Historia

Kiedy Nadia spadła z mostu cz. II

jellycat 7 2 lata temu 5 293 odsłon Czas czytania: ~8 minut
Ta historia posiada kilka części:
Część 1 Część 2 Część 3 Część 4

To opowiadanie stanowi kontynuację przerwanej opowieści

http://straszne-historie.pl/story/13540-KIEDY-NADIA-SPADLA-Z-MOSTU

Część pierwsza została opublikowana dawno temu i szczerze mówiąc miałam porzucić jej kontynuowanie, jak i całe pisanie historii wszelakich (to, że się coś lubi nie oznacza bowiem, że jest się w tym dobrym). Dostałam jednak sporo pytań o "Nadię" i chociaż mi samej historia nie wydaje mi się dostatecznie interesująca, to nie lubię zostawiać spraw niedokończonych. Z góry przepraszam za błędy językowe jak i merytoryczne. Drugą Christie na pewno nie będę, nawet nie śmiem próbować. Pisząc przede wszystkim bawię się - i tego życzę czytającym tę pastę.

- To chyba kurwa jakiś żart… - szeptałem do siebie, drżącymi rękoma miętoląc kartkę papieru.

Wszystkie złe wspomnienia wróciły nagle do mojej głowy, powodując potworny ból. Stałem przed zawalonym drzewem próbując opanować biegające po całym ciele drgawki. Drżałem tak samo siedem lat temu, obejmując chude ciało łkającej Raisy. Miałem wrażenie, że jest tak krucha i drobna, że zaraz rozpadnie mi się w dłoniach na kawałki.

- Znaleźli ją Boris! Nie pozwolili mi jej zobaczyć… ona… ona podobno… jej ciało….

- Już Ciiii… - szeptałem do brunetki, samemu powstrzymując łzy.

- Ja nie chciałam, żeby tak się stało, kiedy to powiedziałam! – smutek mieszał jej chyba w głowie, bo zaczęła mówić bez ładu – Kiedy powiedziałam, że jest kłamczuchą i życzę jej najgorzej. Ja nie chciałam.

Nieco później, dosłownie dwa dni przed moim wyjazdem z rodzinnego domu, rozmawiałem z Raisą. Wtedy dopiero wytłumaczyła mi, że posprzeczały się z Nadią w przeddzień jej śmierci. Poszło o jakąś niedotrzymaną obietnicę, w każdym razie Raisa oskarżyła o coś przyjaciółkę, a tamta się zapierała, że nic takiego nie miało miejsca. Nie dowiedziałem się, o co dokładnie im poszło. To by jednak tłumaczyło, dlaczego w dniu, w którym zginęła Nadia, Raisa nie zjawiła się na umówionym z nami spotkaniu.

Dlaczego nie odprowadziłeś jej tamtego dnia do domu? – spytała mnie Raisa, beznamiętnie patrząc w okno.

- Nie chciała – odparłem, gasząc papierosa w doniczce – podobno miała się jeszcze z kimś spotkać. Tak przynajmniej twierdziła.

- Z kim?

- Nie wiem. Wspominała, że jeszcze musi do tej osoby zadzwonić, ale nawet jeśli nic ze spotkania nie wyjdzie, to wróci taksówką. Wypiliśmy po jednym piwie i poszedłem.

- Po piwie? Po sekcji zwłok mówili, że musiała przed śmiercią wypić znacznie więcej…

- Widocznie wypiła coś jeszcze, kiedy poszedłem.

- Szkoda, że nie wiemy, z kim chciała się spotkać.

- Szkoda – odparłem. Raisa nie powiedziała już nic więcej.

Ciągle gapiłem się w kartkę. Oczywistym, że nie mogła jej napisać Nadia, w końcu od dawna była martwa, więc kto? Tylko nasza trójka wiedziała o pocztowej dziupli. Moje myśli mimowolnie powędrowały w stronę ślicznej brunetki.

- Stary, ale po? – zacząłem sam siebie przekonywać o irracjonalności moich podejrzeń.

Raisa była przyjaciółką Nadii i moją dobrą sąsiadką. Nie było powodu, żeby robiła takie rzeczy. Nie miała też pewności, że kiedykolwiek tu wrócę i list trafi do adresata. Poza tym, dlaczego teraz, w tak krótkim czasie przed moim niezapowiedzianym powrotem, zdecydowała się umieścić tutaj ten list? Może domyśliła się, że wrócę tutaj przy okazji, dowiedziawszy się o śmierci rodziców? Spojrzałem na datę. Sugerowała, że został napisany, gdy rodzice jeszcze żyli. Ale przecież mogła zostać sfałszowana…. A może Raisa komuś się wygadała i ten ktoś sobie kpi w ten sposób z pamięci Nadii?

- Kurwa, to wszystko się kupy nie trzyma! – zmiąłem papier w kulkę i cisnąłem nim o trawę. Odszedłem parę kroków, po czym zawróciłem i podniosłem zawiniątko.

- Tak czy inaczej, muszę porozmawiać o tym z Raisą. Muszę.

Szybki krokiem dotarłem do domu, potrzebny mi był zimny prysznic i świeża koszula. Niedługo potem stałem już pod drzwiami dawnej przyjaciółki. Zapukałem niepewnie, czując, że robi mi się na przemian zimno i gorąco. Frontowe drzwi otworzyły się łagodnie.

- O, jesteś już Boris, wchodź – Raisa uśmiechnęła się seksownie. Burzę loków spięła w niesforny, uroczy kok. Jej ciało otuliła krótka, obcisła granatowa sukienka. Faceci z reguły nie dostrzegają szczegółów – ja zresztą też – mimo wszystko zwróciłem uwagę, że znany mi już niebieski naszyjnik nie bujał się jak przedtem na długim łańcuszku, ale został przypięty do tasiemki, która ciasno oplatała szyję. Raisa wyglądała w nim jak kotka. Było to w dziwny sposób podniecające.

- Ładny masz… hm… naszyjnik? – wymamrotałem, wchodząc za nią do salonu. Miała bardzo ładne nogi. Zupełnie inaczej ją zapamiętałem.

- A, masz na myśli to? – wskazała palcem na tasiemkę – to się nazywa „dusik”.

Dusik, wspaniale. Biorąc pod uwagę, że podejrzewam ją o zaburzenia psychiczne nakazujące jej pisanie listów w imieniu zmarłej przyjaciółki, ta nazwa nie wróży niczego dobrego. Mimo wszystko Raisa była zawsze osobą wrażliwą i delikatną. Nadal nie mogło mi się zmieścić w głowie, że byłaby zdolna do tak okrutnych zabaw.

Ciasto było przepyszne. Gadaliśmy przy nim, wspominając stare czasy. Potem Raisa przyniosła wino, ale jakoś nie odważyłem się na wprowadzenie się w stan upojenia w jej obecności. Nalała jednak sobie, po czym zaczęła powolutku sączyć szkarłatny płyn. W tym czasie ja biłem się z myślami. Była taką ciepłą normalną osobą. Jej dom wyglądał jak z rodzinnej komedii: wszędzie jej zdjęcia z bliskimi, na półkach książki kucharskie, ogień w kominku, kwiaty w wazonie. Idylla. Nie chcąc ją oskarżać, postanowiłem ugryźć sprawę z innej strony. Powoli wyciągnąłem wymiętą kartkę z kieszeni.

- Słuchaj… Jest coś, o co muszę cię spytać – zacząłem niepewnie. Spojrzałam na mnie badawczo i odstawiła kieliszek.

- Proszę, pytaj.

- Byłem dzisiaj na spacerze, chciałem odwiedzić stare kąty. I byłem przy naszym drzewie.

Zauważyłem, że na słowo „drzewo” nerwowo zadrżały jej wargi.

- I co? – spytała. Jej głos brzmiał niepewnie – Z tego co wiem, burza złamała je jakiś czas temu. Nie posprzątali go?

- Nie. Gdyby to zrobili, nie znalazłbym tego. – powiedziałem, podając jej papier.

Ujęła go i rozwinęła. Widziałem, że czyta krótką treść kilka razy, a jej policzki robią się coraz bledsze.

- Naprawdę znalazłeś to w dziupli? – spytała łamiącym się głosem. Kiwnąłem twierdząco.

Zniknęła na chwilę prosząc, bym zaczekał. Po chwili wróciła, trzymając w ręku kopertę.

- Nie chciałam ci mówić, straszyć, dopiero co wróciłeś, może to zwykły żart… - zaczęła nieskładnie, podając mi kopertę – ale skoro tobie też się to przytrafiło, chyba powinieneś wiedzieć.

W kopercie, zaadresowanej „Do R.”, była kartka. Wyciągnąłem ją i przeczytałem treść.

„R., pomóż mi!!! Pomóż!!!”

Raisa wyglądała na przerażoną.

- Mówiłeś kiedykolwiek komuś o naszej „poczcie”? – spytała, krzyżując ręce.

- Nie – odpowiedziałem zgodnie z prawdą – a przynajmniej nie wydaje mi się, żebym komuś o tym wspominał.

- Kto mógłby robić coś takiego? – dziewczyna była autentycznie zszokowana. Nie miałem odwagi przyznać, że to ją podejrzewałem. Zresztą teraz, patrząc na nią w takim stanie, straciłem całkowicie wiarę w moje podejrzenia.

- Raisa, może nas ktoś kiedyś podejrzał, jak chowamy te listy. Albo to Nadia się wygadała, sam nie wiem. A teraz ten chory ktoś bawi się naszym kosztem. Może wiedział, że moi rodzice zginęli i zapewne wrócę tu, żeby załatwić sprawy pogrzebu. I liczył, że z ciekawości zajrzę do dziupli.

Raisa pokręciła przecząco głową.

- To znaczyłoby, że twój list został napisany już po ich śmierci – stwierdziła, ujmując w dłonie znalezioną przez mnie kartkę – A data wyraźnie wskazuje, że miało to miejsce wcześniej.

- Błagam cię… - odpowiedziałem, wzdychając – przecież może być fałszywa.

- Nie byłabym tego taka pewna.

- Dlaczego?

- List do mnie został napisany 3 dni przed śmiercią mojego ojca, a znalazłam go w przeddzień jego śmierci.

Wyznania Raisy znacznie komplikowało całą sprawę. Dziwnym trafem listy zostały sporządzone tuż przed śmiercią naszych bliskich. Nie wyglądało to na przypadek, ale przecież…

- Raisa, jak zginął twój ojciec?

- Nie zginął, po prostu miał zawał. Wiem, o czym teraz myślisz, ale to raczej niemożliwe. Nie podejrzewam, żeby ktoś przyczynił się do śmierci taty.

Usiedliśmy na kanapie, przerażeni i zagubieni. Nie mieliśmy pojęcia, co myśleć o tym wszystkim. Jeszcze godzinę temu prawdopodobnie podejrzewaliśmy się wzajemnie o podrzucanie tej chorej korespondencji, teraz żadne z nas nie miało pewności już do czegokolwiek. Zmęczony natłokiem ponurych zdarzeń, sięgnąłem po kieliszek. Popijając wino, Raisa opowiedziała mi kawałek swojego życia, który toczył się podczas mojej nieobecności. Jak skończyła szkołę, podjęła pracę i jak pewnego dnia znalazła pod drzwiami pustą kopertę. Koperta była zaadresowana w sposób, w jaki robiła to nasza trójka. Ale w środku nie było niczego. Przeczucie, a może ciekawość, podpowiadało jednak dziewczynie, że zawartość może znajdować się w innym miejscu. I nie pomyliła się. Wtedy drzewo jeszcze stało na swoim miejscu.

- Dlaczego nie opowiedziałaś mi tego wcześniej? Miałaś mój numer, mogłaś zadzwonić.

- Nie miałam odwagi, ty też nigdy się nie odezwałeś. Zresztą chciałam o tym jak najszybciej zapomnieć. I zapomniałam – powiedziała, biorąc spory łyk wina – aż do dzisiaj.

- Pomyśleć, że gdybym nie poszedł na spacer, nigdy bym nie znalazł tej koperty.

- Ten ktoś widocznie bardzo dobrze nas zna.

- Za dobrze.

Nie przyznałem się Raisie, że w swojej skrzynce pocztowej – w miejscu, w którym obecnie mieszkałem, jakiś czas temu znalazłem kopertę. Była pusta, nawet niezaadresowana. Uznałem wówczas, że trafiła przed pomyłkę do mojej skrzynki i ją wyrzuciłem. Teraz wiem, że to nie był przypadek, ale nie zmieni to już niczego.

Mama Raisy została na noc u koleżanki, więc spędziliśmy cały późny wieczór na piciu wina i rozmowach. Po kilku kieliszkach humor nam się poprawił. Nawet zaczęliśmy żartować, że może Nadia naprawdę przybyła zza światów i dziwnymi wiadomościami ostrzega nas przed czymś. Oczyma wyobraźni widziałem zmasakrowane ciało Nadii, z wyżartymi przed ryby oczami i wodorostami we włosach, wkładające kopertę do dziupli. Raisa parsknęła we mnie winem. Tak, wiem – mało zabawne, ale kogoś, kto ma już sporo promili we krwi, śmieszyło to do łez.

Poczułem, że chyba naprawdę powinien już skończyć, Raisa też przestawała być sobą. Na zmianę śmiała się i płakała, ledwo trzymając się na nogach. Nie zauważyła nawet zsuwającego się ramiączka. Jej nagie ramie i opięte sukienką pośladki działały na moje pijackie zmysły jak szalone. Czerwone policzki Raisy wyglądały jak dorodne jabłka. Stan upojenia tylko dodawał jej uroku. Próbując wstać z kanapy mocno się zachwiała i ledwo ją złapałem.

- Może powinnaś się położyć? Jesteś zmęczona – powiedziałem troskliwie.

Przysunęła usta do mojego ucha. Jej oddech był rozkosznie gorący.

- Boris – wyszeptała – Nadia… Była najlepsza, co nie? Nie to co ja…

- Cicho… - czułem, że nie dam rady dłużej wytrzymać, alkohol zdecydowanie łamał we mnie wszelkie bariery – Jesteś wspaniała.

Przygniotłem swoimi ustami jej wargi. Nie opierała się, chyba nawet nie wiedziała, co się dzieje. Zaniosłem ją do sypialni. Zdjąłem z szyi prawie nieprzytomnej dziewczyny niebieski wisiorek, który z nieznanych mi powodów wzbudzał we mnie dziwny niepokój. Tej noc nie rozmawialiśmy już o listach i Nadii. Prawdę mówiąc, w ogóle już nie rozmawialiśmy, zajęci zupełnie czymś innym.

I może następnego dnia spokojnie wypilibyśmy kawę i leczyli kaca, gdybym rano, po zewnętrznej stronie okna, nie zauważył szarej koperty.

cdn.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Niezrozumiałam do końca :c
Odpowiedz
Czekam na dalszy ciąg! Rewelacyjne opowiadanie, bardzo wciągające, gratuluje
Odpowiedz
Błagam, tylko nie mów, że kolejna część będzie w takim samym odstępie czasu co między pierwszą a drugą! Świetne <3
Odpowiedz
Koniecznie muszę przeczytać kolejną część! Świetna historia
Odpowiedz
Czekam na ciąg dalszy!
Odpowiedz
Czekam na kontynuacje
Odpowiedz
Fajne. Ciekawe co będzie dalej.
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje