To mój pierwszy raz...

Dodane przez: midnight tea, 21.09.2017, 13:54
Reklama:
Oparte na prawdziwych wydarzeniach.

I.
Grupa jednostki specjalnej uderzała w drzwi mieszkania na parterze. Raz, drugi, trzeci... Poddały się z trzaskiem, przypominającym śmignięcie bata.
Policjanci weszli, rozglądając się, z bronią w pogotowiu.
Przywitała ich głucha cisza.
- Zwiał. - mruknął jeden z operacyjnych. - Ktoś go musiał uprzedzić...
- Nie pleć bzdur. Rozejrzyj się. Mieszkanie jest puste już od jakiegoś czasu. Pewnie przynajmniej od miesięca - dowódca uważnie oglądał pomieszczenia.
- No to jak ładował filmy? I gdzie je kręcił? Spójrz na ten pokój! To ten sam, co z ostatniego wideo!
- Zgrać mógł skądkolwiek. Ale pokój... tu masz rację. Coś mi się nie zgadza... Ostatni film jest sprzed tygodnia, tak?
- Tak.
Dowódca zastanowił się
- To by oznaczało, że... albo go tu nie było, tylko scenografię stworzył sobie identyczną, albo...
- ...albo nagranie jest starsze.
- Zgadza się. Ale tego na razie nie wiemy. Nie mamy ciała tego ostatniego.
Obaj funkcjonariusze umilkli; kontynuowali inspekcję już w ciszy. Krzywo położone panele skrzypiały pod ich stopami. Na zakurzonych półkach znaleźli puste i nagrane płyty CD bez opisu, karty pamięci, wysokiej klasy obiektywy do aparatu. W szafach, oprócz ubrań i pakowarki próżniowej, nic. Porysowane czymś ostrym biurko samo stanowiło dowód: wyryto na nim słowa typu "kutasy", "śmierdziele", "zdychajcie" oraz tym podobne poematy. Zabezpieczono je, decydując o przejrzeniu zawartości już w jednostce.
Komputer. Najważniejsza rzecz. Dowódcę kusiło, by wyrzucić operacyjnych z mieszkania, a samemu zerknąć na zawartość twardego dysku tego człowieka. Powstrzymał się jednak. Zabrali sprzęt, pakując go ostrożnie w wymoszczone pudło.
Wychodząc z mieszkania, dowódca jeszcze raz rzucił okiem na pokój. Niby to był ten sam, co na ostatnim nagraniu, ale... coś mu nie pasowało. Nie umiał sprecyzować, co dokładnie.
Pomógł pieczętować drzwi z męczącym uczuciem, że umknął mu najważniejszy szczegół.

II.
Telefon na biurku zabrzęczał z pretensją. Dowódca JS zgrzytnął zębami nad kubkiem z kawą - nie mógł znieść tego popeerelowskiego dźwięku; niestety, jego supernowoczesny aparat kilka dni temu rzekł mu "Wal się" i przestał działać. Dopóki nie wróci z naprawy, był skazany na przedpotopowego rzęcha, bez możliwości nagrywania wiadomości czy identyfikacji rozmówcy. Uch.
Podniósł słuchawkę.
- Pozwól tu do mnie, wiem, że ciekawi cię ta sprawa - głos głównego śledczego wypełnił mu ucho, zanim zdążył się odezwać. - Byłeś przy przeszukaniu domu, może zobaczysz na nagraniach coś, co nam umknęło?
- Już idę.
Zabrał swój kubek, spojrzał z obrzydzeniem na telefon i wyszedł.

III.
Gazety podchwyciły temat dopiero po pobiciu. Różnie usiłowały go nazywać: "Morderczy Youtuber", "Krwawy Influencer" i inne, po stokroć bardziej durne przezwiska. Pismacy głośno debatowali nad powodami jego działań: kryzys twórczy? Depresja? Zbyt duża presja sławy? Nie wiadomo. Snuto jedynie przypuszczenia.
Co natomiast jest pewne, to fakty. A oto one:

1. 23 sierpnia pewien popularny youtuber o pseudonimie SteelPen, nagrywający własne opowiadania w wersji dźwiękowej, wrzucił filmik, nazwany "Rant noobów". Wypowiadał się w nim dosyć krytycznie o ludziach, którzy zamieszczając coś gdzieś po raz pierwszy, dodają adnotację: "To moje pierwsze opowiadanie/pasta/nagranie/cokolwiek, więc proszę o wyrozumiałość". Twierdził, że wyjaśnienie takie "obnaża całą głupotę twórcy, który zamiast sprawdzić to, co zamieszcza i być z tego dumnym, wrzuca jakiś szajs, a potem liczy na przypadkowy fejm". Wideo podzieliło zwolenników SteelPena - jedni zarzucali mu zarozumiałość, inni zaś uważali, że ma sporo racji.

2. 30 sierpnia na kanale SteelPena pojawił się kolejny film, znacznie ostrzejszy niż poprzedni. Fragment stenogramu (wulgaryzmy wycięto): "Jeśli nie umiesz pisać, czy nagrywać, to po kiego to zamieszczasz?! Po co błagasz o litość nad wypocinami, o których sam wiesz, że są (...) warte?! A błędy?! W dzisiejszych czasach każda (...) apka i każdy (...) telefon podkreśla na czerwono - powtarzam, na czerwono, bo może nie rozumiesz! - błędy! Co, twój telefon też ma jakąś (...) dysgrafię czy dysdeblizm?! Hejtu się boisz i chcesz się ochronić? Wiadomość z ostatniej chwili, słoneczko: nic cię przed tym nie obroni!"
Nawet najzagorzalsi zwolennicy SteelPena uznali, że przesadził.

3. 2 września: SteelPen zamieszcza krótkie wideo, gdzie spokojnym już głosem oznajmia, że zamierza wziąć się za "edycję społeczeństwa".
Od tego dnia przez dwa tygodnie na kanale panuje cisza. Natomiast na policję zaczynają zgłaszać się młodzi ludzie lub ich rodzice:

- 15-letnia dziewczyna, której zhakowano bloga, gdzie zamieszczała opowiadania - romanse; w każdym poście, zamiast tekstu, widniało: ZDYCHAJ, GRAFOMAŃSKA SZMATO. Otrzymywała pogróżki w mailach i sms-em. Wreszcie włamano się do jej telefonu i udostępniono w internecie jej adres oraz numer, wraz z rozpiską kiedy będzie w domu sama. Dziewczyna bała się o swoje życie.

- 19-latek, początkujący poeta. Został brutalnie pobity.

- 21-latek, aspirujący youtuber. Ktoś włamał mu się do mieszkania, zniszczył laptopa, a ściany wysmarował fekaliami; zostawił kartkę, na której wydrukowano słowa: Ta dekoracja ścian najbardziej pasuje do twojej twórczości.

- 18-latka, której jakiś facet w kominiarce wyrwał w parku szkicownik z rąk i spalił na jej oczach. Przerażona dziewczyna zaczęła uciekać. Osobnik gonił ją, krzycząc, że z nią zrobi to samo.

- rodzice 17-letniego chłopaka, którego pasją było zamieszczanie opowiadań o różnej tematyce na stronach dla młodych twórców. Nie wrócił do domu – myśleli, że jest u brata, często tam nocował. Nie odbiera telefonów od dwóch dni.

4. 17 września SteelPen zamieszcza pierwszy filmik po dłuższej przerwie. Tym razem nie stoi przed kamerą, ale ją trzyma. Śledzi jakąś bardzo młodą dziewczynę. Gdy odwraca ona uwagą od swojej torby, kradnie jej telefon i coś instaluje. Potem odkłada go z powrotem. Następnie widać, jak włamuje się na czyjeś konto, zamieszcza czyjeś dane w sieci - wszystko jest dosyć chaotyczne, ale czytelne. To młoda autorka romansów. SteelPen syczy: Może wreszcie się nauczysz nie błagać o wyrozumiałość, szmato. Pisać się naucz.
YouTube usuwa filmik.

5. 18 września. Kolejne wideo - bicie młodego chłopaka, jak się okazuje później, 19-letniego początkującego poety. Chłopak unosi zalaną krwią twarz w stronę obiektywu, jego kat chichocze.
YouTube usuwa film; konto SteelPena zostaje zawieszone na tydzień. Policja zaczyna interesować się jego osobą, ale youtuber jest trudny do namierzenia i bardzo dobrze chroniony.

6. 26 września. Po odwieszeniu konta SteelPen zamieszcza kolejny filmik z perspektywy pierwszej osoby, zatytułowany "Malowanie domu". Na nagraniu widać, jak rozsmarowuje dokładnie fekalia po ścianie. Potem pokazuje mieszkanie - to lokum 21-letniego youtubera, o czym SteelPen radośnie informuje widzów. W ostatniej klatce, z całej siły wali ciężarkiem w laptop. YouTube permanentnie blokuje mu konto.
Policja angażuje większość sił w poszukiwanie SteelPena. Nic.

7. 30 września. Pojawia się nowe konto, PlatinPen. Pierwszy film to pogoń za młodą dziewczyną po parku i palenie jej zeszytu. Trzy wyspecjalizowane jednostki szukają SteelPena. Udaje się ustalić, z jakiego miasta załadowano wcześniejsze dwa filmy. Kolejna blokada - tym razem konta PlatinPen.

8. 10 października. Na koncie 2Platin4Pen pojawia się informacja, że dziś wrzucony film będzie ostatnim, gdyż chce poświęcić się w całości "edycji społeczeństwa". Na filmie widać przywiązanego do krzesła chłopaka w pokoju SteelPena; chwilę potem na jego głowę opada czarny foliowy worek, który SteelPen dokładnie okręca wokół jego szyi. Po paru minutach chłopak przestaje się ruszać. SteelPen uśmiecha się do kamery.
YouTube usuwa wideo, blokuje konto 2Platin4Pen; na próżno. Kopie krążą po sieci. Ofiarą okazuje się zaginiony siedemnastolatek. Ludzie spekulują, czy naprawdę go zabił, czy może razem to uknuli.
Policji udaje się namierzyć mieszkanie SteelPena, dwa pokoje na parterze domku wielorodzinnego. Niestety, jest puste.
Tyle fakty. Co dalej?

IV.
Dowódca przegląda nagrania raz po raz. Zna je na pamięć, a pomimo to zmusza się, by klatka po klatce wyryły się na jego siatkówce. Co przeoczyliśmy? Gdzie jest chłopak? Gdzie jest ten sukinsyn, który go zabił? Czy wszystko jest jednym wielkim żartem, który wysmażyli obaj? Bolała go głowa, pulsowało w skroniach. Włącza kolejny raz ostatnie nagranie SteelPena, stopując co dziesięć sekund, by przeanalizować szczegóły pokoju. "Byłem tam" – myśli. - "Dotykałem tych półek. Tej szafy. Ścian. Chodziłem po tym dywanie."
Dywanie..?
Przewija jeszcze raz, ogląda. Rzuca się do biurka w poszukiwaniu zdjęć z akcji. Wertuje je szybko, szukając tych właściwych.
- Kutasi syn – szepcze do siebie.
Na zdjęciach w mieszkaniu SteelPena nie było żadnych dywanów. Tylko panele. Nowe i bardzo nierówno położone. Podłoga skrzypiała niemiłosiernie.
Dowódca wykręcił numer głównego śledczego.
- Chyba znalazłem chłopaczka – powiedział, patrząc wciąż w monitor.
- Ostatnią ofiarę?
- On nie był ostatni. On był pierwszy.

V.
Ekipa pracowała w pocie czoła. Wreszcie zrywają ostatnią warstwę.
W podłodze znajduje się rozczłonkowane ciało, pozamykane w worki próżniowe, schludnie i starannie ułożone obok siebie. Do korpusu przyklejono kartkę:

TO MOJE PIERWSZE ZABÓJSTWO, WIĘC PROSZĘ O WYROZUMIAŁOŚĆ, W SZCZEGÓLNOŚCI DLA BŁĘDÓW TECHNICZNYCH...

-----------------------------------------------------------------

Według oficjalnego komunikatu, wydanego przez policję, poszukiwania youtubera o pseudonimie SteelPen wciąż trwają.
Źródło: Własne
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!