Historia

Łazek

maciekzolnowski 1 7 lat temu 1 023 odsłon Czas czytania: ~2 minuty

Dzień był słoneczny, ciepły i bezwietrzny. Usiadł więc Maćko na kamieniu nad potokiem przy zbiegu dwóch głównych dopływów Barujca, w okolicach Łazka i Zebrzydki. Usiadł i zaobserwował subtelne, niemalże muzyczne, zjawisko w postaci refleksów świetlnych, rzucanych przez lustro wody na dwa głazy, znajdujące się po drugiej stronie strumyka. Ów brzeg, mocno przez wodę podmyty, był stosunkowo stromy i gdzieniegdzie mchem porośnięty, a składał się zarówno z części kamienistej, jak i gliniastej. Słońce tymczasem świeciło zza Maćkowej głowy: trochę z tyłu, trochę z góry i trochę z lewej strony. Dobrze więc miał oświetloną drugą stroną Barujca, choć prawdę mówiąc jeden z głazów wydawał się być bardziej ciemny. Ta ciemność – to zapewne efekt gęstej otuliny leśnej, jaka w tym akurat miejscu się znajdowała, oraz mchu, który porósł kamień i go poczernił... A każdy z głazów był inaczej oświetlony. I światło pulsowało na każdym z nich w inny sposób. Na kamieniu „jaśniejszym” - pulsowało wolnej, na kamieniu „ciemniejszym” szybciej i bardziej chaotycznie, choć zawsze, zawsze rytmicznie. Na tym pierwszym światło tworzyło co chwila poziome snopy, które się w regularnych odstępach czasu naprzód pojawiały, szły po chwili ku górze, a następnie gasły na szczycie kamienia; i znów: powstawały, szły ku górze i gasły – i tak „w koło Macieju”. Na tym drugim kamuszku z kolei światło harcowało bez żadnych widocznych zasad… I tak spoglądając na rzeczone cuda natury, na wodę i na światło słoneczne, zapragnął wędrowiec stać się na sekundę małą rybką lub innym stworzeniem bożym, żyjącym w tutejszych wodach; zapragnął, choć przez chwilę, „pożyć sobie” w tej „lokalnej Mikronezji”, w tym świecie równoległym, w tym królestwie iluzorycznym, przywodzącym na myśl jakieś tropikalne miejsce, z dala od współczesności i w ogóle od wszystkiego, co jest nam znane i pozostaje, bardziej lub mniej, ucywilizowane. Zwrócił Maćko na koniec uwagę na jeden szczegół. Mianowice na fantasmagorią: na to, że snopy światła, wpadając pod wodę, potęgowały wrażenie głębi i przestrzeni, tworząc fatamorganę światów wielowymiarowych, zapomnianych, baśniowych krain, jakichś nieodkrytych dotąd lądów. A gdzieś tam, na krańcach fatamorgany światów, nad brzegami „miniaturowej Mikronezji”, pływała sobie samotnie ta mała, złota rybka.

Tymczasem, po fermacie, dało się słyszeć plusk – takie delikatne, a jednak dość spektakularne chlupnięcie wody. A potem przyszedł jeszcze SMS o treści: „Zostań tam, gdzie jesteś. Widzimy się za 5 minut. Adam”. I gdy po pięciu minutach w umówionym miejscu zjawił się autor cytowanej wiadomości, powiało naprawdę złowieszczą pustką. Na brzegu strumyka nie znajdowało się bowiem zupełnie nic, prócz telefonu komórkowego i Maćkowego plecaka. Był plecak, ale jego właściciela próżno byłoby wyglądać czy nawoływać. Tylko jedna spośród dwóch, pływających w miniaturowej zatoczce, rybek tworzyła na powierzchni wody bąbelki w regularnych odstępach czasu, co układało się w sekwencję: „trzy krótkie, trzy długie i znowu trzy krótkie”; „trzy krótkie, trzy długie i znowu trzy krótkie”...; i tak „wkoło Macieju”.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Czy można w jakiś sposób poprawiać, edytować zamieszczane przez siebie (stare) teksty?
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje