jednak nie wiedziała, jak ma się do tego zabrać, a i nie za bardzo podobała jej się wizja istoty jedzącej kolejnego pupila. Na pewno jednak wiedziała, że nie chce nikomu o tym mówić - dobrze wiedziała, że nikt by jej przecież nie uwierzył, może za wyjątkiem jej rówieśników.

Leżała tak i myślała wystarczająco długo, by przez jej okno dostały się do środka ciepłe promienie wschodzącego słońca. Wstała z łóżka i skierowała się w stronę kuchni. Przechodząc przez salon pogłaskała Flippera, który spał na podłodze. Nagle olśniło ją.

Romuald. Mogła po prostu dać istocie Romualda! Rodzicom powie wtedy, że nigdzie go nie widziała i nie wie, co się z nim stało. Powinni jej uwierzyć, zwłaszcza, że normalnie się nim nie zajmowała. Musiała się jednak upewnić, że nikt jej nie oskarży o jego zniknięcie, więc postanowiła zachowywać się tak jak zwykle i robić to, co najczęściej robiła. Zjadła śniadanie, umyła się, ubrała, pobawiła z Flipperem, wyprowadziła go na spacer po mieście, a później siedziała w ogródku, kiedy jej rodzice pracowali w domu.

Weszła do biura taty i poinformowała go, że idzie w odwiedziny do jednej ze swoich koleżanek, na co ten tylko mruknął, że ok, i żeby nie wracała późno. Claire ostrożnie poszła do salonu i podniosła z ziemi Romualda, który cicho zamruczał. Wyszła z domu i skierowała się do lasu, uważając, by nikt jej nie zauważył.

***

Po kilku minutach chodzenia Romuald zaczął jej ciążyć, ale mimo wszystko dzielnie parła naprzód. "Dla większego dobra", mówiła sobie, "Robisz to dla większego dobra". Jednak czym dalej szła, tym mniej była pewna, czy da radę oddać stworzeniu psa. Może i był leniwy i tłusty, ale w końcu należał do jej rodziny. Wyciągnęła psa przed siebie i spojrzała mu w oczy. Ten również na nią spojrzał, z otwartymi ustami i wystającym językiem, oddychając przy tym szybko. Po chwili polizał ją po twarzy. Oczy Claire się zaszkliły. Nie jest w stanie tego zrobić. Zdecydowała się wrócić do domu i powiedzieć o wszystkim rodzicom. Może dadzą radę jej jakoś pomóc. Na pewno było to lepsze rozwiązanie niż dotrzymanie umowy zawartej z istotą.

Zawróciła i skierowała się w stronę miasteczka, kiedy nagle usłyszała za sobą czyjś głos. Poznała go od razu i stanęła jak wryta, nie mogąc się ruszyć. Strach ją sparaliżował.

– Gdzie idziesz? – zapytała istota.

– Szu... Szukałam cię! – odparła dziewczynka, odwracając się. Stworzenie stało pomiędzy drzewami, w pełni wyprostowane. Dzieliły ją od niego niecałe cztery metry.

– Tak? Dlaczego w takim razie zawróciłaś?

– Ekhm... Pomyliła mi się ścieżka, nie byłam pewna którędy iść...

– Doprawdy? No, na szczęście ja znalazłem ciebie – Uśmiechnął się.

Istota wyciągnęła ręce przez siebie i zachęciła dziewczynkę, by ta oddała zwierzę. Claire powoli wyciągnęła przed siebie ręce i ostrożnie skierowała piszczącego i rzucającego się psa do oczekujących szponów. Sekundy dzieliły mopsa od śmierci, gdy nagle dziewczynka przyciągnęła do siebie zwierzę i pędem pobiegła w stronę miasta. Zdziwiona istota potrzebowała chwili, żeby zorientować się, co się dzieje, by potem pognać za uciekinierką.

Claire biegła ile sił w nogach, trzymając się kurczowo Romualda. Gałęzie uderzały ją po całym ciele, ale nie było to dla niej ważne. Jedynym jej celem było uciec, jak najdalej od istoty, do domu.

Kilka razy stworzenie doganiało dziewczynkę, wtedy też wyciągało przez siebie pazurzaste ręce i próbowało ją schwycić, jednak wtedy Claire robiła zgrabny unik, zniżając się, bądź uskakując w bok. Biegli tak dobre kilka minut, gdy nagle las zaczął się przerzedzać. W oddali można było zobaczyć ledwo widoczne zarysy budynków. Przyspieszyli. Dziewczyna po to, by szybciej się wydostać, istota zaś, by ją złapać. W pewnej chwili Claire potknęła się i runęła na ziemię, razem z Romualdem w rękach.

Zadowolona istota złapała ją za tylną nogę i podniosła do góry. Przytknęła swoją twarz do jej i powiedziała:

– Tak to jest, jak się nie dotrzymuje układów – uśmiechnęła się.

Dziewczynka poczuła smród rozkładającej się padliny, dobywający się z ust istoty. Stworzenie za pomocą drugiej ręki złapało Romualda i próbowało wyrwać go z objęć Claire, lecz ta nie zamierzała go puścić. Była już u kresu wytrzymałości, gdy nagle usłyszała szczekanie. Nie była w stanie zobaczyć, co to było, ale w jej głowie trwała tylko jedna myśl: "Flipper".

– O tak! - ucieszyła się istota. – Widzę, że będę miał wystarczające zadośćuczynienie za tę zdradę!

Na szczekaniu się jednak nie skończyło. Pies podbiegł do napastnika i wgryzł się zębami w jego nogę. Stwór jęknął i upuścił dziewczynkę razem z mopsem na ziemię. Złapał w obie dłonie Flippera, wbijając w niego ostre pazury i rozdziawił paszczę, kierując miotające się zwierzę do jej wnętrza. Claire szybko podniosła się z ziemi i wodziła wzrokiem dookoła, szukając czegoś, co nadawałoby się do powalenia istoty. Każda sekunda się liczyła. Flipper był coraz bliżej śmierci, gdy dziewczynka złapała za długi, ciężki patyk i uderzyła nim z całej siły w nogę potwora, zwalając go z nóg.

Złapała Romualda i pomogła poranionemu Flipperowi wstać, po czym razem pognali w stronę miasta. Zanim istota zdążyła się podnieść, udało im się wybiec na ulicę. Kiedy dotarli do domu, Claire odwróciła się i spojrzała w stronę lasu. Istota stała na jego skraju, patrząc się w nią nienawistnym wzrokiem. Przytknęła palec do ust i cofnęła się, znikając im z oczu.

***

Na pytania rodziców odparła, że jakieś zwierzę zaatakowało Flippera, ale odstraszyła je za pomocą gałęzi. Ci nie naciskali jej, aby mówiła więcej, ponieważ widzieli, że jest przestraszona i rozdygotana. Rannego psa zabrali do lekarza, a całą sytuację przedstawili policji. Sprawa rozniosła się na całe miasteczko. Wszyscy współczuli Claire, a rodzice przestrzegali swoje dzieci przed wchodzeniem do lasu. Kiedyś było to miejsce przyjazne, gdzie każdy znał je na pamięć, gdzie młodsi mogli spokojnie się bawić, teraz jednak stało się ono dla mieszkańców czymś plugawym, jakby na terenie lasu miało swoje leże jakieś pradawne zło. Nikt się już tam nie zapuszczał.

Mimo, iż dziewczynka wyszła cało z opresji, jej problem wciąż nie został rozwiązany. Stworzenie nie goniło jej dalej, ponieważ był dzień i bało się wykrycia, jednak w nocy sprawy przedstawiały się nieco inaczej. Wiedziała, że potwór wcześniej czy później po nią przyjdzie i zemści się, nie tylko na niej, ale i najpewniej na jej rodzicach i zwierzętach.

W końcu, przed nadejściem zmierzchu zdecydowała się powiedzieć rodzicom prawdę. Na początku trochę się bała, że uznają ją za szaloną, ale zdała sobie sprawę, że to jedyne wyjście. Kiedy skończyła opowiadać o tym, co wydarzyło się w lesie, ci popatrzyli na nią i zapewnili ją, że na pewno tylko jej się wydawało, i że to było tylko jakieś dzikie zwierze. Mimo wszystko ich miny nie wyglądały, jakby do końca wierzyli w to, co mówili. Ojciec powiedział, żeby ją uspokoić, że specjalnie naładuje dubeltówkę wiszącą na ścianie w salonie, na wszelki wypadek, gdyby cokolwiek miało przyjść w nocy. Względnie uspokojona Claire poszła się położyć. Zapadł zmrok.

Jej rodzice siedzieli w salonie, w ciszy, aż w końcu odezwała się Mary, matka dziewczynki.

– Jak myślisz, mówiła prawdę?

– Nie mam pojęcia – odparł jej mąż - Davis. – Nigdy wcześniej nie miała skłonności do mitomanii.

– Wiem, ale... Przecież takie rzeczy nie istnieją! Na pewno musiało jej się wydawać!

– Kochanie, Claire jeszcze nigdy nas nie okłamała, a już na pewno nie sądzę, że zrobiłaby to w takiej sytuacji!

– W takim razie wierzysz jej? Przecież to brzmi jak scenariusz z jakiegoś horroru!

– Chciałbym, żeby wszystko to, co mówiła, było kłamstwem, ale czuję, że tak nie jest. Przecież jedyne, co ona ogląda w telewizji, to bajki dla dzieci w jej wieku. Skąd wzięłaby tak dokładny opis tego... czegoś? Wymyśliła?

– Przecież wiesz, że mogła! Dzieci są kreatywne, zwłaszcza w tym wieku.

– W takim razie co się stało twoim zdaniem z Molly i Flipperem?

– Molly pewnie jest cała i zdrowa, tylko zgubiła się w lesie, a Flippera zaatakowało jakieś dzikie zwierzę, ot co!

– Mary, nie sądzę, aby jakiekolwiek zwierze mogło wyrządzić mu taką krzywdę! Widziałaś przecież, w jakim stanie był Flipper!

– A puma?

– Nawet, jeśli by zaatakowała, to nie w taki sposób!

– Nie wiem, moim zdaniem Claire nie może mówić prawdy... To... To po prostu nie trzyma się kupy!

– Wersja z pumą nie trzyma się kupy. Ludzie z Brent chodzą po tym lesie od lat i nikt jeszcze nie znalazł się w podobnej sytuacji.

– Jakoś nie wydaje mi się, żeby kilka kilometrów od nas mieszkał jakiś pieprzony potwór! - podniosła głos.

– Ciszej – szepnął Davis.

– Nie uciszaj mnie! Jestem zdenerwowana tą sytuacją i będę podnosić głos kiedy chcę!

– Nie... Ciszej - powiedział ponownie, wskazując na okno. – Coś słyszę.

Mary zamarła i wsłuchała się w odgłosy nocy. Istotnie, na dworze coś się działo. Romuald, leżący wcześniej na dywanie, teraz się podniósł i zastrzygł uszami. Ktoś chodził wokół domu. Po chwili dało się słyszeć krótki, przerwany pisk, jakby kota. Później była cisza. Gruby mops zapiszczał i przestraszony schował się za kanapę.

Davis powoli podszedł do okna, zza którego dało się słyszeć dźwięk i ostrożnie spojrzał przez nie. Chwilę mu zajęło, zanim zdążył cokolwiek dojrzeć. Na zewnątrz nie zobaczył nikogo ani niczego. Przysunął się bliżej szyby i spojrzał na lewo. W ciemności coś się poruszało. Zobaczył niewyraźny, wysoki kształt, robiący coś przy ścianie domu.

Dał znak Mary, aby podała mu dubeltówkę i latarkę i już po kilku sekundach był gotowy na konfrontację z nieznajomym. Ponownie spojrzał w miejsce, gdzie widział ruch, lecz tym razem nic tam nie było. Wciąż stał przy zamkniętym oknie, gdy nagle coś w nie uderzyło. Odskoczył przestraszony i uruchomił latarkę, świecąc nią na zewnątrz. Na trawniku nie było niczego, za wyjątkiem czerwonych plam na trawie. Mężczyzna domyślił się, że na pewno nie była to farba.

Dla bezpieczeństwa nie sprawdził, co trafiło w okno. Jeżeli opowieść Claire była prawdziwa, to równie dobrze mogła to być zasadzka, mająca wywabić go z domu. Odszedł od okna w tej samej chwili, w której usłyszał paniczny pisk swojej córki. Z bronią w ręku pobiegł do jej pokoju i z rozmachem otworzył drzwi. Zapalił światło i zobaczył pusty pokój. Po chwili zdał sobie sprawę, że okno jest otwarte.

***

Biegł przez las, latarka oświetlała mu drogę, dubeltówka wisiała na plecach. Mimo ogromnego wysiłku nie czuł zmęczenia. Był zbyt przerażony, żeby zwracać na to uwagę. W jego głowie krążyły myśli o tym, co wydarzyło się kilka minut wcześniej. Pisk Claire. Pusty pokój. Otwarte okno. Rysunek na ścianie domu. Rysunek drzewa, wymalowany krwią. Krwią czego? Co uderzyło w okno? Truchło kota sąsiadów. Zmasakrowane zwłoki kota. Co się stanie z Claire? Biegł. Biegł ile sił w nogach, szukał drogi, dróg, czegokolwiek, co zaprowadziłoby go do polany, do drzewa, do... tego, co porwało jego córkę.

Błąkał się po lesie długo, dłużej, niż mógłby przypuszczać. W jego głowie echem odbijał się krzyk jego żony. Musimy zadzwonić na policję! Na policję? I co im powiesz? Że twoją córkę zabrał do lasu jakiś potwór!? Przecież nie uwierzą. Nie wiem, zrób coś! Musimy coś zrobić! Nie możemy jej tak zostawić! Wiem o tym.

Kiedy zrobiło się jaśniej i latarka już nie była potrzebna, kiedy nadzieja powoli umierała, w końcu zobaczył swój cel. Spocony wybiegł na polanę i omiótł ją wzrokiem. Ogromne drzewo. Plamy krwi. Nie, nie plamy. Kałuża. Kałuża krwi pod drzewem. Wokół kałuży, pod drzewem coś leży. Nie, nie coś. Ktoś. Długie blond włosy opadają na przechyloną głowę. Na szyi widoczne są krwawe, głębokie ślady. Na szyi krew. Zaschnięta krew. Ubranie przesiąknięte krwią. Trawa. Czerwona. Mężczyzna podbiega do ciała i bierze je w ramiona. Płacze. Krzyczy. Przeklina Boga i wszystko inne. Omiata wzrokiem polanę, szuka potwora, szuka tego, kto zabił jego córkę. Ale jego już tam nie ma. Jest daleko, wiele kilometrów za miastem, za lasem, za mężczyzną i jego martwą córką, w innym miejscu, gdzie jeszcze go nie znają. W miejscu, gdzie jest więcej świeżych ofiar. W miejscu, w którym ludziom żyje się szczęśliwie.





_________________________________________________________________
Jeżeli jesteś zainteresowany moją dalszą twórczością, bądź chcesz być na bieżąco ze wszystkimi nowymi materiałami odwiedź mój Fanpage:
https://www.facebook.com/mrdonut064?fref=ts
______________________________________________________________ Panopticum
Źródło: Opowiadanie własne.
Oceń:
7
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!